Jak radzić sobie z chamstwem w komentarzach?

Przez długi czas zabierałem się do tego tekstu. Czułem potrzebę wyrażenia swojej opinii już od pierwszego razu, gdy ktoś w niezbyt kulturalny sposób zdefiniował moje sympatie polityczne (nawiasem mówiąc – błędnie). Potem spotkałem się z sytuacją, gdy zamiast nawiązać normalną dyskusję, pewna osoba zaczęła mnie obrażać oraz w złośliwy sposób ironizować. Chciałem ten tekst napisać już wtedy. Ale się obawiałem i zrezygnowałem. Potem, przez dłuższy czas obserwowałem działalność paru blogerów, pod moimi wpisami z rzadka pojawiały się inwektywy między dyskutantami, co jakiś czas ktoś zwracał uwagę na elementy tekstu które w szerszym kontekście nie miały znaczenia – jeżeli uznawałem krytykę za konstruktywną, zgadzałem się i poprawiałem. Jeżeli nie, próbowałem wyjaśnić swój punkt widzenia. Gdy osoba drążyła dalej temat bez merytorycznych argumentów, by tylko „wygrać”, kończyłem dyskusję.

A dzisiaj, po lekturze paru tekstów – przełamałem się. Nie będę ukrywał, że duży wpływ wywarł na mnie wpis pana Piotra Bratkowskiego „Brutalny atak hakerski na blogera Newsweeka!!! Wszyscy są zagrożeni?” oraz komentarz pani Ewy Gutek do tegoż wpisu. Środki podjęte przez pana pseudoMateusza pseudoGruźlę były tak ostre, że aż karykaturalne i śmieszne. Jak więc radzić sobie z nieuprzejmymi komentatorami oraz tak zwanymi „chamami intelektualnymi”?

Na początek: kim jest cham intelektualny? Cham intelektualny to osoba która rzeczywiście, posiada wiedzę i nie można o niej powiedzieć, że jest ograniczona pod jej względem. Ale swoje racje przedstawia w sposób prymitywny, traktując drugą stronę dyskusji jak wroga którego trzeba zniszczyć. Wszystkimi środkami, także chamstwem, nadmierną ironią oraz bluzgami. Cham intelektualny nie uznaje racji drugiej osoby. On musi mieć zawsze rację. Nie zakończy sam dyskusji, póki druga osoba będzie odpowiadała, póty on będzie walczył, chyba, że temat ulegnie przedawnieniu. Chamy intelektualne charakteryzują się też poczuciem wyższości, uznają swoich dyskutantów za mniej inteligentnych od nich, gorszych, piszących głupoty oraz bzdury. Wytykają najdrobniejsze błędy by tylko dowalić drugiej osobie.

Co możemy zrobić z chamem intelektualnym? Po pierwsze, zwrócić mu uwagę, że nie życzymy sobie takich komentarzy. Będzie to najprawdopodobniej nieskuteczne, ale warto spróbować. Po drugie, próbować z nim dyskutować aby się dowiedzieć czy rzeczywiście jest „nieprzejednany” i czy ciągle będzie prowadził swoją argumentację w sposób prymitywny oraz poniżający dla drugiej strony. Możemy też przejrzeć jego inne komentarze – nie każda osoba która wydaje nam się na pierwsze oko chamem intelektualnym jest nim naprawdę (o czym później). A potem? Ignorować. To jedyne wyjście. Nie usuwać komentarzy (pokazujemy wtedy swoją słabość), tylko pominąć milczeniem. Nic innego niestety nie jesteśmy w stanie zdziałać, jeżeli nie chcemy się zniżać do poziomu tej osoby.

Tak wygląda reakcja gdy cham intelektualny zwraca się do nas. Co innego jednak, gdy obraża innych ludzi którzy komentują nasz wpis. Jesteśmy poniekąd odpowiedzialni za tok dyskusji oraz jej poziom, jesteśmy gospodarzami. W tym wypadku po pierwszym i drugim upomnieniu, usuwanie komentarzy wraz z wytłumaczeniem dlaczego to robimy, będzie uzasadnione i nie zostanie odebrane jako słabość.

Jednak nie każdy kto komentuje w brutalny sposób nasze wpisy jest chamem intelektualnym. Każdy ma czasem gorszy dzień. Każdy może poczuć się obrażony czyimś wpisem lub dać ponieść się emocjom. I chlapnąć bluzgiem lub przykrością. Jako przykład takiego nieco ideologicznego spięcia, można chyba podać ostatni wpis pani Sygnalizator „Komentarze”, gdzie podejmuje polemikę z Afafipi w sprawie zbyt mocnego wpisu pod artykułem. Jeżeli ktoś nie zachowuje się wobec nas nieuprzejmie w sposób nagminny, nie ma potrzeby tej osoby ignorować czy usuwać jej komentarzy. To może być po prostu chwila, nawet kochankom zdarzają się spięcia, a co dopiero dwóm blogerom którzy nigdy się nie widzieli na oczy. W takiej sytuacji, jeżeli nasz „oponent” jest wulgarny, próbujmy do niego stanowczo dotrzeć. Nikt z nas nie jest idealny. A czasami różnica w poglądach która początkowo wydaje się iskrzyć, może przejść do rzeczowej dyskusji z której ktoś coś wyniesie. Nie upierajmy się też ślepo przy naszych poglądach, gdy ktoś przedstawi argumenty na które nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć jednoznacznie zastanówmy się: „czy naprawdę mam rację czy po prostu jestem zaciekły i odbieram to jak barbarzyńską walkę w której muszę tylko dowalić przeciwnikowi”? Dobrym sposobem na rozluźnienie atmosfery są… żarty. Nie złośliwe czy ironiczne, ale po prostu krótkie kawały, który nie uderzą w żadnego z dyskutantów.

Poza chamami intelektualnymi i „osobami które chwilowo straciły nad sobą panowanie” są jeszcze kindertrolle. Typowy komentarz kindertrolla: „Jesteś PiSowską ciotą i debilem/Jesteś PeOwskim frajerem a Twój tekst jest na poziomie dzieciaka”. Te osoby ignorujemy z miejsca, gdy spamują na naszym profilu usuwamy cierpliwie komentarze.

Słowa, mimo że są przekazywane przez komputery oraz między anonimowymi osobami – ranią. Powinniśmy o tym pamiętać. Nie zawsze oczywiście jesteśmy w stanie to dostrzec, ponoszą nas emocje, uważamy, że to my mamy tylko rację. Czasami humorystyczne sparowanie zarzutów innej osoby nie jest niczym złym, dlatego uważam wpis pana Bratkowskiego za całkiem wyważony, chociaż wyraźnie celujący w „przeciwnika”. Ale za swój komentarz w tym wpisie już się odrobinę wstydzę, bo był w sumie niepotrzebny. Nie możemy jednak wpaść w pułapkę „kultury absolutnej” i widzieć w każdym tekście nie zgadzającym się z naszymi poglądami, ataku. Wiadomo, różnie bywa, pamięć zawodzi i możemy zapomnieć o podstawowej kulturze.

Ale najważniejsze jest zrozumienie. Jeżeli ktoś w pewnym momencie napomina „proszę by pisał Pan/Pani w stosunku do mnie trochę uprzejmiej” lub zwraca uwagę by nie komentować w „taki” sposób, przejrzyjmy swoje wpisy i zastanówmy się – czy pisząc odpowiedzi naprawdę chcieliśmy nawiązać sensowną dyskusję czy tylko pookładać oponenta?

PS: Musimy też pamiętać, że brak odpisu na czyiś komentarz najczęściej nie wiąże się z „ignorowaniem”. Czasami po prostu nie mamy nic do dodania lub pozostajemy neutralni wobec innej opinii.

James Holmes – zamach kontrolowany?

Internetowi specjaliści zawsze są na miejscu gdy coś się dzieje. Po katastrofie smoleńskiej, zaserwowano nam „profesjonalne” wyjaśnienie nagrania na którym widać płonący jeszcze wrak Tupolewa. Każde słowo („Dawaj gnata!”), każdy dźwięk („Słychać strzały w 0:00) i każdy ruch („Widać jak dobijani są ranni”), został nam dokładnie rozpisany oraz wytłumaczony. Przykład nieco wcześniejszy – zamach na World Trade Center. Dwa samoloty nie są w stanie zniszczyć tego typu budynków, przed uderzeniem widać wybuchy ze środka a Żydzi wzięli sobie urlopy by nie zginąć…

Nie ma więc niczego dziwnego w tym, że podobne teorie dorabia się do ostatniego ataku na kino w Kolorado. Nie trzeba było długo czekać, by po sieci zaczęły krążyć wątpliwości które internauci z chęcią przedstawiają. Wiele z tych domniemań wskazuje Żydów, grupy masońskie i rząd USA jako prawdziwych winowajców zajścia… A jak jest naprawdę? Niechaj każdy z Was sam odpowie na to pytanie. Oto parę wybranych teorii wraz z argumentami za i przeciw. Inne możecie znaleźć na forum paranormalne.pl w TYM temacie.

Teoria 1: James Holmes jest podstawiony. Jego twarz znacząco różni się na zdjęciach.

Argumenty: Na dwóch zdjęciach które najczęściej przedstawiają mordercę jest wiele różnic. Inna szerokość nosa, inny układ ust, inny kolor oczu i różnie rozmieszczone pieprzyki.

Kontrargumenty: Nos rozszerza się kiedy się uśmiechamy, a jest węższy kiedy mamy smutną minę. Starsze zdjęcie jest gorszej jakości, ma mniejszą liczbę kolorów oraz pikseli co w oczywisty sposób wpływa na niektóre kształty.

Teoria 2: James Holmes nie mógł się w dwa miesiące nauczyć jak tworzyć eksplodujące pułapki. A na pewno nie mógł stworzyć takiej, która by sprawiała problem oddziałom SWAT.

Argumenty: Tworzenie ładunków wybuchowych jest skomplikowane. Jak Holmes się tego nauczył w niecałe dwa miesiące? Skąd miał materiały? SWAT uznało, że pułapka którą stworzył jest zbyt trudna do rozbrojenia i poprosiło o pomoc FBI. Jak ciężką do rozbrojenia pułapkę mógł stworzyć były student w dwa miesiące?

Kontrargumenty: Stworzenie ładunku wybuchowego nie jest tak trudne, nie potrzeba też do tego zbyt drogich materiałów. A im prymitywniejsza pułapka, tym łatwiej ją przypadkiem zdetonować. Ponadto te „dwa miesiące” to informacja wyssana z palca, nie ma żadnych oficjalnych źródeł, które podają jak długo Holmes uczył się tworzyć pułapki.

Teoria 3: James Holmes nie mógł zebrać pieniędzy na tak drogą broń.

Argumenty: Morderca był bezrobotny, a jego broń bardzo droga. Razem z amunicją oraz materiałami wybuchowymi, wszystko powinno kosztować ponad 20 000 dolarów. Skąd miał wziąć pieniądze na to? Wyczarować?

Kontrargumenty: Holmes otrzymywał przez jakiś czas spore dotacje z Uniwersytetu na który uczęszczał. Swoją pierwszą broń kupił 22 maja, potem 7 czerwca i 2 lipca. Przez ten czas mógł stopniowo zbierać fundusze albo wykorzystywać te wcześniej zdobyte.

Teoria 4: Holmes nie mógł wejść niezauważony do kina.

Argumenty: Jakim cudem obładowany bronią Holmes wszedł bez problemów na salę kinową? Ktoś powinien go zauważyć, nawet jeżeli wszedł wejściem awaryjnym. Równie dobrze, ktoś mógł mu dać wolną rękę na wejście do środka… Niektórzy świadkowie twierdzą też, że nie był jedyną strzelającą osobą!

Kontrargumenty: Holmes wszedł wejściem awaryjnym od razu na salę kinową, nikt nie miał szansy go dostrzec w porę. Nie ma żadnych oficjalnych informacji o osobach które widziały więcej niż jednego napastnika.

Teoria 5: Holmes został wcześniej porwany przez służby które wyprały mu mózg.

Argumenty: Na dwa miesiące przed dokonaniem zamachu, „morderca” zerwał całkowicie kontakty z rodziną. Porzucił studia. Skończył nawet grać w WoWa (gra World of Warcraft) w którego grał od wielu lat. A teraz, nie mówi ani słowa w sądzie, wydaje się nieobecny. Wcześniej był przykładnym chłopakiem. A ostatnio coraz częściej mówi się o programach kontroli umysłów i podobno badania nad tym są prowadzone na Uniwersytecie w Denver.

Kontrargumenty: Zapewne przygotowywał tę akcję jako coś, co pomoże mu zerwać kontakt z resztą świata. I na dwa miesiące postanowił odciąć się od wszystkiego, by móc spokojnie zaplanować atak. W sądzie mógł być pod wpływem środków psychotropowych albo po prostu poraził go rozmiar zabójstw których dokonał. Nie każdy zbir ma tyle pewności siebie co Anders Breivik, by z uśmiechem patrzeć na sędziów.

Top 10 morderców

Morderstwa, skandale i wszelakiej maści odrażające odchyły są w dzisiejszych czasach chlebem powszednim. Nie tylko dla dorosłych, młodzież również przepada za historiami o zabójcach, torturach czy gwałtach. Kiedyś straszono dzieciaki „czarną Wołgą” albo historiami o duchach. Dzisiaj bez opowieści o krwawym mordercy przybijającym niemowlęta na żywca do ścian (opartych na faktach oczywiście!) się nie obejdzie. Mordercy piszą książki, nekrocelebryci chodzą na wolności, a wielu ludziom ślinka cieknie na myśl, że dostaną nowe wiadomości z miejsca jakiejś katastrofy.

Czy w tym zalewie przekleństw, szaleństwa i najczarniejszego humoru, które dotarło również na blogowisko Newsweeka, można uważać za niesmaczne lub kontrowersyjne stworzenie top listy morderców? Odrobinkę pewnie tak. Umedialnienie ludzi-potworów sięga już tak głęboko, że nie zdziwi mnie gdy usłyszę o wyborach miss dusicielek dzieci albo legalnych wyścigach złodziei samochodów. Ale informacja to informacja, czyż nie? Aby zagłębić się bardziej w intencje zabójców, wypisałem domniemane przyczyny ich zachowania. Niech to będzie odpowiedzią na pytanie: po co w ogóle tworzyć taką makabryczną listę?

Do rzeczy! Oto subiektywne TOP 10 największych morderców/zabójców/terrorystów ostatnich lat, którzy działali samodzielnie i podczas jednej akcji własnymi rękoma uśmiercili lub zranili wielu, wielu ludzi. Zapraszam!

Miejsce 10, Chory (dosłownie) morderca

Imię: Charles Whitman

Kraj: USA

Liczba ofiar: 17

Liczba rannych: 31

Opis: Charles Whitman, 25-letni student, 1 sierpnia 1966 zaczął strzelać do ludzi z 28 piętra wieży uniwersyteckiej w Teksasie. Używał karabinu z celownikiem optycznym. Wcześniej zabił swoją matkę oraz żonę.

Motywy: Pośmiertna sekcja zwłok wykazała, że miał złośliwy nowotwór mózgu przez który mogła się nasilić jego agresja. Stres wywołany rozstaniem rodziców, wyrokiem sądu wojskowego oraz zawaleniem studiów.

Kara: Zastrzelony przez policjanta.

Miejsce 9, Katastrofalna pomyłka

Imię: James Huberty

Kraj: USA

Liczba ofiar: 21

Liczba rannych: 19

Opis: James Huberty, 42 lata, na dzień przed masakrą której dokonał zadzwonił do ośrodka dla psychicznie chorych. Niestety, jego nazwisko zostało przekręcone przez recepcjonistkę i ostatecznie nie doszło do interwencji która mogłaby uratować życie wielu ludziom. 18 lipca 1984 wszedł do McDonald’s w San Diego, po czym zaczął strzelać, głównie do osób wyglądających na Meksykanów.

Motywy: Uważał, że rząd przyczynia się do porażek zwyczajnych ludzi takich jak on, a międzynarodowi bankierzy manipulują krajem, chcąc doprowadzić do bankructwa. Wszędzie widział zagrożenie ze strony Sowietów, przepowiadał wojnę nuklearną oraz upadek ekonomiczny. Prawdopodobnie był psychicznie chory. Katował swoją żonę.

Kara: Zastrzelony przez snajpera.

Miejsce 8, Kierowca w kawiarni

Imię: George Hennard

Kraj: USA

Liczba ofiar: 23

Liczba rannych: 20

Opis: George Hennard, 35-letni bezrobotny, dnia 16 października 1991 roku wjechał swoim pickupem do środka kawiarni w Killeen (Teksas) i zaczął strzelać do ludzi. Klienci próbowali walczyć, ale nie mieli szans z uzbrojonym napastnikiem. Warto wspomnieć, że pozwolił opuścić miejsce rzezi kobiecie z czteroletnim dzieckiem.

Motywy: Nieznane. Wiadomo, że nie lubił kobiet, był agresywny i zamknięty w sobie. Podczas ataku krzyknął „Oto co Belton mi zrobiło!”. Belton jest siedzibą hrabstwa Bell w Teksasie.

Kara: Zraniony przez policjanta i otoczony – popełnił samobójstwo.

Miejsce 7, Żołnierz-mściciel

Imię: Tian Mingjan

Kraj: Chiny

Liczba ofiar: 23

Liczba rannych: ponad 40

Opis: 20 września 1994 roku w Pekinie, porucznik Tian Mingjan rozpoczął masakrę w swojej bazie wojskowej, a potem ruszył ulicą, ciągle mordując ludzi. Zabił między innymi komisarza Partii Komunistycznej i irańskiego dyplomatę. Żołnierze mający złapać dezertera, przebrali się w cywilne ubrania by nie wzbudzać paniki. W końcu Tian dotarł na znany Plac Tiananmen, gdzie kontynuował rzeź.

Motywy: Zemsta za śmierć żony. Kobieta nie przeżyła aborcji do której zmusili ją przełożeni Tiana.

Kara: Zastrzelony przez snajpera.

Miejsce 6, Święty i bohater

Imię: Baruch Goldstein

Kraj: Izrael

Liczba ofiar: 29

Liczba rannych: 125

Opis: 25 lutego 1994 w Hebronie, podczas święta Purim, ubrany w uniform wojskowy Goldstein wkroczył do Groty Praojców gdzie modlili się Palestyńczycy i otworzył ogień. Ci którzy przeżyli zatłukli go na śmierć. W późniejszych zamieszkach spowodowanych masakrą zginęło dodatkowo 25 Palestyńczyków i 5 Izraelczyków. Przez skrajnych fundamentalistów obwołany bohaterem, męczennikiem oraz świętym.

Motywy: Nienawidził Arabów, należał do skrajnej, terrorystycznej organizacji Jewish Defense League. Jako lekarz odmawiał leczenia Palestyńczyków. W 1981 roku w The New York Times ukazał się list, gdzie Goldstein uznawał za konieczne oczyszczenie Izraela z arabskiej mniejszości.

Kara: Zatłuczony na śmierć przez Palestyńczyków do których strzelał.


Miejsce 5, Sąsiad gruźlik

Imię: Mutsuo Toi

Kraj: Japonia

Liczba ofiar: 30

Liczba rannych: 3

Opis: 21 maja 1938 roku, w wiosce Kayo nieopodal miasta Tsuyama, 21-letni Mutsuo Toi odciął prąd i ruszył na „polowanie”. Najpierw zdekapitował swoją babcię toporem, a potem odwiedzał kolejno domy sąsiadów. Przez półtorej godziny wyrżnął połowę wioski z pomocą katany, strzelby oraz topora.

Motywy: Po stwierdzeniu u niego gruźlicy (która w tamtych czasach była zabójcza), kobiety z wioski zaczęły go traktować ozięble. Cierpiał na hiperseksualność, nocami zakradał się do łóżek okolicznych dziewcząt. Zostawił list pożegnalny, w którym wyjaśnił, że zabił swoją babkę (jedyną opiekunkę, jego rodzice nieżyli), bo nie mógł pozwolić jej żyć w hańbie po tym co uczynił.

Kara: Popełnił samobójstwo strzelając sobie w pierś.

Miejsce 4, Szkolny rzeźnik

Imię: Cho Seung-hui

Kraj: USA

Liczba ofiar: 32

Liczba rannych: 25

Opis: Sprawa była bardzo głośna w mediach. 16 kwietnia 2007 roku w Blacksburgu na uniwersytecie Virginia Tech, Cho otworzył ogień do swoich rówieśników i wykładowców. Jego pierwszą ofiarą była dziewczyna którą podobno obsesyjnie kochał, drugą student biologii Ryan Clark. Nim rozpoczął prawdziwą rzeź, zdążył jeszcze wysłać do telewizji NBC plik materiałów z dowodami swojej zbrodni. Potem udał się na wydział inżynierii, zablokował drzwi łańcuchem i chodząc od sali do sali zabijał kolejnych ludzi.

Motywy: Eksperci orzekli, że Cho miał problemy psychiczne. Komunikacja ze światem zewnętrznym sprawiała mu kłopot, czuł się odrzucony, upokorzony i pognębiony. Nienawidził bogatych ludzi. W nagraniach które wysłał NBC, mówił: „Dzięki wam umrę jak Chrystus, by zainspirować pokolenia słabych i bezbronnych”.

Kara: Popełnił samobójstwo.

Miejsce 3, Samotnik i 1035 lat więzienia

Imię: Martin Bryant

Kraj: Australia

Liczba ofiar: 35

Liczba rannych: 21

Opis: 28 kwietnia 1996 rok. Port Arthur, Tasmania. Dzień jak każdy inny. Martin Bryant wchodzi do hotelu „Seascape” gdzie zabija parę zarządzającą interesem. Potem spokojnie idzie do kawiarni Broad Arrow Cafe, siada przy stoliku. Zjada śniadanie. W końcu wyjmuje z torby broń i zaczyna pogrom. Gdy dwanaście zwłok leży u jego stóp, ucieka na parking ciągle strzelając do ludzi, po czym ucieka swoim żółtym Volvo. Po drodze zabija kobietę z dwójką dzieci (jedno musiał gonić, bo zdążyło uciec zasłonięte ciałem przez matkę). Kradnie jeszcze luksusowe BMW (zabijając jego właścicieli oczywiście), po czym wraca do hotelu razem ze znalezionym po drodze zakładnikiem. Policjanci okrążają dom i negocjują z nim, dopóki mordercy nie pada bateria w komórce. W międzyczasie Martin zabija zakładnika. Ostatecznie próbuje ucieczki wywołując wcześniej pożar, ale zostaje złapany.

Motywy: Bryant czuł się samotny po utracie ukochanej i ojca. Miał wrażenie odrzucenia przez innych. Skarżył się, że ludzie są przeciwko niemu. Chciał po prostu być zauważony, swojemu sąsiadowi zapowiedział: „Zrobię coś co sprawi, że ludzie mnie zapamiętają”.

Kara: Skazany na 35-krotne dożywocie za morderstwa i 1035 lat więzienia za inne przestępstwa. Próbował sześć razy popełniać samobójstwo, trzymany był w specjalnej celi uniemożliwiającej zamach na własne życie. Po paru latach przeniesiono go do placówki dla chorych psychicznie.

Miejsce 2, Zabójcza wycieczka

Imię: Woo Bum-kon

Kraj: Korea Południowa

Liczba ofiar: 57

Liczba rannych: 35

Opis: 26 kwietnia 1982 roku, we wsi Uiryeong, Woo Bum-kon wdał się w awanturę ze swoją ukochaną. Skrajnie rozwścieczony udał się do policyjnego magazynu broni (z zawodu był policjantem), gdzie upił się i zabrał broń. Przez osiem godzin chodził od drzwi do drzwi, mordując wszystkich oraz wykorzystując zaufanie jakie mieszkańcy mieli do przedstawiciela prawa. Gdy obszedł całą wioskę, poszedł do innej miejscowości, gdzie powtórzył rzeź. Łącznie zwiedził pięć wsi. Gdy zostały mu dwa ostatnie granaty, przywiązał je do siebie i trójki innych osób…

Motywy: Był niestabilny psychicznie. Niepowodzenie zawodowe (odesłano go do wioski, gdzie nie miał szans na awans) i problemy ze związkiem (nie mógł zebrać pieniędzy na ślub ze swoją ukochaną).

Kara: Popełnił samobójstwo wysadzając siebie i trzy inne ofiary z pomocą granatów.

Miejsce 1, Morderca w imię Idei

Imię: Anders Behring Breivik

Kraj: Norwegia

Liczba ofiar: 77

Liczba rannych: 151

Opis: Sprawa wszystkim chyba znana. Anders Breivik wypowiedział wojnę islamizacji Europy oraz lewicującym ruchom. 22 lipca 2011 roku zdetonował bomby przy siedzibie premiera w Oslo, a potem przebrany za policjanta udał się na wyspę Utoya, gdzie odbywał się obóz dla młodzieżówki z Partii Pracy. Tam otworzył ogień do młodzieży i ich opiekunów, zabijając mnóstwo ludzi. Podczas masakry zadzwonił do policji, informując ją o swoim czynie.

Motywy: Anders Breivik twierdzi, że walczy o przyszłość Europy. Jest ultraprawicowcem i islamofobem, popiera nacjonalistyczne oraz paramilitarne ugrupowania. Jego głównym cel to ostateczne zniszczenie multikulturalizmu, wygnanie muzułmanów, stworzenie krajów jednolitych etnicznie oraz kontrola nad rozmnażaniem jednostek i jak najskuteczniejsze kształtowanie ich. Napisał manifest „2083 – A European Declaration of Independence”, gdzie przedstawił swoje poglądy.

Kara: ?

Źródło obrazków: Wikipedia

Twarz mordercy

 

Kolejna tragedia, tym razem w USA. Kolejny morderca, który co prawda „nie dorównał” Andersowi Breivikowi, ale bardzo się starał. Kolejny medialny amok. Telewizja oszalała, internet również, imageboard 4chan obwołał Holmesa swoim nowym bohaterem, a ludzie zaczęli komentować. I często, w tych komentarzach przewija się pewne zdanie: „przecież od razu widać, że ma twarz mordercy”.

No i właśnie. Czym u licha jest ta twarz mordercy? Chodzi o lekki uśmiech? Pewne siebie spojrzenie? Rozbiegane oczy? Rozczochrane włosy? Jakość fotografii? Co wygląd tego człowieka ma wspólnego z jego zachowaniem? Takie same komentarze można było przeczytać przy sprawie Andersa Breivika, wyglądającego zupełnie inaczej niż James Holmes. Spokojne spojrzenie, dobra postura, jasne włosy, lekka pucołowatość, przez wiele kobiet uważany za przystojnego. A jednak, mimo tych różnic obydwaj są skażeni „twarzą mordercy”.

 

Oczywiście ocenianie czy ktoś jest mordercą czy nie tylko po samym wyglądzie to, za przeproszeniem, czysta głupota, szczególnie w tych dwóch przypadkach. Po fakcie każdy próbuje być mądry, potakiwać, rzeczywiście, wygląda niczym zabójca, można się było tego od razu spodziewać. Ba, na Wirtualnej Polsce spotkałem się nawet z komentarzem: „Czemu go wpuścili? Przecież od razu widać, że to psychol”. Ach, Ci niemądrzy Amerykanie, jak mogli nie poznać na kilometr kryminalisty? Jesteśmy obserwatorami zdarzenia, bezlitosnymi sędziami którzy, dzięki swojemu braku zaangażowania w sprawę, mogą bez mrugnięcia okiem ferować wyroki, patrząc tylko jak „bandyta” wygląda. Zresztą, nie musimy szukać za granicą. Mamy swojego Breivika oraz Holmesa – Katarzynę W. wraz z mężem. Naprawdę, o partnerze domniemanej dzieciobójczyni słyszałem negatywne komentarze już od samego początku i oczywiście miejsce na tronie zajmował osąd: „on jest zły, ma twarz złego człowieka”.

A może to kwestia doboru zdjęć przez media? Jeszcze jedną ofiarą „twarzy mordercy” był George Zimmerman, zabójca Travyona Martina. Streszczę tę sprawę: patrolujący teren Zimmerman zauważył podejrzanie wyglądającego czarnoskórego chłopaka. Próbował go zatrzymać, a wtedy Afroamerykanin wymierzył mu cios w nos i próbował wyrwać komórkę. W zgodzie z prawem „Stand your ground”, Zimmerman oddał w obronie własnej strzał z pistoletu ku Martinowi, zabijając go. Stał się czarnym charakterem. W telewizji pokazywane były tylko dwa zdjęcia: otyłego, patrzącego ponurym wzrokiem ku aparatowi mordercy oraz wesołego, uśmiechniętego czarnoskórego chłopca. Internauci szybko zwrócili uwagę, że zdjęcia są mocno przestarzałe i stworzyli parędziesiąt porównań. Przedstawiam jedno z nich:

 

Mamy więc:

-Sprytną, „skrzacią” twarz Holmesa

-Spokojne, nordyckie oblicze Breivika

-Pulchny, zmęczony wizerunek Zimmermana

-Zdenerwowane, niepewne spojrzenie Bartosza W.

Czemu ich twarze są „twarzami mordercy”? Jaką Ci wszyscy ludzie mają wspólną cechę, pozwalającą określić ich po jednym spojrzeniu jako zabójców i psycholi? Ja nie mam pojęcia, ale mam nadzieję, że osoby potrafiące określić poziom szaleństwa człowieka tylko po zerknięciu na zdjęcie podzielą się swoją wiedzą z naukowcami, aby w przyszłości nie dochodziło do podobnych tragedii. A tymczasem siedzę cicho, bo uśmiechnięty facet w kapturze też może się komuś wydać morrrrdercą.

PS: Filmik będący uzupełnieniem do tekstu o Grażynie Żarko. Szkoda, że już zakończyli projekt, ale to było konieczne. Żal mi też tej kobiety, internauci po raz kolejny okazali się bardzo prymitywną zgrają: http://youtu.be/xLIqyVsUnuk

Arabska wolność ludu i rozjechane czołgiem dziecko

12 lipca 2012, Syria, Tremseh, godzina 5:50 czasu lokalnego. Wioskę zamieszkałą przez sunnitów okrąża wojsko. Ośmiuset żołnierzy uważnie czuwa patrząc na domostwa, które za chwilę zamienią się w pole bitwy. Ciągle jeszcze otrzymują rozkazy od swoich przełożonych. Przygotowują ostatnie namiary i wsiadają do maszyn. Godzina 6:00. Zaczyna się. Wojskowi wpadają do wioski niczym huragan. Krzyki cywilów zagłusza ryk helikopterów, warczenie czołgów oraz wybuchy pocisków. Ludzie uciekają do meczetu. Przywódca z chytrym uśmieszkiem wskazuje młodemu artylerzyście cel. Wybuch, świątynia się zawala a pod jej gruzami giną Syryjczycy. Kolejny wybuch, tym razem upada szkoła. Jeszcze jeden, teraz w pył zmieniają się domy cywilów. Pod gąsienicą czołgu pęka głowa małego dziecka, którego matka uciekła razem z trzema setkami rebeliantów. Pewnie będzie służyła im za „mebel” do zaspokajania swoich potrzeb. Prorządowa szabiha zajmuje resztę wioski. Na oślep wybierają ofiary (w końcu niełatwo jest udowodnić komuś, że wspierał buntowników a trzeba dać przykład hołocie), po czym strzałem w głowę kończą ich życie. Jeden z poirytowanych dowódców wytyka szefowi milicji, że marnuje naboje. Sam ochoczo demonstruje, jak z pomocą zwykłej maczety można ukarać rebelianta, w tym przypadku jakiegoś niepełnoletniego mężczyznę w błękitnej koszuli i okularach. Zwłoki wyrzucono do rzeki, tak jak resztę. Chłopak z poderżniętym gardłem, marzący o wyjeździe do miasta i uważnie śledzący wydarzenia w starym telewizorze, nie będzie miał już okazji słuchać, jak opozycja ocenia liczbę zabitych na 220 osób. Nie dotrą do niego tłumaczenia rządu, że masakry dokonała organizacja terrorystyczna. Nie będzie mógł też podziwiać bojowników z Damaszku, gdy trzy dni później w ramach zemsty za los jego wioski, w mieście zginie 105 osób.

Tak to wszystko mogło wyglądać 12 lipca. Sytuacja w Syrii jest nie do pozazdroszczenia. Od ponad roku, na fali Arabskiej Wiosny Ludów, toczą się w tym kraju starcia między rządem a rewolucjonistami. Wszyscy o tym wiemy, wszyscy oglądamy telewizję, śledzimy internet, słuchamy radia, czytamy gazety. Czasem pojawiają się nowe informacje o zabitych, kolejne próby wywarcia presji na Rosję wetującą rozwiązania ONZ czy plany rozwiązania sytuacji. Konflikt umyka raz po raz naszym oczom, a jego miejsce zajmują burze, PSL i Palikot płaczący nad swoim świńskim łbem. Co jakiś czas pochylimy się jeszcze raz nad rannymi, umarli, straszne, co tam się dzieje u tych ciapaków, dobrze, że u nas tak nie ma. Era informacji ma to do siebie, że rzeczywiście, gdybyśmy mieli płakać nad każdym martwym kotkiem o którym mówią w telewizji, to wyschlibyśmy niczym naskórek na słońcu.

Dlatego, by nie zajmować naszego cennego czasu i nie rozckliwiać się nad cierpieniem ludzkim – czy ta rewolucja naprawdę była dobra? Zginęły dziesiątki ludzi. Nie tylko cywilów czy „bohaterskich” buntowników, także żołnierzy oraz zwolenników obecnych rządów, bo żadna strona nie jest w tych konfliktach czysta. Wszystkie frakcje które doprowadziły do śmierci są umorusane krwią od stóp do głów. Oto kraje w których doszło do najgorszych rzezi:

Tunezja – 338 zabitych

Egipt – 846 zabitych

Jemen – 2 000 zabitych

Bahrain – 98 zabitych

Libia – 30 000 zabitych

Syria – 21 500 zabitych

Prawdę mówiąc, wątpię by w konfliktach na skalę krajową, gdzie w ruch idzie wojsko i wściekłe tłumy było naprawdę tak mało ofiar. Dane więc pewnie są zaniżone. Spośród 19 krajów umieszczonych w statystykach, tylko trzy obyły się bez ani jednego zabitego: Sahara Zachodnia, Kuwejt i Liban. Zmiany w państwach objętych Arabską Wiosną Ludów, związane były najczęściej z władzami oraz ekonomią. Stwierdzenie czy przyniosły pozytywne rezultaty wymaga czasu. Negatywne widać od razu w miejscach objętych działaniami wojska – zniszczona infrastruktura, domy, rozbita gospodarka. Zwycięstwo moralne i pokonanie tyranów w imię wolności? Brzmiałoby to romantycznie, gdyby nie ciąganie półżywego Kaddafiego po ziemi i odstrzelenie go jak kaczki, bez współpracy z sądami międzynarodowymi. Gwałcenie dziennikarek podczas ogłaszania wyników wyborów też nie brzmi sympatycznie. Z czasem oczywiście wszyscy przejdą z ostatnimi wydarzeniami do porządku dziennego. My też przeszliśmy, po tym jak na Wołyniu przybijano polskie dzieci do drzwi gwoździami i jak ciężarnym kobietom wrzucało się paszę dla świń do brzucha.

Nawet Syria wcześniej czy później ostygnie. Co prawda na razie padają groźby, że zostanie użyta broń chemiczna… Ale na pewno obydwie strony zmęczą się walką, podpiszą parę traktatów, tamtejszy rynek przejmą całkowicie zagraniczne firmy, urodzą się nowi l.udzie i wszyscy będą żyć szczęśliwie, wyrastając na porządnych obywateli.

…by za paręnaście lat móc na nowo rozjeżdżać dzieci czołgami. Tfu.

O imć Jacku Kowalskim słowo.

Polska muzyka chrześcijańska która dociera do szerszego grona odbiorców nie jest zbyt różnorodna. Zazwyczaj są to albo wesołe (tak wesołe, ze człowiek ma ochotę podciąć sobie żyły) piosenki chwalące Pana i opowiadające o jego miłości (w stylu Arki Noego), albo potępieńcze chóry starszych kobiet, budzące dreszcz na karku każdego domorosłego ateisty. Ze świecą u nas szukać wykonawców podobnych do niemieckiego E Nomine (sięgającego nie tylko po tematykę chrześcijańską, ale również okultystyczną) czy włoskiego Fratello Metallo (metal w wykonaniu brodatego mnicha? Bomba!).

Nieco lepiej ma się u nas piosenka historyczna, z racji na bogatą w wydarzenia przeszłość Polski. Lecz znowu, jednej rzeczy nie da się odnaleźć w bogoojczyźnianych utworach – humoru. I tu z pomocą przychodzi nam imć Jacek Kowalski herbu Korab.

Na mistrza Kowalskiego natknąłem się parę lat temu, pod wpływem „Trylogii” Sienkiewicza oraz, a jakże, twórczości Jacka Karczmarskiego, który razem z bohaterem tego wpisu nagrał płytę. Do tej dwójki Jacków brakuje tylko trzeciego, Jacka Wójcickiego (Pan Tenorek, „Arabska Noc” z Alladyna), ale twórczość imć Kowalskiego jest zdecydowanie bardziej odmienna od dzieł jego imienników. Jako znany historyk sztuki skupia się głównie na średniowieczu, renesansie oraz sarmacji, jako prawicowiec – na Bogu. A wszystko to przyozdobione garścią humoru, i to nie w stylu Leszka Bubla, śpiewającego „Aj waj, aj waj, Polska nie Wasz kraj”.

 

W końcu czy często mamy okazję słuchać o tym, jak Skrzetuski czołgał się wśród min przeciwpiechotnych, pod Mozgawą ścierała się Cracovia z Kolejorzem, a Andrzej Rej zmagał się ze świętym Michałem i wygrał, bo zatryumfowała tolerancja? Te delikatne, zabawne nutki umiejętnie wplecione w tekst oraz trafne puenty są chyba najmocniejszymi stronami twórczości Kowalskiego, obok przekazywanej nam wiedzy historycznej. I różnorodności.

 

Życzą sobie państwo czegoś delikatnego i o miłości? Proszę bardzo, oto fragment „Pieśni nad Pieśniami” i „Diana”. Coś poważniejszego? „Psalm Rodowodowy” (istna perełka i jeden z największych utworów Kowalskiego, uważany przez wielu za nowy hymn Rzeczpospolitej. Jak dla mnie zbyt unaoczniający naszą słabość), „Pieśń Neobarska” lub „Wezwanie do krucjaty”. Szczypta humoru o której pisałem wcześniej? „Skrzetuski Wielkopolanin”, „Pieśń o Andrzeju Reyu” oraz „Pieśń o bitwie pod Mozgawą”. Każdy znajdzie chociaż jeden utwór który wpadnie w serce i pamięć. Nawet ateista czy lewak, wysyłający chmary wirusów na bardzo poważne portale i podrzucający głupkowate teksty o in vitro, niektórym redaktorom o wielce znakomitej reputacji.

Pieśni bez politycznego zacietrzewienia, z dystansem oraz szacunkiem dla przeszłości i polskiej literatury. Zwyczajnie – godne polecenia. Strona Jacka Kowalskiego: http://www.jacekkowalski.pl/

Polki się nie myją, Polacy to psy, a Jan Paweł II… czyli dwa czarne jokery polskiego internetu.

UWAGA! Dwa filmiki zamieszczone w tekście są mocno kontrowersyjne i wulgarne! Jeżeli boisz się o swoje poczucie dobrego smaku – stanowczo odradzam ich oglądania!

W swoim ostatnim wpisie przedstawiłem postać Grażyny Żarko, nowej webcelebrytki która prowokuje swoim zachowaniem niezliczone grono osób, uważających, że to co ona pokazuje jest w złym guście. Ale staruszka krzycząca, że członkinie zespołu Jarzębina były naćpane to pikuś. Dzisiaj, zaprezentuję Wam prawdziwie czarną kartę polskiego „wideoblogerstwa” – Testovirona oraz Lirycznego Wandala.

Obydwie postaci są związane z polskim imageboardem (połączeniem forum i portalu obrazkowego, gwarantującym dużą anonimowość dla użytkowników) Karachan.org. Na portal bardzo ciężko się dostać, są na niego nałożone pewne zabezpieczenia, uniemożliwiające wejście niepożądanym osobom. I nie ma się co dziwić – na stronie znajduje się bardzo wiele kontrowersyjnych materiałów. Karachan najbardziej znany jest ze swojej krucjaty przeciwko zmarłym oraz znanym. Ich celem byli już raperzy 2Pac (zginął w strzelaninie) i Magik (samobójstwo), Mariusz Pudzianowski, Peja, Słoń, a przede wszystkim Jan Paweł II. Wchodząc na Youtube i wpisując słowa „jan paweł II wykop” (użytkownicy Karachana podszywają się pod portal wykop.pl), zostaniemy zalani falą filmików szkalujących papieża i sugerujących, że był groźnym pedofilem.

 

W ten „trend” wpisał się Kamil, zwany Lirycznym Wandalem. Pulchny nastolatek sugerował w swoich filmach, że został zgwałcony przez Jana Pawła II. Poza tym obrażał go i bluzgał jak tylko mógł. W pewnym momencie przekroczył granicę – zapowiedział gwałt na swojej siostrze. Zareagował portal policyjni.pl, zamieszczając stosowny artykuł. Liryczny Wandal wyśmiał ich. Internauci błyskawicznie wyśledzili jego miejsce zamieszkania – okazało się, że przebywa w Irlandii. Informacje wpadły w odpowiednie ucho i domniemanego gwałciciela odwiedziła GARDA, irlandzka policja. Wandal znowu się nie przejął, nagrał filmik w którym szydzi z nieporadności funkcjonariuszy. Myślicie, że został bezkarny? Ha!

Widząc, że policja nie może nic zrobić szydercy, internauci zadziałali na własną rękę. Doszło do sytuacji, w której Kamil musiał sam iść na policję, bo groził mu lincz ze strony mieszkańców jego miejscowości. Tym razem, GARDA uważniej się przyjrzała jego działalności i ujrzała w niej rzeczywiste zagrożenie dla małej siostrzyczki Wandala. W tym momencie, chłopak mógł zrobić tylko jedno – powiedział, że ma schizofrenię. Razem z rodziną wystąpił w programie, gdzie nieporadnie tłumaczył się ze swojego zachowania. Internet go znienawidził.

Liryczny Wandal robił to oczywiście tylko po to, by zdenerwować internautów i by pod filmikami pojawiło się jak najwięcej nienawistnych komentarzy. Prowokacja stała się jego żywiołem, ale w momencie, w którym przestał obrażać Jana Pawła II a wziął się za swoją siostrzyczkę, przekroczył niewidzialną choć grubą granicę, kiedy z sieci akcja przenosi się do realu. Łatwo można się domyślić, że swoją chęć „trollowania” zaczerpnął od kolejnego bohatera tego wpisu – Łukasza „Testovirona” Stanisławowskiego.

Testoviron nie przekroczył jeszcze granicy, umiejętnie tańcząc na niej niczym linoskoczek. Z pewnego punktu widzenia, zadziwiające jest to jak potrafi sprawić, że ludzie go kochają lub nienawidzą, jak wciąga internautów w swoją sieć nienawiści, umiejętnie naciskając na nich swoją fałszywą narodowością oraz podejściem do „Polaków-biedaków”.

Łukasz jest Polakiem, który mieszka za granicą – i całkiem nieźle sobie radzi, co widać na jego licznych filmikach. Stać go na dobry alkohol oraz Rolexy. Ale najwyraźniej w pewnym momencie zabrakło mu adrenaliny. Przyjął więc maskę Testovirona, bezlitosnego przeciwnika Boga i narodu polskiego, obwieścił, że jest Żydem i zaczął wrzucać na Youtube filmiki.

Trzeba przyznać, że w przeciwieństwie do Lirycznego Wandala nie był monotematyczny. Poza obrażaniem Polaków, chwalił się też swoją muskulaturą, doradzał w sprawach seksu, prezentował swoje upodobania muzyczne, opowiadał żarty o „umierającej Patrycji”, rwał Biblię i argumentował za oddaniem Żydom kamienic. Tak czy siak, jego głównym celem zainteresowania byli ludzie z kraju nad Wisłą, ich bieda (zarówno materialna jak i umysłowa) oraz prostactwo.

Polacy nie wiedzą co to toaleta, nie myją się, ich kobiety śmierdzą, są biedni, nie potrafią poprawnie mówić, ich uniwersytety to gówno, kradną i są obrzydliwi. Jak łatwo można się domyśleć, ludzie nie przyjęli tych słów ciepło. Zaczął się szał w komentarzach. A Testoviron został modem na Karachanie i cieszył się niesłabnącą popularnością. Z kilometra widać było, że jego filmiki są prowokacją, ozdobioną nie do końca poprawnym słownictwem oraz zabawnym akcentem. Mimo wszystko, setki tysięcy ludzi dały się nabrać.

Ja sam, muszę mu przyznać w niektórych sprawach rację. Prawdą jest, że jak uśmiechniesz się do obcokrajowca patrząc mu w oczy, to ten obcokrajowiec się też uśmiechnie albo podejdzie i spyta się, czy się przypadkiem nie znacie. A w Polsce dostaniesz za to w mordę. Testoviron stał się bardzo wulgarnym sumieniem Polaków, za co wiele osób go polubiło i otoczyło czcią.

Wiadomość dla niektórych dobra, dla innych zła – i on nie zdołał się uchronić przed gniewem rodaków. Od jakiegoś czasu przestał publikować filmiki – po internecie poszła fama, że został dotkliwie pobity…

Grażyna Żarko – katolicki głos w internecie

Era blogów pisanych przemija. Internauci sięgają po bardziej rozwiniętą formę wyrażania swoich przemyśleń oraz opinii – videoblogi. O dziwo, komentowanie bieżących wydarzeń twarzą w twarz z kamerą nie jest tylko domeną młodych. Przedstawiam państwu Grażynę Żarko – prawdziwą reprezentantkę „katolickiego głosu w internecie”.

No, może nie do końca prawdziwą. Ale o tym później. Pani Grażyna Żarko zadebiutowała na videoblogu legendarnej Barbary „Baśki” Kwarc, nieprzejednanej, internetowej harcowniczki, imponującej młodemu pokoleniu ciętym językiem oraz brakiem litości dla m.in. psich kup lub kłamliwych, SMS-owych promocji. Pani Basia zyskała taką sławę, że zaproszono ją do filmu „Ciacho”, gdzie występowała u boku takich gwiazd jak Krzysztof Kononowicz, Tomasz Kot, Marta Żmuda-Trzebiatowska, Tomasz Karolak czy Paweł Małaszyński. Grażyna Żarko na Śmigusowym filmiku została oblana wodą przez Baśkę. W emocjonalnym wystąpieniu pokrzywdzona kobieta skrytykowała swoją prześladowczynię, a ta nie pozostała jej dłużna. Ostatecznie pani Żarko postanowiła założył własnego videobloga na którym przedstawi światopogląd prawdziwego katolika. Oto jak sama opisuje swoją osobę na youtube’owym profilu:

Mam na imię Grażyna. Jestem Nauczycielką.

Postanowiłam założyć swojego wideo bloga w internecie, ponieważ mam już dosyć tych niekulturalnych ludzi, którzy mają wysoką oglądalność i powodują, że cała Katolicka strona mojej Ojczyzny wstydzi się za nich. Tak, Ojczyzny pisanej z dużej litery!

A tak po za tym jestem wesoła, kulturalna, spontaniczna. Lubię dobry film, muzykę, książki.

Precz z Tuskiem!

Kiedyś prawda wyjdzie na jaw, wtedy szpetni kłamcy, grabiący naszą Polskę zostaną ukarani.

Kochani łączmy się w prawdzie! Załóżmy nasz wspólny front przeciwko kłamstwu, chamstwu i obłudzie. Będę regularnie wstawiała tutaj moje filmy, przemyślenia, konkluzje, uwagi. Udowodnię, że prawdziwa Polska jeszcze nie zginęła!

Bóg, Honor i Ojczyzna!

Pozdrawiam serdecznie. Grażyna.

Jej filmiki będące utożsamieniem konserwatywnej, niemalże fanatycznej tożsamości są esencją tego, co o katolikach sądzą kinderateiści. Pani Grażyna wyzywa świętujących Euro 2012 od „polaczków prostaczków”, nauczycielom doradza jak karać uczniów (klęczenie z doniczką na głowie, odmawianie różańca, usuwanie znajomych na Facebooku) a piosenkarki z grupy „Jarzębina” posądza o używanie amfetaminy i LSD. Każdy „wpis” poprzedza intro – w tle kościelne organy, a przed kamerą twarz „blogerki” i spokojne słowa: „Grażyna Żarko. Katolicki głos w internecie”.

Niestety, Pani Grażyna nie ma łatwego życia. Spotyka się z wieloma, negatywnymi komentarzami, potępiającymi jej fanatyzm religijny oraz podejście do innych ludzi. Internauci łykają jej słowa jak młode pelikany, będąc całkowicie pewnym, że starsza kobieta naprawdę przedstawia swoje poglądy. Wideoblogerzy natychmiast rzucili się na jej „trupa” i chcąc uszczknąć chociaż odrobinę sławy – skomentowali jej wystąpienia. Zazwyczaj wykazując się niesamowitą głupotą graniczącą z nieograniczonym skretynieniem oraz skrajnym brakiem dystansu.

Bo Grażyna Żarko jest prawdopodobnie kolejnym „tworem” Bartłomieja Szkopa, który wypromował Baśkę i stworzył horror internetowy „Klatka B”. Tworem mającym wyśmiewać fanatycznych katolików, ale też wymierzonym w kinderateistów biorących każde słowo na poważnie by móc się utwierdzić w tym „jak religia jest głupia” i krytykujących ślepo to co jest już na pierwszy rzut oka parodią. Pani Kwarc i pani Żarko są dobrymi znajomymi, może nawet przyjaciółkami.

Lincz na pani Grażynie trwa. Negatywne komentarze oraz minusy zalewają jej filmiki. Ale jej fanpage na Facebooku ma w chwili pisania tego tekstu 1200 osób. Nie można też kobiecie zarzucić „internetowego wandalizmu”, który był charakterystyczną cechą Testovirona czy WandalRevenge (którym w najbliższym czasie również poświęcę wpis). A ja do teraz nie wiem – jakim cudem ludzie biorą na poważnie taką oczywistą parodię. Ktoś zna odpowiedź?