Reforma emerytalna – co dalej?

„Przed wyborami zabrałeś babci dowód. Teraz babcia zabierze Ci miejsce pracy!” – Jerzy Miller

Późniejsze emerytury są tematem bardzo drażliwym dla większości środowisk. Tylko Palikot i, poobijany przez Tuska w walce na nerwy, Pawlak, mieli odwagę poprzeć projekt, który ma w przyszłości unormować finanse naszego kraju. Osobiście, jestem przeciwko rozwiązaniu które prezentuje rząd. Starsze osoby wykonują swoje zadania nieefektywnie, mimo ogromnego doświadczenia i zaangażowania. Często są mniej sprawne psychicznie i fizycznie, chociaż wszystko zależy od stanowiska. Innego wysiłku wymaga praca biurowa w miłym towarzystwie, a innego gdy szefowa jest starą jędzą, która robi wszystko, byle by dokuczyć pracownikowi. Innego wysiłku wymaga praca w fabryce, gdzie większość rzeczy wykonują za nas skomputeryzowane maszyny, a innego, gdy musimy wszystko robić ręcznie w bardzo niskich/wysokich temperaturach. W grę wchodzą również czynniki genetyczne. Nie wszyscy starzeją się jednakowo. Jedni do siedemdziesiątki są żwawi i energiczni, inni już przy pięćdziesiątce wygasają i nie mają zwyczajnie siły.

Jednocześnie, młodzi nie mają pracy i uciekają za granicę żeby ją znaleźć. To wręcz niehumanitarne zmuszać staruszków, żeby harowali na zasiłki dla bezrobotnych i zapomogi dla młodzieży. Oczywiście, jeżeli ktoś ma pracę lekką i przyjemną oraz mnóstwo sił, to niech Bogowie mu błogosławią. Niechaj zasuwa aż do setki. Ale po co zmuszać do pracy osoby, które ledwo co powłóczą nogami? Inna sprawa, to czy w ogóle uda im się znaleźć zatrudnienie. Wśród bezrobotnych jest już ponad 20% Polaków po pięćdziesiątym roku życia. Wiadomo, nikt nie chce zatrudniać starych. Kapitalizm działa.

Tymczasem wicepremier Pawlak, niczym krab, schował się w skorupę i wycofał okrakiem ze swej pseudo-odważnej postawy obrońcy emerytur, a wywalczone przez niego ustępstwa są po prostu śmieszne. Starsi ludzie mają wybór między młotem a kowadłem, czyli głodową emeryturą albo równie głodowym świadczeniem przedemerytalnym.

Zgody społecznej na taki czyn oczywiście nie ma. I raczej nie będzie. Rząd Tuska to dostrzega, dlatego nie pozwala na przeprowadzenie referendum. Można by wprowadzić bardziej elastyczne rozwiązania. Nie karzące kobiet tylko za to, że urodziły się po 1953 roku. Ich prawie rówieśniczki, które miały szczęście urodzić się kilka miesięcy wcześniej, już od dawna są na wcześniejszych emeryturach.

W niektórych krajach Europy, taki system może jest efektywny. Ale nie u nas. My ciągle jesteśmy z tyłu, mamy gorszą opiekę socjalną i zdrowotną, a warunki pracy czasami zakrawają na średniowiecze. Rozwój zależy od budżetu państwa, a budżet państwa od rozwoju. I tak wpadamy w błędne koło, z którego Tusk próbuje się wyrwać, rzucając starszych ludzi na krwawy żer sępom „postępu”. Mało humanitarne. Czy dobre dla Polski? To się jeszcze okaże…

Norge – drømmers land? #1

Zgodnie z zapowiedzią, przedstawiam pierwszą część serii wywiadów „Norge – drømmers land?”, przybliżających nam Norwegię oczami gimnazjalistki – Marty (15 l.), która ponad dwa lata temu wyjechała z naszego kraju, razem ze swoimi rodzicami. Początki zawsze są trudne, szczególnie dla tak młodej osoby. Jak nasza bohaterka wyobrażała sobie Skandynawię przed wyjazdem? Co zmusiło jej rodziców do opuszczenia Polski? Czy pierwsze dni w innym kraju, który miał stać się jej domem, były bardzo ciężkie? Zapraszam do czytania.

Część I: Początek.

Ślepowid: Jak łatwo można się domyślić, decyzja o wyjeździe nie należała do Ciebie, a do Twoich rodziców. Dlaczego zdecydowaliście się opuścić Polskę? Co czułaś, gdy po raz pierwszy dowiedziałaś się, że zamieszkasz w Norwegii na dłużej?

Marta: Prawdę mówiąc, rodzice traktowali dość poważnie moje zdanie na ten temat i pewnie, gdybym się nie zgodziła, to wyjazdu by nie było. Sam pomysł zamieszkania w Norwegii pojawił się dużo wcześniej, jakieś dwa lata przed opuszczeniem Polski. Tata, już jakiś czas, mieszkał i pracował w Norwegii. Chcieliśmy zamieszkać razem. Oczywiście, pojawiły się pewne wątpliwości co do języka, życia w nowym miejscu. Logicznym jest, że mieliśmy pewne obawy, ale ostatecznie zdecydowaliśmy się na wyjazd.

Ślepowid: Jak wyobrażałaś sobie Skandynawię?

Marta: To dość trudne pytanie, bo prawdę mówiąc nie wyobrażałam sobie wcale. Widziałam kilka zdjęć zrobionych przez kuzyna, trochę historii słyszałam, ale prawdę mówiąc nie miałam konkretnej wizji Norwegii. I z tego co pamiętam to nawet nad tym zbytnio nie myślałam.

Ślepowid: Pierwsza wyprawa do Norwegii zapewne dość wyraźnie zapisała się w Twojej pamięci. Jak się czułaś, gdy wsiadałaś na statek, wiedząc, że opuszczasz Polskę?

Marta: Długo czekałam na ten wyjazd i, choć byłam odrobinę przerażona co do samego wyjazdu, to tak naprawdę się cieszyłam. Nigdy nie byłam zbytnio zżyta z Polską i zawsze marzył mi się wyjazd gdzieś za granicę. No i kiedy nadarzyła się okazja, trzeba było ją wykorzystać. Miałam sporo obaw, ale radość okazała się silniejsza.

Ślepowid: Dotarłaś wraz z rodzicami do Norwegii… Jak wyglądały Wasze pierwsze dni? Dużo spraw formalnych? Jakieś problemy z zakwaterowaniem lub porozumieniem się z miejscowymi?

Marta: Nie wiem zbyt wiele o formalnościach, bo nie pomagałam w ich porządkowaniu. Tata wynajął mieszkanie, wprowadziliśmy się tam zaraz na drugi dzień. Pierwszy dzień spędziliśmy w mieszkaniu, które firma, w której tata pracował wynajęła dla kilku pracowników. Z tego co mi wiadomo, było kilka problemów, ale urzędnicy pomogli w wypełnianiu niemal wszystkich papierów, tłumaczyli po kilka razy, jeśli kuzyn, który tłumaczył, nie rozumiał czegoś.

Ślepowid: Wszystko musiało być dla Ciebie nowe. Jakie różnice między Polską a Norwegią, jako pierwsze rzuciły Ci się w oczy?

Marta: Może to zabrzmi śmiesznie, ale najwidoczniejszą różnicą na początku, był brak zwracania się do osób starszych i pedagogów per pan/pani. W Polsce takie zachowanie byłoby po prostu uznane za brak wychowania, a tu jest normą. Nauczyciele mają bardzo dobry kontakt z uczniami i nie ma zwyczajowej wrogości między nimi. Do tego wszyscy są zaskakująco pozytywnie nastawieni do obcokrajowców, a szkoła zapewnia roczny kurs językowy. Na pewno sporą różnicą dla mnie było tak wiele narodowości w jednym małym mieście. Można tu spotkać ludzi z niemal całego świata. Mimo wszystko wszyscy tworzą zgrane społeczeństwo. Przyznam, że z początku ciężko się było do tego przyzwyczaić, jednak z czasem stało się to normalne.
Norwedzy w ogóle są nieco inni. Nie żyją w takim pośpiechu, wszyscy są serdeczni dla siebie. Dobrze to zobrazuje pewna sytuacja z którą się spotkałam. Kiedy byłam w sklepie, przede mną, w kolejce, stała pani, i wypakowuje rzeczy z koszyka, a sporo ich miała. Nagle dzwoni jej telefon, a ona przestaje wypakowywać zakupy i zaczyna rozmawiać! I nikt nie ma jej tego za złe, ludzie w kolejce stoją i rozmawiają sobie jak gdyby nigdy nic. Podobną sytuację miałam w Polsce, z tym, że to ja blokowałam kolejkę – oczywiście niezbyt celowo. I pan stojący za mną w dość niekulturalny sposób „niecierpliwił” się.

Ślepowid: A co z barierą językową?

Marta: Na szczęście wcześniej uczyłam się angielskiego, więc miałam dużo łatwiej. Jednak nadal, nie był perfekcyjny, a nauka norweskiego była priorytetem. Zostałam bardzo ciepło przywitana, i mimo problemów, dawałam sobie radę. Było dość trudno, kiedy nauczyłam się trochę norweskiego, a znajomi nadal starali się rozmawiać po angielsku. W tej chwili ta bariera językowa nadal istnieje. Niestety nie znam języka tak dobrze, by perfekcyjnie się porozumiewać, nadal brakuje mi wielu słów. Ale jest coraz lepiej – a przynajmniej taką mam nadzieję.

Ślepowid: Tęskniłaś za Polską?

Marta: Jak mówiłam swego rodzaju tęsknotę odczuwa się dopiero po czasie. Ja ją odczułam dopiero po trzecim lub czwartym wyjeździe do Polski. Chyba wtedy tak naprawdę zrozumiałam, że to miejsce, w którym się wychowałam i jednak trochę mi go brakuje. Nigdy nie czułam jednak potrzeby powrotu.

Wszelakie sugestie odnośnie wywiadów i pytania do naszej bohaterki, proszę umieszczać w komentarzach. Dziękuję serdecznie.

Cztery oblicza ślepca

Witam serdecznie. Mój pierwszy wpis będzie krótkim przywitaniem i przedstawieniem treści, jaką mam zamiar publikować na blogu. Mam na imię Irek, studiuję dziennikarstwo i komunikację społeczną na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim. Już od najmłodszych lat marzyłem o pracy redaktora, a teraz, dzięki temu portalowi, mam okazję zaprezentować swoje skromne umiejętności oraz opinie, szerszej publiczności. Interesuję się kulturą Słowian, fantastyką i piłką nożną, nie stronię również od muzyki (wyjątkowo sobie cenię styl Nightcore, grupę Radogost, Kelthuzza i Jacka Kaczmarskiego).

Na blogu będę prezentował wszelakiej maści treści, artykuły, felietony i wywiady. Postaram się wyjątkowo aktywnie wybierać tematy związane z młodzieżą oraz jej życiem, chociaż równie chętnie wtrącę swoje trzy grosze do aktualnej sytuacji politycznej i wydarzeń bieżących. Przez dłuższy czas mam zamiar również prowadzić dwie, stałe rubryki:

„Norge – drømmers land?”, będzie serią wywiadów z Martą, młodą Polką mieszkającą w Norwegii, która przybliży czytelnikom różnice między naszą ojczyzną a Skandynawią.

Zaś w tekstach „Megafon w tłumie” zaprezentuję punkt widzenia przeciętnych (z pozoru), niewyróżniających się osób, na tematy aktualne. To również seria wywiadów, gdzie opinię, niezależnie od wykształcenia czy obycia, będą mogli zaprezentować ludzie młodzi, studenci i uczniowie szkół średnich.

Wpisy będą się ukazywały mniej więcej raz na tydzień, może trochę częściej jeśli wydarzenia na arenie polityczno-społecznej będą wyjątkowo kuszące. Zapraszam do śledzenia bloga, częstego komentowania i wyrażania swojej opinii. Pozdrawiam.

Ślepowid