Burneika i Najman – ostateczne starcie

Stało się. Robert Burneika i Marcin Najman w końcu stoczyli walkę, z której zwycięsko wyszedł internetowy celebryta. W sumie niewiele można powiedzieć o tym starciu. Litwin spokojnie stał i obserwował, a gdy poczuł przypływ sił, rzucił się na Polaka, który uciekał niczym kurczak przed psem. W końcu Najman zszedł do ziemi i wystawił się na potężne ciosy, pieczętujące jego przegraną.

Prawdę mówiąc, myślałem że Robert nie wytrzyma kondycyjnie i że zabraknie mu techniki. I rzeczywiście, on po prostu na ślepo okładał Najmana a ten nie mógł nic na to poradzić. Podobnie wyglądała walka z Mariuszem Pudzianowskim, parę low kicków a potem dopad i mocarne, bezlitosne ciosy. Najpierw przegrana ze strongmanem, teraz z kulturystą. W dodatku pożegnanie przez kibiców krzykami „wypie***laj!”. To już oczywisty koniec kariery Najmana. Na facebooku już krąży ankieta z kim powinien się zmierzyć następnym razem. Na obecną chwilę, prowadzi premier Donald Tusk. To by dopiero była walka. Jestem pewien, że szef naszego rządu, który dzięki harataniu w gałę musi mieć mocne nogi, zmiażdżyłby swojego przeciwnika low kickami. Ba, może nawet jakiś hi-kick by poleciał. W razie czego parter i mataleo, oj, premier Tusk jest doświadczony w walce w parterze. Bardzo często musi się zniżać do poziomu innych, podczas dyskusji z niektórymi opcjami politycznymi.

Ale wróćmy do naszego zwycięzcy, pana Roberta. Mimo, że nie wierzyłem w jego zwycięstwo od początku go dopingowałem. Tak jak mówili komentatorzy, on był w tym pojedynku postacią pozytywną. Jak można go nie lubić? Sam przekonałem się o jego zainteresowaniu swoimi fanami, gdy pozdrowił moją amatorską drużynę piłkarską. Czy można się dziwić, że podbił internet? Poczucie humoru, zabawny akcent, dystans do siebie… Robert Burneika zdecydowanie zasłużył na podziw.

Inna sprawa. Internet i jego czołowe postacie, stawiają kolejny krok ku światu rzeczywistemu. Wszyscy byli bardziej zainteresowani walką e-celebryty Burneiki niż świetnego Grabowskiego (wygrana przez kimurę). Kariera Pani Barbary (filmowa), Krzysztofa Kononowicza (filmowa i polityczna) czy Niekrytego Krytyka (radiowa), pokazują, że internetowe możliwości zdobycia sławy stają się coraz bardziej popularne. Teraz, internet wkracza w świat sztuk walki. Co będzie kolejnym celem sieci?

Norge – drømmers land? #2

Po dłuższej przerwie, prezentuję drugą część wywiadu z Martą, młodą Polką która ponad dwa lata temu przeniosła się do Norwegii. Tym razem poruszyliśmy temat nauki na kursach językowych, obcokrajowców oraz Andersa Breivika, którego temat powraca niczym bumerang. Podczas rozmowy z naszą rodaczką, najbardziej zainteresowała mnie historia jej czeczeńskiego kolegi, która została częściowo przytoczona. Wiele konfliktów, odbija się nie tylko na osobach biorących w nich udział bezpośrednio, ale też na ich dzieciach. Miejmy to na uwadze, jeżeli naprawdę kochamy nasz kraj, i nie przenośmy politycznych, rasowych czy religijnych animozji na nasze potomstwo.

Jak zawsze, wszelakie sugestie odnośnie wywiadów oraz pytania do naszej bohaterki, są mile widziane. Tu poprzednia część: klik. Serdecznie zapraszam do czytania.

Część II: Cudzoziemcy i Breivik

Ślepowid: Przez rok uczyłaś się na kursie językowym. Jak wyglądały zajęcia? Jak wielu poznałaś tam obcokrajowców?

Marta: Trudno określić jak dużo ludzi tam poznałam. Cały czas ktoś dochodził i odchodził, kurs był prowadzony na różnych etapach, a niektórzy wcale nie mieli łatwej sytuacji w nowym dla nich kraju. Spotkałam tam wiele osób, różnych narodowości: Bułgarów, Czeczenów, Kurdów, Niemców i wielu, wielu innych.

Naukę języka zaczynaliśmy od podstaw, jak w przedszkolu – alfabet, piosenki dla dzieci, czytanki… Potem musieliśmy rozmawiać po norwesku. Nie można było używać innego języka (wiele osób miało z tym problemy). Z początku, nie wierzyłam, że nauka w taki sposób przyniesie efekty. Jednak jak widać, jest dość skuteczna, gdyż po roku kursu, mogłam już pójść do normalnej szkoły. Najważniejsza jest cierpliwość i dobra nauczycielka.

Ślepowid: Miałaś jakieś problemy kulturowe przy porozumiewaniu się z innymi osobami?

Marta: Nie, nie zdarzyło mi się mieć tego typu problemów. Ogólnie nie zwracaliśmy uwagi na swoje pochodzenie, nie przeszkadzało mam w rozmowie.

Ślepowid: Za każdą osobą która wyjeżdża za granicę, kryje się jakaś historia. Czy były w Twojej grupie jakieś osoby o wyjątkowo ciekawej przeszłości?

Marta: Niektórzy przyjechali po prostu dla zarobku. Ale chyba najbardziej powszechnym powodem, który sprowadzał ich za granicę było poszukiwanie spokoju. Wielu z nich żyło w kraju, w którym strach wyjść z domu, ludzie nie ufają policji, ani władzy. Nie chcieli tak żyć i wcale im się nie dziwię. Miałam tam takiego chłopaka z Czeczeni. Był tylko trochę starszy ode mnie. Opowiadał, że on i jego rodzice uciekli, bo tam gdzie mieszkali, była wojna. W zeszłym roku go deportowali, nie zgodzili się by został w Norwegii. Moja mama mówiła, że Ci co uciekają do innych krajów a potem wracają, nie są zbyt pozytywnie odbierani. Miała znajomą z Inguszetii, która czymś zawiniła. Podobno gdyby ją deportowali, mogłaby nawet zginąć.

Ślepowid: Dużo jest obcokrajowców w Norwegii? Jakie jest do nich podejście i imigrantów z jakiego kraju jest najwięcej?

Marta: Zaryzykuję i powiem, że mniej więcej połowa mojego miasta, a może i więcej, to obcokrajowcy. Czasem ciężko jest ocenić, kto jest zza granicy, a kto urodził się tutaj. Są traktowani jak normalni ludzie, dostają normalną pracę, ich kolor skóry, religia, wygląd czy pochodzenie są tylko dodatkiem, który nieznacznie wpływa na to kim są.

Ślepowid: Supremacja obcokrajowców i muzułmańskiej kultury, była jednym z powodów, dla których Anders Breivik poważył się na swój szalony czyn. Jak się dowiedziałaś o masakrze jaką urządził?

Marta: Prawdę mówiąc dowiedziałam się przez polską telewizję.

Ślepowid: Co sądzisz o tym człowieku?

Marta: Trudno powiedzieć co o nim myślę. Dokładnie zaplanował to co zrobił, zamordował wielu ludzi – dodam, wielu niewinnych ludzi, których śmierć tylko zwróciła na niego uwagę. Co więcej, niewiele mu to dało, więc było to dość bezsensowne posunięcie. Sądzę, że ten człowiek ma po prostu problem. Kiedy wróciłam do szkoły, miałam akurat ferie kiedy to się wydarzyło, wiele się o nim mówiło. Norwedzy mówili o nim, jako człowieku, który od małego miał problemy, był raczej aspołeczny i wiele przeszedł. Nie usprawiedliwiali go, po prostu szukali powodu dla którego mógł zrobić tak straszną rzecz.

Ślepowid: Jak Norwedzy, dorośli, mieszkańcy Twojego miasta, koledzy i koleżanki ze szkoły, zareagowali na tą wiadomość? Jaki mieli stosunek do tragedii?

Marta: Ludzie byli po prostu zszokowani. Znam osoby, które utracili dalsze rodziny w tej tragedii i naprawdę bardzo im współczuję.
Jakiś czas temu, byłam na wycieczce w archiwum w Kristiansand. Właśnie to miejsce za czasów II wojny światowej gestapo obrało jako swoją siedzibę. Wiele rozmawialiśmy, o tym co się działo wtedy i nie tylko. Myślę, że przy wielu takich wycieczkach przez wiele lat będzie się wspominać o Breiviku, będzie zadawane niby proste pytanie ‚Dlaczego?’. Norwedzy bardzo przeżywają to co zrobił i widzę, że na pewno na długo pozostanie to w ich pamięci. Pamiętam kiedy pierwszy raz w szkole został poruszony ten temat. Ciężko było dobrać słowa, szczególnie tym, którzy stracili w tej tragedii rodzinę. Chyba można tu mówić o swego rodzaju niedowierzaniu, bo tak naprawdę nikt nie chciał się pogodzić z tym co się stało.

Więcej miłości w Polsce! TV TRWAM przetrwa!

„Nie dajmy się dzielić! Polsce potrzeba merytorycznej rozmowy, wzajemnych debat, poznawania racji drugiego człowieka. Polsce potrzeba miłości!” – tak oto, do prawdziwych Polaków którzy zebrali się by bronić jedynej, katolickiej stacji w naszym kraju. przemawiał o. Tadeusz Rydzyk.

Poprzez słowo „Polska” miał chyba na myśli środowiska prawicowe skupione wokół TV TRWAM i tylko w tym gronie dopuszczał merytoryczną rozmowę, wzajemne debaty oraz poznawanie opinii drugiego człowieka (nie innych ludzi, bo wszyscy wiemy kim są „inni”). Reszta, ta nieprawicowa reszta oczywiście, z Rzeczpospolitą nie ma nic wspólnego, dlatego jakikolwiek dyskurs jest niewskazany a wręcz szkodliwy! Rozmowa ze zwolennikami rosyjskiej władzy, mogła by wywołać gniew jedynych prawdziwych Polaków! A nie daj Boże, ktoś by się dał przekonać ich argumentom! To jak przejście do obozu wroga i dezercja! I po co się stresować i poddawać „polityce nienawiści”? „Polsce potrzeba miłości!”, krzyczy o. Rydzyk, chwilę później mówiąc: „Skończcie z judzącymi programami kpiącymi z katolików, wierzących, prawdziwych Polaków. Skończcie z judzeniem przeciw świętej pamięci prezydentowi i wszystkim poległym. Z kpinami z moherowych beretów. Z kpinami przeciw ludziom starszym!”

A mówi to, by żyło się nam dostatnie. Dla dobra człowieka, dla szczęścia ludzkości, chce nas złączyć w uścisku miłości… Aż z trzaskiem pękałyby kości, jak stoi w „Limerykach o narodach” Jacka Kaczmarskiego.

Dość z judzeniem przeciw katolikom, wierzącym i prawdziwym Polakom. Czas na konkretniejsze informacje, dla tych, którzy nie wiedzą co się dzieje lub zostali mylnie poinformowani, że nasze ulubione TV TRWAM zostanie zamknięte. TV TRWAM ciągle będzie istniało, nawet po tym jak nie dostało się na multipleks cyfrowy. Jak najbardziej, będzie można oglądać tę stację za pośrednictwem anten satelitarnych i  telewizji kablowej. Czyli w takiej formie, z jakiej korzystają dzisiaj Polacy, zarówno Ci „prawdziwi”, jak i zaprzańcy chcący zniszczyć nasz kraj. Do KONKURSU (co by to był za konkurs, gdyby wiadomo było kto wygra lub gdyby zwycięzca został wybrany by nie budzić społecznych niepokojów?) zgłosiło się wiele programów, tylko czwórka mogła „dostać trzy razy TAK”.

Poza wybranymi kanałami, tylko TVP1, TVP2 i TVPinfo mogły poszczycić się niezależnym od konkursu funkcjonowaniem, co daje nam siedem kanałów na multipleksie. Zasmucę tych którzy myślą, że miejsce TV TRWAM zajmie jakaś „reżimowa” telewizja, jak TVN lub Polsat. Inne programy będą też funkcjonowały tak jak dotąd, poprzez anteny satelitarne i telewizję kablową.

Więc TV TRWAM wcale nie zniknie z naszych telewizorów, będzie ciągle dostępny. O co chodzi w tej wielkiej hucpie? Czemu prawicowe środowiska aż tak denerwuje jeden przegrany konkurs o kosztowny multipleks, na który Fundacja Lux Veritas i tak by nie miała pewnie pieniędzy? Czemu musimy zawsze, przez każde tupnięcie rozszalałych katolików (tych którzy nie są rozszalali, nie uważają że żyjemy pod zaborami i nie manifestują swojej miłości waląc kogoś krzyżem przez łeb, pozdrawiam!) ustępować, nawet jeżeli nie mają racji? Czemu nieudostępnienie konkretnej formy przekazu jednemu medium, tak jak dziesiątkom innych, zostaje uznane za walkę z Bogiem, Polską i chrześcijaństwem?

I ostatecznie, czemu wmawia się pewnej grupie ludzi, że ich stacja telewizyjna zniknie z mediów, kiedy wcale nie zniknie?

Bardzo ciężko mi znaleźć odpowiedzi na te zagadnienia. I na jeszcze jedno pytanie, które doprowadziło do tej piekielnej orgii: czemu o. Tadeusz Rydzyk, nie dostarczył dokumentów dotyczących wielomilionowej pożyczki, które były wymagane przez KRRiT?

PS: A multipleks i tak będzie poszerzany o nowe programy! Już się boję kolejnego konkursu.

Lekcje religii – istnieje tylko jedna wiara

Ostatnimi czasy Kościół stał się dla wszystkich chłopcem do bicia. Nawet prawicowcy (na przykład „ksiądz samuraj” Tadeusz Isakowicz-Zaleski) bez litości piętnują jego wady. Hierarchowie tej organizacji stają w końcu pod pręgierzem opinii publicznej, którego unikali niczym diabeł wody święconej. Teraz, gdy niektóre fakty wychodzą na wierzch, stawiają się w roli poszkodowanych i niezasadnie atakowanych.

A ja niestety zmuszony jestem dołożyć swoją cegiełkę do tej krytyki. Nie śmiałbym oczywiście znęcać się tylko nad biednym, poszkodowanym przez Żydów i antyklerykałów Kościołem. Z chęcią dam pstryczka w nos także polskiemu systemowi edukacji. Temat nasuwa się sam: religia w szkołach.

Chodziłem na religię, w podstawówce, w gimnazjum, w liceum. Moja pamięć nie jest zbyt dobra, dlatego sięgnę tylko do ostatniego etapu obowiązkowej nauki. Chodziłem na zajęcia, bo inaczej miałbym okienko w planie, godzinną przerwę. Okienko mi nie do końca odpowiadało, to stwierdziłem, że jestem zbyt leniwy na bawienie się z potwierdzeniami, o wypisaniu z lekcji religii. Przez pierwsze dwa lata mieliśmy normalną nauczycielkę, na trzecim roku charyzmatycznego księdza. Nauczycielka, była pieszczotliwie nazywana „Trollem” i delikatnie mówiąc nie przypadła uczniom do gustu. Otwarty, wesoły duchowny zwany od swojego nazwiska „Leszczem” lub „Wojtkiem”, był dla większości swego rodzaju wybawieniem w chwili zwątpienia, mimo że na pierwszych zajęciach wszyscy się go wystraszyli. Mi osobiście, nie robiło różnicy z kim mamy zajęcia. Ciągle mi czegoś brakowało…

Z religii zwolniła się ponad połowa uczniów. Na 24-osobową klasę, tylko 11 osób chciało uczestniczyć w lekcjach. Z tego pięć osób było niewierzących. W innych szkołach sytuacja przedstawia się podobnie. Przeprowadziłem małą ankietę wśród znajomych, jak u nich wyglądały zajęcia.

U Damiana na dwadzieścia dwie osoby, chodziło siedem. U Tomka, 15 na 28. U Adama 18 na 30. Najgorzej jednak wyglądała sytuacja u Adriana. Zaledwie 6 osób na 28. Zajęcia w których uczestniczy ledwie połowa uczniów nie mają racji bytu. Co jest powodem takiej małej frekwencji? Odnoszę wrażenie, że większości osób nie chce się uczęszczać ze zwykłego lenistwa. Na zajęciach nie dowiadują się niczego interesującego, a ocena nie wlicza się do średniej kiedy ktoś nie chodzi. Od podstawówki powtarzane są ciągle te same hasła i tematy. Damian mówi wprost, „szkoda marnować czas”. W podobnym tonie wypowiadają się Rafał („Religia to same bzdury, jak można chodzić na coś takiego i marnować swój czas?”), Adam („Zwiększone ryzyko na obniżoną ocenę z zachowania i strata czasu”) oraz Adrian („Więcej wolnego czasu, który można przeznaczyć na prawdziwą naukę”).

Ale mnie najbardziej boli jedna rzecz. Nazwa. Przedmiot który określony jest jako „religia” tak naprawdę powinien nosić nazwę „katolicyzm” albo „chrześcijaństwo”. Po co tak uogólniać i mylić? Przecież te zajęcia z innymi religiami nie mają nic wspólnego. Koncentrują się na jednej rzeczy, atakującej nas z każdej strony. Fakt, myk może być w liczbie. Jest „religia” a nie „religie”…

Przez trzy lata nauki w liceum, mieliśmy zaledwie jedne zajęcia dotyczące innych wierzeń. Tych największych. Różne odłamy chrześcijaństwa, islam, judaizm, buddyzm, hinduizm. Koniec. Nic poza tym. Najbardziej mnie rozjuszyło, gdy spytałem księdza Wojtka, czy wie czym jest rodzimowierstwo słowiańskie. Gdy patrzyłem w jego pełne zmieszania oczy i obserwowałem jak ironicznie uśmiechnięte usta wymawiają krótkie „Co to?”, wiedziałem, że od teraz będę zawsze z rozdrażnieniem patrzył na temat lekcji religii. Wiara słowiańska istniała na tych ziemiach setki lat przed nadejściem chrześcijaństwa. Nauka o niej, powinna być równie ważna co nauka o ukrzyżowanym żydzie z Bliskiego Wschodu. To część naszej kultury, nie wspominając już o tym, że połowa naszych polskich tradycji ma swoje korzenie właśnie u Słowian. Niestety, nie tylko w mojej klasie inne religie były traktowane po macoszemu. W ciągu czterech lat nauki, Damian nie miał ani jednej lekcji na której przerabiałby chociażby druidyzm, konfucjanizm czy buddyzm. Tak samo Tomek. I Marta. I Adam. I Przemek. I Adrian. Szczęście miał tylko Rafał, bo u niego przerabiano inną wiarę aż dwa razy! Za to inny Rafał, mówi bez ogródek: „Nie przypominam sobie, byśmy wykraczali poza chrześcijaństwo. Jeżeli już padały nawiązania do innych religii, katecheci mówili z wyjątkową pogardą oraz niechęcią”.

Powstaje pytanie: po co nauczać o innych wierzeniach? Zatem ja zadaję kontr-pytanie: po co nauczać tylko o chrześcijaństwie? Wiedzę młodzieży w zakresie naszego kręgu kulturowego powinni kształtować rodzice, ewentualnie Kościół podczas kazań. Po to właśnie wydaje się tyle pieniędzy na renowację starych świątyń i między innymi dlatego promowane są wartości rodzinne. Wiedza o innych wierzeniach poszerza nasze horyzonty, mamy wgląd w inne tradycje. Dzięki temu, dowiadujemy się czegoś o innych ludziach, innych krajach. Mamy wolność opinii, możemy wyraźnie ocenić które religie mają przekaz pacyfistyczny a które są powodem konfliktów. Dlatego właśnie, jeżeli chcemy by zajęcia na których omawiane są sprawy wiary były nadal kontynuowane, potrzebujemy pewnych zmian. Albo wprowadzić religioznawstwo albo dać uczniom wolne godziny albo zamiast chrześcijańskiej indoktrynacji rozszerzyć jakiś inny przedmiot, jak matematyka lub historia na którą brakuje czasu.

Ale jak można uczyć ludzi o wierze innych kontynentów, gdy nauczyciele nie wiedzą że rodzimi Słowianie mieli własną religię? Religię, która mimo setek lat tępienia przez jedyną, słuszną wiarę której są reprezentantami, przetrwała do dziś.

Megafon w tłumie #2

Czas na małe rozluźnienie, po wczorajszym, pełnym wrażeń (i informacji z Krakowskiego Przedmieścia) dniu. Przedstawiam drugi wywiad z serii „Megafon w tłumie”. Tym razem spytałem o opinię, Przemysława z Elbląga (21 l.), do niedawna studenta Politechniki Gdańskiej, aktualnie pilnie uczącego się by poprawić maturę i spróbować swoich sił na Gdańskim Uniwersytecie Medycznym. Zapraszam do lektury.

Ślepowid: Sprawa Katarzyny Waśniewskiej rozrosła się do absurdalnych rozmiarów. Tabloidy co chwila donoszą nam o tym, co matka małej Madzi je, jak się ubiera, kiedy się uśmiecha i co robi. Jakie jest Twoje zdanie na temat tego medialnego cyrku, śmierci dziecka oraz postawy kobiety, wokół której cała sprawa się kręci?

Przemysław: Media poświęcają jej więcej uwagi niż członkom polskiego showbiznesu. Tyle, że ta kobieta nie jest gwiazdą. Była zwykłym obywatelem, któremu przytrafiła się tragedia. Gdyby media prześladowały w ten sam sposób, to też próbowałbym zmienić swój wizerunek żeby zostawiono mnie w spokoju. Cokolwiek stało się z dzieckiem, to już jest gruba przesada. Czy nie było wcześniej gorszych przypadków?

Ślepowid: A co z Panem Rutkowskim? Żeruje na tragedii czy odezwało się jego dobre serce?

Przemysław: Zrobił to, co mu polecono. Odnalazł ciało dziecka oraz starał się dociec jego śmierci.

Ślepowid: Za mniej niż dwa miesiące, rozpocznie się EURO 2012. Jakieś oczekiwania? Obawy?

Przemysław: Mam nadzieję, że Polscy obywatele będą wiedzieć jak się zachować. Jeżdżąc tramwajami w Gdańsku natrafiłem na wielu obcrokrajowców rozmawiających między sobą w swoich językach. Niestety, niektórzy Polacy (głównie w stanie upojenia alkoholowego) nie potrafili nie wtrącić do tego swoich trzech groszy. Panie, miej nas w swej opiece.

Ślepowid: Wczoraj mieliśmy rocznicę katastrofy w Smoleńsku. To był zamach, błąd pilotów czy niefrasobliwość rosyjskich kontrolerów? Jak oceniasz całą otoczkę towarzyszącą katastrofie?

Przemysław: Nie mam zdania na ten temat. Nie mnie dociekać prawdy. Jedynie co mogę zrobić, to dbać o pamięć tych, którzy odeszli. My, Polacy, powinniśmy o tym pamiętać.

Ślepowid: Pytanie ogólne. Co sądzisz o Januszu Palikocie i jego partii?

Przemysław: Zdobył sobie uznanie młodzieży, czyli przyszłych wyborców. Młodzi ludzie lubią kontrowersję, której dostarcza im Janusz Palikot. A przynajmniej działo się tak przed wyborami… Obecnie nie posiadają niczego co mogliby mi zaoferować. Dodatkowo… Koalicja z PO? Czy przypadkiem Janusz Palikot i Donald Tusk nie przepadali za sobą? Myślę, że pojawienie się tej antyklerykalnej partii, było od początku pomysłem PO, aby ta mogła ich wesprzeć w przyszłości.

Ślepowid: Szymon Hołownia, napisał dwa tygodnie temu: „Kontemplacja własnego burczenia w brzuchu, to karykatura postu”, piętnując brak zadumy i dążenia do wspólnoty w czasie postu. Jesteśmy już po świętach. Jakie masz podejście do świąt Wielkanocnych i Wielkiego Postu?

Przemysław: Święta Wielkanocne, to czas, gdy można odnowić swoje kontakty z rodziną, wspólnie zasiąść do stołu, powspominać… Wielkanoc to czas odrodzenia. Nie tylko zmartwychwstania Jezusa Chrystusa, a zmartwychwstania polskich relacji rodzinnych. W erze XXI wieku te stają się coraz bardziej odległe.

Ślepowid: A co z wiarą w sensie ogólnym? Jakie masz podejście do Boga, Kościoła, księży i wierzących? Sam jesteś katolikiem?

Przemysław: Nie nazwę siebie ideałem katolika, choć zostałem wychowany w tej wierze. Nie uczęszczam na niedzielne nabożeństwa, krytykuję instytucję Kościoła, niektórych księży i wierzących. Jednakże wierzę w Boga i nie wydaje mi się, że wyklinanie tych co nie chodzą do kościoła, albo stracili swą wiarę było dobrym pomysłem. Czy katolik nie powiniej modlić się w intencji bliźniego, a swoją pewnością wspierać tych, którym tej pewności brak? Radziłbym zastanowić się ludziom nad powrotem do dekalogu oraz dwóch przykazań miłości. Nie trzeba chodzić do kościoła, aby być dobrym człowiekiem. Tolerancja i pomoc bliźnim wystarczą. Pana nie należy szukać w kościele, a w drugim człowieku. Jako i Chrystus nam zaufał…

Ślepowid: I na koniec, opowiedz coś o Politechnice Gdańskiej, jej słabych i mocnych stronach.

Przemysław: Muszę przyznać, że nie zauważyłem żadnych słabości uczelni. Jest po prostu bez skazy. Do mocnych stron należy przede wszystkim dokładność, dobra organizacja i informowanie swoich studentów o wszelkich wydarzeniach. Zawsze wiadomo na czym człowiek stoi i jest informowany w razie nagłych zmian.

PS: Seria zawieszona.

Rocznica śmierci J.K.

„Ale istnieje przecież Sarmatia,
Istnieje gdzieś Terra Felix.”

Był to na pewno wielki człowiek. Można by powiedzieć, że z najwyższej półki. Człowiek, który „dodawał pieśnią sił”. Patriota, antykomunista, największy bard zarówno tej wolnej, jak i zniewolonej Polski. Dzisiaj mija osiem lat od jego śmierci. Jego imię zostanie zapomniane w dniu wielkiej, smoleńskiej hucpy. Zastanawiam się, ilu osobom przyszło na myśl imię Jarosława Kaczyńskiego, gdy przeczytali tytuł. A ile nawet nie wie o takiej postaci jak Jacek Kaczmarski.

Z twórczością mistrza Jacka zetknąłem się jakieś cztery lata temu. Dostałem akurat patriotycznego uniesienia i wzięło mnie, na słuchanie piosenek o Polsce. „Żeby Polska była Polską” pana Pietrzaka, „Ballada o Janku Wiśniewskim” w wykonaniu różnych osób, a w końcu „Mury”. A gdy dotarłem do „Murów”, zaraz zainteresowałem się „Obławą”. Potem całą resztą, niemalże z miejsca. „Rejtan, czyli raport ambasadora”, „Kniazia Jaremy nawrócenie”, „Elekcja”, „Requiem rozbiorowe”… Prawdę mówiąc, więcej o przeszłości nauczyłem się z piosenek mistrza, niż z nudnych lekcji historii, na których najzwyczajniej w świecie – spałem. Więcej się również nauczyłem o sztuce, dzięki wspomnianemu już „Rejtanowi”, „Autoportretowi Witkacego”, Ślepcom” czy „Wigilii na Syberii”. Twórczość tego człowieka, naprawdę, poszerzyła moje horyzonty na tyle, bym mógł w ogóle pomarzyć o zawodzie dziennikarza.

Nie znam dobrze historii jego życia. Nigdy go nie znałem osobiście, nie widziałem na żywo, ba, nie udało mi się nawet wygrać w konkursie Gazety Olsztyńskiej jego biografii. Ale jego twórczość jest dla mnie piękna. Wiadomo, nie każdemu się spodoba. Dla jednych będzie zbyt „inteligentna”, dla innych zbyt łatwa w odszyfrowywaniu. Spotkałem się również z różnymi opiniami odnośnie jego samego. Pewna (niezbyt sympatyczna) pani nawet stwierdziła że był „starym, obrzydliwym dziadem”. Cóż, tak też można do niego podejść. Faktem zaś jest, że poza dziesiątkami nagród, otrzymał od prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, a od świętej pamięci prezydenta Lecha Kaczyńskiego, o którym dzisiaj się jeszcze nasłuchacie sporo, Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski”. Zasług człowieka, nie wolno mierzyć orderami. Ale można muzyką.

Jego śmierć to ironia losu. Na dwa lata przed odejściem do lepszego świata, wykryto u niego raka przełyku. Mistrz Jacek, nie zdecydował się na ważną operację, w obawie przed utratą głosu. 10 kwietnia, paręnaście dni po otrzymaniu nagrody Fryderyka za całokształt twórczości, zmarł. Dzisiaj, rano, w całej Polsce rozbrzmiały syreny, ku pamięci „poległych” w katastrofie Smoleńskiej. O 18:30 (około tej godziny Jacek Kaczmarski pożegnał się ze światem), nie będzie ich słychać. Nie będzie pochodów, i (dzięki Bogom) walki politycznej nad otwartymi trumnami.

W jednym ze swoich najlepszych utworów „Epitafium dla Włodzimierza Wysockiego”, będącego jego hołdem dla rosyjskiego mistrza i próbą odzwierciedlenia mentalności naszych wschodnich braci, ukazał strach przed byciem zapomnianym.

„Więc stoję! Więc stoję! Więc stoję!
A przed nimi leży w teczce życie moje!
Nie czytają, nie pytają -
Milczą, siedzą – kaszle ktoś,
A za oknem werble grają -
Znów parada, święto albo jeszcze coś…”

Nie zapomnijmy o tym człowieku. O jego twórczości oraz niewątpliwych zasługach w walce o wolną Polskę. Bo to jego „Mury” były na ustach Solidarności (której działacze zaskakująco często zapominają chyba o ostatnich słowach piosenki). To on nagrywał z takimi wspaniałymi twórcami jak Łapiński, Gintrowski czy Kowalski (który zasługuje na osobną notkę i kiedyś pewnie się jej doczeka). Nie dajmy się opętać smoleńskiemu szaleństwu. Lepiej usiądźmy wygodnie w fotelu i posłuchajmy „Piosenki zza miedzy”, patrząc z szerokim uśmiechem na pseudopatriotyczną i pseudokatolicką hucpę. Bez nerwów czy niepotrzebnego podniecenia.

Megafon w tłumie #1

Zgodnie z zapowiedzią, przedstawiam drugą serię wywiadów, która obok „Norge – drømmers land?”, będzie stałą rubryką na moim blogu. „Megafon w tłumie”, ma na celu przedstawienie różnorodnych opinii jakie prezentują młodzi ludzie. Na celowniku znajdą się studenci, bezrobotni, uczniowie liceów i techników, a nawet gimnazjaliści, którzy mimo małego doświadczenia, również mają coś do powiedzenia!

Ktoś może zapytać: czy jest sens prosić o opinię osoby, które prawdopodobnie nie znają się zbyt dobrze na tematach o których będą mówiły i nie mają kwalifikacji by ferować wyroki? Osobiście, uważam że jak najbardziej! Dzięki temu możemy zaobserwować pewne trendy, wpływ mediów na światopogląd młodzieży, poznać opinię innych osób, które w sumie nie różnią tak bardzo się od nas. Nawet najlepsi publicyści na tej stronie nie są wszechwiedzący i mają pełne prawo do mylnych ocen. Często, w swoich artykułach pisze się „Ci ludzie”, „Polacy” albo nawet pogardliwie „lemingi”, odnośnie osób które nie mają jak się obronić, ani wyrazić swojej opinii. Którzy mogą być pokrzywdzeni, jako część statystyczna przy wszelakich ankietach oraz obliczeniach. A przecież nikt ich osobiście nie pytał o zdanie. Czas oddać megafon ludziom, aby ich krzyk z szarej masy, dotarł chociażby do innych blogerów oraz starszego pokolenia.

Moim pierwszym rozmówcą będzie Tomasz z Olsztyna (21 l.), student dziennikarstwa na UWMie i mój „znajomy z uczelnianej ławy”. Oczywiście, nie mam zamiaru opierać swoich wywiadów tylko na osobach które mam na wyciągnięcie ręki. Megafon oddamy również mieszkańcom Gdańska, Katowic czy Warszawy. Zapraszam do czytania, komentowania oraz oceniania.

Ślepowid: Ostatnio, głośno się mówi o zmianach w programie nauczania. Coraz to nowe grupy opozycjonistów urządzają głodówki w ramach obrony prawa młodzieży do nauki. Najbardziej kontrowersyjnym założeniem pomysłu pani minister Krystyny Szumilas, są zmiany w lekcjach historii. Co sądzisz o zdecydowanych protestach i przeniesieniu nauki historii współczesnej do szkół ponadgimnazjalnych?

Tomasz: Uważam, że protesty w formie strajku głodowego mijają się z celem. Wygląda to jak zachowanie typu: „na złość mamie nie założę czapki i odmrożę sobie uszy”. Mamy przecież inne metody perswazji. Co do samej reformy, popieram ją. Z tego co pamiętam, zawsze brakowało czasu na realizację całego materiału, wskutek czego historia najnowsza była traktowana po macoszemu. Mamy XXI wiek i nie ukrywajmy – o wiele większy wpływ na III RP miało obalenie socjalizmu niż odsiecz Wiednia.

Ślepowid: Raz po raz, w telewizji przewija się temat reformy emerytalnej. Będziemy musieli pracować do 67 roku życia. Jaka jest Twoja opinia na ten temat?

Tomasz: Powiem tak – nie uśmiecha mi się zap***rzanie jak dziki osioł do późnej jesieni życia i dostawanie później groszy, za które nawet nie będę mógł sobie wyprawić godnego pogrzebu. Tak samo nie zwilża mnie fakt, że gdybym stracił zatrudnienie tuż przed rozpoczęciem okresu ochronnego, to byłbym spisany na straty na rynku pracy. Jednakowoż, nie mam ani wykształcenia, ani kompetencji, ani nawet pomysłu na usprawnienie tego systemu.

Ślepowid: Kontrowersje dotyczące reformy emerytalnej, doprowadziły do zgrzytów w koalicji. PO i PSL, jak widzisz te dwie partie? Czy ich przymierze zostanie naruszone? Może Tusk znajdzie kogoś innego, na przykład Palikota?

Tomasz: Zasadniczo trzymam się z dala od polityki. Wychodzę z założenia, że samo życie jest dostatecznie stresujące i szkoda nerwów. Ale co sądzę o tych partiach? Jak każda organizacja, mają swoje dobre i złe strony. Jedyne czego jestem pewien, to to, że nie popieram PSL-u. Z dwojga złego wolę liberalną ideologię Platformy.

Ślepowid: Premier Donald Tusk zapowiedział kasację funduszu kościelnego. Natychmiastowo podniosły się głosy o zamachu na wiarę katolicką i polskość. Tymczasem, antyklerykalny Janusz Palikot dostaje się do Sejmu, ciągnąc za sobą młodych. Coraz więcej osób odwraca się od Kościoła. Nawet prawicowy ksiądz Isakiewicz-Zaleski, wydaje książkę w której piętnuje homoseksualnych hierarchów. Jak uważasz, czemu tak się dzieje? Jaka jest Twoja opinia odnośnie całej instytucji Kościoła, jej działań oraz kryzysu wiary?

Tomasz: Religia to delikatna kwestia… Gwoli wyjaśnienia, mam pogański światopogląd, lecz wychowywałem się po katolicku. W związku z tym, nie mam nic przeciwko idei chrześcijaństwa. Przyszedł Żyd, zaczął mówić „Hej, a może byśmy byli mili dla innych?” za co go ukrzyżowano.

Ale kółko rybackie założone przez tego Żyda za bardzo się rozpanoszyło. Kościół jest stanowczo zbyt wpływowy, co widać choćby po słynnych moherowych babciach (rząd dusz) czy autach i brzuchach biskupów. Przy czym ciekawe jest, że gros katolików żyje nie do końca po bożemu. Jakby wychodzili z założenia, że skruchę można zaplanować. Inną ciekawostką jest obecność wątków politeistycznych w tejże religii… Co do kryzysu wiary: mamy XXI wiek, epokę rozumu. Zeitgeist nie śpi. Z drugiej strony spory wpływ na ten trend mają nagłaśniane skandale z udziałem księży. Trzeba jednak uważać by nie wpaść w pułapkę generalizowania. Teoretycznie możemy pozwolić sobie na luksus uogólniania i szufladkowania kleru, jednak wypaczy to obiektywne spojrzenie na rzeczywistość.

Ślepowid: Parę dni temu, mieliśmy rocznicę śmierci Jana Pawła II. Co sądzisz o naszym papieżu? Czy bez niego Kościół nie jest już taki sam? Czy Pokolenie JP II jest wyjątkowe?

Tomasz: Papież Polak… Rzadko o nim myślałem. Był czymś co jest stałe, pewne. Jak drzewo, które rośnie w ogrodzie. Jest, bo… Po prostu jest. I sądzę, że wielu Polaków też tak czuło. Ilu z tych, którzy tuż po jego śmierci krzyczeli o pokoleniu JP2 postępuję zgodnie z religią? Ilu przeczytało choć jedną encyklikę Ojca Świętego? A ilu wkręciło się w ten boom na papieża ze względu na presję społeczną?

W każdym razie nie zapomnę trzech opinii, jakie o Nim usłyszałem. Pierwsza – „jak dotykał tylu osób, to nic dziwnego, że zachorował”. Druga – „dziennikarze Go męczyli w stylu ‚papież, weź coś powiedz… No papież, odezwij się…’”. Trzecia – „znał 60 języków… Je***y…”

Ślepowid: I ostatnie pytanie. Dlaczego akurat dziennikarstwo i jak Ci się podobają studia w Olsztynie?

Tomasz: Dobre pytanie. Poloniści i nauczyciele języków zauważali moje zdolności językowe oraz żyłkę do pisania. W technikum informatycznym owe talenty się uwydatniły, wzmacniając niechęć do przedmiotów ścisłych. Dodatkowym czynnikiem było zainteresowanie się prasą muzyczną oraz tabloidami (tu: co kieruje ludźmi czytającymi ten rodzaj prasy). Chciałem poznać środowisko medialne. Odnośnie Olsztyna – mało się tu dzieje, wydaje się być zaściankowo. W kwestii samych studiów, nie spodziewałem się, że ten kierunek to miks wszystkiego, od podstaw prawa, przez politologię, na awangardzie w literaturze kończąc. To wbrew pozorom pozytywny aspekt. Negatywnym zaś jest hipertroficzny wręcz przerost teorii nad praktyką. W ogólnym rozrachunku jest dobrze. Korzystając z okazji – zapraszam na Kortowiadę, która odbędzie się 17-20 maja br.