Z ust Grzegorza Brauna wyciągnięte – kim są pseudopatrioci?

Grzegorz Braun (podobno znany reżyser) dorzucił kolejne polano do pieca fanatycznej prawicy, który już od jakiegoś czasu żarzy się i bucha w twarz wszystkim Polakom (tym prawdziwym i tym fałszywym). Swoimi słowami pokazuje stereotypowy, niemalże satyryczny wizerunek pseudopatrioty. Można by wręcz pomyśleć, że to rzeczywiście występ kabaretowy. Obawiam się jednak, że to co wyartykułował Grzegorz Braun nie jest żartem, a prawdziwą opinią.

Dzięki staraniom tego pseudopatrioty, możemy wyszczególnić konkretne stereotypy (i chyba prawdziwe cechy) oraz określenia osób jego pokroju. Spójrzmy na to co mówił:

To jest kolejny przesąd polskiej inteligencji, pacyfizm. Wiara w to, że tu można cokolwiek załatwić, jak nie zostaną wyprawieni na tamten świat w sposób nagły, drastyczny i nieprzyjemny.”

Czyli określenie pierwsze: RZEŹNICY. Nie lubimy kogoś? Nie potrafimy się z nimi dogadać? Nie mamy argumentów przeciwko nim? Tłuc ile wlezie, wcześniej czy później zaczną mówić to czego od nich oczekujemy. A jak nie, to ich zabijemy i nie będzie problemu. Nie wiem do ilu reżimów musiałbym nawiązywać aby pokazać, że takie rozwiązania wcześniej czy później upadają, a mordujących poddanych rzeźników czeka ten sam los, który zgotowali dziesiątkom innych ludzi.

Jestem ciekaw jak Grzegorz Braun by się czuł, gdyby zebrała się grupa osób chcących przekonać go o niesłuszności jego racji w sposób, który sobie wymarzył. Odnoszę wrażenie, że w trymiga stałby się pacyfistą. W sposób nagły, drastyczny i nieprzyjemny.

Inna sprawa, że krzykacze pokroju Grzegorza Brauna bardzo chętnie nawołują do przemocy samemu stojąc z tyłu. Przewrót się uda i władza zostanie obalona? Grzegorz Braun zawsze pomagał i był prawdziwym rewolucjonistą, walczył z nikczemną władzą. Coś nie wypali, władanie pseudopatriotów nad Rzeczpospolitą nie dojdzie do skutku, zginą niewinni ludzie – Grzegorz Braun przecież stał z boku. Grzegorz Braun będzie się teraz grzecznie tłumaczył. Grzegorz Braun spuści głowę. Ludzie jego pokroju bardzo często zachęcają do bicia innych. A co gdy ich biją? ZDRADA! HAŃBA! ELIMINOWANIE PATRIOTÓW! Tfu!

Jeżeli Grzegorz Braun jest takim twardzielem, niechaj na wizji da w mordę któremuś z dziennikarzy TVN. No i co? Już orzeszki nie są takie twarde?

No powiedzmy, wziąłbym tak z tuzin redaktorów „Gazety Wyborczej”, ze dwa tuziny pracowników drugiej gwiazdy śmierci, centralnej dzisiaj, TVN-u, nie wspominam oczywiście o etatowych zdrajcach i sprzedawczykach, którzy zawsze nimi byli (…)., no jeżeli się tego nie rozstrzela, co dziesiątego, to znaczy, że hulaj dusza piekła nie ma.”

Określenie drugie: PRYMITYWY. Przez setki lat, może nawet tysiące, ludzie nauczyli się pewnej sztuki, czarnej magii dla osób pokroju Grzegorza Brauna. Tą tajemniczą umiejętnością jest ROZMOWA. Ludziom zdarza się dość często dyskutować i tym sposobem dochodzić do porozumienia. Gdybyśmy każdą sprawę rozwiązywali za pomocą siły (poczynając od kłótni o to czy powinno się najpierw ustąpić miejsca kobiecie w ciąży, czy osobie starszej, a kończąc na starciu o mleko w supermarkecie), to prawdopodobnie… No, bylibyśmy wszyscy martwi. Dreszcz mnie przechodzi jak przypominam sobie ile razy w dzieciństwie kłóciłem się z innymi bachorami. Mądry patriota Grzegorz Braun pewnie lał inne szczenięta gdy chciał jakąś zabawkę, a patriotyczne przedszkolanki mu przyklaskiwały i wciskały nóż w lepkie od dżemu po podwieczorku łapki.

Ktoś mówi coś co nam nie pasuje? Ktoś mówi coś na co nie mamy kontrargumentów? Ktoś mówi coś co mi się wybitnie nie podoba? Zabić, tylko jedna ideologia (jedna partia, jeden przywódca) jest właściwa. Reszta musi zostać wyeliminowana. „Z kontrrewolucją się nie rozmawia. Do kontrrewolucji się strzela”. Pamięta Pan, Panie Grzegorzu Braun kto wypowiedział te słowa? Pamięta Pan w jakim ustroju, z którym podobno próbujecie walczyć?

„Skoro nie jest karana karą główną zdrada państwa, no to jest popyt, to jest rynek na zdradę i zaprzaństwo. Ja oczywiście rozumiem, że nawet jak niestety byśmy się tu skrzyknęli, moglibyśmy tego wieczora nie za wiele dokazać na latarniach okolicznych.”

Określenie trzecie: ZDRAJCY. Bo jak inaczej nazwać kogoś kto nawołuje do mordowania swoich rodaków, słowiańskich braci, ziomków? Jak nazwać kogoś, kto chce destabilizować cały kraj i narażać go na zagrożenia zewnętrzne? To zwyczajny zdrajca. I to jeden z tych najgorszych, ten, który w tłumie niewinnych ludzi okrążonych przez żołnierzy, rzuca kamieniem a potem ukrywa się za linią wojskowych, chłodnym okiem obserwując następującą po prowokacji rzeź.

Sąd będzie sobie zadawał pytanie: „czy słowa Grzegorza Brauna są nawoływaniem do zbrodni?” Jak nisko musiała upaść kultura w naszym państwie, jak żałosna stała się dyskusja polityczna, że w ogóle zadajemy sobie takie pytanie, gdy ktoś, za przeproszeniem, bełkocze o wyprawianiu niewinnych ludzi na tamten świat, dziesiątkowaniu ich i wieszaniu na latarniach? Grzegorza Brauna powinien spotkać lincz. Kulturalny, polityczny i towarzyski. Ale biorąc pod uwagę ile osób biło mu brawa podczas kabaretowego „występu”, nie doczekamy się sprawiedliwego osądu pseudopatriotycznego rzeźnika…

Krzysztof Kononowicz – smutna historia człowieka o dobrym sercu #4

1, 2, 3, 4, 5, 6

22 maja 2007 roku miały miejsce powtórzone wybory do sejmiku województwa podlaskiego. Krzysztof Kononowicz wystartował z pierwszym numerem, z listy wyborczej Podlasia XXI wieku. 21 października nie udało mu się wziąć udziału w ogólnopolskich wyborach parlamentarnych. Nie zebrano wystarczającej ilości podpisów.

Rok 2008 był kolejnym rokiem pełnym wrażeń i inicjatyw, chociaż większość miała zasięg internetowy i lokalny. Głównym celem stała się ekologia.

8 lutego ukazał się film na którym Kononowicz oskarża prezydenta Białegostoku, że „nie idzie jak trzeba”. Również w późniejszych okresach działalności, Tadeusz Truskolaski (rzeczony prezydent) będzie głównym celem werbalnych ataków kontrowersyjnego kandydata. Od czasu porażki w wyborach, Pan Krzysztof najwyraźniej uznał zwycięskiego rywala za wroga oraz niekompetentnego urzędnika. Wyjątkowo poirytował go fakt zniszczenia pewnego skweru:

Szanowne państwo, Truskolaski wyciął w Białymstoku perełkę, yyy, dla nas odpoczynek, dla ludzi, inwalidów i nieinwalidów wszystkich skwerek, który był bardzo ładny, piękny. (…) Są uzbierane podpisy przez Podlasie XXI wieku o odwołanie Truskolaskiego z prezydenta. Mam takie pismo, że jeszcze wybory w Białymstoku nie zakończyli się… (…) Ja sam, poprzę, żeby Truskolaski był odwołany z prezydenta miasta Białegostoku, dlatego że jak ja wygram wybory to jego zmuszę, jego ludzi zmuszę i jego firmy zmuszę, które wiem, które ta firma zrobiła, żeby drzewa zasadzili ale chodniki zrobili takie piękne i ładne, żeby naprawdę było czysto dla ludzi i skromno.”

14 kwietnia, Kononowicz po raz kolejny starł się ze znanym politykiem. Po utarczce słownej z Donaldem Tuskiem i Romanem Giertychem, przyszedł czas na Jana Marię Rokitę. Na nagraniu wrzuconym na serwis YouTube, pan Krzysztof (któremu pomaga Adam Czeczetkowicz), zwraca uwagę posłowi, że nieładnie podszywać się pod markę Podlasie XXI wieku i ostrzega przed potencjalnym łamaniem prawa. Przy okazji zapowiada, że nie pozwoli nikomu się ośmieszać…

Na tym samym nagraniu, Krzysztof Kononowicz odnosi się do stolicy Warmii i Mazur – Olsztyna. Wspomina prezydenta Małkowskiego, oskarżonego o molestowanie seksualne swojej pracownicy, i ponownie Tadeusza Truskolaskiego zarzucając mu uprawianie seksu. Widzimy przy okazji niechęć do Platformy Obywatelskiej. Obecnie, jest to tylko niechęć. Po katastrofie smoleńskiej przemieni się ona w nienawiść.

„Przyjeżdżali do mnie z Olsztyna, proponowali mnie na prezydenta Olsztyna, proponowali, bo prezydent Olsztyna z PO ładnie zrobił, że zaczął… uprawiać seks. Seks nad kobietami. Tak, proszę państwa, tak robi PO. Że może jeszcze i Truskolaski zacznie w Białymstoku seks uprawiać?”

29 października na YouTube pojawia się filmik w którym Krzysztof Kononowicz zapowiada, że będzie startował na prezesa PZPN.

1 listopada, filmik „Krzysztof Kononowicz walczy z hipermarketami”. Na nagraniu widać jak kandydat Podlasia XXI wieku spotyka się z fanami, daje pieniądze ulicznemu grajkowi i prezentuje „patriotyczny dzwonek”. Na klipie co prawda nie ma niczego o walce z hipermarketami, ale na wielu innych nagraniach Kononowicz powtarza, że trzeba wyeliminować zagraniczne hipermarkety przez które niszczeją polskie sklepy.

28 listopada, film z akcji przeciwko spuszczaniu ścieków do rzeki Supraśl. Kononowicz uważa, że szef sąsiedniego zakładu lakierniczego zanieczyszcza wodę i prowadzi działalność bez pozwolenia urzędu gminy. Ostrzega (unosząc w tym momencie laskę), że w razie braku poprawy „sąsiad trzy razy dostanie tą laską, a nawet i pięć!”. Supraśl w 1999 roku dostał status uzdrowiska z racji na swoje walory ekologiczne. Zaangażowanie Krzysztofa Kononowicza nie może więc dziwić.

W tym samym klipie wspomina o swojej przysiędze złożonej przed ołtarzem Matki Boskiej, że będzie pomagał ludziom uzależnionym od alkoholu. Przywołuje przykład swojego znajomego któremu pomógł, Roberta Grabowskiego.

On jest teraz człowiekiem naprawdę super ekstra się zrobił. Zrozumiał, że alkohol nie opłaca się pić. Że nie tędy droga była jemu. Zrozumiał, że jest jak człowiek. Na siódemkę teraz widzę, podgolony, czyściutki, umyty, fajnie, będzie się żenić się.”

Po tym oświadczeniu ściska dłoń Robertowi, przytula go i życzy szczęścia na nowej drodze życia.

6 grudnia pojawia się film, na którym Krzysztof Kononowicz zorganizował swego rodzaju konferencję prasową, po przeprowadzonym z młodymi ludźmi wiecu (przeciwko zanieczyszczaniu środowiska). Chwali na niej policję za dobrą obstawę zgromadzenia i młodzież za zainteresowanie sprawą. Wyraża żal, że burmistrz nie stawił się na spotkanie. Bawi się też z białymi kociętami: Antkiem i Maciusiem. Kononowicz delikatnie trzyma małe zwierzątka, a jego matka komentuje ich kolor. Przez całe przemówienie kandydata Podlasie XXI wieku siedziała z boku, na krześle, pijąc mleko i skubiąc bułkę. Słuchała swojego syna ze spokojem.

Pół tygodnia później opowiada o zatrutym mięsie z Irlandii i swoich planach, dotyczących kontaktu z sanepidem. Radzi wszystkim Polakom by nie spożywali zakażonych produktów. Opowiada historię o śledzikach, którymi się zatruł i przez które trafił do szpitala.

14 grudnia film z Wasilkowa. Kononowicz ostrzega burmistrza miasta, żeby wziął się do roboty i oczyścił rejony rzeki Supraśl.

Rok 2008 się skończył. Co czekało na pana Krzysztofa Kononowicza w roku 2009, rok przed kolejnym boomem na jego osobę? Zapraszam do czytania dalszych części.

Źródła (także zdjęć, wszystkie zdjęcia to zrzuty ekranu zrobione z dostępnych dla wszystkich filmików YouTube podanych w źródłach. Przepraszam za słabą jakość):




http://www.pardon.pl/artykul/4565/kononowicz_do_rokity_niech_pan_siz_pod_nas_nie_podszywa








http://www.youtube.com/user/psytempl/videos?view=0



Muzułmanie w Europie, czyli Boże Narodzenie, kto bije ten nie pije, hymn czarnoskóry i szczeniak bury

Źródło: Andreas Zick, Beate Kupper, Andreas Hovermann, Intolerance, Prejudice and Discrimination. A European Report, tłum. Meredith Dale, Nora Langenbacher 2011, Berlin, s. 61

Imigranci z krajów islamu nie są zbyt lubiani w Europie. Według badań Fundacji Friedricha Eberta, ponad czterdzieści procent Niemców, Włochów, Holendrów, Polaków, Węgrów i mieszkańców Wielkiej Brytanii uważa, że w ich państwie jest zbyt wielu muzułmanów. Dlaczego? Imigracja jest na pewno zjawiskiem pozytywnym gdy napędza gospodarkę oraz pozwala zaistnieć specjalistom, którzy w swoich krajach nie mieliby szans na rozwój. Kiedyś, sprowadzanie nowych rozwiązań i wynalazków z innych krajów było kluczowe dla postępu technologicznego wszystkich cywilizacji. Powstaje pytanie: czy było równie ważne dla postępu kulturowego? Sądzę, że tak. Przez wiele lat nauczyliśmy się wiele o innych kulturach i religiach, mieliśmy szansę stworzyć dziesiątki publikacji oraz reportaży. Zrozumienie innych ludzi z całego świata jest na pewno ważne. Ale już wprowadzanie obcej wiary lub zwyczajów na wyrobiony grunt świadomości kulturowej państwa, nie jest zjawiskiem pozytywnym. Czymś innym jest nauka o różnorodności, a czym innym uprzywilejowanie imigrantów, oddawanie w ich ręce możliwości stanowienia prawa (podług własnych zachcianek) oraz wymazywanie pierwotnych zwyczajów. Dlatego nie dziwi mnie ta niechęć do muzułmanów, a wręcz jestem zaskoczony, że tylko tyle procent Niemców i Francuzów ocenia ilość przedstawicieli islamu negatywnie.

Oczywiście, nie każdy muzułmanin jest „zły”. Od wieków żyliśmy w zgodzie z Tatarami, a oni nie narzucali nam swojej kultury, postępowali tak jak ich przodkowie i zdążyli zakorzenić się w państwie. Odnoszę wrażenie, że dopiero ta „nowa fala” która dotarła do Europy dzięki większej tolerancji po II wojnie światowej i lepszym możliwościom komunikacyjnym, nie chce asymilacji lub odrębności jako mniejszość. Chce narzucać swoje warunki. A władze niestety na to przystają bez mrugnięcia okiem.

Przedstawię państwu parę przypadków, gdzie prawo, tożsamość kulturowa, a czasem także zwykła uczciwość, przegrały w walce z ustępstwami i polityczną poprawnością. Niechaj osoby, które myślały, że granice absurdu już dawno zostały przekroczone trzymają się mocno na swoich krzesłach.

1. Grinch – świąt nie będzie!

Najświeższa informacja o której mówi się w mediach. W duńskim mieście Kokkedal rada osiedlowa, zdominowana przez muzułmanów, odwołała miejskie obchody Bożego Narodzenia. Jako uzasadnienie podała, że koszt ozdób jest zbyt wysoki, bo wynosi ponad 7 tysięcy koron. Dziennikarze natychmiast wytknęli radnym, że kilka dni wcześniej wydano na muzułmańskie Święto Ofiarowania 60 tysięcy koron. Mieszkańcy oburzyli się, w całej Danii trwa dyskusja na temat wyglądu państwa multikulturowego, a za choinkę i imprezę zapłacił ostatecznie anonimowy darczyńca. W Kokkedal, 56% mieszkańców to imigranci i Duńczycy których rodzice byli imigrantami. 44% to rodowici Duńczycy. Jak bronił decyzji władz jeden z radnych, Ismal Sahan? „Decyzja została podjęta wspólnie, na tym polega demokracja”. Czy na tym naprawdę polega demokracja?

2. Biję, nie piję!

Wielka Brytania, Leicester. Grupa pijanych muzułmanów, trzy siostry i ich kuzyn, napada na kobietę w centrum miasta. Krzyczą przy tym: „Zabij białą ku*wę!”. To miłe spotkanie kończy się dla Rhei Page (bo tak nazywała się kobieta) rozległymi obrażeniami, siniakami, łysymi płatami na głowie po wyrwanych włosach i traumą (przez którą potem straci pracę). Wszystko nagrały kamery, dziewczyna zrobiła też obdukcję. Sprawa trafia do sądu. Jaki wyrok otrzymali napastnicy? Sześć miesięcy w zawieszeniu (w Wielkiej Brytanii maksymalna kara za ten rodzaj przestępstwa wynosi pięć lat w więzieniu). Jak sędzia usprawiedliwił tak niską karę? „Są przecież muzułmanami, nie są przyzwyczajeni do alkoholu”. Islam zabrania spożywania alkoholu, chociaż już od wieków, wierzący wiedzą jak omijać ten zakaz. Oskarżenie o pobicie po pijaku niewinnej dziewczyny nie przeszło. Czy katolicy też będą mogli się tak bronić, twierdząc, że nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu jest jednym z siedmiu grzechów głównych i nie byli przyzwyczajeni?

3. Hymn dla obcokrajowca

Znacie panią Elin Krantz? Zapewne nie. Pani Elin Krantz była jedną z aktorek, które wystąpiły w filmie „Mix it up” promującym stosunki płciowe między osobami o różnych kolorach skóry. Na klipie widzimy, jak urodziwa Szwedka o typowej, nordyckiej urodzie, uprawia seks z czarnoskórym mężczyzną. W tle hymn Szwecji, ze zmienionymi słowami i jękami pani Krantz. Kobieta była członkinią grupy „We Like Diversity” na Facebooku i wspierała imigrację osób z Trzeciego Świata do Szwecji.

Została zamordowana przez czarnoskórego muzułmanina, który dzięki pomocy przyjaciół Elin Krantz przeniósł się do Szwecji. Ciało kobiety odnaleziono porzucone między skałami. Nie zamieszczę zdjęcia, ale jej skóra na policzkach, palcach i udach była częściowo starta a kończyny wykręcone. Przed śmiercią została brutalnie zgwałcona i pobita. Czy w ostatnich chwilach swego życia zmieniła swoje poglądy? Tego już się nie dowiemy.

4. Pieskie życie policjanta

Ponownie Wielka Brytania. Policja została zmuszona do przeproszenia społeczności muzułmańskiej. Powód? Na ulotkach promujących walkę z przestępczością znalazł się…. paromiesięczny szczeniak, Rebel. W islamie pies uznawany jest za stworzenie nieczyste. Niestety, urocze zwierzę nie spotkało się z uznaniem okolicznej społeczności, ale na przeprosinach i poruszeniu opinii publicznej się skończyło. Rebel miał szczęście.

Tymczasem w Kanadzie, inny pies został brutalnie skopany. Pewien muzułmanin uznał, że jego właściciel przeszedł ze swoim pupilem zbyt blisko niego. Policja kanadyjska (nauczona przykładem tej z Wielkiej Brytanii?) ukarała… właściciela psa, za nienawiść religijną.

W Hiszpanii za to, osoby wyprowadzające czworonogów dostały… ochronę policyjną. Społeczność muzułmańska napadała na właścicieli psów, a dziesiątki zwierząt wytruła na własną rękę.

Podane tu przykłady mogą dziwić (sprawa Rhei Page i Elin Krantz) lub bawić (sprawa świąt i psów), ale niektóre przypadki bywają o wiele bardziej poważne. Jak na przykład pozostawienie na wolności gangu gwałcicieli z Azji. Policja bała się oskarżenia o rasizm i zawaliła śledztwo. Gdy w końcu wzięli się w garść, bandyci zgwałcili już prawie pięćdziesiąt dziewczynek.

Takich przypadków są setki, jeżeli nie tysiące. To nie są pojedyncze sprawy. Co chwila słyszymy w mediach o problemach z mniejszościami (?) muzułmańskimi. Czy to tylko propaganda i wyolbrzymianie problemu? A może… coś jest na rzeczy?


Źródła:


http://library.fes.de/pdf-files/do/07908-20110311.pdf


http://www.dailymail.co.uk/news/article-2070562/Muslim-girl-gang-kicked-Rhea-Page-head-yelling-kill-white-slag-FREED.html


http://www.wikiislam.net/wiki/Persecution_of_Non-Muslims


http://www.gazetaprawna.pl/artykuly/661738,dania_muzulmanie_w_radzie_osiedlowej_zniesli_obchody_bozego_narodzenia.html

Dziesięciolatek pobity na Marszu Niepodległości – czy aby na pewno?

Jeden z blogerów, Pan Mateusz Gruźla, obdarował nas wpisem o pobitym przez policję dziesięciolatku –
http://blogi.newsweek.pl/Tekst/spoleczenstwo/653835,marsz-niepodleglosci-10-cio-latek-ofiara-agresji-policji.html

Wpis oparty jest na filmie który nagrał redaktor naczelny Nowego Ekranu, Tomasz Parol.

http://youtu.be/S2Ja5Zcxi4c

Źródło: Serwis Informacyjny Nowy Ekran

Sprawa wygląda skandalicznie, dziesięciolatek pobity pałkami przez policjantów, funkcjonariusze okładający dzieci, rozdzielony ojciec z synem. Mam jednak wątpliwości, czy do sytuacji tak naprawdę w ogóle doszło. A jeżeli jednak miała miejsce – może pewne osoby powinny wyciągnąć wnioski? Oto zapis z rozmowy przeprowadzonej przez Tomasza Parola z Konradem, pobitym chłopcem:

Tomasz Parol (T): Konrad, byłeś tam na czele marszu, jak to się wszystko odbyło?
Konrad (K): No, że policja zaczęła bić i taranować wszystkich.
T: Ale czy była policja sprowokowana czy sami zaczęli?
K: Sami, bo kibice krzyczeli coś o policji no i policja zaczęła coś atakować, bo policja barykadowała ten marsz, no to oni chcieli się przedrzeć, to policja zaczęła bić pałami.
T: Kogo bili, Ciebie uderzyli?
K: No tak, mnie też. Dzieci też bili, wszystkich, oni nie patrzyli kogo biją.
T: Gazu użyli łzawiącego?
K: Tak.
T: I co, zgubiłeś się z tatą?
K: Tak.

Pierwsza rzecz, którą można dostrzec błyskawicznie – czapka chłopca. Konrad nosi szarą czapkę z napisem „JP”. Co oznaczają słowa „JP”? Je*ać policję. Tak, to jest pewne. Przeglądając komentarze do filmu na YouTube, obrońcy dziecka twierdzą, że to oznacza „Jestem Polakiem”. To kłamstwo. To najzwyczajniejsze w świecie, wierutne kłamstwo. Skrót „JP – Je*ać policję” został wypromowany przez raperów z grupy Firma i jest używany bardzo często w ich utworach, stanowiąc substytut do zwrotu HWDP. Kształt liter na czapce chłopca jest wzorowany na logo grupy Firma:

W dzień radości z odzyskania przez Polskę niepodległości, opiekun tego dziecka, nałożył mu na głowę czapkę z napisem „JP”. Prawdziwy patriota. Jakimś cudem, Konrad znalazł się w najbardziej niebezpiecznej części marszu, gdzie stali kibole. Skąd wiem, że byli tam akurat kibole? Bo sam chłopak nam o tym mówi: „bo kibice krzyczeli coś o policji”. Chłopak stał w miejscu, gdzie agresorzy obrzucali wyzwiskami funkcjonariuszy. Ponadto, próbowali się przebić przez kordon zabezpieczający marsz: „bo policja barykadowała ten marsz, no to oni chcieli się przedrzeć”.

Jak łatwo można się domyśleć, wyzwiska i próby sforsowania przez kiboli szeregu funkcjonariuszy, nie spotkały się ze zbytnim zrozumieniem policjantów. Ruszyli więc do akcji. Czemu ojciec dziecka nie wycofał się razem z dzieckiem do tylnych rzędów? Czemu odważny tatuś użył swojego syna jako „żywej tarczy” idąc razem z nim w stronę zadymy? Widzimy w tym momencie absurdalny obrazek. Biedni „kibice” zostali zaatakowani przez nikczemnych policjantów, którzy z wyjątkową lubością katowali dzieci (ochraniające swoich rodziców?).

Nie potrafię określić, czy mały Konrad naprawdę został pobity. Może rzeczywiście, zaplątał się pod nogami policjantów, wystawiony do pierwszego szeregu „patriotów” i oberwał. Dziennikarz nie poprosił chłopca o pokazanie obrażeń jakich doznał – co jest jak najbardziej uzasadnione i rozsądne (było zimno, w dodatku dziecko mogło być wystarczająco wystraszone). Ale pod koniec filmu widzimy niepokojącą zmianę nastroju. Chłopiec, przez całą rozmowę jest smutny, bliski płaczu, opuszcza wzrok. Ale na koniec uśmiecha się. Jego humor ulega natychmiastowej zmianie gdy tylko kończy się nagranie. Przerażenie zmienia się w rozbawienie. Nie jestem psychologiem, nie potrafię określić, czy to rzeczywiście coś znaczy. Dla mnie jest to odrobinę podejrzane.

Sprawa na pewno zostanie zbadana. Prawicowe media nie odpuszczą policji. I bardzo dobrze, bo jeżeli któryś z policjantów naprawdę nadwerężył zdrowie chłopca (a nic na to nie wskazuje), zasługuje na karę. Ale ja, zaapeluję o uważne prześledzenie sprawy chłopca od strony opieki rodzicielskiej. Powinny się nim zająć instytucje oraz służby mające na celu ochronę dobra dzieci i rodziny. Sytuacja, w której rodzice wkładają dziecku na głowę czapkę ze skrótem słów „je*ać policję” i puszczają go w szereg walczących kiboli jest niedopuszczalna. Konradowi mogła się stać prawdziwa krzywda. Tym razem miał szczęście. Czy za rok też je będzie miał?

Edit (10:50, 13-11-12): Bloger @krokodylowski w komentarzach do wpisu wstawił link do interesującego zdjęcia. Niestety, zdjęcie zostało usunięte ze źródła, a ja nie chcę nagabywać na czyjąś prywatność. Zdjęcie możecie znaleźć w komentarzach oraz na stronie użytkownika portalu Salon24, leming666 (link dalej).

Na zdjęciu znajduje się Konrad z filmiku i pan Tomasz Parol, autor nagrania. Zdjęcie najwyraźniej zostało  wykonane przed manifestacją, na tle policyjnego kordonu.

Edit (13:50, 13-11-12): Blogerka @Afapipi podrzuciła mi tekst blogera Salonu 24, leminga666, który dokładniej przeanalizował sprawę Tomasza Parola i Konrada. Zdjęcie pojawiło się na stronie użytkowniczki Nowego Ekranu, Carcinki (obecnie zostało usunięte, zachował się screen leminga666), z podpisem „Naczelny w oprzyrządowaniu „bojowym”. Te dzieci niedługo będą potraktowane gazem i pałami…”. Zapraszam do zapoznania się ze sprawą:

Wpis leminga666 –
http://leming666.salon24.pl/463197,policja-pobila-dzieci

Wpis Carcinki -
http://carcinka.nowyekran.pl/post/79560,marsz-niepodleglosci-czyli-neoprl-vs-wolna-polska

Kółko

Nikt już chyba nie pamięta pierwszej nazwy jaką nadano temu obiektowi. Młodzież nazywa to miejsce po prostu „Kółkiem”, a starsi o nim nie rozmawiają. Niektórzy studenci na pewno je widzieli mając WF w hali na Pana Tadeusza. Inni, mogli zauważyć brzydki, szary plac jadąc autobusem na dworzec. Rozszarpana siatka, wysypane na podziurawiony beton kamienie, jeden niezniszczony kosz i przeraźliwe pustki. Bo kto chciałby przyjść ze swoim dzieckiem na taki paskudny plac? A jeszcze parę lat temu tętniło tutaj życie, berbecie jeździły na małych rowerkach, obowiązkowo ktoś grał w „kluchy”, dzieci z przedszkola rysowały kredą różne obrazki… Co się stało?

Złota era Kółka

Historia Kółka zaczyna się w latach 80′. Na pastwisku, gdzie jeszcze parę lat temu biegały krowy, postanowiono wybudować miejsce specjalnie przeznaczone dla fanów sterowanych pojazdów. Oczyszczono teren, wylano okrąg z betonu, otoczono siatką i… tyle. Miejsce, mimo swej prostoty, było idealne. Wszyscy którzy ubóstwiali sterowane samoloty, helikoptery i samochody przybywali na Kółko by brać udział w zawodach. Dodatkowo, nieopodal stał sklep modelarski gdzie można się było zaopatrzyć w potrzebny do zabawy sprzęt. Jak łatwo można się domyślić moda na mechaniczne zabawki szybko przeminęła, a plac pozostał. Przestrzeń była jednak łatwa do zagospodarowania. Paręnaście lat temu postawiono tam cztery kosze do koszykówki i dwa kamienne stoły z planszą do szachów.

Kółko kwitło. Najczęściej ludzie grali tam w nogę. Zarówno młodzi jak i starzy, nie bojąc się twardej nawierzchni (niestety uniemożliwiającej prawdziwe popisy bramkarskie) zbierali się dzień w dzień by rozgrywać mecze albo grać w „kluchy”. Drugą największą grupą po piłkarzach byli rowerzyści – zazwyczaj małe dzieci, które pod czujnym okiem rodziców po raz pierwszy dotykały pedałów. Niemalże równie często używano koszy. Ale już kamienne szachownice służyły raczej jako siedziska. Z pobliskiego Domu Kultury „Akces”, w każde lato przychodziły dzieci z półkolonii, by bawić się i rysować kredą. Obok, na małym, nieotoczonym siatką placyku prowadzono kursy nauki jazdy dla „eLek”.

Poprzeczką w łeb

Z placu mogli korzystać wszyscy. Może się to wydawać błogosławieństwem, ale z czasem okazało się zgubą. Niektórzy przysłużyli się Kółku (na przykład zaznaczając sprayem bramki). Jednak wiele osób nie doceniło obiektu i zaczęło go niszczyć. Ktoś przełamał jedną z kamiennych szachownic na pół, drugą obrócono do góry nogami, siatka robiła się coraz bardziej dziurawa, a stan koszy również pozostawiał wiele do życzenia. Prawdę mówiąc, kosze ktoś wyrwał z podstaw i poprzewracał. W lato łatwo było naruszyć nagrzany beton i na całym placu pojawiły się odciski butów lub powbijane w nawierzchnię korki od butelek. Ludzie jednak ciągle przychodzili. Ba, trafiła się nawet grupa tancerzy, która przyjechała specjalnie na plac żeby trenować „jump style”.

Kółko zaczęło się sypać. Znakiem czasu była sytuacja w której uczestniczyłem. Podczas gry w kluchy, po strzeleniu z piłki w metalowe rusztowanie (robiące za poprzeczkę już od pokoleń), najzwyczajniej w świecie zwaliło się ono na głowę bramkarzowi. Chyba tylko cudem kolega nie odniósł obrażeń, bo belka była cholernie ciężka. Niesforną poprzeczkę odnieśliśmy na bok by nikomu nie przeszkadzała, a akcja przeszła do kanonu podwórkowych legend. Ktoś „z góry” zauważył chyba w końcu, że Kółko lada chwila trafi szlag. I wziął się do roboty.

Kółko ukamienowane

Usunięto część zniszczonych koszy, podłatano nieco siatki i wysypano na brzegi Kółka… kamienie. Nie mam prawdę mówiąc pojęcia czemu to miało służyć. Może powstrzymywaniu wody przed podmywaniem podstaw obiektu? Może uniemożliwieniu wzrostu roślinom? Nie trzeba być geniuszem by wiedzieć jak taka „renowacja” się skończy. Już po tygodniu kamienie porozrzucane były po całym placu, uniemożliwiając grę w piłkę i jazdę na rowerze. Skręcenie sobie kostki stało się bardzo realnym zagrożeniem, zaraz po byciu przywalonym przez kosz lub jedną z belek. Co prawda „poprzeczka” została przyspawana tyle, że… nie w miejscu w którym pierwotnie była. Wyrwy w siatkach załatano niestarannie, co skutkowało dalszymi zniszczeniami. Po naprawach Kółko było i jest dziurawe niczym szwajcarski ser. Najwierniejsi gracze tradycyjnych, podwórkowych „kluch”, którzy jeszcze nie uciekli w popłochu, muszą co chwila zmieniać bramki albo biegać za wypadającą przez dziurawe ogrodzenie piłką.

W miejscu gdzie kiedyś był placyk do kursów nauki jazdy zrobiono prowizoryczne pole do gry w siatkówkę. Nie jest to wymarzone miejsce, ale nieliczni (głównie gracze amatorskiej drużyny KS Eden Choroszcza) wciąż na nim trenują. Padł pomysł by zrobić tutaj bardziej profesjonalne boisko. Koncept niemalże natychmiast upadł. Wszyscy znają olsztyńską rzeczywistość.

Cho na Kółko”

Obecnie, pozostały tylko dwa kosze – jeden zniszczony, który lada chwila runie i drugi, wciąż w nie najgorszym stanie. Kamienie jak leżały tak leżą, dziury jak były tak ciągle są. W sumie nie ma się czemu dziwić. Nieopodal powstał Orlik gdzie dzieciaki mogą grać w nogę. Wkoło jest też sporo placów zabaw. Kto by pamiętał o starym, zaniedbanym Kółku psującym tylko piękny krajobraz? Dzieciaki które kopały się po łydkach i nabijały sobie siniaki na twardym betonie podorastały, a kolejne pokolenia nie mają zamiaru przychodzić na ruiny, kiedy wkoło jest mnóstwo lepszych miejsc do zabawy. Wiara w to, że ktoś się placem zainteresuje i porządnie go naprawi, graniczy z głupotą. A jednak. Część młodzieży także tej starszej, ciągle tam przychodzi, gdy tylko usłyszy przez domofon miłą dla ucha, znajomą frazę, która padała na ulicy Pana Tadeusza już od wielu, wielu lat, z ust dziesiątek osób. „Cho na Kółko” zawsze motywowało ludzi do gry w nogę i przestanie motywować dopiero gdy samo Kółko zostanie zniszczone doszczętnie. A to prawdopodobnie nastąpi wcześniej czy później – albo z rąk wandali, albo z rąk „tych na górze”.

W wolnej Polsce giną ludzie, tajemnicze śmierci po Smoleńsku, seryjny samobójca, lista osób zamordowanych przez rząd i obcy wywiad – wyjaśnienie zgonów trzeźwym okiem.

W świecie wieść się niesie, że w Polsce jakaś tajemnicza siła doprowadza do mordów na osobach związanych z katastrofą Smoleńską. W internecie natrafimy na dziesiątki wysyłanych masowo wpisów-łańcuszków, przedstawiających w sposób niepełny i okrojony sylwetki ludzi, którzy w ostatnich czasach dokonali samobójstwa lub zginęli w „tajemniczych okolicznościach”. Kto jest za to odpowiedzialny za te mordy? Oczywiście Tusk, PO, Rosja i obca agentura, bo kto inny?

Chyba jednym z najbardziej znanych publicystów, forsującym teorię „seryjnego samobójcy” jest Tomasz Terlikowski. Zarówno na swoim blogu internetowym, jak i w telewizji, mówi „coś tu jest nie tak”, dając pożywkę ludziom wierzącym w zamach oraz pośrednio dokładając swoją cegiełkę do destabilizacji życia politycznego. Wielu dziennikarzy zapomina w dzisiejszych czasach, że wpływ mediów na społeczeństwo jest ogromny. Ich rolą powinna być pomoc w utrzymaniu ładu i wytykanie palcem błędów władzy w sposób przemyślany, uzasadniony, poparty faktami. Tymczasem Pan Terlikowski daje nam pytania, ale nie daje odpowiedzi.

Jestem w stanie zrozumieć tę mitologizację śmierci oraz próby połączenia jej z najważniejszymi sprawami w państwie. Od wieków ludzie szukają wyjaśnienia rzeczy, których nie są w stanie zrozumieć lub o których mają za mało informacji. Często przybiera to formę „mityzacji”, próby dorobienia do odpowiedzi swoistej otoczki kulturowej, nie do końca prawdziwej. Barokowa szlachta Polska by uprawomocnić swoją wyższość nad resztą społeczeństwa wyciągnęła ręce ku starożytnemu ludowi Sarmatów (jak legendy głoszą, pochodzącego od Jafeta, syna Noego). Pioruny zsyłał Zeus. Po śmierci istnieje życie, bo przecież człowiek nie może być tylko kawałem mięsa który gdy umrze, to umrze. Tak samo jest z Katastrofą Smoleńską. Doszło do wielkiej tragedii, mnóstwo ludzi zginęło, kraj pogrążył się w chaosie. Przecież nie mogło do tego dojść ot tak, przez przypadek. Z braku należytych informacji, rodzi się teoria, że „ktoś” musiał za tym stać.

Spróbuję wyjaśnić czytelnikom dlaczego, prawdopodobnie, żadne służby nie stoją za zgonami które nastąpiły w ciągu ostatnich trzech lat. Przedstawię statystyki, publikacje prasowe oraz argumenty logiczne, by osoby które nie wierzą w „seryjnego samobójcę” mogły prowadzić konkretniejszą dyskusję i pokazywać fakty, a nie zasłyszane „legendy”. Oczywiście nie jestem w stanie wyjaśnić wszystkich śmierci. Nie wyjaśniła ich także prokuratura, ani mądrzejsi ode mnie ludzie. Dlatego będzie kilka białych plam w tej publikacji.

Według zwolenników teorii „kontrolowanych samobójstw”, zamordowanych zostało dwadzieścia pięć osób mających coś wspólnego z katastrofą w Smoleńsku. Z obiektywnego punktu widzenia nie jest to duża liczba, biorąc pod uwagę zaludnienie naszego kraju, statystyki dotyczące śmierci oraz status społeczny tych osób.

Na początek zajrzyjmy do Roczników Statystycznych na stronie Głównego Urzędu Statystycznego. Według danych wstępnych (2011) w Polsce żyje 38 538 447 ludzi. W 2010 roku zmarło 378 500 tysięcy ludzi. Można się spodziewać, że w roku 2011 i 2012, sytuacja przedstawia się podobnie. Przez te trzy lata gdy rzekomo ginęły osoby związane z katastrofą w Smoleńsku, zmarło ponad milion osób. To dużo. Dwadzieścia pięć zgonów w tym czasie nie jest niczym nadzwyczajnym, to tylko malutki ułamek całkowitej liczby. Ludzie bojąc się śmierci z przypadku, próbują ją tłumaczyć w inny sposób.

Zastanówmy się jakie zawody muszą wykonywać osoby by być na tej swoistej „liście zagrożonych”. Mamy tam wojskowych, profesorów (których wykształcenie ma chociaż minimalne powiązanie z katastrofą Smoleńską), dziennikarzy zajmujących się sprawą Smoleńska, szefów grup archeologicznych, duchownych którzy uczestniczyli w obrządkach po katastrofie, prawników, polityków, doradców polityków, pilotów, bandytów, inżynierów, historyków, prezesów spółek i świadków sądowych. To naprawdę kupa ludzi, idąca w setki tysięcy! I z tych ogromnych grup zawodowych, wśród gigantycznej chmary osób mających nawet najmniejszy związek z rządem, prawem, nauką i katastrofą Smoleńską, w ciągu trzech lat, zginęło dwadzieścia pięć osób. Czy to, biorąc pod uwagę ogół zainteresowanych tematem tragedii, nie jest trochę za mało, by móc wyciągać od razu wnioski o sieci zorganizowanych morderstw?

Bardzo częstym sposobem śmierci, jest ten określający domniemane przestępstwa (seryjne samobójstwo) – samobójstwo. Według danych Komendy Głównej Policji, w 2010 roku samobójstwo popełniło 4087 osób. W 2011, 3839. Dane na rok 2012 będą zapewne podobne. Najbardziej popularnym sposobem popełnienia samobójstwa jest powieszenie (75% przypadków). W Polsce, najczęściej po ostateczne rozwiązanie sięgają mężczyźni (biorąc pod uwagę dane z 2010 i 2011 roku, stanowią aż 85% samobójców). Większość samobójców stanowią osoby dorosłe.

Najbardziej narażone na myśli samobójcze są osoby skazane, mające konflikt z prawem i te, na których spoczywa duża odpowiedzialność. Nie ważne jak bardzo jest ktoś twardy, gdy życie go przygniecie tak by nie mógł się podnieść, wkradnie się stagnacja lub poczucie zawodu, może wybrać najgorsze z wyjść.

Osoby które opisywane są na listach-łańcuszkach rozsyłanych w internecie, mają w większości odpowiedzialne stanowiska, wymagające bardzo dużego wysiłku emocjonalnego i umysłowego. Skąd takie zdziwienie, że wśród, załóżmy, 10 000 osób które popełniły samobójstwo w ciągu ostatnich trzech lat (bo danych z 2012 roku nie mamy, zapewne będą wyższe), pojawiło się także trzynaście osób związanych z katastrofą w Smoleńsku, wyjątkowo narażonych na stres?

Ale zajmijmy się w końcu samymi zgonami! Parę dni temu, na znanym portalu demotywatory.pl, ukazał się następujący demotywator:


http://demotywatory.pl/3955641

Skorzystajmy z niego i po kolei wyjaśnijmy te podejrzane sprawy w perspektywie ewentualnych powiązań z katastrofą w Smoleńsku:

1. Chorąży Stefan Zielonka (kwiecień 2009), szyfrant Kancelarii Premiera”

56 lat. Po pierwsze, szyfrant zginął w 2009 roku. Jego sprawa miała miejsce przed katastrofą i nie była w żaden sposób z nią powiązana. Od początku stawiano dwie tezy: samobójstwo lub zdrada kraju. Pierwsza możliwość była jak najbardziej uzasadniona – Stefan Zielonka leczył się na depresję, miał problemy psychiczne. Poza problemami w pracy, dręczyły go również problemy rodzinne (mieszkał w separacji z żoną). Znaleziono też ciało, mogące należeć właśnie do niego. Drugą promował redaktor naczelny portalu „Intelligence Online” Philipe Vasset. Szyfrant miał rzekomo uciec z kraju by współpracować z chińskim wywiadem (wcześniej miał razem z żoną podróżować do Chin). Ostatecznie, potwierdziła się wersja numer jeden. Po badaniach DNA, prokuratura potwierdziła, że zwłoki które odnaleziono należą do Stefana Zielonki.

Służbom zarzuca się, że ukrywały sprawę zaginięcia mężczyzny. Było to jednak uzasadnione – w związku z podejrzeniem o szpiegostwo i działania na rzecz innego państwa. Jak zwolennicy teorii spiskowych tłumaczą powody „zabójstwa” Stefana Zielonki? Miał podobno dostęp do informacji dotyczących umowy gazowej między Polską a Rosją. Tak jak dziesiątki innych osób, które ciągle żyją. Nawet jeżeli miał do nich dostęp, nie było żadnych przesłanek by miał je wykorzystywać, większość informacji dotyczących umowy udostępniano opinii publicznej. Zdziwienie wzbudził dobry stan dokumentów potwierdzających tożsamość szyfranta. Rozwiązanie proste – dokumenty były powlekane, co uchroniło je od rozkładu i działania wody.

Źródła:
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,126765,7878403,Szyfrant_Zielonka_zyje_w_Chinach__czy_lezal_nad_Wisla_.html


http://www.fakt.pl/Prokuratura-To-cialo-szyfranta-Zielonki,artykuly,73637,1.html


http://niepoprawni.pl/blog/1903/sprawa-szyfranta-szielonki-%E2%80%93-zapomniana-obietnica-pulkownika-i-szelaga

2. Prof. Stefan Grocholewski (zm. 31.03.2010), światowej sławy ekspert od odczytywania nośników cyfrowych, wykrył manipulacje w nagraniach czarnych skrzynek z CASY”

Jak widzimy, nie mamy tutaj powodu śmierci. Odpowiedzi udzieli nam Pani Katarzyna Cegielska i jej tekst na stronie internetowej Naszego Dziennika. Profesor Stanisław Grocholewski zmarł w wieku 60 lat, po ciężkiej walce z rakiem, trawiącym cały jego organizm. Nie ma żadnych podstaw by domniemywać, że doszło do zabójstwa. Wiele osób komentujących sprawę, uważa wykorzystywanie śmierci profesora za brak szacunku dla zmarłego.

Źródło:
http://stary.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100331&typ=wi&id=wi14.txt

3. Grzegorz Michniewicz – dyr. gen. Kancelarii Premiera Tuska, „powiesił się” 23 grudnia 2009 roku (gdy wraz z rodziną przygotowywał się na święta Bożego Narodzenia) na kablu od odkurzacza, w dniu, w którym z remontu w Samarze wrócił samolot TU-154, który potem rozsypał się w drobny mak na Siewiernym.”

58 lat. Grzegorz Michniewicz miał chorobę nowotworową. Był skonfliktowany z szefem KPRM Tomaszem Arabskim i obawiał się wyrzucenia z pracy. Bardzo przeżywał słowa osób związanych ze środowiskiem PiS, które zarzucały mu zbytnią poufałość z Platformą. Był człowiekiem wrażliwym. Pośmiertne badania toksykologiczne stwierdziły, że w chwili śmierci był pijany (1,5 promila alkoholu we krwi). Paweł Gutkowski, jego kolega, potwierdził te informacje, był jedną z ostatnich osób które nim rozmawiały (przez Skype). Podczas tej rozmowy Michniewicz płakał, miał zły nastrój, mówił, że źle się czuje,

Zwolennicy teorii spiskowej, pokazują na zbieżność dat: powrót samolotu z Samary i samobójstwo dyrektora. Prezentują tutaj związek przyczynowo-skutkowy. Michniewicz wiedział o usterkach w Tu-154. Dlatego został zabity, a samolot rozleciał się w Smoleńsku. Jest tylko jedna nielogiczna część – samolot przecież ciągle latał w czasie między śmiercią pracownika Kancelarii a katastrofą. 23 stycznia 2010 roku, w czasie transportu pomocy humanitarnej dla ofiar trzęsienia ziemi na Haiti miał awarię. W marcu Dowództwo Sił Powietrznych RP przeprowadziło przegląd okresowy. 6 kwietnia samolot odbył lot komisyjny. Od 21 grudnia 2009 do 9 kwietnia 2010, maszyna wylatała około 138 godzin. Czemu przez tyle czasu samolot się nie rozpadł?

Źródła:


http://www.rp.pl/artykul/577054.html


http://www.tu154.eu/index.php/archives/1521


http://pl.wikipedia.org/wiki/Polski_samolot_Tu-154M_nr_boczny_101

4. Mieczysław Cieślar, biskup Diecezji Warszawskiej Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego, zginął w „wypadku samochodowym” 18.04.2010 r. To do niego miał dzwonić, już po katastrofie, ksiądz Adam Pilch, który zginął w Smoleńsku.”

60 lat. Autor demotywatora ma zaskakujący zwyczaj pisania w cudzysłowie rodzajów wypadków, do których doszło i które SĄ FAKTEM. Sprawcą wypadku był kierowca Adrian D., który prowadził samochód po pijanemu. Zjechał na prawe pobocze, potem na przeciwległy pas ruchu i zderzył się z autem które prowadził biskup. Adrian D. trafił do szpitala, ale przeżył.

Według danych Komendy Głównej Policji, w 2010 roku doszło do 4 524 wypadków z udziałem nietrzeźwych kierowców. Zginęło w nich 455 osób, rannych zostało 5 620. Ksiądz Cieślar miał pecha i również trafił na tę mroczną listę. Czy jest w tym coś podejrzanego?

Źródła:
http://www.money.pl/archiwum/wiadomosci_agencyjne/pap/artykul/zmieniono;zarzuty;dla;sprawcy;wypadku;w;ktorym;zginal;bp;m;cieslar,240,0,612080.html


http://wyborcza.pl/1,76842,7787614,Luteranski_biskup_Mieczyslaw_Cieslar_zginal_w_wypadku.html


http://www.krbrd.gov.pl/download/pdf/wypadki_drogowe_w_polsce_w_2010_roku.pdf

5. Krzysztof Knyż, operator „Faktów”, 10 kwietnia 2010 był w Smoleńsku w oczekiwaniu na prezydencki samolot. Zmarł w Moskwie 2 czerwca 2010 r. na sepsę. Śmierć całkowicie przemilczana.”

Sprawa Krzysztofa Knyża jest o wiele bardziej zagadkowa od poprzednich. Bardzo ciężko znaleźć w sieci informacje o nim, bo zwolennicy teorii o zabójstwach zajęli większość powierzchni internetowej. Gdzie nie spojrzymy, tam będą tylko wiadomości podobne do tych tutaj „śmierć podejrzana, zabójstwo” i tak dalej. Tymczasem Pana Krzysztofa Knyże prawdopodobnie… w ogóle nie było w Smoleńsku! Nie ma go na listach dziennikarzy lecących wcześniejszym samolotem. Osoby znające operatora osobiście potwierdzają, że był bardzo chory, od paru miesięcy leżał w szpitalu i nie mógł się pojawić na miejscu wydarzeń. Ponadto wcale nie umarł w Moskwie a w Polsce. Przetransportowano go, gdy zaczęło mu się pogarszać. Po internecie krążą jego zdjęcia, zrobione ponoć 7 kwietnia. Tak naprawdę, to zdjęcia które TVN wykorzystało w nekrologu.

Źródła:


http://niepoprawni.pl/blog/1790/krzysztof-knyz-pracowal-w-tvn-wiec-dlatego-go-pomijamy


http://lubczasopismo.salon24.pl/Smolensk.Raport.S.24/post/256781,lista-dziennikarzy-ktorzy-lecieli-jakiem-40-do-smolenska


http://www.bibula.com/?p=21100


http://rebelya.pl/forum/watek/47539/

6. Prof. Marek Dulinicz, szef grupy archeologicznej mającej udać się do Smoleńska, zginął 6 czerwca 2010 w wypadku samochodowym, w trakcie oczekiwania na wyjazd do Rosji.”

53 lata. Zginął w wypadku samochodowym razem ze swoją żoną Grażyną. Zginął PRZED wyjazdem do Rosji, więc skąd miał mieć informacje za które należało go zamordować? Przecież po jego śmierci, do Smoleńska wyjechali inni archeologowie i tak czy siak „zbiorowa mogiła” została zbadana. „W porządku, ale akurat Marek Dulinicz mógł odnaleźć coś innego, kontrowersyjnego, nie był zmanipulowany!”. Archeolodzy byli pod skrzydłami Wojskowej Prokuratury Okręgowej. Wiele osób forsujących teorię o zaplanowanych morderstwach twierdzi, że ona także jest skorumpowana (a raczej wynika to w jasny sposób z ich logiki). W takim razie mogli przecież wysłać od razu osoby które „były im na rękę” czyż nie? Czy profesor Andrzej Buko, który przewodził pracom polskiej ekipy archeologów był aparatczykiem PO? Jakie mają państwo na to dowody?

Źródła:


http://archeowiesci.pl/2010/06/08/profesor-marek-dulinicz-nie-zyje/


http://polska.newsweek.pl/polscy-archeolodzy-juz-pracuja-w-smolensku,66198,1,1.html


http://pl.wikipedia.org/wiki/Marek_Dulinicz


http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Wstrzasajace-wyznanie-archeologow-ze-Smolenska,wid,14187145,wiadomosc.html?ticaid=1f7a4

7. Dr Eugeniusz Wróbel, specjalista od komputerowych systemów sterowania samolotem, ekspert z dziedziny lotnictwa, który przeprowadził własną analizę katastrofy TU-154M, wskazującą że w Smoleńsku doszło do zamachu terrorystycznego. Poćwiartowany za pomocą piły mechanicznej 16.10.2010 r, przez swego syna, który zdołał usunąć z domu wszelkie ślady krwi, zawieść pocięte zwłoki do jeziora, wrócić i zapomnieć wszystko. Złego stanu swego „chorego psychicznie” syna przez ponad 20 lat nie zauważyła matka, która jest psychiatrą”.

Ten tekst jest jednym, wielkim kłamstwem. Po pierwsze, syn nie zapomniał o swojej zbrodni, przyznał się do niej podczas przesłuchania. Po drugie, technicy policyjni ZNALEŹLI ślady krwi w domu Eugeniusza Wróbla. Po trzecie, syn miał problemy psychiczne, był leczony, więc raczej jego matka wiedziała o tym. Ostatecznie, specjalna komisja działająca przy Instytucie Neurologii i Psychiatrii w Warszawie, potwierdziła, że był niepoczytalny w chwili zabójstwa. Mężczyzna trafił do zakładu psychiatrycznego w Branicach.

Od czasu śmierci Eugeniusza Wróbla powstały setki innych symulacji, potwierdzających jak i zaprzeczających jego wersji. Ludzie którzy je tworzyli są zdrowi i żywi. Symulacja profesora i tak poszła już w świat, więc nie było powodu by go zabijać. Mleko już się przecież wylało.

Źródła:


http://spoleczenstwo.newsweek.pl/byly-wiceminister-nie-zyje-jego-syn-podejrzany-o-zabojstwo,66422,1,1.html


http://www.se.pl/wydarzenia/kraj/syn-eugeniusza-wrobla-nie-odpowie-za-morderstwo-ojca-bo-jest-niepoczytalny_162502.html


http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/461673,zabojstwo-eugeniusza-wrobla-zabojca-jest-juz-w-szpitalu,id,t.html

8. Ryszard Kuciński, prawnik Andrzeja Leppera, który zdeponował u niego dokumenty, zawierające wiedzę na temat prominentnych polityków. Zmarł w maju 2011 r.”

52 lata. Zmarł z powodu zawału. Nie ma żadnych źródeł potwierdzających, że Andrzej Lepper faktycznie zdeponował u niego dokumenty (poza kontrowersyjnym wywiadem z Sakiewiczem). Na pewno miał wiele powodów do stresu, bo wcześniej zamieszany był w afery korupcyjne i przyjmował kontrolowane łapówki (więcej w pierwszym źródłowym linku).

Źródła:


http://polskiepanstwopodziemne.wordpress.com/2012/10/11/ujawniamy-szczegoly-sledztwa-ws-korupcji-w-sn/#more-3519


http://rebelya.pl/post/198/kim-by-tajemniczy-adwokat-leppera


http://www.nekrologi.net/11540428

9. Wiesław Podgórski – doradca Andrzeja Leppera, znaleziony martwy w biurze Samoobrony pod koniec czerwca 2011 r. Jako przyczynę śmierci podano „samobójstwo.”

Konkretniej, Wiesław Podgórski był doradcą do spraw kultury i dziedzictwa narodowego. Przez całą swoją karierę, jego głównym postulatem i celem było stworzenie w Grunwaldzie pomnika upamiętniającego bitwę z 1410 roku. Nie mamy szerszych informacji o jego samobójstwie, ale działacze Samoobrony nie podejrzewali żadnych matactw czy morderstwa. Nie miał dostępu do tajnych informacji. Był jednym z setek znajomych/współpracowników Andrzeja Leppera, którzy w dużej części żyją.

Źródła:


http://tvp.info/informacje/polska/doradca-leppera-tez-odebral-sobie-zycie/5029182


http://www.fakt.pl/To-nie-pierwsze-samobojstwo-w-Samoobronie,artykuly,111275,1.html

10. W 2011 roku samobójstwo przez powieszenie popełnił [nazwisko utajnione], oficer Służby Kontrwywiadu Wojskowego, służący w Centrum Wsparcia Teleinformatycznego i Dowodzenia Marynarki Wojennej w Wejherowie. Żołnierz posiadał najwyższą klauzulę dostępu do materiałów niejawnych.”

Informacji nie ma zbyt wiele, bo i wiele być nie może. W końcu był to oficer Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Z udostępnionych materiałów wynika, że wykluczono udział osób trzecich w samobójstwie. Najwyraźniej, oficer miał problemy osobiste. Poza obowiązkami które wykonywał, nie ma żadnych przesłanek by twierdzić, że jego śmierć była przez kogoś planowana.

Źródła:


http://www.fakt.pl/Tajemnicza-smierc-oficera-kontrwywiadu,artykuly,108490,1.html


http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Oficer-polskiego-kontrwywiadu-powiesil-sie,wid,13577195,wiadomosc.html?ticaid=1f7a6&_ticrsn=5

11. Róża Żarska, adwokat Andrzeja Leppera, zmarła w lipcu 2011 r. w Moskwie”

W momencie śmierci nie była już adwokatem Andrzeja Leppera. Od 2007 roku odeszła z Samoobrony RP i wycofała z działalności politycznej. Była w składzie rady nadzorczej Podkarpackiego Centrum Hurtowego Agrohurt S.A. w Rzeszowie. Umarła mając 62 lata, w Warszawie, z powodu choroby nowotworowej.

Źródła:


http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/andrzej-lepper-traci-mecenasa,31545.html


http://www.polityka.pl/forum/1094140,psychologia-smierc-andrzeja-leppera.thread?sort=DESC


http://pl.wikipedia.org/wiki/R%C3%B3%C5%BCa_%C5%BBarska

12. Dariusz Szpineta – zawodowy pilot i instruktor pilotażu, ekspert i prezes spółki lotniczej, został znaleziony martwy w łazience ośrodka wczasowego w Indiach. Po powrocie do kraju miał przedstawić analizę katastrofy TU-154M. To kolejny człowiek, który podważał rządowo-FSB-owską wersję wydarzeń z 10 kwietnia.”

Śmierć rzeczywiście podejrzana i mogąca wzbudzać wątpliwości. Tylko podobnie jak w innych przypadkach, Dariusz Szpineta nie był jedyną osobą wskazującą na nieprawidłowości, nie miał siły przebicia w mediach. Czemu akurat jego powinno się unicestwić, a nie osoby które głośniej krzyczą o nieprawidłowościach przy badaniach lotu TU-154?

Źródła:


http://niezalezna.pl/20010-tajemnicza-smierc-w-indiach


http://blogmedia24.pl/node/54002

13. Generał Sławomir Petelicki, były dowódca jednostki „Grom”. Znaleziony martwy 16 czerwca 2012 roku. Ujawnił m.in. kwestię smsa rozsyłanego przez Sikorskiego z instrukcjami nt. Oficjalnej wersji przyczyn katastrofy. Głośno i otwarcie krytykował działania rzadu i prezydenta, zarówno w sprawie katastrofy smoleńskiej, jak i wielu innych.”

66 lat. Popełnił samobójstwo strzelając sobie w głowę z pistoletu. Wdowa po generale przyznała, że mąż ostatnimi czasy był apatyczny i wycofywał się z życia codziennego. Przestała go interesować rodzina, izolował się. Agnieszka Petelicka przyznała, że mylnie interpretowała zachowanie męża jako objaw starzenia się. Po fakcie domniemywa, że to mogło być wypalenie zawodowe lub depresja. Prokuratura po przeprowadzeniu śledztwa potwierdziła, że doszło do samobójstwa. To, że „seryjny samobójca” był odpowiedzialny za mord zostało wykluczone w śledztwie, ale niewątpliwie do śmierci przyczyniła się nieudolność oraz bierność rządu w sprawach wojskowych, która odbiła się na psychice ambitnego generała.

Źródła:


http://pl.wikipedia.org/wiki/S%C5%82awomir_Petelicki


http://www.fakt.pl/Gen-Slawomir-Petelicki-mial-na-pienku-Komu-podpadl-Slawomir-Petelicki-Dlaczego-Petelicki-popelnil-samobojstwo-,artykuly,163803,1.html


http://www.fakt.pl/Wdowa-o-smierci-Petelickiego-Wdowa-Agnieszka-Petelicka-o-mezu,artykuly,177147,1.html


http://www.fakt.pl/Koniec-sledztwa-w-sprawie-smierci-Petelickiego,artykuly,176477,1.html


http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Sporzadza-profil-psychologiczny-gen-Slawomira-Petelickiego,wid,14936088,wiadomosc.html?ticaid=1f7a8&_ticrsn=3

14. Andrzej Lepper, szef „Samoobrony” oraz były wicepremier, 5 sierpnia 2011 został znaleziony martwy w swym biurze w Warszawie. Według informacji przedstawicieli policji popełnił samobójstwo poprzez powieszenie się.”

Chyba najbardziej kontrowersyjna sprawa. Prokuratura nie znalazła śladów osób trzecich i uznała, że doszło do samobójstwa. Do boju ruszyli domorośli detektywi, którzy zaczęli mieszać relacje, pisać nieprawdę oraz mówić o dowodach których nie było. Co mogło być powodem samobójstwa? Powodów było mnóstwo. Problemy finansowe, choroba syna, niepowodzenia w polityce, problemy z prawem. Andrzej Lepper był chyba jednym z najbardziej narażonych na myśli samobójcze polityków. Odrzucony przez starych sojuszników, odstawiony od życia politycznego, możliwe, że oszukany przez służby specjalne. Partią na którą mógł mieć najwięcej „haków” było PiS, z którym współpracował i które zrobiło go „w balona”. A informacje które zdobyli prawicowi dziennikarze dziwnym przypadkiem przepadły…

Zwolennicy teorii o morderstwie podają trzy argumenty za zabójstwem: rusztowanie nieopodal budynku, program telewizyjny zatrzymany na przemówieniu Donalda Tuska i otwarte okna. Niestety, moim zdaniem to zły trop. Rusztowanie było zbyt daleko by można było wejść do pokoju w którym urzędował Andrzej Lepper, nie było też gzymsu po którym dałoby się przejść. Program telewizyjny zapewne oznacza, że samobójca nie popierał polityki rządu i chciał dać temu wyraz po swojej śmierci. Otwarte okno jest najbardziej podejrzane, ale polityk Samoobrony nie musiał akurat w tym momencie działać logicznie (miał klimatyzację w pokoju). Ciężko zrozumieć co się dzieje w głowie osoby popełniającej samobójstwo, a powodów by ostatni raz zasmakować miejskiego powietrza było bez liku.

Źródła:


http://www.ivrp.pl/viewtopic.php?p=133441


http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/andrzej-lepper-nie-zyje-popelnil-samobojstwo,213636.html


http://www.se.pl/wydarzenia/kraj/andrzej-lepper-popelnil-samobojstwo-prokuratura-umorzyla-sprawe_288543.html

15. Płk. Leszek Tobiasz – były oficer WSI, główny światek w „aferze marszałkowej”. Zmarł 17.02.2012 podczas balu OHP („zatańcował się na śmierć”), rzekoma przyczyna zgonu: niewydolność krążenia. 01.03.2012 miał być głównym świadkiem w tzw. aferze marszałkowej, bliski współpracownik byłego szefa Wojskowych Służb Informacyjnych Marka Dukaczewskiego, żołnierz byłych WSI. 1 marca płk. Tobiasz miał po raz pierwszy zeznawać przed sądem w sprawie rzekomej korupcji przy weryfikacji żołnierzy WSI. Miała też być przeprowadzona jego konfrontacja z Bronisławem Komorowskim.”

55 lat. Zmarł na zawał serca podczas imprezy integracyjnej pracowników Mazowieckiej Wojewódzkiej Komendy OHP. Podczas tańca z partnerką upadł, uderzył głową o parkiet i stracił przytomność. Mimo podjętej przez wezwanego lekarza reanimacji, nie udało się go ocalić. Na zabawie było kilkadziesiąt osób, więc raczej ciężko o atak „seryjnego samobójcy”. Wiele osób pisze, że miał swoimi zeznaniami pogrążyć Bronisława Komorowskiego, co jest, za przeproszeniem, skrajną głupotą i idiotyzmem, bo to dzięki obecnemu prezydentowi Leszek Tobiasz zgłosił sprawę Krzysztofowi Bondarykowi, a dalej ABW i prokuraturze. Sprawa, mimo śmierci świadka, została doprowadzona do końca i skorumpowany dziennikarz oraz jeden ze skorumpowanych pułkowników WSI, poddali się karze.

Źródła:


http://www.rp.pl/artykul/812144.html


http://www.eostroleka.pl/jak-zmarl-leszek-tobiasz-nieumyslne-spowodowanie-smierci,art28371.html


http://www.eostroleka.pl/nie-zyje-leszek-tobiasz-czlowiek-ktory-mogl-obciazyc-prezydenta,art28328.html


http://wasilijstiepanowicz.nowyekran.pl/post/52957,plk-leszek-tobiasz-podczas-tanca-przewrocil-sie-i-umarl

16. Prof. Jerzy Szaniawski – historyk, dziennikarz, sowietolog, wykładowca WSKSiM, ostatni więzień PRL – zginął w Tatrach 5.09.2012, spadł w przepaść. Miał 68 lat. Niezłomny człowiek walczący z komunizmem, krytycznie podchodzący do ustaleń przyczyny katastrofy smoleńskiej, otwarcie mówiący o zamachu.”

Miał chore serce (o czym zresztą mówił sam Antoni Macierewicz). Swoją wyprawę, mimo rozsądnego wieku, zaplanował na Orlej Perci (najtrudniejszym i najbardziej niebezpiecznym szlaku Tatr Wysokich). Schodził z Zawratu na Świnicę. Podczas tragedii BYLI ŚWIADKOWIE, turyści, którzy widzieli spadające ciało profesora i natychmiast zawiadomili TOPR. Ratownicy przetransportowali Szaniawskiego do Zakopanego, przeprowadzano reanimację, niestety nie udało się go uratować. Sprawa jest pewna i wyjaśniona. Jego syn odżegnał się od tekstu portalu wPolityce.pl, sugerującym, że za zamachem stoją Rosjanie. Podczas pogrzebu profesora doszło do skandalicznych zamieszek.

Źródła:


http://pl.wikipedia.org/wiki/Orla_Per%C4%87


http://www.fakt.pl/Drugi-profesor-od-Smolenska-nie-zyje-,artykuly,176603,1.html


http://www.fakt.pl/Syn-profesora-Szaniawskiego-prosi-portal-wPolityce-pl-Uszanujcie-nasza-rodzine,artykuly,176261,1.html


http://www.fakt.pl/Dramat-w-Tatrach-Jozef-Szaniawski-nie-zyje-Turysta-spadl-w-przepasc,artykuly,176099,1.html


http://www.se.pl/wydarzenia/kraj/jerzy-szaniawski-na-jego-pogrzebie-wybuchla-awantura-rydzyk-byl-oklaskiwany_279414.html

17. Prof. Jerzy Urbanowicz – zmarł 6.09.2012 r. w nocy. Miał 61 lat. Matematyk, kryptograf. 6 września 2012 zasłabł w swoim domu. W karetce doznał zawału. Drgui zawał nastąpił już w szpitalu, gdy oczekiwał na przyjęcie. Prof. Urbanowicz odkrył, że podczas kilku ostatnich wyborów PKW przesyłała głody do podliczenia na rosyjskie serwery. Jego śmierć nastąpiła w dniu opublikowania jego raportu na temat możliwości sfałszowania wyborów. Był sekretarzem komitetu organizacyjnego konferencji poświęconej badaniom katastrofy polskiego TU-154 w Smoleńsku metodami nauk ścisłych, która odbyła się 22 października 2012 roku.”

Śmierć z góry uznana za element spiskowy, artykuł na stronie Radia Maryja z miejsca doniósł o „zaskakującej” śmierci, mimo że profesor miał już swoje lata i był chory na serce (co zresztą znowu Antonii Macierewicz przyznał). Świadom swojego złego stanu fizycznego, na chwilę przed zasłabnięciem odwołał swoje spotkania. Konferencja i tak się odbyła, bez jego uczestnictwa. Raport dotyczący serwerów również się ukazał (chociaż kto zna się na komputerach ten wie, że umiejscowienie serwera nie musi jednoznacznie wpływać na modyfikację treści). Brak JAKICHKOLWIEK dowodów na zabójstwo.

Źródła:


http://www.radiomaryja.pl/informacje/zaskakujaca-smierc-prof-jerzego-urbanowicza/


http://wpolityce.pl/wydarzenia/35706-nasz-wywiad-macierewicz-sp-jerzy-urbanowicz-chcial-by-konferencja-naukowa-toczyla-sie-wokol-tez-biniendy-nowaczyka-i-szuladzinskiego


http://www.naszdziennik.pl/wp/9290,profesor-jerzy-urbanowicz-nie-zyje.html


http://mike-recz.salon24.pl/446166,biuletyn-pis-kopie-zmarlego-prof-urbanowicza

18. Dr inż. Włodzimierz Abramowicz – jeden z najlepszych na świecie specjalistów od zagadnień kontaktowych, czyli zderzeń obiektów takich jak samoloty, statki, samochody. Z jego dokonań i programów zderzeniowych korzystały dziesiątki firm na świecie. Dokładnie ktoś taki powinien wyjaśnić nam, co się stało w Smoleńsku. I chciał wyjaśnić.”

Z informacji do których dotarłem wynika, że miał 60 lat. Zmarł z powodu zawału serca. Na temat jego śmierci jest bardzo mało informacji w internecie. Rzeczywiście, razem z innym naukowcem prowadził badania dotyczące katastrofy w Smoleńsku których nie dokończył.

Źródła:


http://nekrologi.wyborcza.pl/0,11,,144314,W%C5%82odzimierz-Abramowicz-kondolencje.html


http://nekrologi.wyborcza.pl/0,11,,144993,W%C5%82odzimierz-Abramowicz-inne.html


http://rebelya.pl/forum/watek/50444/


http://lubczasopismo.salon24.pl/ksiegahanby/post/455169,jak-zmarl-dr-wlodzimierz-abramowicz

19. Dr Dariusz Ratajczak – historyk, tzw. rewizjonista holocaustu, wydalony z „wilczym biletem” z Uniwersytetu Opolskiego. Jego zwłoki w stanie rozkładu znaleziono 11.06.2010 w samochodzie zaparkowanym przed sklepem Karolinka w Opolu. Z zapisu kamer monitoringu przed sklepem wynika, że samochód z ciałem w środku przemieszczał się po mieście.”

Prokuratura doprowadziła sprawę do końca, powodem śmierci było zatrucie alkoholowe i samobójstwo. Sekcja zwłok nie wykryła udziału osób trzecich. Mężczyzna w żaden sposób niezwiązany z katastrofą Smoleńską ani obecnymi władzami, był krytykowany za odmienny punkt widzenia odnośnie Oświęcimia i Żydów. Miał duże problemy emocjonalne, wydalony z Uniwersytetu pracował między innymi przy odśnieżaniu. Jego kariera się załamała. Środowisko naukowe nie brało jego słów na poważnie, nie było powodu by go zamordować. W żadnych mediach nie ma informacji o tym, że samochód w magiczny sposób sam jeździł, ani że sfilmował to monitoring.

Źródła:


http://stary.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100618&typ=po&id=po42.txt


http://opole.gazeta.pl/opole/1,35086,8022812,Pod_Karolinka_znaleziono_cialo_bylego_pracownika_UO.html


http://opole.gazeta.pl/opole/1,35086,8102947,Zatrucie_alkoholowe_przyczyna_smierci_dra_Ratajczaka.html


http://www.poranny.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20100619/KRAJSWIAT/566349035

20. Jerzy Pronobis – prezes spółki Club&Travel, która zajmowała się rozprowadzaniem lukratywnych biletów na Euro 2012, miał związek z tzw. Taśmami Laty.”

59 lat. Kolejne samobójstwo nie związane w żaden sposób z rządem ani katastrofą w Smoleńsku, a jednak wrzucone na listę (chyba ot tak, aby było więcej ludzi). Jerzy Pronobis rzucił się pod pociąg. Odpowiadał za rozprowadzanie biletów na Euro 2012, był krytykowany za sposób w jaki się to odbywa. I… tyle. Nie stanowił zagrożenia ani dla rządu, ani dla PZPN (które zrzuciłoby całą winę na niego), był tylko współpracownikiem i nie miał żadnych tajnych informacji.

Źródła:


http://nekrologi.wyborcza.pl/0,11,,165986,Jerzy-Piotr-Pronobis-nekrolog.html


http://niepoprawni.pl/blog/8/plaga-samobojstw-nie-zyje-jerzy-pronobis


http://euro2012.fakt.pl/Jerzy-Pronobis-wspolpracownik-PZPN-nie-zyje-Mezczyzna-wpadl-pod-pociag,artykuly,164459,1.html

21. Artur Zirajewski ps. Iwan (zm. 03.01.2010) – jeden z głównych świadków w sprawie zabójstwa komendanta głównego policji Marka Papały.”

Następny przypadek niepowiązany z rządem ani katastrofą w Smoleńsku. Okoliczności śmierci rzeczywiście są dziwne. Media podawały, że popełnił samobójstwo. Minister sprawiedliwości – że dostał zatoru płucnego, związanego z próbą ucieczki (przez przyjęcie nadmiernej ilości leków psychotropowych). Przed śmiercią złożył zeznania. Za niekompetencję w ochronie świadka został zwolniony zastępca dyrektora Aresztu Śledczego Gdańsk, major Waldemar Kowalski.

Źródła:


http://pl.wikipedia.org/wiki/Artur_Zirajewski


http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114873,7416287,Sprawa_Papaly__Artur_Zirajewski____Iwan__nie_zyje.html


http://kryminalne.trojmiasto.pl/Zirajewski-chcial-uciec-zmarl-przez-zator-n49306.html

22. Piotr M. (zm. 18.05.2011) – oficjalna przyczyna śmierci – samobójstwo. Były szef malborskiej policji, powiązany z magią paliwową.”

Kolejna osoba wzięta nie wiadomo skąd. Afera z Piotrem M. rozpoczęła się już w 2004 roku i trwała bardzo długo. Naciskany przez prokuraturę, sfałszował zeznania przeciwko jednej z posłanek SLD, za rządów PiSu. W więzieniu dręczony gorzej niż pedofil z racji na to, że był policjantem. Powody samobójstwa są oczywiste. Po więcej informacji odnośnie afery zapraszam do pierwszego linku w źródłach.

Źródła:


http://www.przeglad-tygodnik.pl/pl/artykul/przyjdzie-pora-na-prokuratora


http://www.dziennikbaltycki.pl/artykul/406058,malbork-policjant-piotr-m-popelnil-samobojstwo,id,t.html?cookie=1


http://trojmiasto.gazeta.pl/trojmiasto/1,35612,9630929,Samobojstwo_podejrzanego__ktory_falszywie_oskarzyl.html

23. Marek Rosiak (19.10.2010) – zamordowany pracownik biura poselskiego posła Janusza Wojciechowskiego. Były członek PO – Ryszard C. zamordował M. Rosiaka z PiS i powaznie ranił drugą osobę z tej partii. Jak samo powiedział – jego „celem” był Jarosław Kaczyński.”

Sprawa jasna, niewymagająca komentarza i nijak nie wpisująca się w skryte działania „seryjnego samobójcy”. Marek Rosiak został zamordowany przez osobę, która nie wytrzymała konfliktu na linii PO-PiS.

24. Jarosław Przygodzki – wiceszef sejmiku woj. świętokrzyskiego, radny Prawa i Sprawiedliwości (zm. 10.09.2012) – ciało samorządowca z raną postrzałową znaleziono w gminie Końskie.”

48 lat. Od dłuższego czasu miał problemy zdrowotne, nie brał aktywnego udziału w życiu politycznym i samorządowym. Zrezygnował z członkostwa w zarządzie powiatowym Prawa i Sprawiedliwości. Leczył się. Układ sytuacyjny na miejscu zdarzenia wskazywał na samobójstwo. Posiadał pozwolenie na broń, więc miał możliwość dokonać sam czynu. Był jednym z wielu radnych, nie wyróżnił się żadnymi insynuacjami przeciwko rządowi lub strukturom państwa.

Źródła:


http://www.echodnia.eu/apps/pbcs.dll/article?AID=/20120910/POWIAT0105/120919949


http://www.se.pl/wydarzenia/kraj/jaroslaw-przygodzki-nie-zyje_278457.html


http://wiadomosci.onet.pl/regionalne/kielce/nie-zyje-jaroslaw-przygodzki-wiceszef-sejmiku-woj-,1,5242791,wiadomosc.html


http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/681599,Samorzadowiec-Jaroslaw-Przygodzki-nie-zyje

25. Remigiusz Muś (zm. 26.10.2012) – chorąży, bardzo ważny świadek w śledztwie smoleńskim, fakty przez niego podawane przeczyły oficjalnym ustaleniom, ujawnił między innymi, że kontroler z wieży na smoleńskim lotnisku, wydał pilotom TU 154M komendę o zejściu na wysokość 50 metrów, jest to dowód na sfałszowanie wszystkich raportów, które mówią o komendzie 100 m ze strony kontrolerów. Chorąży Muś mówił także o odgłosie 2 wybuchów które słyszał w momencie katastrofy. „Powiesił się” w piwnicy bloku, w którym mieszkał.”

Remigiusz Muś wyszedł z mieszkania o godzinie 22, nie mówiąc żonie gdzie idzie, ani kiedy wróci. Półtorej godziny później jego żona znalazła go w piwnicy. Wisiał na linie. Czy w półtorej godziny, mordercy zdołaliby pokonać chorążego, obezwładnić, przenieść do zamkniętej normalnie piwnicy, powiesić i usunąć wszystkie ślady dokonanej zbrodni? Pewnie tak, nieźli z nich w końcu profesjonaliści. Nie odnaleziono żadnych śladów wskazujących na zabójstwo. Zwłoki miały bruzdę wisielczą. W połowie listopada będziemy znali wyniki badań toksykologicznych. Policja dotarła do informacji, że cierpiał na depresję, a w ostatnich dniach przed śmiercią był wyjątkowo przygnębiony. Jego żona spodziewała się, że może sobie coś zrobić.

Całą wiedzę którą posiadał już przekazał. Media i prokuratura dysponują zeznaniami Remigiusza Musia. Jeżeli ktoś chciał, by informacje jakie znał nie ujrzały światła dziennego – spóźnił się o ponad dwa lata.

Źródła:

Leszek Szymowski, Tajemnicza śmierć technika, „Tygodnik Angora” 2012,  nr 45, s. 12 – 13.


http://niezalezna.pl/34280-dlaczego-zginal-remigiusz-mus


http://www.se.pl/wydarzenia/kraj/remigiusz-mus-popelnil-samobojstwo-zona-czula-ze-chce-sie-zabic_289329.html

I tak oto dotarliśmy do końca tej listy, wyjaśniając w sposób logiczny zgony dwudziestu pięciu osób, bez użycia teorii spiskowych czy zarzutów o umyślne morderstwa ze strony władzy. Daliśmy radę? Daliśmy. Nie jest to oczywiście jedyna wersja obowiązująca, ludzie powinni zadawać pytania gdy mają wątpliwości. Mam nadzieję, że chociaż trochę tych wątpliwości rozwiałem. Autor demotywatora napisał – „każda z tych informacji jest prawdziwa – użyjcie Google’a”. Jak widać, nie każda.

Krótkie podsumowanie. 25 ofiar uznawanych za ofiary „seryjnego samobójcy” zginęło w następujący sposób:

13 osób – samobójstwo

7 osób – choroba (sepsa, zawał serca, nowotwór)

2 osoby – wypadek samochodowy

2 osoby – zabójstwo

1 osoba – wypadek w górach

Wszystkie śmierci da się wyjaśnić i niemalże wszystkie wyjaśniła prokuratura. Aż 7 osób zmarło z powodów naturalnych – choroby. Większość osób była po pięćdziesiątce, na bardzo odpowiedzialnych stanowiskach. Wbrew temu co mówią niektóre osoby, nie wszystkie przypadki miały miejsce w piątki, gdy zwłoki można badać dopiero w poniedziałek. Podałem do wszystkiego źródła. Część ludzi została wciśnięta na siłę, nie mając żadnego związku ze sprawą Smoleńska lub rządem RP, tylko po to, by łatwiej omamić czytelników.

Prawdę mówiąc, napisałem ten tekst a ciągle nie wiem skąd wynika ta mitologizacja śmierci. Czy te osoby, stojące na wysokich stanowiskach i z pozoru twarde są niczym antyczni herosi, których przecież nie może zmóc zwykła depresja lub choroba? Są nadludźmi bez problemów, a ich śmierć jest niemożliwa? Przytoczyłem na początku tekstu dane dotyczące samobójstw oraz zgonów Polsce (a w trakcie opisywania przypadków poszczególnych osób także statystyki wypadków drogowych). Czy naprawdę tak ciężko uwierzyć lub logicznie spojrzeć na to, że te osoby które umierały w ciągu trzech lat są tylko drobną cegiełką w murze całości zgonów? Są, nie uwłaczając ich pamięci, małym pyłkiem pośród dziesiątek tysięcy innych polityków, dziennikarzy, profesorów i wojskowych?

Dzień w dzień obserwujemy śmierci naszych bliskich, znajomych, rodziny. Często śmierć w młodym wieku, często śmierć tragiczną. Ile było przypadków, gdy człowiek popełnił samobójstwo, a my nie mieliśmy pojęcia, że coś go dręczy? Czemu człowiek który chce opuścić ten świat ma zawsze zostawiać list pożegnalny? Te listy zostawiają głównie osoby mające nadzieję na powrót do normalności, na zauważenie ich problemów i magiczne rozwiązanie. Samobójca pewny swojej decyzji wie, że nie łączy go nic ze światem. A gdy zginie, nie będzie musiał się martwić tym co pozostawił.

Oczywiście większość moich argumentów da się zbić jednym stwierdzeniem – „prokuratura także jest na usługach obcego reżimu i fałszuje wszystkie zgony”. Ewentualnie „lekarze dają fałszywe oświadczenia i sekcje zwłok”. Ponownie, zastanówmy się, czy można kontrolować tak ogromną liczbę ludzi, pracującą w różnych miejscach Polski by wykonywali bez szemrania rozkazy i nie chlapali jęzorem o naciskach wrogiego wywiadu? Pewnie można. Ale czy to ma miejsce? Brak dowodów, moi państwo.

Mam nadzieję, że ktoś przeczyta ten tekst w całości (mimo, że jest dość długi) i następnym razem, gdy zobaczy w internecie wiadomości o tajemniczym mordercy-samobójcy (Tuskoputinie), zastanowi się dwa razy, spróbuje obrócić szachownicę i wyjaśnić sprawę najpierw w sposób logiczny, bez posiłkowania się teoriami o zamachach i spiskach, na które nie ma konkretnych dowodów.

Krzysztof Kononowicz – smutna historia człowieka o dobrym sercu #3

1, 2, 3, 4, 5, 6

Pod koniec 2006 roku (19 grudnia) w serwisie YouTube pojawił się teledysk nieznanej wcześniej formacji Grupa Operacyjna, do piosenki „Nie będzie niczego”. Wystąpił w nim Krzysztof Kononowicz, chociaż w jednej ze zwrotek padają słowa „…nie będzie blokowisk, ani przebojów list, zostanie tylko wielki Kononowicza pysk”. Tekst ma oczywiście nieco głębsze przesłanie niż tylko obrażanie internetowego celebryty (mam przynajmniej taką nadzieję), ale i tak jest trochę niesmaczny. Utwór pojawił się na płycie „Ostry dyżur” wydanej w 2007 roku.

Początek roku 2007 był bardzo owocny dla Pana Krzysztofa. W lutym wyjątkowe kontrowersje spowodowała sprawa budowy obwodnicy Augustowa w Dolinie Rospudy. Do teraz zapewne, wszyscy pamiętają wiszących na drzewach ekologów, protestujących w największych miastach oraz na trasie budowy. Kononowicza nie mogło w Rospudzie zabraknąć. Zapowiedział, że będzie rozmawiał z Lechem i Jarosławem Kaczyńskimi, by nie doszło do budowy obwodnicy. „Tiry pójdą na tory! Drzewka nie mają prawa ruszyć!”. Do ekologów mówił „zejdźcie z drzew i idźcie do domu spokojnie spać! Żal mi Was, bo jeden na drugiego szykujecie broń!” Razem z Adamem Czeczetkowiczem chciał wspomóc mieszkańców Augustowa. Wzywał też do pogodzenia, załagodzenia sytuacji i spokoju: „Chcę żeby naprawdę wszyscy żyli w zgodzie bo wojny ja nie uważam! Rozejdźmy się, zakończmy takie estrady, manipulację jakąś! Dosyć mieliśmy wojny!” W pewnym momencie Kononowicz otrzymał brawa. Co chwila padały też szydercze okrzyki. Jednemu z cwaniaków, który przyczepił się do… czapki niedoszłego kandydata na Prezydenta RP, odpowiedział: „Do czapki proszę Pana to pan się nie czepiaj! Jak daczie (?) się to ja ubieram się lepiej jak pan!” Wielokrotnie powtarzał obietnicę ze swojej strony, że żadnej autostrady tu nie będzie (i obietnica została dotrzymana, bo ostatecznie zmieniono przebieg obwodnicy Augustowa).

To pasmo mniejszych lub większych sukcesów przerwała prokuratura i Pani Anna Bogdanowicz. W swoim reportażu radiowym „Kononowicz Show” dziennikarka zarzuciła Krzysztofowi Kononowiczowi molestowanie swojej matki. Informacji udzielili jej plotkujący sąsiedzi:

„Krzysztof Kononowicz to jest bydlę. Boję się o życie tej matki, ona jest maltretowana tam po prostu. Posiniaczoną widziałem. Nawet chory człowiek by tego nie zrobił, co tam się działo. Tam była po prostu matka seksualnie wykorzystywana” – tak wypowiedział się jeden z nich. Inny twierdził:

„On tu wszystkim grozi, my nie mamy chwili spokoju. Zanim jeszcze ojciec żył, to tam nie było takich. Ale jak ojciec zmarł, to on matkę bił. Matka uciekała”

„O tym się od dawna na tym podwórku mówiło. A czasem nawet tam się to wszystko działo”

Sprawą zajęła się policja i prokuratura. 13 marca 2007 roku prokuratura rejonowa wszczęła postępowanie. Nadkomisarz Jacek Dobrzyński zapewniał w rozmowie z portalem dziennik.pl, że dojście do prawdy to tylko kwestia czasu. Kononowicz Krzysztof zaprzeczył wszystkim oskarżeniom. Komitet Wyborczy „Podlasie XXI wieku” w swoim oświadczeniu podpisanym między innymi przez Leszka Bubla oraz Adama Czeczetkowicza również stanął w obronie podejrzanego, tłumacząc, że w okresie o którym mówi reportaż Anny Bogdanowicz, Pan Krzysztof i cała jego rodzina byli pod opieką księdza. Co prawda matka Leonarda w okresie Bożonarodzeniowym trafiła do szpitala, ale był to tylko wypadek, do którego syn nie przyłożył ręki.

Śledztwo oczywiście umorzono z powodu braku dowodów i zaprzeczeń matki, jakoby była katowana. Kononowicz złożył doniesienie na Radio Białystok o naruszenie dobrego imienia. Zażądał zadośćuczynienia w wysokości 40 tys. złotych. Połowę kwoty chciał przekazać ubogim białostoczanom. Resztę miał zamiar wydać na lekarstwa dla rodziny.

W tym momencie dowiadujemy się bardzo ważnej rzeczy – dlaczego, mimo takiej sławy i dużego wsparcia internautów, Krzysztof Kononowicz był ciągle biedny? Opieka nad poważnie chorym bratem Bogusiem kosztowała go 100 złotych tygodniowo. Do tego dochodziły koszty leków dla jeszcze bardziej chorej matki. Nie ma się co dziwić, że nawet mimo wsparcia miał ciągle problemy finansowe (sam przecież jest bezrobotny).

Niesłuszne oskarżenia nie powstrzymały Kononowicza przed dalszymi akcjami politycznymi. 31 marca w Białymstoku miała miejsce konwencja Platformy Obywatelskiej. „Król YouTube” jak określiła go Pani Marta Wawrzyn na portalu Pardon.pl, przyprowadził ze sobą kamerzystę (Adama Czeczetkowicza oczywiście) i próbował dojść do głosu. Już samo wejście Pana Krzysztofa było szałowe. Wszyscy dziennikarze obrócili się do Donalda Tuska kuprami i zaczęli fotografować nowego gościa. Strapiony przewodniczący PO powiedział: „Widzę, że spotkanie zaczyna być bardzo ciekawe”.

Niestety, Krzysztofa Kononowicza nie dopuszczono do głosu. Jak łatwo można się domyślić, kandydat Podlasia XXI wieku nie był zachwycony, próbował przekrzyczeć innych. Co zrobili działacze PO? Zaczęli go wyzywać, obrażać i ryczeć by „zamknął ryja”. Donald Tusk nie mógł pozostać obojętny, jego zwolennicy robili mu złą reklamę swoim traktowaniem starszego człowieka. By uspokoić sytuację powiedział:

„Jeśli będę miał w przyszłości takie możliwości, to nie będzie już tak, że mieszkańcy Białegostoku będą musieli się czuć skrępowani, że pewien cyniczny młody człowiek chce z pewnego starszego nieszczęśliwego człowieka zrobić wizytówkę Białegostoku.”

W tym momencie Kononowicz ruszył ku scenie, ale konferencja dobiegła końca. Potem ogłosił, że sprawę zgłosi do prokuratury bo poczuł się obrażony słowami Donalda Tuska. Tak oto wyglądało starcie szarego, skromnego człowieka z politykiem który w przyszłości miał zostać dwukrotnie premierem…

14 kwietnia Kononowicz złożył życzenia kobietom! Był uśmiechnięty, ubrany w elegancki sweter, ostrzyżony. W dłoni trzymał czerwony kwiatek. Wciąż widać było, że jest szczęśliwy z roli jaką ofiarował mu los. Jego wizerunek bardzo różnił się od tego, który uświadczymy w 2010 roku, po katastrofie w Smoleńsku… Filmik na chwilę obecną ma ponad półtora miliona wyświetleń!

„W dniu imienin kobiet składam zdrowia, y, w dniu i… jeszcze raz! W dniu imienin kobiet, dla wszystkich kobietom i dziewczynom składam zdrowia, szczęścia, wszystkiego najlepszego, sto lat, zdrowia, dużo piniążków, pracy, żeby znaleźli pracę sobie młodzi dziewczynki, składa kandydat na Prezydenta RP Rzeczpospolitej Polskiej Pan Kononowicz Krzysztof”.

Sprawę Kononowicza poruszono także w programie Super Wizjer. Przybliżono tam osobę Adama Czeczetkowicza, nacjonalisty, sympatyka Młodzieży Wszechpolskiej, lidera zespołu RP Oi!, oskarżonego o propagowanie nienawiści wobec Żydów. Niestety, miałem dostęp tylko do części materiału. Pojawiły się w nim również informacje o rasistowskich wybrykach Czeczetkowicza i jego poprzednich miejscach pracy (był zwalniany z powodu częstych nieobecności).

W 2010 roku, na YouTube pojawił się filmik z wpadkami i pomyłkami kandydatów Podlasia XXI wieku z 2007 roku. Prawdę mówiąc, obserwując zachowania niektórych osób (szczególnie Pana Ignatowicza), nie dziwi mnie, że jednym z reprezentantów Komitetu był Kononowicz. Są to osoby nieprzygotowane, które najwyraźniej nie miały wcześniej do czynienia z polityką, nieprzeszkolone w sztuce retoryki. Do takiego towarzystwa Pan Krzysztof jak najbardziej pasował i z tej perspektywy, nie dziwi mnie, że został jednym z kandydatów.

Niestety, rok 2007 był początkiem końca kariery Krzysztofa Kononowicza. Jego fenomen ciągle był żywy, ale coraz mniej było wystąpień prezentowanych w telewizji, a coraz więcej na YouTube. Sława jednak przylgnęła do niedoszłego kandydata na Prezydenta RP. I wyciskał ją niczym sok z cytryny – do samego końca!

Źródła (także zdjęć, wszystkie zdjęcia to zrzuty ekranu zrobione z dostępnych dla wszystkich filmików YouTube podanych w źródłach. Przepraszam za słabą jakość):


http://wiadomosci.dziennik.pl/wydarzenia/artykuly/203994,kononowicz-wykorzystywal-seksualnie-matke.html


http://www.pardon.pl/artykul/1261/tusk_szydzi_z_kononowicza
,












http://pl.wikipedia.org/wiki/Krzysztof_Kononowicz


http://en.wikipedia.org/wiki/Krzysztof_Kononowicz

Krzysztof Kononowicz – smutna historia człowieka o dobrym sercu #2

1, 2, 3, 4, 5, 6

Kariera Krzysztofa Kononowicza w internecie nabrała zawrotnego tempa niemalże od razu po zamieszczeniu filmiku. Wystarczyło parę dni by ludzie podłapali nowy trend. Z informacji do których dotarłem wynika, że już po tygodniu jego przemówienie miało ponad dwa miliony wyświetleń. Błyskawicznie zaczęły powstawać obrazki-przeróbki z Panem Krzysztofem. Większość z nich oczywiście była obraźliwa, ale część naprawdę potrafiła wywołać uśmiech na twarzy. Nie mogło też zabraknąć filmików, zazwyczaj będących połączeniem przemów znanych polityków z głosem Kononowicza. Utwory muzyczne? Także były, dziesiątki domorosłych Djów mixowało wystąpienie w TV Jard z muzyką.

Białystok stał się znany. Zazwyczaj zaniedbane i pomijane miasto miało swoją chwilę sławy. Wiele osób narzekało, że „jakiś tam prostaczek” nie powinien być wizytówką regionu (Donald Tusk również o tym wspominał), ale hotele oraz restauracje nie mogły narzekać. Rozpoczęły się pielgrzymki z całej Polski. Każdy chciał uścisnąć dłoń Kononowicza, porozmawiać z nim, nagrać filmik, otrzymać autograf. Tureckie swetry można było kupić w dziesiątkach sklepów internetowych. Rozpoczęły się konferencje, podczas których kandydat na prezydenta mógł błyszczeć elokwencją. Na jednym z takich spotkań z młodzieżą opowiadał o tym jak niemalże miał przyjemność spotkać się z Giertychem:

„Byłem w Łomży, na spotkaniu z Giertychem. Przywitał się, ale potem uciekł, jak ten myszka zwiał.”

Informacje o nowym idolu znalazły się we wszystkich najważniejszych serwisach informacyjnych (TVN, Polsat, TVP1). Ponadto dyskutowano o nim w programach publicystycznych, w prasie i, a jakże, w internecie, gdzie nie było portalu który by chociaż słowem nie wspomniał o sławnej osobistości. Radio Wawa mogła się poszczycić pozdrowieniami od słynnego Krzysztofa Kononowicza, chociaż osoba nagrywająca musiała dwa razy poprosić o powtórzenie tekstu. Adam Czeczetkowicz, Marek Czerniawski i Leszek Bubel, którzy wpadli na pomysł by wypromować niecodziennego kandydata musieli zacierać ręce ze szczęścia.

Wśród dziesiątek filmików, niektóre były wyjątkowe. 9 listopada 2006 roku ukazało się nagranie z Krzysztofem Kononowiczem który opowiada o ataku na swoją matkę inwalidkę. Napadu dokonała młodzież. W związku z tym, kontrowersyjny kandydat na prezydenta powtórzył niektóre ze swoich postulatów wyborczych: zakaz picia alkoholu (motyw walki z alkoholem bardzo często pojawiał się także w późniejszych przemówieniach Kononowicza), większa kontrola rodziców nad swoimi dziećmi i, mówiąc kolokwialnie, wzięcie problematycznych pociech za pysk. To podczas tego przemówienia padły znane słowa, że młodzież „za dużo pije wódki, za dużo pije piwa, za dużo pije alkoholu spożywa”. Nawiązał też do śmierci 14-letniej dziewczyny, która powiesiła się po gwałcie dokonanym przez starszych kolegów.

Cztery dni później, w sieci ukazał się kolejny filmik. Krzysztof Kononowicz jest zadowolony z wyniku sondaży, uśmiecha się i żartuje, że będzie musiał odłączyć telefon bo ciągle ktoś do niego dzwoni. A przecież jego rzecznikiem prasowym jest Adam Czeczetkowicz, któremu Kononowicz pomógł. Swoje niskie wyniki w sondażach tłumaczy tym, że jeszcze nie do końca wiedział „czym to się je” (Czeczetkowicz) i były to jego pierwsze wybory. Sam kandydat chciał w dzień ogłoszenia wyników odpocząć. Smutne jest nieco przeświadczenie Pan Krzysztofa o dużym wpływie na młodzież. Opowiadał o byciu idolem dla swoich młodych zwolenników. Tak naprawdę, był tylko przelotnym fenomenem, o którym już rok później zapomniano.

Tego samego dnia, Kononowicz zapowiedział, że oskarży proboszcza Parafii Zmartwychwstania Pańskiego w Białymstoku o złamanie ciszy wyborczej i będzie się domagał unieważnienia wyborów. Bezskutecznie.

15 listopada wystąpił w programie Tok2Szok, prowadzonym przez Piotra Najsztuba i Jacka Żakowskiego. Na początku puszczono klip z wystąpienia w TV Jard. Ludzie na widowni zaczęli się śmiać. Pan Kononowicz wyszedł na scenę wyluzowany, radosny, szczęśliwy, pozdrowił gestem publiczność. Posadzony obok Huberta H. (bezdomny z dworca oskarżony o zniewagę prezydenta), zarzucił mu, że przesadzał z alkoholem i, że nie wolno obrażać głowy państwa (niestety z czasem jego opinia na ten temat zmieni się drastycznie). Cieszył się, mówił, że koledzy mu gratulują i go doceniają, a w przyszłości wystartuje na prezydenta całej Polski. Czemu chciał wejść w świat polityki? Ojciec powiedział mu kiedyś, że „jak będzie szansa, staraj się synie”. Przy okazji dowiadujemy się, że od 12 lat nie ma pracy i zwyczajnie, chciałby też trochę zarobić. Redaktorzy nie mogli sobie poradzić z gościem, widać było u nich brak wyczucia, który próbowali zamaskować żartami. Rzeczywiście, rozmowa z Krzysztofem Kononowiczem nie była łatwa, często się wcinał w wypowiedzi lub odpowiadał na pytania niekompletnie. Ale tak czy siak, zabrakło empatii i zrozumienia, szczególnie w wykonaniu Pana Żakowskiego.

Dowiadujemy się też nieco o samoocenie niedoszłego prezydenta Białegostoku i jego podejściu do uczciwości. Aspirując do roli polityka, kieruje się jedną zasadą: „jak człowiek jest uczciwy, to może zostać politykiem”. Jakie są jego zalety? Uczciwość, sprawiedliwość, rzetelność, godność i stronienie od alkoholu oraz papierosów. To ostatnie spotkało się ze śmiechem publiczności, moim zdaniem niesłusznie. Poproszony o wymienienie swoich wad, powiedział, że niechaj ludzie go ocenią, bo jego zdaniem jest ich pozbawiony.

Po rozmowie z Krzysztofem Kononowiczem, prowadzący zaprosili na scenę Adama Czeczetkowicza i Marka Czerniawskiego. Dopiero tutaj Żakowski i Najsztub pokazali swoje umiejętności. Rozmowa przebiegała gładko, w taktowny sposób wpletli w swoje wypowiedzi oskarżenia wobec gości o wykorzystywanie biednego człowieka. Nie trzeba było zbyt długo czekać, by postawieni przed kamerami promotorzy Pana Krzysztofa przyznali się do tego, że wiedzieli iż Kononowicz nie miał szans, a te głosy które zdobył są tylko i wyłącznie za zasługą internetu. Czeczetkowicz spytany o to czy nie zostawi swojego kandydata na lodzie odparł, że będzie przy nim trwał (i rzeczywiście, trwał aż do teraz). Czerniawski musiał się zmierzyć ze stwierdzeniem, że cała akcja jest kpiną z Polski, polityki i osoby Pana Kononowicza. Odpowiedział na nie: „Czy ja robię kpiny czy ze mnie robią kpiny Ci, którzy nami rządzą?”. Dodał jeszcze „Czy Pan Krzysztof jest skazany na porażkę? Czy nie może odnieść sukcesu?”. Prowadzący zauważyli, że jeszcze takich „cynicznych gości” w swoim programie nie mieli.

Rzeczywiście, postać Adama Czeczetkowicza i Marka Czerniawskiego jest niejednoznaczna. Na pewno są oportunistami, którzy chcieli się wypromować na barkach Krzysztofa Kononowicza. To była zaplanowana akcja, zakładająca wykorzystanie osoby o wątpliwych predyspozycjach do pełnienia funkcji prezydenta Białegostoku. Może mieli jakieś szersze zamierzenia, ale postawieni przed kamerami nie potrafili się wytłumaczyć dlaczego ich działań nie powinno się uznawać za niemoralnych.

W programie Tok2Szok dowiadujemy się jednak paru faktów z życia Krzysztofa Kononowicza. Chciał kandydować już cztery lata wcześniej, ale zgłosił się parę dni po ostatecznym terminie przyjmowania zgłoszeń. Zna języki białoruski i rosyjski, często jeździł na Białoruś, zwiedził kawał Polski gdy pracował jako kierowca. To nie jest osoba niepoczytalna lub niezdolna do funkcjonowania w społeczeństwie. To normalny, inteligentny człowiek, taki jak my wszyscy, tylko o prostym spojrzeniu na świat i z problemami w wysławianiu się. Poza tym bardzo wierzący, szczery. Bardzo dobrze się stało, że ktoś go pokazał światu. Ludzie mogli zrozumieć, że i takie osoby są wśród nas, że one także chcą coś w życiu osiągnąć. Zostanie politykiem było marzeniem Krzysztofa Kononowicza, starał się je spełnić jeszcze przed interwencją Adama Czeczetkowicza. Smutna prawda jest jednak taka, że tak samo jak ratlerek nie może zostać psem bojowym lub policyjnym, tak samo człowiek ma pewne ograniczenia wynikające z jego psychiki lub fizjonomii. Nie każdy może być biegaczem lub piłkarzem, a zaniżanie standardów to nie wyjście. Zawsze jednak warto próbować. Wiele osób spełniło w końcu swoje marzenia. W wyborach, na Kononowicza głosowały w większości osoby ze średnim i wyższym wykształceniem. Nie można więc powiedzieć, że kartkę do urny wkładały osoby bezmyślne. Może to była pewna forma protestu przeciwko obecnej polityce? Nie potraficie nam zapewnić odpowiedniej alternatywy, to nie będzie niczego. Proste.

Jeszcze jednym aspektem który może bronić Adama Czeczetkowicza przed oskarżeniami o wykorzystywanie niedoszłego prezydenta Białegostoku jest sława jaką zyskał Kononowicz. Wiązały się z nią sprawy przyziemne. Wcześniej, Pan Krzysztof był ofiarą młodzieży, mieszkał niedaleko szkoły i chodząca tam młodzież dokuczała mu oraz jego matce. Po tym jak stał się sławny część osób przestała go dręczyć. Wręcz lgnęli do niego chcąc autografów lub wspólnego filmu. Ludzie z całej Polski pisali do niego ciepłe listy i maile, dostawał wsparcie pieniężne (szczególnie ważne, biorąc pod uwagę, że od 12 lat nie miał pracy), promowała go telewizja. Podczas programu Tok2Szok, spytano się Krzysztofa Kononowicza czy jest zadowolony i szczęśliwy, siedząc w fotelu przed kamerami. Powiedział, że owszem. Zdecydowanie czuł się jak ryba w wodzie będąc sławnym oraz na swój sposób docenianym. Bo wbrew pozorom nie był tylko obiektem żartów. Wielu ludzi naprawdę go lubiło jako człowieka (w tym ja, i nadal go lubię).

A rok 2007 miał przynieść jeszcze więcej wrażeń, bo na drodze Kononowicza stanął niejaki Donald Tusk…

Źródła (także zdjęć, wszystkie zdjęcia to zrzuty ekranu zrobione z dostępnych dla wszystkich filmików Youtube podanych w źródłach. Przepraszam za słabą jakość):


http://www.youtube.com/watch?v=3TjlCRFpd30