Krzysztof Kononowicz – smutna historia człowieka o dobrym sercu #1

1, 2, 3, 4, 5, 6

Krzysztofa Kononowicza znają chyba wszyscy. Jego kariera rozpoczęła się w 2006 roku, kiedy wystartował w wyborach na prezydenta Białegostoku z ramienia Komitetu Wyborczego Wyborców Podlasie XXI wieku. Dzięki swojemu wystąpieniu w Studiu Wyborczym TV Jard, nagranym wraz ze wszelkimi potknięciami językowymi, zyskał ogromną popularność w internecie. Sława, jaka by nie była, przyniosła mu wiele korzyści, od możliwości wystąpienia w filmie po pomoc finansową strony wiernych fanów. Od debiutu Krzysztofa Kononowicza minęło sześć lat. Zapomniany przez ludzi człowiek jest na skraju załamania nerwowego.

Pod ostatnim nagraniem niegdysiejszego kandydata na prezydenta Białegostoku, jeden z komentujących napisał, że warto by zrobić film dokumentalny o jego losach. Popieram ten pomysł, może w przyszłości go zrealizuję. Na razie jednak, przybliżę Wam tę smutną historię w formie pisemnej. Historię prostego, szarego człowieka, który stał się celebrytą, śmiała się z niego cała Polska a ostatecznie został pozostawiony sam, bez ukochanej matki i brata.

Ale zacznę od siebie. Postać Kononowicza fascynowała ludzi z mojego podwórka już od paru lat, ale dopiero dwa lata temu postanowiliśmy, że nasza amatorska drużyna piłkarska będzie wykorzystywała motyw działacza z Białegostoku w swoich rozgrywkach. Jego filmy bardzo nas bawiły, ale docenialiśmy swoistą prostotę w myśleniu i dobroć serca jaką prezentował. Obwołaliśmy Pana Krzysztofa naszym patronem (nieoficjalnie oczywiście, bo, mimo wielu planów, nie udało nam się z nim spotkać), a drużynę nazwaliśmy KS Choroszcza (od miejscowości Choroszcz, gdzie miał trafić brat Kononowicza – Boguś). Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy jak sprawa się zakończy. Ot, mieliśmy po prostu ciekawy motyw. Grać dla Pana Krzysztofa, nawet jeżeli on sam o tym nie wiedział. Z boku, może się to wydawać niesmaczne lub niemoralne. Ale nie mieliśmy złych intencji. Naprawdę lubiliśmy Kononowicza, nie tylko jako obiekt żartów. Zaczęliśmy odnosić coraz większe sukcesy, porzuciliśmy rozgrywki piłkarskie, odnaleźliśmy się w siatkówce. Nasi zawodnicy wygrywali kolejne turnieje, zdobywaliśmy medale, zainwestowaliśmy sporo pieniędzy w koszulki, fanklub stale się rozrastał, znaleźliśmy sponsora. Zyskaliśmy nawet nieco sławy, bo pozdrowił nas sam Robert Burneika. Ale oczywiście, nie zapomnieliśmy o naszym idolu od którego wszystko się zaczęło. Gdy dotarła do nas wiadomość, że Bogusław Kononowicz trafił do szpitala w Choroszczy, zagraliśmy z czarnymi opaskami w ramach żałoby. Całkiem niedawno, gdy jeden z naszych zawodników cudem uniknął wypadku na drodze, dość szybko zauważyliśmy, że patronem kierowców jest właśnie… święty Krzysztof. Z niepokojem śledziliśmy coraz to nowsze filmiki, na których stan psychiczny zapomnianego przez świat celebryty się pogarsza. Teraz, gdy kariera Kononowicza w internecie ostatecznie się zakończyła, jesteśmy w nieco niezręcznej sytuacji. Mamy jednak nadzieję, że działalność naszego zespołu nie pozwoli światu zapomnieć o tej interesującej postaci i kiedyś ludzie zobaczą, jak bardzo ten człowiek był samotny mimo wielkiej sławy.

Dość o sobie. Krzysztof Kononowicz urodził się 21 stycznia 1963 roku w Kętrzynie. Z wykształcenia kierowca-mechanik. Jego matka ma na imię Leonarda, umarła w lipcu. O ojcu ciężko znaleźć jakiekolwiek informacje, działał w AK. Brat Bogusław trafił parę miesięcy temu do szpitala psychiatrycznego w Ciechanowie. W latach 80′ Kononowicz był działaczem i przewodniczącym NSZZ „Solidarność” w Białymstoku. Jest bardzo wierzący. Mówi, że nie pije. Dzięki pomocy historyka Marka Czerniawskiego oraz magistra Pedagogiki Opiekuńczo-Wychowawczej Adama Czeczetkowicza, wystartował w wyborach na prezydenta Białegostoku z okręgu wyborczego nr 4, z ramienia Komitetu Wyborczego Wyborców Podlasie XXI wieku.

Częścią kampanii były przemówienia kandydatów w Studiu Wyborczym TV Jard. W tym momencie, zaczęła się kariera Krzysztofa Kononowicza. Pierwszym etapem programu była prezentacja swojej osoby:

„Nazywam się Kononowicz Krzysztof. Urodziłem się dnia dwudziestego pierwszego stycznia tysiąc dziewięćset trzeciego….. sześciesiątego trzeciego roku w Kętrzynie, woe… woewództwo olsztynskie. Chcę przedstawić swój życiorys. Ukończyłem zasadniczą szkołę zawodową jako kierowca-mechanik. Posiadam swoją posiadłość – domek drewniany. Mam matkę, mam brata. Tatuś ni żyje. Ale tatuś bardzo jest mój bardzo, bardzo zasłużony. Walczył o Warszawę, walczył o Polskę, walczył o Boga. Ale nie ma ojca – odeszedł. Jak ja mówię – powołał, zmienił miejsce zamieszkania. Jest w niebie teraz. I stamtąd patrzy, jak ja kandyduje na prezydenta miasta Białegostoku. Dziękuję bardzo państwu.”

Potem, przyszła pora na „Wizję miasta” według kandydatów:

„Chcę zrobić dla naszego miasta Białegostoku następujące rzeczy. Zlikwidować całkowicie dla młodzieży alkohol, papierosy i narkotyki. Usprawnić w naszym Białymstoku komunikację miejską; miejską i dalekobieżną. Tak! Bo nasza komunikacja jest bardzo, bardzo słaba, bardzo zła. Otworzyć zakłady i miejsca pracy dla młodzieży i dla ludzi. Tak! I chcę bardzo, bardzo to zrobić. Usprawnić w naszym mieście, w całym, na całym Podlasiu, żeby nie było bandyctwa, żeby nie było złodziejstwa, żeby nie było niczego. Żeby starsi ludzie mogli przejść, bo nawet teraz dochodzi do mnie – skargi, postulaty, apelują starsze ludzie, w podeszłym wieku, że młodzież zaczepia. A ja się nie dziwię się, że młodzież starszych ludzi zaczepia, napada, napadają i tak dalej. Bo młodzież nie ma pracy, nie ma pracy! Zakłady nasze w Białymstoku są rozwalane, zanim zbudowane. Zamiast usprawnić Białystok, żeby miejsca pracy, tak jak Fasty są rozwalone, tak jak mleczarnie tu w Białymstoku, tak jak Spomasz w Starosielcach. Tak jak…… i inne zakłady są rozwalane. I chcę też wyprowadzić policje na ulice. Chcę wyprowadzić policje, żeby policja pilnowała całego naszego porządku, bo od tego jest policja i straż miejska. Od tego oni są! Od tego są oni! Od tego są. A w urzędzie u mie miejskim będzie ład i porządek. Ni będzie biurokractwa, ni będzie łachmactwa, tylko naprawdę ludzie będą. Zimową porą będą szykować architekci plany budowy dróg, plany budowy dróg. Podkreślam jeszcze raz: plany budowy dróg. A na wiosnę wyjdziemy z budową ulic i… ulic, bo jakie mamy drogi? Jakie mamy? Co się stao się pod Jeżewem? Co się stao się? A kierowcy też będą przez policję surowo karani, za alkohol, za papierosy, za wszystko. I jeszcze też usprawnię granice w Kuźnicy i Bobrownikach, że granica między Białorusią a nami będzie naprawdę, naprawdę będzie granica, że ni będzie przemytu, ani papierosów, ani narkotyków, ani alkoholu. Dziękuję państwu.”

I na koniec „Dlaczego właśnie ja?”:

„Szanowne Państwo! Kandyduję z ramienia… Polasia XXI wieku. Bardzo proszę o oddanie na mnie głos. To co przedstawiłem, swoje postulaty, to ja wszystko uczynie i na mnie warto głosować, bo ja jestem naprawdę człowiekiem uczciwym i sprawiedliwym. Nie tak, że inne partie, inne komitety, inne partie mówią, a nic ni robią, a nic ni zrobili dla miasta Białegostoku, a to co ja powiedziałem to ja wszystko uczynię, bo jestem człowiekiem wierzącym i praktykującym i wiem na jakiej zasadzie to zrobić, jak uczynić, jak usprawnić drogi, jak wszystko, jak zlikwidować papierosy, jak wszystko zlikwidować. I bardzo proszę całego miasta Białegostoku i całego Podlasia oddać na mnie głos, dziękuję państwu.”

Wypowiedzi Pana Krzysztofa nie trzeba chyba omawiać, zrobiły to przede mną dziesiątki osób. Są proste, pełne błędów, nieskładne, nie świadczą zbyt dobrze o poziomie intelektualnym przemawiającego. Między stertami pomyłek można jednak wyczytać konkretne slogany: ochrona młodzieży przed używkami, usprawnienie komunikacji miejskiej, otwarcie nowych miejsc pracy, walka z przestępczością, pomoc osobom starczym, rozbudowanie struktur policyjnych, tępienie biurokratyzmu, budowa dróg. To nie są złe postulaty. Można by nawet rzec, że w porównaniu z tym co obiecują nam największe partie polityczne, to jak najbardziej rozsądne, możliwe do spełnienia cele. Ale nie oszukujmy się, osoba która chce reprezentować miasto, musi umieć przedstawić swoje pomysły w sposób klarowny, tak, by nie trzeba ich było szukać między wierszami i tłumaczyć co mówiący miał na myśli (pozdrawiam prezesa Kaczyńskiego z drugiej, największej partii w Polsce). Bardzo ważna jest też prezencja. A Krzysztof Kononowicz nie był ani przystojny, ani dobrze ubrany. Otyły, z obwisłą skórą, dużymi wargami i podkrążonymi oczyma. Na piersi sławny turecki sweter z chaotycznym wzorkiem. To nie miało prawa spodobać się wyborcom.

A jednak! Osoby promujące Pana Krzysztofa już wyczuwały, że internet będzie prawdziwą potęgą. Dziś każdy może się wypromować na Youtube lub własnym blogu, jeżeli wie jak wzbudzić kontrowersje. Wtedy, promocja internetowa cieszyła się nieco mniejszą popularnością. Dopuszczenie Kononowicza do wyborów było niewątpliwie sprytnym chwytem. Dostaliśmy niepotrafiącego się poprawnie wysłowić mężczyznę z wołającą o pomstę do nieba prezencją, ale… było w nim „to coś”. Był zabawny, uczciwy, dobroduszny. Przede wszystkim oczywiście zabawny. A reszta? Niczego nie traciła. Prawdopodobnie członkowie Podlasia XXI wieku nie mieli szans w wyborach. Postanowili wypróbować coś nowego, postawić błazna w roli króla, pokazać, że czasem prosty chłop też może być władcą. I udało im się! Kononowicz oczywiście nie został prezydentem, ale zajął szóstą pozycję. A internet oszalał…

Źródła (także zdjęć, wszystkie zdjęcia to zrzuty ekranu zrobione z dostępnych dla wszystkich filmików Youtube podanych w źródłach. Przepraszam za słabą jakość):


http://pl.wikipedia.org/wiki/Krzysztof_Kononowicz


http://en.wikipedia.org/wiki/Krzysztof_Kononowicz


http://www.youtube.com/watch?v=pRXlotr-PpQ




http://pl.wikiquote.org/wiki/Krzysztof_Kononowicz


Zbigniew Boniek nowym prezesem PZPN – na koń i ratować wizerunek!

Stało się. Zbigniew Boniek, po dwóch turach głosowań, został nowym prezesem PZPN. Prawdę mówiąc spodziewałem się, że zwycięży właśnie legenda polskiej reprezentacji. Niemal każda osoba z którą omawiałem wybory w PZPN mówiła mi: „On nie ma szans, nie przebije się przez beton”. A jednak, wybór Bońka wydawał mi się najbardziej logiczny ze względów wizerunkowych. Kto będzie lepszym modelem dla mediów od osoby, która jest powszechnie znana, lubiana, ceniona za zasługi w piłce nożnej i stawiana w opozycji do nielubianego betonu przywiązanego do stołków? No, chyba tylko mało popularny, nieznany opinii publicznej działacz z czystą kartą, bez doczepionego jeszcze świńskiego ogonka.

Nienawiść do PZPN z roku na rok rośnie. Kolejne afery korupcyjne i ośmieszanie polskiej piłki odcisnęły bardzo widoczne piętno na wizerunku organizacji. Znany wszystkim hymn PZPN („Je*ać, je*ać PZPN!”), nawołujący do stosunku seksualnego ze Związkiem to już stały element polskich meczy. Potrzeba było kogoś kto odmieni zły image, kto niczym dzielny rycerz ocali rozdziewiczoną, zgwałconą i nadgryzioną przez smoka, księżniczkę.

Pierwsze przemówienie nowego prezesa było raczej przeciętne. Muszę mieć nieco czasu na przejrzenie dokumentów, mam zamiar ożywić sport, nie zrezygnuję z zasiadania w zarządach innych firm bo przecież nie będę siedział od 8 do 16 w biurze PZPN, chcę wyjechać do ludzi z innymi działaczami… Nic specjalnego. Chwała jaką zdobył w przeszłości mu to wybaczy. Następne przemówienia będą na pewno bardziej konkretne. Tylko czy…

Czy Zbigniew Boniek będzie objawieniem dla piłki nożnej? Nie sądzę. To tylko wystawiona na pokaz marionetka, która zatańczy tak jak jej zagrają. Kolorowa maskotka na poklask dla coraz bardziej złowrogo łypiącego ludu. Andrzej Morozowski w programie „Tak jest” trafnie porównał sferę wizualną wyborów w PZPN do posiedzeń komitetu KC PZPR. Rzeczywiście, gdy patrzy się na tych znajomków, którzy decydują na kogo głosować tylko w perspektywie przyszłych zysków prywatnych, ma się niepokojące wrażenie, że coś po poprzednim systemie pozostało. Jeden pozornie odcinający się od betonu działacz który „cudem” trafił na szczyt niczego nie zmieni. Może próbować, ba, mam nadzieję, że jednak coś mu się uda osiągnąć. Ale każdy poprzedni prezes zaczynał tak samo.

I każdy kolejny odchodził żegnany okrzykami „Je*ać, je*ać PZPN”.

Przemysław Gintrowski nie żyje, 20.10.12

„Każdy twój wyrok przyjmę twardy.
Przed mocą twoją się ukorzę.
Ale chroń mnie Panie od pogardy.
Od nienawiści strzeż mnie Boże.”

-Modlitwa o wschodzie słońca, Przemysław Gintrowski (wykonanie wspólnie z Kaczmarskim i Łapińskim, tekst: Natan Tenenbaum)


20 października zmarł jeden z największych poetów i kompozytorów ostatnich dziesięcioleci, artysta wielkiego formatu, legendarny bard – Przemysław Gintrowski.

Debiutował w 1967 roku utworem „Epitafium dla Sergiusza Jesienina” (tekst: Krzysztof Maria Sieniawski). W 1979 połączył siły z Jackiem Kaczmarskim i Zbigniewem Łapińskim, by razem wznosić się na wyżyny swoich umiejętności. Nagrali wspólnie pięć programów: Mury, Raj, Muzeum, Mury w Muzeum Raju i Wojna Postu z Karnawałem. Albumy w większości solowe, z gościnnymi występami innych artystów: Psalmy i requiem, Requiem, Pamiątki, Raport z oblężonego miasta, Nie chcemy uciekać, Kamienie, Odpowiedź, Tren, Kanapka z człowiekiem i trzy zapomniane piosenki. Ogłoszony wbrew własnej woli „bardem Solidarności” odgrywał rolę którą narzucił mu los z godnością. Tworzył muzykę filmową, a najsłynniejszym utworem z tego nurtu była niewątpliwie „Tylko Kołysanka” z filmu Tato (1995). Wyjątkową częścią jego twórczości były interpretacje tekstów Zbigniewa Herberta. Do 1990 roku był także aktorem. 31 sierpnia 2006 roku odznaczony przez prezydenta Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, a trzy lata później Nagrodą Miasta Stołecznego Warszawy. Wypowiadał się bardzo surowo o obecnym rządzie, był postacią stricte prawicową.

Najpierw odszedł Jacek Kaczmarski, teraz Przemysław Gintrowski. Sławne trio do spółki ze Zbigniewem Łapińskim zamieniło się najpierw w duet, a teraz ostatni żywy żeglarz musi walczyć ze sztormem solo (w 2005 roku Łapiński miał udar i wycofał się z życia zawodowego). Szkoda, że ludzie tak zasłużeni, o wybitnych umiejętnościach artystycznych których brak na dzisiejszej scenie (kreowanej przez denne programy w stylu Must be the Music czy Mam Talent) odchodzą. Ale takie są koleje losu. Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz. Mam nadzieję, że Przemysław Gintrowski nie zostanie zapomniany, tak jak zapomniany niemalże został Jacek Kaczmarski, którego rocznicę śmierci przysłoniła tragedia o wymiarze politycznym. Wykorzystywana do obrzucania się trupami i obelgami.

Osobiste: Przemysława Gintrowskiego słucham od zaledwie paru lat. Początkowo irytował mnie jego chrapliwy, mocny głos, z czasem jednak jego twórczość zyskała moją sympatię. Dziś nie wyobrażam sobie tygodnia bez chociaż jednej piosenki tego znakomitego artysty. Smuci mnie, że w dzisiejszej erze popu, szmiry i tandety, brak miejsca na utwory które poza chwytliwą muzyką, cechuje również konkretny tekst, niosący jakieś przesłanie lub opowiadający konkretną historię. Przyszłość sceny muzycznej może już zapewne tylko dołować, ale liczę na jakiś błysk lub zmianę kierunku. Trzeba być dobrej myśli!

Sprawa Amandy Todd, czyli o tym jak niewinna dziewczyna piersi na czacie obnażała, dręczona przez innych była, a w końcu rozdział zamykając – sama się zabiła.

Sprawa Amandy Michelle Todd wzburzyła opinię publiczną w Kanadzie. Jestem zaskoczony, że w Polsce tak niewiele osób o niej słyszało. Tymczasem zagraniczne portale internetowe podłapały temat godny naszej swojskiej małej Madzi. Wszyscy opłakują biedną, niewinną, czystą dziewczynę która została zniszczona psychicznie przez niegodziwy świat.

7 września 2012 roku, na Youtubie pojawił się materiał filmowy noszący nazwę My Story: Struggling, bullying, suicide and self harm. Zamieściła go Amanda Michelle Todd, a historia pokazana była w formie karteczek, bez podkładu dźwiękowego. Opowiedziała w nim o tym, jak mając 13 lat weszła na video-chat aby poznać nowych, interesujących ludzi. A jak najłatwiej poznać nowych, interesujących ludzi? Oczywiście pokazując cycki. Bo w jaki inny sposób można zdobyć czyjeś zainteresowanie? Poza obnażaniem swoich skromnych piersi, biedna, niewinna Amanda miała w zwyczaju również całkowicie się rozbierać i masturbować dla starszych panów którzy na tego typu portalach prezentują swoje męstwo (o tym niestety we wzruszającym filmie cnotliwej nastolatki nie usłyszymy).

Internet nie wybacza i internet nie zapomina. Rok później, Amanda otrzymuje wiadomość na Facebooku. „From him… Don’t know how he knew me…”, napisała dziewczyna na karteczce i rzeczywiście, ciężko powiedzieć jak zboczeńcy z video-chatów mogli ją rozpoznać skoro ukazywała na żywo swoją twarz? Tak czy siak, pierwszy ze stalkerów (osób które nękają swoje ofiary), zdobył sporo informacji o dziewczynie i zagroził, że jeżeli ta nie zrobi mu prywatnego pokazu to roześle jej zdjęcia po internecie. Rozsądnie odmówiła (chociaż jak na mój gust, opamiętanie przyszło zbyt późno). Podczas przerwy bożonarodzeniowej, do domu Amandy zapukała policja. Jej zdjęcia zostały rozesłane do wszystkich znajomych…

Dziewczyna przeniosła się do innej szkoły. Ktoś mógłby pomyśleć, że po jednym głupim wyskoku nastolatka zrozumie swój błąd. Nie bardzo. Zaczęła pić na umór i brać narkotyki. Wpadła w depresję. Po roku stalker znowu zaatakował. Powtórka, zdjęcia do wszystkich znajomych. Z jakiegoś powodu wszyscy „przyjaciele” ją odtrącili.

Ponowna zmiana szkoły. Wszystko zaczęło się układać. Ludzie ponownie ją zaakceptowali, nawet napisał do niej stary znajomy który twierdził, że… jest zakochany w Amandzie! Ale! Był jeden problem – miał dziewczynę. W tym momencie powinna się zapalić czerwona lampka, hej, ma już dziewczynę, można się przez to wpakować w kłopoty. Ale ponownie, nastolatka wzgardziła ostrożnością. Jak to się skończyło?

Niezbyt zadowolona dziewczyna chłopaka dorwała wraz ze znajomymi Amandę, skompromitowała ją przed całą szkołą a na końcu jeszcze ją pobiła. Cóż za zaskoczenie. Dobry kolega Amandy który tak ją kochał, okazał się chcieć tylko seksu. Mówimy w tym momencie o 14-latce, przypominam. A gdy mu się znudziła, stłukł ją.

Pierwsza próba samobójcza. Wypicie wybielacza. Nieudana. Reputacja w szkole i w mieście zniszczona. Kolejna przeprowadzka. Starzy „znajomi” nie odpuszczali i sugerowali jej na Facebooku wypicie innej marki wybielacza, która może zadziała lepiej.

Kolejne próby samobójcze. Przedawkowanie antydepresantów. To tyle, jeżeli chodzi o historię karteczkową. Na koniec jeszcze zdjęcie blizn po samookaleczaniu się.

10 października Amanda Michelle Todd popełnia w końcu samobójstwo. Internet opłakuje jej śmierć, znajomi z bladymi twarzami wspominają ją jako dobrą dziewczynę, premier Kolumbii Brytyjskiej składa kondolencje i wzywa do narodowej dyskusji o cyber-nękaniu.

Współczuję Amandzie, ale tylko trochę, bo wiem, że gdyby dziewczyna nie masturbowała się dla starych dziadów na czacie, gdyby nie stwierdziła, że najlepszym rozwiązaniem będzie alkohol i narkotyki, gdyby nie pchała się w głupi, z góry skazany na niepowodzenie związek, to jej historia potoczyłaby się inaczej. Tak, była młoda gdy jej koszmar się zaczął. Ale jednak już na tyle duża, by zastanowić się nad konsekwencjami. Osoby starsze, już dorosłe, bardzo często zrzucają błędy młodzieży na ich wiek, rodziców i bo „młode to głupie”. Owszem, ludzie w tym wieku są na pewno mniej odpowiedzialni, ale nie są bezmyślni. Nie są bezmózgimi owcami, potrafią po pierwszym błędzie wyciągać wnioski. Zazwyczaj. Amanda Todd tych wniosków nie potrafiła wyciągnąć i na własną zgubę coraz bardziej pakowała się w otchłań.

Osoby ją dręczące oczywiście także należy winić. Ale uderzmy się w piersi, czy sami byśmy nie zareagowali podobnie? Czy gdybyśmy spotkali osobę która pokazuje tyłek dla losowych ludzi, pije i ćpa, to mielibyśmy o niej dobrą opinię? Nie bardzo.

Mamy dobry początek do rozpoczęcia rozmów o obnażaniu się w internecie. Dla kobiet (rzadziej dla mężczyzn) to tani zarobek. Można tak zarobić na doładowanie komórki albo nową sukienkę. W porządku, nie oceniam, każdy zarabia tak jak umie. Jeżeli komuś brak innych talentów, może po prostu zrzucić ciuszki – łatwo i przyjemnie. Ale w takim wypadku trzeba wziąć pod uwagę, że jeżeli bezmyślnie pokażemy swoją twarz, to wcześniej czy później ktoś nas rozpozna. A z tym wiązać się będzie ostracyzm społeczny oraz pogarda. Nie trzeba być geniuszem by się tego spodziewać.

To także dobry początek do rozmowy o nadmiernym propagowaniu kultury seksu, dragów i alkoholu wśród młodzieży. Amanda popełniła samobójstwo w wieku 15 lat, mając za sobą ekscesy godne… No, nie oszukujmy się – studenta. Może to zadziwić niektórych blogerów z portalu oraz czytelników, ale alkohol, fajki i miękkie narkotyki nie są dla dziesięciolatków niczym nadzwyczajnym. Wiele osób przymyka na tę sprawę oko lub rzeczywiście, wcale nie zauważa demoralizacji. Ale ile jeszcze takich Amand musi popełnić samobójstwo, by ludzie nauczyli się brać odpowiedzialność za swoje czyny? Sądzę, że zbyt wiele. A tymczasem, jej nagie zdjęcia ciągle krążą po internecie a znalezienie ich, mimo, że sfotografowana została niepełnoletnia osoba, nie jest zbyt trudne…

PETA kontra… Pokemony!?

Organizacja PETA (People for the Ethical Treatment of Animals) walczy o dobro wszystkich zwierząt na świecie. Cel szczytny, ale z roku na rok, organizacja coraz bardziej się ośmiesza, a jej działania budzą poważne wątpliwości. Nie tak dawno, obrońcy natury starli się z twórcami gry Super Mario Bros. W jednej z odsłon serii, tytułowy hydraulik Mario jest przebrany za szopa. Dla PETA przekaz był jasny: „To daje ludziom do zrozumienia, że noszenie futer jest okej”. I stworzyło własną grę, gdzie goły szop goni swego ciemiężcę po zakrwawionej, apokaliptycznej planszy. Nie trzeba było długo czekać, a NINTENDO (wydawca serii Mario) zmusiła PETA do przeprosin za oczernianie marki. Niestety, dzielni obrońcy zwierząt niczego się nie nauczyli, bo tym razem postanowili walczyć z… Pokemonami.

Dwa dni temu na stronie PETA swoją premierę miała gra o nazwie Pokemon Black & Blue (gry z serii sygnowane są zawsze jakimś kolorem, tutaj działacze nawiązali do koloru siniaków). Na początku rozgrywki wcielamy się w Pikachu, który ucieka od swojego trenera i wymierza mu sprawiedliwość. Fabuła gry nawiązuje głównie do piątej generacji serii, dlatego naszym pierwszym towarzyszem zostaje ognisty pokemon Tepig. Potem uwalniamy inne tzw. startery (pokemony z którymi możemy zacząć grę) pokonując złych trenerów, aż dochodzimy do finału, gdzie zmierzymy się z byłym protagonistą – Ashem. Dialogi okraszone są typowymi sloganami organizacji, a co jakiś czas twórcy mrugają do fanów serii, wykorzystując motywy których nie zrozumie odbiorca nie mający z Pokemonami wcześniej do czynienia (Ghetsis, spóźniony Slowpoke, Mudkipz). Nie może się też obyć bez nagród. Możemy odblokować trzy skrzynie. W drugiej i trzeciej znajdują się karty oraz tapeta. W pierwszej zaś czai się na nas kontrowersyjny filmik promujący organizację PETA.

Czemu akurat Pokemonom się oberwało? Prawdę mówiąc ciężko powiedzieć. Osoby które oglądały anime wiedzą, że niemalże w każdym odcinku pojawiają się morały dotyczące przyjaźni ze stworkami i ich dobrego traktowania. Za każdym razem Ash ratuje pokemony lub rozwiązuje ich problemy. Młodzież która oglądała bajkę na pewno pamięta legendarne sceny z uratowaniem Charmandera przed złym trenerem lub tryumf więzi z Pokemonem nad obojętnością w pierwszym kinowym filmie. Walki nigdy nie kończą się śmiercią pokemona, co najwyżej ogłuszeniem lub wycofaniem go z pojedynku. W serii animowanej znajduje się mnóstwo scen którym PETA powinna przyklaskiwać.

Więc może problem tkwi w serii gier, na których podstawie powstało anime? Tutaj sytuacja niestety wygląda podobnie jak w anime. Protagoniści walczą z organizacjami które źle traktują pokemony lub dążą do zniszczenia świata. Może ostatnia odsłona serii tak zabolała PETA, gdzie okazuje się, że organizacja która chce uwolnić Pokemony od ich trenerów, tak naprawdę marzy o zawładnięciu światem?

Fani Pokemonów z całego świata pukają się w głowę. Po raz kolejny PETA ośmiesza swoją organizację. Nie żeby to była jej pierwsza porażka. W 2006 roku zginęło 1942 kotów, które skonfiskowała. Co jest w tym najbardziej przerażające? To, że w tym roku skonfiskowała 1960 kotów! Śmiertelność odbitych psów nie jest wcale lepsza, 988 na 1030 odeszło do psiego nieba. W 2009 roku, liczba zwierząt które umarły po trafieniu do działaczy PETA stanowiła 97% wszystkich odbitych istot. Od 2000 do 2009 roku z rąk organizacji zginęło 21,537 zwierząt. Czemu? Brak odpowiedniej opieki weterynaryjnej lub „brak możliwości adopcji”. Swego czasu budżet PETA wynosił 33 miliony dolarów. Zaledwie niewielka część z tego była przekazywana na pomoc zwierzętom. Większość zużywano na reklamy i kampanie informacyjne, nieco na wyciąganie swoich członków z więzienia, sporo na łodzie walczące z łowcami wielorybów i ekoterrorystów z Animal Liberation Front i Earth Liberation Front.
Jeszcze jedną porażką były osoby które reklamowały PETA. Jenna Jameson została przyłapana na noszeniu skóry. Pamela Anderson lubiła przyozdobić skórą fotele swojego samochodu. A Kimora Lee używała futer przy swoich projektach ubrań.

I tak kręci się nieudolnie interes, a prawie 3 miliony ludzi dały się nabrać na piękne hasła i dołączyły do PETA. Po co? Po to by bić się z Pokemonami. NINTENDO po raz kolejny zarobi mnóstwo pieniędzy na odszkodowaniu, a PETA zyska rozgłos. Bo tylko o to jej chodzi. Ochrona zwierząt schodzi na dalszy plan, gdy można zdobyć sławę i forsę.


http://features.peta.org/pokemon-black-and-white-parody/

Służba Porządkowa PiS

Lada moment, a minie tydzień od pamiętnego marszu środowisk PiSowskich (nie oszukujmy się, że jest inaczej) „Obudź się Polsko!” Wśród 300 000 (20 000, 50 000, 100 000, 200 000, 500 000, co chwila inne liczby padają, więc ciężko się zorientować) osób nad porządkiem czuwali między innymi obywatele w odblaskowych kamizelkach, elegancko ozdobionych napisem „Służba Porządkowa PiS”. To już nie pierwszy występ tych sympatycznych, charyzmatycznych panów. Uczestniczyli także w marszach czerwcowych i okazyjnie innych. Czuwają nad porządkiem, dzielnie wspierając policję w wykonywaniu obowiązków.

Ale nie wszystko jest takie cukierkowe jak można by pomyśleć! Jacek Kurski, były przyjaciel Ojca Rydzyka i „prawdziwych Polaków”, miał przyjemność spotkać się z elitarnymi oddziałami. Po czym ze łzami w oczach, spytał swoich przyjaciół na dobre i na złe: „Dlaczego koledzy z PiS się denerwują, po co te nerwy, po co te służby porządkowe, które używają przemocy?” Na co Ryszard Czarnecki, z partii której obrońcy wiernie służyli, odpowiedział: „Straż obywatelska, która pełniła obowiązki utrzymania ładu i porządku w trakcie marszu, miała wyraźnie przykazane, by interweniować stanowczo i surowo tylko w jednym przypadku – gdy ktoś był pod wpływem alkoholu.”

Słowa przedstawiciela komitetu politycznego PiS nie do końca się sprawdziły. Służby Porządkowe zapamiętały chyba wywiad Pani Dominiki Wielowieyskiej, która w maju miała nadzieję, że „…tym razem, jeżeli w czasie tych obchodów w owej „procesji” pojawią się osoby, które będą wznosić antyrosyjskie okrzyki, to służby porządkowe PiS sytuację opanują. Liczę na to, bo nie zależy mi na tym, aby Prawo i Sprawiedliwość lub ich zwolennicy wszczynali awantury ”. Służby porządkowe sytuację opanowały! Ale niekoniecznie skupiając się na osobach wznoszących antyrosyjskie (czy antypolskie) okrzyki.

O uprzejmości oraz profesjonalności Służb przekonał się wysłannik kontrowersyjnego portalu pyta.pl (jeżeli mnie oczy nie mylą, jest to Grad). Przyjąwszy rolę Mai Popielarskiej, zadawał uczestnikom marszu prowokacyjne pytania. Jeden z przedstawicieli PiSowskich ochroniarzy uprzejmie zwrócił mu uwagę, że nie powinien tego robić. A gdy niepokorny dziennikarzyna stanął przypadkiem na jego stopie, z wrodzoną delikatnością złapał go za fraki i obdarzył miłosnym uściskiem. Ukochał Grada tak mocno, że aż reszta obecnych musiała odciągać ochroniarza (chociaż pewnie z bólem w sercu, bo żal rozdzielać tak piękną parę, dziennikarz-prowokator i PiSowiec-fanatyk, tego jeszcze nie było!).

Bardzo podoba mi się pomysł osobistej, prywatnej armii zabezpieczającej obchody i radzącej sobie z przeciwnikami marszu w sposób doraźny. Czekam aż inne partie również utworzą swoje oddziały, chociaż mam nadzieję na bardziej fantazyjne nazwy. Gwardia Tuska (czerpiąc z Harrego Pottera i Gwardii Dumbledore’a), Legiony SLD, Osobista Straż Zwolenników Palikota albo Batalion Oddziałów Żniwiarskich PSL – to dopiero coś!

Przy takich nazwach, PiS byłby niestety w tyle. Nowoczesna partia, musi mieć nazwę na czasie, „cool” i „extra”. Służba Porządkowa kojarzy się bardziej ze sprzątaczami, niż dzielnymi obrońcami uciśnionego narodu. Skoro Ci wspaniali ludzie pełni poświęcenia dla sprawy zabezpieczają marsz przed wrogimi siłami, to może powinni mieć bardziej adekwatną nazwę? Zwolennicy PiS miłują historię. Może więc… Służba Bezpieczeństwa PiS?


http://pyta.pl/

Dziewiąte urodziny 4chana!

„We knew the world would not be the same. A few people laughed… A few people cried… Most people were silent. I remembered the line from the Hindu scripture the Bhagavad Gita; Vishnu is trying to persuade the prince that he should do his duty, and to impress him takes on his multi-armed form, and says, „Now I am become death, the destroyer of worlds.” I suppose we all thought that, one way or another.
Welcome to 4chan”
- Anon

Dzisiaj swoje dziewiąte urodziny obchodzi sławny imageboard 4chan! Stworzony przez nastolatka Christophera Poole’a (moota) portal zyskał niewyobrażalną popularność na całym świecie i pomimo upływu lat i ataków hakerów, nie ma zamiaru odchodzić w niebyt.

Czym jest imageboard? To swego rodzaju forum, na którym z łatwością można swoje posty ilustrować obrazkami. Co czyni 4chan wyjątkowym? Anonimowość użytkowników i brak ograniczeń przy postowaniu (chyba, że moderatorzy się obudzą). To właśnie tutaj po raz pierwszy zebrali się hakerzy z grupy Anonymous (którzy teraz pewnie rwą sobie włosy z głowy, widząc jak nastolatki mają się za bojowników o wolność, nosząc maski Guy’a Fawkesa i rzucając memami z 9gaga). Tutaj powstało też mnóstwo komiksów, gier (jak choćby Katawa Shoujo o której pisałem) i inicjatyw, które w mniejszym lub większym stopniu wpłynęły na życie wielu ludzi.

4chan jest dziwnym miejscem. Na pewno nie jest dla każdego, bo nawet przypadkiem można tutaj natrafić na treści niemiłe dla oczu. Póki będziemy się trzymać działów Television & Film, Technology, Photography czy Worksafe GIF, raczej nie natkniemy się na porno lub gore. Przeglądanie działów Pokemon, Pony (tak, na 4chanie jest dział poświęcony kucykom z serii My Little Pony: Friendship is Magic), Anime & Manga, Video Games czy Otaku Culture niesie już ze sobą takie ryzyko. A wchodząc na sławne /b/ lub sekcję Adult, powinniśmy być przygotowani na co najmniej delikatne spaczenie naszej psychiki.

/b/ jest zresztą najsławniejszym działem, na którym natrafimy na całkiem losowe i niepowiązane ze sobą tematy (stąd nazwa /b/ – Random). Na pierwszej stronie bardzo często (a poprzez bardzo często mam na myśli zawsze) goszczą tematy niepoprawne politycznie czy moralnie. Wbrew wielu opiniom, 4chan nie jest tylko wylęgarnią psychopatów. W dziale International możemy dowiedzieć się czegoś o innych krajach lub nacjach (wiedzieliście, że tylko Słowianie potrafią kucać na dłużej niż pół minuty?), w Sports przejrzymy najnowsze wiadomości sportowe, a Animals & Nature dostarczy codzienną dawkę uroczych kotów oraz porad jak sobie z nimi radzić.

Przez wiele lat użytkownicy 4chana zniszczyli życia mnóstwu ludzi, stalkując ich lub ujawniając czym tak naprawdę się zajmują. Wielu też pomogli, wymierzając sprawiedliwość krzywdzicielom zwierząt czy zwyczajnie rozmawiając z tymi, którzy bez imageboardu nie mieliby życia. To dzika dżungla, w której równie łatwo możemy natrafić na poważną dyskusję dotyczącą polityki państwowej, jak i na kłótnie o to czy dziewczyny z penisami są atrakcyjne czy nie. To miejsce w którym ścierają się Republikanie i Demokraci, ateiści i katolicy, muzułmanie i niewierzący (ostatnio, po protestach przeciwko Innocence of Muslims, na /b/ aż zaroiło się od wizerunków Mahometa, ozdobionego fekaliami), ludzie w miarę normalni i psychopaci, pedofile i agenci FBI, rasiści i lewacy.

To miejsce, które mimo swojej złej reputacji ma jakiś urok. I dużo, dużo obrazków kotów. A internet lubi koty.


http://www.4chan.org/