Najniebezpieczniejsze protesty muzułmanów po Innocence of Muslims

Muzułmańska furia która rozgorzała po ukazaniu się filmiku „Innocence of Muslims” powoli wygasa. Wybuch nienawiści oraz fanatycznego, religijnego szału musiał się kiedyś skończyć. Czas zatem przedstawić te protesty, a także straty jakie ze sobą przyniosły. W wielu krajach przebiegały one pokojowo. Jednak w tych które przedstawię, doszło do poważnych starć:

EGIPT – 11 września atak ponad 3 000 protestujących na ambasadę USA. Tłum zniszczył ścianę budynku i rozszarpał flagę która wisiała na jego szczycie. Muzułmański duchowny Ahmed Abdullah rwie Biblię podczas manifestacji. 14 września atak na bazę Międzynarodowych Sił Obserwacyjnych w Sheikh Zuwayed. Żołnierze otworzyli ogień do napastników, nikt nie zginął. Tego samego dnia salafita Ahmad Fouad Ashoush oznajmia fatwę, której treść nawołuje do zamordowania reżysera, producenta i aktorów filmu Innocence of Muslims. Podczas protestów zginęła jedna osoba.

JEMEN – 13 września protestujący wdzierają się do ambasady USA w Sana’a i podpalają okoliczne samochody. Cztery osoby zginęły.

GRECJA – 23 września protesty w Atenach i próba ataku na ambasadę USA. Starcia z policją, podpalone samochody, zniszczone sklepy.

SUDAN – Władze przez wiele dni zmagają się z protestami. 14 września dochodzi do najpoważniejszego starcia i trzy osoby giną. Podpalona zostaje ambasada Niemiec, a jej flagi spalone.

LIBIA – 11 września konsulat USA zostaje zaatakowany. Ginie ambasador J. Christopher Stevens, information officer Sean Smith i dwóch ochroniarzy Glen Doherty oraz Tyrone Woods. Dwóch pozostałych Amerykanów i siedmiu Libijczyków jest rannych. 14 września zostaje zamknięte lotnisko w Bengazi po polowaniu terrorystów na amerykańskiego drona (użyto broni przeciwlotniczej). Aresztowano po tym wydarzeniu 50 osób. 21 września 30 000 Libijczyków w całym Bengazi atakuje bazy milicji. 10 osób ginie po ostrzale służb. Protestujący ostatecznie wygrywają i wypuszczają skazańców z więzienia. Poza tym palą samochody, budynki oraz kradną broń. Czternastu zabitych.

TUNEZJA – 14 września protestujący zajmują ambasadę USA i podpalają okoliczne drzewa. Atakują też szkołę ufundowaną przez Amerykanów. Cztery osoby giną.

INDIE – 14 września konsulat USA w Chennai zostaje zaatakowany. Policja odcina tłum, wiele osób zostaje rannych. 21 września protestujący idą ku stacji w Tirunelveli, blokując ruch pociągów i wykrzykując antyamerykańskie slogany. Niszczą też autobusy.

AFGANISTAN – Protesty i ataki na stacjonujące wojska. Giną 33 osoby.

INDONEZJA – 17 września zaatakowana zostaje ambasada USA w Dżakarcie. W ruch wchodzą bomby benzynowe. Brutalnie potraktowani zostali policjanci i straże budynku.

PAKISTAN – 14 września atak na ambasadę USA w Islamabadzie. 16 września policja używa gazu łzawiącego i działek wodnych w Karachi. 19 września biznesmen który odmówił wsparcia dla protestów zostaje oskarżony o bluźnierstwo. 20 września do wykrzykiwania sloganów antyamerykańskich zostają nakłonione małe dzieci. 21 września ginie ponad dwudziestu ludzi, ponadto 15 000 tłum niszczy sześć kin, dwa banki, KFC i wozy policyjne. Pakistański minister wyznacza nagrodę za głowę domniemanego twórcy filmu. 23 września w Mardanie podpalony zostaje kościół, szkoła, biblioteka, laboratorium komputerowe oraz domy kleryków. Syn jednego z pastorów brutalnie skatowany. 23 zabitych. To właśnie a Pakistanie zginął protestujący który zatruł się dymem z flagi którą sam podpalił.

NIGER – Setki protestujących atakują i niszczą katolicką katedrę w Zinderze. Palą przy tym amerykańskie i brytyjskie flagi. Wielu aresztowanych.

AUSTRALIA – 15 września rusza protest, małe dzieci niosą znaki nawołujące do ścinania głów tym którzy obrażają Proroka co spotyka się z negatywną reakcją mediów. Dochodzi do starć z policją, wiele osób zostaje rannych, parę samochodów zniszczonych.

Do protestów doszło w ponad czterdziestu krajach, w większości miały one spokojny przebieg, nie licząc palonych flag, nawoływania do zabijania tych którzy nie szanują Proroka i drobnych starć z policją. Statystyki są moim zdaniem odrobinę zaniżone, co jest naturalną konsekwencją braku dostępu do wszystkich informacji i braku zainteresowania osobami mniej rannymi, które nie poddały się opiece szpitali. Angielska Wikipedia podaje, że zginęło 79 osób a rannych zostało nie mniej niż 687.

Islam jest ZŁY

Islam nie jest religią pokoju. A muzułmanie nie są pokojowymi wyznawcami z którymi można w cywilizowany sposób dyskutować. Te słowa piszę tutaj jako fakt, nie jako pytanie czy przypuszczenie. Chwila, chwila, zapala się lampka. Przecież nie wszyscy wierzący w Allaha są źli, z wieloma można się dogadać. Zresztą, Ci fanatycy to przecież tylko jakiś malutki procent, nie ma się czym przejmować. Niestety, jest się czym przejmować.

Najpierw, wyjaśnijmy sobie czemu powinniśmy spojrzeć na islam z dystansem. Komunizm, szczególnie w naszym kraju, jest uznawany za zły. Ale przecież wśród komunistów były też kobiety, były dzieci którym wpojono odpowiedni pogląd, były osoby inteligentne z którymi można dyskutować. Faszyzm, szczególnie w naszym kraju, jest uznawany za zły. Ale przecież wśród faszystów były też kobiety, były dzieci którym wpojono odpowiedni pogląd, były osoby inteligentne z którymi można dyskutować. Terroryzm jest uznawany za zły. Ale przecież wielu terrorystów to osoby broniące własnych domostw, zmuszone do pomocy miejscowym watażkom, inteligentne i gotowe dyskutować na temat powodów swojego działania. JEDNAKŻE nie zmienia to faktu, że w oczach większości ludzi, te zjawiska/ideologie są potępiane. Stoi za nimi zbyt wiele krzywdy, zbyt wiele bólu i cierpienia, by można było spojrzeć na nie ze spokojem. Wiemy, jesteśmy świadomi tego, że w naszych osądach są luki, są osoby niewinne, które dały się wciągnąć w nikczemną farsę. Ale złorzeczymy na konkretnych ludzi oraz samo zjawisko. Mamy do tego prawo, z racji na cierpienia jakiego doznały tysiące a nawet miliony.

Dlatego nie czuję się rasistą, islamofobem czy zacofańcem, gdy piszę, że islam jest zły. Czuję, że mam do tego prawo, kiedy w XXI wieku dochodzi do zamachów terrorystycznych, kamienowania, traktowania kobiet jak przedmioty, honorowych zabójstw, zmuszania dzieci do małżeństw, mordowania niewiernych, walki z wolnością słowa oraz poszanowaniem praw człowieka.

Zjawiska te, są niestety bardziej powszechne niż mogłoby się wydawać. Bo przecież tylko część z nich trafia do mediów, reszta zostaje w zaciszu domów. Do kolejnej części nie mamy dostępu bo nie jesteśmy w stanie przeglądać wszystkich serwisów oraz obcojęzycznych stacji. Reszta ginie w natłoku innych informacji albo zduszona przez polityczną poprawność. Co jakiś czas wyłapiemy tylko jakieś wzmianki, jak na przykład wiadomości o Aishy (sprzedanej mężowi za długi, bitej, gwałconej, w końcu oszpeconej) która straciła uszy i nos (nos odzyskała dzięki amerykańskim lekarzom). Często słyszymy, jak obrońcy islamu mówią, że niektóre sprawy są za bardzo nagłaśniane i że mamy do czynienia z antymuzułmańską histerią. Niestety, powody tej „antymuzułmańskiej histerii” są tylko czubkiem góry lodowej.

Co możemy ujrzeć wyjątkowo wyraźnie w ciągu ostatnich dwóch tygodni, kiedy to dziesiątki tysięcy protestujących wyznawców islamu wpadły w masowy obłęd po obejrzeniu przeciętnego, nieco podobnego do produkcji studenckich filmiku. A przecież wszyscy wiemy, że Mahomet wcale nie uprawiał seksu z 9-letnią Aiszą, a religia islamska jest religią pokoju. Czego my, cywilizowani, inteligentni ludzie w wolnym kraju byśmy oczekiwali?

Na pewno nie morderstwa ambasadora USA. Na pewno nie wielotysięcznych demonstracji. Na pewno nie niszczenia sklepów/samochodów/własności prywatnej rodaków. Na pewno nie śmierci w dzikim amoku naszych współwyznawców. Na pewno nie głupiego zatrucia się dymem z podpalonej flagi. Na pewno nie nagrody pieniężnej za dokonanie morderstwa na twórcy filmiku sponsorowanej przez jednego z pakistańskich ministrów (kraj posiadający bomby atomowe). Nie, tego nigdy nie oczekiwalibyśmy od cywilizowanych ludzi, cywilizowanej religii i cywilizowanego świata.

Musimy powiedzieć sobie otwarcie. To było prymitywne, żałosne i wcale nie na taką małą skalę jak niektórzy mogliby pomyśleć. Nie mamy też do czynienia z pojedynczym przypadkiem. Nie jest tak, że jak dotąd świat islamu był bez skazy a teraz nagle coś się zmieniło. Islam jest ZŁY. Islam to śmierć, upokorzenie, cierpienie, oszpecanie, krzywdzenie. Za tymi słowami kryją się wszystkie bestialstwa których dopuszczają się muzułmanie. I utyskiwania, polityczna poprawność czy wyzywanie od islamofobów nie zmienią tego faktu. Jestem oczywiście w stanie zaakceptować wyznawców islamu którzy potrafią dyskutować i mają do siebie dystans, tudzież nie przykładają ręki do czyjejś krzywdy. Ale, że islam jest religią pokoju raczej nikt mnie nie nabierze.

Edit, 14:01: Pierwszy i drugi akapit moi drodzy, tam jest podstawowy problem i powód dla którego tekst jest mieczem obosiecznym!

Siatkówka okiem… Juniora, cz. 3 – życie młodzika/kadeta/juniora

Przedostatni (ostatni?) wywiad z serii „Siatkówka okiem…”. Tym razem na pytania odnośnie kariery siatkarskiej, warunków które należy spełniać by być dobrym siatkarzem i treningów odpowie Marek Kurmin, uczeń z Olsztyna, finalista Mistrzostw Polski w Mini-siatkówce (Zabrze 2008, klasa VI) i finalista wojewódzkiego turnieju plażówki jako młodzik. Poza tym zajmował: szóste miejsce w mistrzostwach Polski jako młodzik, trzecie miejsce w zawodach siatkówki plażowej w województwie jako kadet, z drużyną KS Choroszcza przeszedł do II ligi rozgrywek OLSA (Olsztyńska Liga Siatkówki Amatorskiej) i brał udział w półfinałach Mistrzostw Polski w siatkówce plażowej (kadet) i półfinałach mistrzostw Polski w siatkówce halowej (kadet).

Ślepowid: Jakie warunki trzeba spełniać by być dobrym siatkarzem?

Marek Kurmin: Aby być naprawdę dobrym siatkarzem, trzeba posiadać odpowiednią technikę gry. W dzisiejszych czasach bardzo potrzebne są też warunki fizyczne. Tylko pozycja libero nie wymaga zbyt dużego wzrostu, bo gracz na niej odpowiada za grę defensywną, czyli przyjęcie zagrywki i obronę przy ataku. Wszyscy inni zawodnicy w drużynie muszą być w miarę wysocy. Przy ofensywie, daleki zasięg w ataku i bloku jest kluczowy.

Ślepowid: Czy siatkówkę może uprawiać każdy?

Marek Kurmin: Myślę, że tak. Ja najpierw trenowałem piłkę nożną, ale w czwartej klasie zmieniłem zdanie i skupiłem się na siatkówce. Ważna jest pasja, a nie początki.

Ślepowid: Przez jaki program treningowy trzeba przejść by być naprawdę dobrym i jak częste powinny być treningi?

Marek Kurmin: Na początku czwartej klasy zaczynałem od tzw. mini-siatkówki. Były to rozgrywki w zespołach: 2-osobowych (czwarta klasa), 3-osobowych (piąta klasa) i 4-osobowych (szósta klasa). Treningi obywały się wtedy trzy razy w tygodniu, czasami jeździliśmy na turnieje dostosowane do konkretnych kategorii. W pierwszej gimnazjum przechodzi się z mini-siatkówki do normalnej gry 6-osobowej. To tzw. kategoria Młodzików, w której gracz jest przez dwa lata. W drugiej gimnazjum miałem już trening cztery razy w tygodniu. Przełom gimnazjum i liceum/technikum to czas, gdy Młodzik staje się Kadetem. Dopiero teraz zaczyna się prawdziwa siatkówka, z prawidłowymi wymiarami siatki. Przygotowania wymagają jeszcze więcej czasu, wymagają dużych poświęceń. W drugiej lub trzeciej liceum/technikum kadet staje się Juniorem. To już ostatnie lata siatkówki młodzieżowej, następnie Ci którym się uda przechodzą do siatkówki seniorskiej, czyli profesjonalnej.

Ślepowid: Czy młodzi siatkarze mają szanse na rozwój w Polsce?

Marek Kurmin:
Owszem, mają szansę na rozwój i to większą niż dawnymi czasy. W całej Polsce powstają gimnazja i licea sportowe z profilem siatkarskim (program SOS, Siatkarskie Ośrodki Szkolne). W tych szkołach uczniowie mają dziesięć WF-ów tygodniowo, a po lekcjach treningi. To daje im bardzo dużą szansę na postępy w dziedzinie siatkówki.

Ślepowid: Czy można pogodzić zawodową siatkówkę i inny kierunek kariery, np. medycynę lub prawo?

Marek Kurmin:
Moim zdaniem, jak ktoś chce pogodzić naukę z siatkówką, to może. Mi się udaje. Wymaga to jednak wielu wyrzeczeń, ma się na przykład mniej czasu dla znajomych, a po szkole natychmiast trzeba odrabiać lekcje. Po treningu człowiek już nie ma czasu ani chęci by się uczyć.

Poprzednio:

1. Polscy siatkarze na Olimpiadzie, wywiad z sędzią siatkarskim Adamem Janem Awiżeniem.

2. Stan polskiej siatkówki i kibice, wywiad ze spikerem siatkarskim Michałem Kowalczykiem.

Siatkówka okiem… spikera, cz. 2 – polska siatkówka i kibice

O siatkówce się mówi. Dużo. Z czystym sumieniem mogę chyba napisać, że to drugi po piłce nożnej sport, który można uznać za narodowy i powszechny. Młodzież na WFach coraz częściej preferuje piłkę siatkową, prężnie działają organizacje promujące rozgrywki, a kibice kulturą oraz oddaniem biją często na głowę stadionowych kiboli. Jak na chwilę obecną wygląda stan polskiej siatkówki?

Sprawę przybliży nam student dziennikarstwa na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim, Michał Kowalczyk, który od ponad czterech lat prowadzi stronę internetową pierwszoligowego zespołu Pekpolu Ostrołęka, a w najbliższym sezonie będzie spikerem na meczach I ligi w Ostrołęce.

Ślepowid: Proste pytanie. Jak oceniasz stan polskiej siatkówki?

Michał Kowalczyk: Myślę, że stan polskiej siatkówki z roku na rok poprawia się, chociaż nie brakuje w niej problemów i mogłoby być lepiej. Na pewno do rozwoju tego sportu przyczyniły się sukcesy reprezentacji Polski, i od wicemistrzostwa świata w 2006 roku mamy w Polsce prawdziwy „boom” na ten sport. W halach gromadzą się całe rodziny, oglądając piękne widowiska. Bo mecz to nie tylko sama gra zawodników ale i fajna zabawa na trybunach. Coraz więcej młodzieży wybiera siatkówkę jako sport wiodący. Podam przykład z mojego klubu: w tym sezonie zagra u nas chłopak, który ma 19 lat i w siatkówkę gra od czterech lat. Wcześniej trenował podnoszenie ciężarów, był nawet szósty w młodzieżowych mistrzostwach Polski. Wiadomo, ma techniczne braki, ale potencjał znakomity i na pewno nie żałuje tego, że wybrał ten sport, bo ma okazję grać w profesjonalnym klubie i zarabiać robiąc to co lubi.

Ślepowid: Postęp ma miejsce w całej Polsce?

Michał Kowalczyk: Wiele szkół inwestuje w siatkówkę, otwierając w szkołach klasy o tym profilu. Ale to też zależy od miejsca, bo niektóre miasta żyją czymś innym: na przykład Wrocław, kiedyś miał siatkówkę na dobrym poziomie, a teraz, po zdobyciu przez Śląsk Wrocław mistrzostwa polski, przoduje w piłce nożnej. Inny przykład to Ostrołęka, która od zawsze żyła siatkówką, mimo, że to małe miasto. Stąd pochodził przecież wybitny siatkarz Arkadiusz Gołaś, stąd pochodzi reprezentant Polski Grzegorz Łomacz – dlatego jest to miasto siatkówki.

Ślepowid: Co może hamować rozwój siatkówki?

Michał Kowalczyk: Brak pieniędzy. Sponsorzy niechętnie inwestują w siatkówkę nie tylko przez kryzys – choć to najpoważniejszy powód. Myślę, że duże znaczenie miało zamknięcie Plus Ligi bo jeżeli nie da się z niej spaść to zespoły z niższym budżetem nie mają tak naprawdę o co grać, nie ma tej presji na wynik i sponsorzy nie chcą wyrzucać pieniędzy, skoro drużyny grają o nic. Tak samo dzieje się ligę niżej, czyli w pierwszej lidze gdzie brak możliwości sportowego awansu hamuje sponsorów. Wystarczy się rozejrzeć: AZS Politechnika Warszawska miała ogromne problemy finansowe. Bieda panuje również w Częstochowie, choć to potężny ośrodek z tradycjami. W Kielcach wycofano nawet zespół z rozgrywek ale ostatecznie fundusze się znalazły. Nie najlepsza sytuacja jest też w Olsztynie. Z pierwszej ligi wycofały się przed tym sezonem drużyny z Wielunia i Gorzowa Wielkopolskiego mimo tego, że sportowo się utrzymały – zabrakło pieniędzy. To jest główna bolączka, bo wielu działaczy chciałoby mieć dobry zespół u siebie ale brakuje kasy i wszystkie plany są kasowane. Podsumowując: rozwój jest, ale mógłby być większy gdyby nie kryzys i (moim zdaniem) niekoniecznie skuteczne decyzje władz PZPS.

Ślepowid: Co sądzisz o polskich kibicach?

Michał Kowalczyk: Tu akurat wstydzić się nie musimy, bo mamy jednych z najlepszych – o ile nie najlepszych – kibiców na świecie! Kultura kibicowania jest zupełnie inna, niż w przypadku kibiców piłkarskich. Fani siatkówki tworzą na meczach naprawdę świetną atmosferę, dopingując przede wszystkim z klasą. Poziom jest nieporównywalny. Przede wszystkim do hal przychodzą całe rodziny, jest to sport dla wszystkich – i dla młodych, i dla starszych. Na atmosferę ma bardzo duży wpływ spiker, będący też wodzirejem, który umie „rozruszać” publikę. Na meczach kadry wszystko wygląda perfekcyjnie, miałem okazję być i za każdym razem byłem zachwycony atmosferą. Zainteresowanie siatkówką jest spore, na mecze chodzi regularnie dużo ludzi – nawet w takich małych ośrodkach jak Ostrołęka (57 tysięcy mieszkańców) na meczach można spotkać komplet widzów. W ostatnim sezonie mieliśmy rekord bo jeden z meczów obejrzało 1300 osób w hali. Zainteresowanie jest duże i słusznie. Polecam wszystkim mecze siatkówki bo jest to naprawdę fajne widowisko, nie tylko od strony sportowej ale także z racji na całą otoczkę, która towarzyszy siatkarzom.

Poprzednio:

1. Polscy siatkarze na Olimpiadzie, wywiad z sędzią siatkarskim Adamem Janem Awiżeniem.

Katawa Shoujo – zrozumieć niepełnosprawnych

Za sprawą Janusza Korwin-Mikkego, w Polsce trwa dyskusja o eksponowaniu niepełnosprawności w mediach, oraz podejściu do niej. To idealna okazja by przedstawić państwu grę, która wyszła co prawda parę miesięcy temu, ale wciąż jest bardzo popularna. Oto Katawa Shoujo.

Twórcą tej visual noveli jest Four Leaf Studios. Swoją nazwę wzięło od czterolistnej koniczyny – symbolu imageboardu 4chan, a składało się głównie z osób które owy imageboard przeglądały. Grupka internautów postanowiła stworzyć grę w której główną rolę zagrają niepełnosprawni. Po pięciu latach pracy udało się – 4 stycznia bieżącego roku Katawa Shoujo zostało wydane. Mimo, że sami twórcy są głównie z Wielkiej Brytanii, swój projekt oparli na japońskim, mangowym stylu, całkiem zgrabnie wpasowując się w odmienną kulturę.

Novela to romans z elementami erotycznymi. Naszym bohaterem jest Hisao Nakai, którego poznajemy w zimowej scenerii, gdy spotyka się z koleżanką z klasy. Oczywistym jest, że coś do niej czuje, ale w chwili gdy mają ze sobą porozmawiać (może wyznać miłość), serce Hisao zatrzymuje się. Dosłownie. Trafia do szpitala, gdzie lekarze stwierdzają arytmię. Po jakimś czasie, może w końcu opuścić klinikę. Nie dane mu jest jednak powrócić do normalnego życia – trafia do szkoły dla niepełnosprawnych.

Jak łatwo można się domyśleć, nie jest zbyt zadowolony z nowego otoczenia. Wkoło widzi osoby z defektami, których kalectwo niełatwo jest ignorować, które po prostu są inne. Ciąży na nim też przekleństwo własnej arytmii, mogącej zaatakować w najmniej spodziewanym momencie. Tak jak wspomniałem, gra jest głównie romansem, bohater napotyka więc na swojej drodze parę sympatycznych dziewczyn… Ale tylko od naszych decyzji zależy, czy Hisao czeka szczęśliwe zakończenie, czy życiowa porażka.

Pierwszym niepełnosprawnym duetem który spotykamy, są Shizune i Misha. Shizune jest głuchoniema (co nie przeszkadza jej w byciu przewodniczącą klasy), a Misha to jej tłumaczka. Bezlitośnie (dosłownie) wprowadzają głównego bohatera w szkolny świat. Na naszej drodze stanie również sportsmenka Emi (straciła obydwie nogi), elegancka Lilly (niewidoma), nieśmiała Hanako (dotkliwie poparzona, problemy psychiczne), malarka Rin (brak rąk, problemy psychiczne) i Kenji, z którym co prawda nie ma opcji romansowych (…niekończących się bolesną śmiercią), ale który jest zdecydowanie najzabawniejszym gościem w grze. To oczywiście nie wszystkie postaci, ale reszta jest drugoplanowa. Każda osoba ma swoje problemy, każda musi walczyć ze swoją niepełnosprawnością. Powoli, Hisao jednak zaczyna rozumieć, że problemem zazwyczaj nie jest czyiś wygląd czy kalectwo, ale to jak postrzega się swoją osobę. Możemy funkcjonować normalnie nawet jeżeli jesteśmy niepełnosprawni, ale tylko wtedy, kiedy zaakceptujemy swoją odmienność i nauczymy się z nią żyć.

To oczywiście nie jedyny morał który można wynieść z gry. Warto parę razy rozpocząć grę na nowo i prześledzić inną ścieżkę. Tych bowiem, razem ze szczęśliwymi i złymi zakończeniami, możemy obejrzeć trzynaście. Grafika nie jest zbyt ważna w noveli, ale stoi na przyzwoitym poziomie. Tak samo jak całokształt postaci, które zbudowane są z rozmysłem, a każda ma za sobą jakąś historię, uzasadniającą jej działania. Na fabułę oczywiście też nie można narzekać, a gra jest wyciskaczem łez. Żadna osoba nie przejdzie obok niej obojętnie. Przy wybraniu romansu z którąś z dziewczyn, mamy okazję obejrzeć krótką animację z jej udziałem.

Nie zapominajmy też o muzyce, która jest wyśmienita. Przodują spokojne, delikatne melodie odzwierciedlające nastrój szkoły, a każda postać ma swoje przewodnie theme. Polacy mają wyjątkowy powód do radości, bo motywem przewodnim gry jest utwór „Wiosna”.

Katawa Shoujo budzi oczywiście kontrowersje. Novela jest zdecydowanie +18, rzeczywiście, znajdują się w niej dość odważne sceny erotyczne (erotyczne, ale nie pornograficzne). Osoby które z tych czy innych powodów brzydzi seks z osobami niepełnosprawnymi, nie muszą się martwić – w opcjach gry można wyłączyć zawartość +18, dzięki czemu możemy cieszyć się fabułą, bez kreskówkowej nagości, pogardzanej przez wiele osób.

Komu polecam grę? Każdemu, kto chce chociaż trochę zrozumieć z jakimi dylematami spotykają się osoby niepełnosprawne i co czują. Każdemu, kto chce przeczytać wspaniałą fabularnie historię. I niestety – każdemu kto zna angielski, bo twórcy nie stworzyli polskiego tłumaczenia. Four Leaf Studios zakończyło projekt, więc raczej się go nie doczekamy… Gra jest darmowa, można ją, soundtrack oraz nieco tapet na komputer, ściągnąć ze strony głównej projektu:
http://katawa-shoujo.com/

Gangnam Style!

Minęły prawie dwa miesiące od zamieszczenia na Youtube utworu „Gangnam Style”. Wszyscy oszaleli na jego punkcie, a taniec stał się znany na całym świecie już po dwóch tygodniach, kiedy to teledysk obejrzało ponad osiem milionów osób. W tym momencie filmik liczy ponad sto milionów wyświetleń, a moda atakuje Polskę. Nie słyszałeś o „Gangnam Style”? Zaraz o nim usłyszysz!



Park Jae-Sang znany pod pseudonimem PSY jest raperem z Południowej Korei, którego teledyski są w kraju legendą. W Polsce (i w większości innych państw) niemalże nikt nie słyszał o jego dziwacznym, humorystycznym stylu. Aż do teraz. 15 lipca Park wrzucił na swój kanał Youtube kawałek z najnowszej płyty (PSY’s Best 6th Part 1), zatytułowany Gangnam Style. I… w sumie tak oto rozpoczął się dziki, nieopanowany szał internautów.

Od strony tekstowej utwór jest typową, popową produkcją. Nieco tekstów o miłości i o kobietach, a poza tym nic ciekawego. Piosenka zawiera jeszcze jeden charakterystyczny dla azjatyckiego popu element – wstawkę angielską, w tym przypadku „Eeeeh, sexy lady!” i „You know what i’m saying!”. Muzyka? Nic przełomowego, wpada w ucho, ale nie odróżnia się od setek tysięcy innych utworów. A jednak! 80 milionów odtworzeń po 45 dniach nie pojawia się znikąd! Nie zdobywa też tytułu najpopularniejszej K-popowej (Koreański Pop) piosenki w historii, jeżeli nie ma „tego czegoś”! Skąd fenomen piosenki?

Zerknijmy na tytuł. „Gangnam Style”. Niewiele mówi, prawda? Gangnam Style to Koreański neologizm związany z eleganckim, pewnym siebie stylem życia jaki prezentują twórcy trendów z okręgu Gangnam w Seulu, uważanej za jeden z najbardziej „światowych” okręgów stolicy. Można go użyć wymiennie z nieco bardziej popularnym, angielskim terminem – „Swag”. Swag (lub swagger) to styl bycia polegający na nadmiernej pewności siebie, stylowości, byciu „cool” i natychmiastowemu zyskiwaniu respektu. Gangnam Style nie jest więc stylem dla frajerów. Gangnam Style to styl dla „bossów”. A na czym polega?

Przez większość teledysku, PSY jest ubrany przyzwoicie, w marynarki z muszkami. Rzeczywiście, mógłby budzić szacunek, jako ktoś elegancki i pewny siebie. Ale tak nie jest! Podchodzi do swego klipu aż do bólu humorystycznie, stawiając obok siebie perfekcyjnie tańczącego dzieciaka, przedzierając się wraz z dwiema uroczymi statystkami przez deszcz styropianu, opierając się na ramieniu gburowatego siłacza w saunie, leżąc pod tańczącym turystą w windzie, urządzając z ubranym na żółto rywalem pojedynek na „gangnam style”, pływając w czyjejś wannie czy szczerząc się do pup Koreanek. Co… w sumie nie jest niczym dziwnym w kraju tak bliskim Japonii. Mamy więc połączenie „swagowego” stylu z humorem i popem. To już nieco więcej, ale jest jeszcze jeden element który wyniósł piosenkę PSY na szczyty!

To taniec! Gangnam Style – choreografia, której charakterystyczną cechą są ruchy rękoma przypominające ujeżdżanie konia, robienie w powietrzu „młyna” oraz wymachy nogami z dłońmi opartymi na biodrach. W internecie pojawiły się setki, jeśli nie tysiące interpretacji tańca, na których zarówno młodzi jak i starzy, pojedynczo i zbiorowo, wywijają jak się patrzy w rytm muzyki.

Połączenie takiego tańca, humoru, stylu gangnam i popu, nie mogło się nie udać. Potężna kampania reklamowa oraz zainteresowanie mediów, tylko podsyciły szaleństwo. Internauci mają więc swój kolejny, internetowy hit, a PSY…? PSY właśnie zdobył dwie nagrody programów muzycznych: Music Bank i M! Countdown. Amerykańskie i koreańskie tabloidy huczą od pogłosek na temat możliwej współpracy z Justinem Bieberem…