Złość Wandy Nowickiej

Zawrzało dzisiaj w „Tak jest” na TVN24, oj zawrzało. Ostatnim tematem programu była kampania społeczna „Rodzice, odważcie się mówić!” zorganizowana przez Kampanię Przeciw Homofobii. Na plakatach geje i lesbijki razem z rodzicami, zachęcają do większej tolerancji oraz zrozumienia swoich pociech o odmiennej orientacji seksualnej.

Do studia zaproszono dwie pary. Rozmowę na temat kampanii rozpoczęli Jacek Żalek z PO i niezrzeszona wicemarszałek Wanda Nowicka. Chociaż nie wiem, czy „rozmowa” jest dobrym określeniem, ale o tym za chwilę. Jacek Żalek od samego początku zaskoczył mnie spokojem i zdystansowaniem. Po swoim oświadczeniu, że maile, które otrzymał od rozczarowanych jego stosunkiem do związków wyborców, to śmieci i spam, myślałem, że już zawsze będę podchodził do tego człowieka z bardzo, bardzo dużym dystansem. Tymczasem wyraził się całkiem pozytywnie o kampanii. W sposób ostrożny, to prawda, trzymając się swojego światopoglądu, ale też uczciwy, pochwalając tolerancję i przeciwstawianie się wykluczeniu społecznemu homoseksualistów.

Potem, do studia dotarła spóźniona Wanda Nowicka. Początkowo nic nie zapowiadało burzy, chociaż Jacek Żalek miał problem z dojściem do słowa, a pani wicemarszałek z odpowiedziami na pewne pytania. Wszystko w granicach przeciętnej dyskusji. Wcześniej czy później, musiało jednak dojść do spięcia. Poseł Żalek, odpowiedź na słowa Wandy Nowickiej zaczął słowami, że ta jest ignorantką. Nie było to zbyt eleganckie, ale reakcja pani wicemarszałek przeszła najśmielsze oczekiwania. Nie wiem do czego porównać jej wybuch wściekłości, tak, by zabrzmiało to uprzejmie. No zaczęła krzyczeć, szaleć, nie pozwalała dojść do słowa ani prowadzącemu Andrzejowi Morozowskiemu, ani Jackowi Żalkowi, wymagając przy okazji by dziennikarz doprowadził posła do porządku. Coś strasznego. To był po prostu wybuch, nieopanowany wybuch złości, który zaowocował potokiem słów. Prowadzący nie potrafił nad tym zapanować, ciężko by mu było nawet spróbować, po tym jak wicemarszałek zarzuciła mu, że najpierw ją zaprasza a potem… no właśnie, co potem?

W końcu poseł Żalek doszedł do głosu. Wytknął, że Wanda Nowicka ma problem z rozróżnieniem konkubinatów i małżeństwa. Stwierdził, że homoseksualiści i heteroseksualiści już mają te same prawa, odpowiadając na zarzuty wicemarszałek, która mówiła o prawnym wykluczeniu gejów oraz lesbijek. Odpowiedzią był kolejny atak złości. Nie wiem, czy Jacek Żalek specjalnie wykorzystał siódmą zasadę erystyczną Schopenhauera, ale na pewno efekt był bardzo zadowalający. On, mówiący spokojnie, cicho, rzeczowo, przeciwko wściekłej, rozkrzyczanej Wandzie Nowickiej. W mojej opinii, pani wicemarszałek wyrządziła swoim zachowaniem krzywdę polskim feministkom i kobietom, które mężczyźni, niesłusznie oskarżają o „bazarowy” styl prowadzenia dyskusji i zalewanie oponentów potokiem słów z którego niewiele wynika.

Potem, rozmowę kontynuowali profesor Janusz Czapliński i Paweł Lisicki, redaktor naczelny tygodnika „Do Rzeczy”. Ich występ poprzedziła opinia posłanki Krystyny Pawłowicz, która określiła, że kampania jest molestowaniem i, że ją gorszy. Nic nowego. Janusz Czapliński opowiedział anegdotkę o swoim synu, który spytał ojca o to, co by zrobił, gdyby ten dowiedział się, że jest homoseksualistą. A pan redaktor Lisicki nie zaskoczył chyba nikogo, stwierdzeniem, że czuje się nagabywany przez homoseksualistów i zmuszany do tolerancji. A on przecież nie ma ochoty tolerować innych. Morozowski podsumował sucho, że temat pojednania homoseksualistów z rodzicami powinien łączyć.

A tymczasem, okazało się, że podzielił.

Jedzenie grozy w szpitalach, czyli pancerne placki i przeciętne wydatki.

Temat jakości wyżywienia w szpitalach, znowu podniósł swoją paskudną głowę znad łóżek pacjentów. Wczoraj, jeden z użytkowników portalu Wykop.pl, udostępnił filmik, na którym prezentuje „placki”, które dostał na obiad. Kuszącą zmysły potrawą można by potłuc talerz albo rozbić komuś głowę. Ewentualnie użyć do wyłożenia podłogi w łazience, posłuży jako kafelki.

Sprawą zajęły się natychmiast gazeta.pl i tokfm.pl, tworząc galerie zdjęć posiłków szpitalnych, nadesłanych przez pacjentów. Rozgorzała dyskusja na temat stawki żywnościowej oraz jakości usług w instytucjach publicznych. Oczywiście, najczęstsze zestawienia tworzono z więzieniami, porównując koszty jedzenia w zakładach karnych oraz szpitalach. W internecie można znaleźć całkiem sporo opinii na ten temat, zarówno z portali informacyjnych, jak i relacji forumowych. Zebrałem kilkadziesiąt oraz podsumowałem.

Ale nim przejdziemy do liczb, trzeba zwrócić uwagę na jedną, podstawową rzecz – nie na każdą osobę przeznacza się tyle samo pieniędzy. W więzieniach, uprzywilejowane pod względem żywienia są osoby chore oraz niepełnoletnie. W szpitalach sytuacja wygląda tak samo. Posiłki muszą być dostosowane kalorycznie. Jeżeli ktoś się nie rusza, to nie musi jeść za trzech. Przed operacjami lub przyjmowaniem lekarstw, czasami potrzebna jest głodówka, musimy być na czczo.

A teraz zestawienie z wybranych instytucji:

Szpitale – przeciętna stawka dzienna to 9,30 złotych. Najniższa stawka – 3,50, najwyższa – 22,65. Suche liczby nie zawsze przekładają się na rzeczywistość, co możemy zobaczyć chociażby po zdjęciach, udostępnianych przez internautów. Najwięcej za wyżywienie biorą firmy kateringowe, ale ich posiłki są też lepsze jakościowo oraz ilościowo (przynajmniej w teorii). W szpitalach dziecięcych, leżą osoby aktywnie spędzające czas (chociażby na zabawie), dlatego potrzebują większej dawki kalorii.

Więzienia – przeciętna stawka dzienna to 5,65 złotych. Najniższa stawka – 3,30, najwyższa – 11,00. Krzysztof Kwiatkowski, były minister sprawiedliwości, zwiększył jakiś czas temu podstawową stawkę żywieniową. Od bodajże 1999 roku podstawą było 4,20. Teraz mamy 4,87 złotych. Najmniej pieniędzy wydaje się na osoby, które mogą pić tylko przez słomkę (norma lecznicza płynna). Osoby chore lub pracujące otrzymują większe porcje.

Żłobki/Przedszkola – przeciętna stawka dzienna to 6,10 złotych. Każda placówka ma własne opłaty jeżeli chodzi o wyżywienie, ale nie spadają one poniżej 4 złotych. Dzieci nie potrzebują takich ilości jedzenia jak dorośli, ale są ruchliwe, a rodzice oczekują, że ich pociechy nie będą chodzić głodne.

Domy pomocy społecznej – przeciętna stawka dzienna to 7,30 złotych. Wszystko zależy od pensjonariuszy oraz dyrekcji domów. Często, pożywienie trzeba dostosować do personalnych wymogów osób starszych.

Domy dziecka – przeciętna stawka dzienna to 7,20 złotych. Tu również (jak w sumie wszędzie), ciężko określić ile kalorii potrzebują podopieczni, bo inaczej zjeść musi sześciolatek, a inaczej szesnastolatek. Dlatego zawsze będzie dochodziło do sytuacji, gdy na jedno dziecko wyda się więcej pieniędzy, a na drugie mniej.

Wojsko – przeciętna stawka dzienna to 10,56. złotych. To stawka podstawowa. Szkoleniowcy mogą liczyć na posiłki droższe o złotówkę, uczestnicy misji lub akcji wojskowych – o sześć złotych. Żołnierze są aktywni fizycznie, muszą mieć dużo energii oraz sił by działać na polu treningowym albo polu bitwy.

Wiele osób powie, że to zestawienie jest zbyt optymistyczne. Bardzo możliwe, te osoby mogą mieć rację. Ale potraktowałem w tak życzliwy sposób wszystkie instytucje, także więzienia.

Wracając do szpitali – dużą część swojego pięknego dzieciństwa spędziłem właśnie na oddziałach i miałem okazję poznawać uroki tamtejszej kuchni. Nie pamiętam bym kiedykolwiek mógł narzekać na pusty brzuch. Porcje były spore i różnorodne. Gdy byłem już trochę starszy, i musiałem zachodzić do szpitala dziecięcego tylko na godzinę lub dwie dziennie, pielęgniarki zawsze oferowały mi miejsce przy stole, gdy była akurat pora obiadowa. Mam dobre wspomnienia, jeżeli chodzi o posiłki w szpitalach. Czy od tamtego czasu coś się zmieniło?


http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/5,114871,13468216,Tak_wygladaja_posilki_w_naszych_szpitalach__Na_talerzach.html?i=9

Homoseksualizm = pedofilia i zoofilia?

Dyskusje o homoseksualistach są zazwyczaj ostre. Jedni twierdzą, że homoseksualiści to normalni ludzie, tacy jak każdy z nas. Inni, że to osoby chore, mogące zniszczyć całe społeczeństwo, które należy leczyć. Bardzo często podczas takich dyskusji, pojawiają się nawiązania do zoofilii oraz pedofilii. Po zrównaniu praw homoseksualistów z prawami osób heteroseksualnych, o prawa dla siebie zaczęliby się domagać przedstawiciele właśnie tych dwóch rodzajów parafilii. I co mielibyśmy im odpowiedzieć? Skoro zaakceptowaliśmy gejów i lesbijki, to czemu by nie zaakceptować wielbicieli zwierzątek?

Odpowiedź jest prosta – z powodu wolności. Każda jednostka, nawet ta, która nie może stanowić o sobie, jest na swój sposób wolna. Wolność jednego człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna wolność drugiego człowieka. Wyjątkowo do tej wolności musimy podejść, gdy mamy na myśli osoby, które nie są w stanie samemu o sobie decydować. Ci, którzy z takiego czy innego powodu nie mają wpływu na swoje działania, są ubezwłasnowolnieni, mają ograniczoną inteligencję lub prawnie nie są jednostkami samostanowiącymi o sobie, nie mają możliwości obrony swojej wolności. To właśnie dlatego, ich wykorzystywanie jest rzeczą na wskroś złą. Osoba, która nie jest w stanie o sobie samodzielnie decydować, nie może też służyć innym jako przedmiot. Bo wtedy naruszana jest jej wolność oraz prawa człowieka.

Dlatego właśnie w polskim kodeksie karnym zabronione jest obcowanie płciowe z osobą niepoczytalną lub osobą o ograniczonej poczytalności. Wykorzystywanie istoty, która nie jest w stanie się obronić, ma zaburzony sposób myślenia, nie może trzeźwo oceniać sytuacji z powodu poważnej choroby psychicznej, nie jest akceptowalne. Bo naruszamy wolność tej osoby, która, niestety, nie może wyznaczyć sama granicy dla innych.

Również dlatego, nie można uprawiać seksu z dziećmi. Bo one nie mogą same o sobie stanowić. Są pod władzą rodzicielską aż do osiągnięcia pełnoletności. Są na swój sposób ubezwłasnowolnione, chociaż to nie jest poprawne określenie na tego typu stosunki. Rodzice kontrolują swoje pociechy, rozkazują im i nakazują, bo te, z racji braku doświadczenia, mogą tylko w ograniczony sposób odczuwać, czy ich wolność została naruszona przez obcą osobę, czy nie. Można zmienić próg dorosłości lub przyzwolenia na inicjację seksualną, ale sprawa praw młodzieży jest dość śliska (wcześniej czy później poruszę ten problem przy osobnym wpisie), dlatego trzeba być bardzo ostrożnym przy tego typu inicjatywach.

Ze zwierzętami jest już więcej kłopotów. Z jednej strony, znęcanie się nad nimi jest akceptowane. A z drugiej zabijamy je masowo by trafiły na nasze stoły i nie mamy z tym żadnego problemu. Chociaż wolność zwierząt jest pojęciem raczej abstrakcyjnym, to zakładając, że są to istoty o ograniczonym rozumie, to tak samo jak dzieci oraz osoby niepoczytalne – nie są w stanie decydować o swoim losie. Niestety, w większości przypadków nie możemy się obyć bez pokarmu mięsnego, dlatego zabijanie zwierząt na pożywienie, jest w jakiś tam sposób usprawiedliwione. Ale bezsensowne bestialstwo, zadawanie im niepotrzebnego bólu, jest złe. Bo to krzywdzenie drugiej istoty, która też, chociaż nie jest człowiekiem, jakąś wolność ma.

Dużo piszę o wolności, ale podstawą tak naprawdę jest to, że nie możemy uprawiać seksu z osobą bez jej świadomego przyzwolenia. Zwierzę nie powie wyraźnie, że ma ochotę na małe co nieco, nie jesteśmy w stanie określić czy mu się to podoba, czy nie (chociaż, podobno delfiny to potrafią!). W takim razie nie ma zgody na takie działanie. Osoba chora psychicznie, ubezwłasnowolniona, również nie może wydać świadomej decyzji o tym z kim ma ochotę pójść do łóżka. Tak samo dzieci, które są pod pieczą rodziców i to oni muszą dbać o ich dobrobyt. Brak możliwości przyzwolenia w pełni władz umysłowych, jest właśnie tą rzeczą, która determinuje pedofilię, zoofilię oraz obcowanie płciowe z osobą niepoczytalną, jako łamanie prawa. Nie to, że są „dziwne”, „nienaturalne” lub „niezgodne z biologią”.

Homoseksualizm, czyli seks między osobnikami tej samej płci, jest uprawiany za zgodą obydwu stron. Inaczej doszłoby najzwyczajniej w świecie do gwałtu i ograniczenia czyjejś wolności na rzecz własnej. Dlatego homoseksualizm bardziej przypomina swego rodzaju ekstrawagancję seksualną lub społeczną, a nie przestępstwo na tle seksualnym. Zarzucanie homoseksualistom, że ich sposób współżycia jest zły, to tak samo jak zarzucanie osobom, że nie prokreują tylko po to by mieć dzieci. Z seksu oralnego czy analnego też nie ma dzieci, a heteroseksualiści go uprawiają. A od strony społecznej, możemy to samo zarzucić singlom, którzy bez partnera życiowego są ograniczeni.

Dlatego przy dyskusjach na temat homoseksualizmu, nie martwiłbym się na zapas o pedofili i zoofili, którzy w przeciwieństwie do homoseksualistów, za swój cel obierają osoby lub istoty o ograniczonych możliwościach decydowania o sobie. W Holandii, prawie rok temu rozwiązano organizację propedofilską MARTJIN działającą od 1982 roku (!). Bardzo głośno było też o Partii na rzecz Miłości Bliźniego, Wolności i Różnorodności. Również holenderskiej, często przywoływanej jako przykład, że pozwolenie na panoszenie się homoseksualistom, może doprowadzić do ataku pedofilów. Partia ta nie istnieje od trzech lat (14 marca będzie „rocznica” jej rozwiązania).

Dlatego nie martwmy się na zapas. Chociaż kontrowersyjne ruchy istnieją, póki będą nastawały na czyjąś wolność, nie mają szansy się przebić. Nawet w bardzo liberalnych obyczajowo krajach, takich jak Holandia.

Krzysztof Kononowicz – smutna historia człowieka o dobrym sercu #6

1, 2, 3, 4, 5, 6

Seria tekstów mająca przybliżyć historię sławy Krzysztofa Kononowicza, oparta jest głównie na materiałach z serwisu YouTube, informacjach prasowych i wiedzy zamieszczonej na stronach mu poświęconych. Przebijanie się przez chaotyczne doniesienia o kolejnych wystąpieniach kontrowersyjnego kandydata na prezydenta nie jest łatwe. Wiele rzeczy po prostu umyka lub jest niedostrzegalna w odmętach internetu. Dlatego ta część jest poświęcona uzupełnieniu pewnych informacji z roku 2007, 2008 i 2009, by z czystym sumieniem móc przejść do bardzo ważnego roku 2010.

3 maja 2007 roku, Krzysztof Kononowicz uczestniczył w obchodach święta Konstytucji w Białymstoku. Pokazał się u boku takich gwiazd jak Janusz Korwin-Mikke, ówczesny wicepremier Andrzej Lepper czy Janusz Wójcik. Towarzyszył mu Adam Czeczetkowicz, a sam kandydat złożył kwiaty pod pomnikiem Józefa Piłsudskiego. Po oficjalnej części, udał się na festyn „Dumni z Polski” organizowany pod teatrem im. Aleksandra Węgierki. Dwa dni później, strona kononowicz.prv.pl zaprezentowała oficjalny spot wyborczy Krzysztofa Kononowicza. Wyświetliła go nawet TVP3 Białystok. Niestety, na YouTube nie uświadczymy ani spotu, ani nagrań z obchodów święta 3 Maja, ponieważ konto osoby, która zamieściła filmiki, jest nieaktywne.

14 maja 2007 roku Krzysztof Kononowicz przybył na konferencję prasową Romana Giertycha w Łomży. Przed rozpoczęciem, ówczesny minister edukacji narodowej uścisnął dłoń członkowi Podlasia XXI Wieku, ale gdy ten chciał zadać pytania wicepremierowi, nie został dopuszczony do głosu. 17 maja wyruszył do Grajewa, gdzie własną konferencję prasową urządził premier Jarosław Kaczyński. Niestety, i tym razem Kononowicz nie miał szczęścia. Nie został nawet wpuszczony do sali, a ochrona tłumaczyła, że nie ma wolnych miejsc. Ta nieuprzejmość bardzo negatywnie odbiła się na podejściu Czeczetkowicza oraz Kononowicza do PiSu (ale nie na długo).

20 maja wrzucił nazwisko swojego kandydata do urny w dniu wyborów. Do placówki wyborczej wybrał się razem ze swoją matką.

12 sierpnia na blogerni pardon.pl (obecnie upadłej, miałem okazję tam przez jakiś czas publikować teksty) pojawiły się zdjęcia Kononowicza w otoczeniu materiałów budowlanych. Redakcja portalu pytała „czy król YouTube pogodził się już z tym, że jego sława przeminęła?”. Kandydat Podlasia XXI Wieku nie ukrywał nigdy, że pracuje też jako kierowca, a na zamieszczonych fotografiach po prostu wykonywał swoją pracę jako dostawca towaru.

21 sierpnia zdarzył się nieprzyjemny wypadek. Sławetny Lublin Kononowicza zderzył się z Oplem Astrą. Nikomu nic się nie stało.

Przed październikowymi wyborami, Kononowicz został zgłoszony przez Adama Czeczetkowicza na członka Obwodowej Komisji Wyborczej. Nadzorował przebieg losowania osób do pracy w komisjach. Jego aktywność doczekała się relacji w programie „Obiektyw” na antenie TVP3 Białystok i w gazecie Kurier Poranny. Zapowiedział, że sam zbojkotuje wybory i nie ma zamiaru głosować.

10 stycznia 2008 roku, Kononowicz uczestniczył w pikiecie pod cukrownią „ŁAPY”. Pracownicy zakładu mieli stracić miejsca pracy przez wprowadzane dyrektywy Unii Europejskiej. Pan Krzysztof sprzeciwił się ograniczaniu produkcji cukru z buraków cukrowych oraz ograniczaniu największych producentów. Rozmawiał ze związkowcami.

12 lipca 2008 roku, Krzysztof Kononowicz otrzymał telewizor od fanów z Warszawy. To jeden z przykładów zysków, jakie sława przyniosła Królowi YouTube. Pan Krzysztof, w ramach wdzięczności, zaprosił swoich gości na grilla.

18 lipca 2009 roku, Kononowicz był obecny na festiwalu muzycznym Basowiszcza 2009. Podczas zabawy rozmawiał też na tematy polityczne i społeczne. Apelował o nienadużywanie alkoholu. Z chęcią fotografował się z uczestnikami festiwalu. Pomagał również rozdawać bezpłatne posiłki zgłodniałym imprezowiczom.

W następnej części w końcu przejdziemy do roku 2010, roku katastrofy smoleńskiej oraz wielkiej zbiórki dla Krzysztofa Kononowicza.

Źródła:


http://www.poranny.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20070927/WYBORY/70927135


http://kononowicz.prv.pl/index.htm

Informacja blogerska: Od dnia dzisiejszego, zawieszam anonimowe publikacje pod nickiem „Ślepowid” i zaczynam posługiwać się moim imieniem oraz nazwiskiem. Stwierdziłem, że dzięki temu będę się dłużej zastanawiał przed wrzuceniem na stronę tekstu oraz staranniej dobierał tematy. Odpowiedzialność jest jednym z najważniejszych elementów zawodu, który mam nadzieję w przyszłości wykonywać, dlatego muszę starać się działać rozsądnie, bez zbędnych emocji, które mogą zaburzyć obraz rzeczywistości. Poza tym ułatwi to dostęp do mojej amatorskiej twórczości znajomym.

Dekalog pomysłów na poprawę przyrostu potomstwa w Najświętszej Rzeczpospolitej

Prawo i Sprawiedliwość słusznie zauważyło – w Polsce, mamy tragiczną politykę demograficzną. Kobiety rodzą coraz mniej dzieci, wychowanie potomstwa staje się dla nowego pokolenia czymś nieatrakcyjnym. By poprawić sytuację, Jarosław Kaczyński i szef rządu technicznego, Piotr Gliński, zaproponowali: po tysiąc złotych miesięcznie na każde maleństwo, aż do 18 roku życia. Popieram ten pomysł całym sercem. Zmotywował mnie on, bym samemu zaproponował dekalog zmian, które pomogą naszemu pięknemu państwu otrząsnąć się z bezdzietności.

1. Zmniejszyć próg wieku przyzwolenia na czynności seksualne.

Obecnie, nasze pociechy mogą legalnie oddawać się miłosnym uniesieniom od 15 roku życia. A przecież historia zna przypadki, gdy w ciążę zachodziły dzieci nawet w wieku 9 lat! Dlatego koniecznym dla pozytywnego rozwoju demografii naszego kraju jest umożliwienie im baraszkowania nieco wcześniej! Wzorem watykańskim, powinniśmy pozwolić na to dzieciom od 14 roku życia. Możemy również wziąć wzór z katolickiej Argentyny (80% mieszkańców to katolicy) i rozgrzeszyć w świetle prawa zbliżenia od 13 roku życia.

2. Płacić po paręnaście tysięcy złotych miesięcznie na dziecko.

W mojej opinii, propozycja, którą wysunęły prawicowe środowiska, by płacić miesięcznie tysiąc złotych na dziecko, jest zbyt wstrzemięźliwa. Gdybyśmy wypłacali każdemu obywateli po paręnaście tysięcy złotych miesięcznie na dziecko, to wzrost demograficzny przerósłby nasze najśmielsze oczekiwania! Jacek Karnowski z portalu wPolityce pisze Tak naprawdę jednak, „‚szalonemu” pomysłowi prof. Rybińskiego należy przeciwstawić pomysły jeszcze bardziej szalone. Tego wymaga racja stanu, tego wymaga dobro Państwa Polskiego”. Popieram słowa tego wspaniałego redaktora. Uważam, że racja stanu wymaga, byśmy wypłacali każdemu dziecku po 15 000 złotych miesięcznie do 30 roku życia (bo dziecko musi się przecież nieco rozwinąć i mieć środki na spłodzenie kolejnego potomka).

3. Kategorycznie zakazać aborcji, działalności domów dziecka i porzucania dzieci.

Kategorycznie zakazać by dzieci były w domach dziecka. Dzieci mają mieć rodziców i kropka. Tak byłoby zapisane w ustawie i zniknął by problem aborcji, porzucania dzieci oraz pociech w bidulach.

4. Nakaz rodzenia dla kobiet.

Każda płodna kobieta powinna rodzić dziecko przynajmniej raz na dwa lata, ku chwale Rzeczpospolitej, inaczej spotka ją kara więzienia.

5. Rozwój technologii mogących poprawić stan polskiej demografii

Oczywiście priorytetem badawczym powinna być medycyna i biologia. Powiedzmy to głośno: mężczyźni także powinni rodzić dzieci niczym Thomas Beatie! Opracowanie odpowiednich technik zapładniania przedstawicieli płci męskiej jest niezbędnym warunkiem, by ocalić nasz upadający naród! Zainwestujmy w naprawdę ważne rozwiązania, które pozwolą na równouprawnienie, a nie w jakieś tam związki partnerskie.


6. Sprowadźmy braci i siostry z innych krajów

W krajach Afryki, Bliskiego Wschodu, Azji i Ameryki Południowej nie ma problemu z płodzeniem dzieci. W Chinach wręcz się ów rozpłód ogranicza prawnie! Dzięki importowi doświadczonych osobników, płci zarówno męskiej jak i żeńskiej, możemy osiągnąć nieprawdopodobne efekty! Taka egzotyczna wymiana rozbudzi w naszych kobietach chęć do prokreacji (patrz sprawa Simona Mola)!

7. Eliminowanie ze społeczeństwa jednostek bezproduktywnych

Wszyscy wiemy, a już najlepiej wie szanowna pani profesor Pawłowicz, że nie ma sensu inwestować w związki jałowe i nietrwałe. Dlatego wszystkie osoby bezpłodne, które bezprawnie wyzyskują państwo i kradną nasze pieniądze, powinny zostać wygnane lub trafić do więzień. Tak samo potraktujmy osoby homoseksualne. Zawsze możemy wprowadzić też rozwiązanie alternatywne: zakazać braku dzieci oraz nakazać heteroseksualizm.

8. Osoby starsze również trzeba wyeliminować!

Jak to powiedział Taro Aso, szef japońskiego rządu: „z podatków, które płacimy, korzystają osoby leniwe, które tylko jedzą i piją, i nie robią nic innego”. Dlatego powinniśmy stanowczo zreformować nasze prawo i zamieścić stosowny zakaz bycia starym. W ramach porozumienia można wprowadzić ulgi dla osób, które wyjątkowo wykazały się na polu wspierania poprawnej demografii narodu i pozwolić im być nieco starszymi niż reszta.

9. Obowiązkowa metoda in vitro.

Każda kobieta w wieku produkcyjnym (po wprowadzeniu punktu piątego, również każdy mężczyzna), która nie jest w związku, musi zostać zapłodniona metodą in vitro. Ta metoda budzi jednak obrzydzenie autora, bo jest niemoralna. Jako alternatywę, powinniśmy się zastanowić nad zalegalizowaniem gwałtów.

10. Obowiązek posiadania partnera.

Państwo powinno zadbać o tych, którzy nie potrafią sobie znaleźć partnera/partnerki. Stwórzmy odpowiedni urząd do spraw kojarzenia par, który wyciągnie rękę ku singlom. Darmowe operacje plastyczne dla obywateli o wyjątkowo odrażającej aparycji są oczywistą oczywistością, musimy w końcu dbać o dobro wyborców obu płci.

ZAPEWNIAM, że powyższe zmiany zdziałają cuda w zakresie poprawy stanu demograficznego Rzeczpospolitej Polskiej. Nalegam na wprowadzenie ich w jak najszybszym tempie, liczę, że ten wpis przeczytają czołowi politycy z naszego Sejmu. „Tego wymaga racja stanu, tego wymaga dobro Państwa Polskiego!”

Christopher Dorner – Czarny Rambo kontra policja, czyli starcie „sprawiedliwych”

1 luty, 2013 rok. Anders Cooper z CNN otrzymuje paczkę w której znajdują się płyta DVD. W materiale występuje czarnoskóry mężczyzna, który wypowiada wojnę LAPD (Los Angeles Police Department). Dwa dni później, zabita zostaje Monica Quan, córka byłego szefa LAPD, wraz z narzeczonym…

Christopher Dorner miał 33 lata. Mieszkał razem z matką w La Palma, nie miał dzieci, rozwiódł się z żoną sześć lat temu. Dorastał w Los Angeles ucząc się w Chrześcijańskiej Szkole w Norwalk. W młodości zaznał wiele cierpienia, był prześladowany ze względu na swój kolor skóry. Nie raz zdarzyło mu się wziąć udział w bójce. Skończył SUU (Southern Utah University) ze specjalizacją w naukach politycznych i psychologii. Wstąpił do wojska, potem do LAPD. Jego karierę podsumowuje osiem wojskowych nagród, między innymi za służbę w Iraku, za służbę w marynarce, walkę z terroryzmem i mistrzostwo w posługiwaniu się bronią palną.

Niestety, jego życie nie było usiane pasmem sukcesów. Christopher Dorner musiał zmierzyć się z niesprawiedliwością, która go otaczała zewsząd – nawet, a może szczególnie, w LAPD. W jednym ze swoich raportów dla przełożonych, zamieścił informację o pobiciu, którego dokonała jego partnerka, Teresa Evans. Miała kopnąć w twarz podejrzanego. Szefostwo po dochodzeniu uznało, że Dorner kłamie i wyrzuciło go z policji. Teresa Evans za to awansowała…

Rok 2013. 3 lutego zostaje zabita Monica Quan, córka byłego szefa LAPD, oraz jej narzeczony, Keith Lawrence. Dzień później w internecie pojawia się manifest. Christopher Dorner oskarża w nim policjantów o korupcję, wypisuje nazwiska tych, którzy najbardziej sprzeniewierzyli się sprawiedliwości. Dodaje dokumenty świadczące o winie wymienionych. Ostrzega, że nie oszczędzi nikogo z listy i że zemści się również na ich rodzinach. Jednym z umieszczonych w manifeście pechowców był Randal Quan, ojciec Moniki i… obrońca Dornera podczas jego sprawy o wyrzucenie ze służb.

Policjanci wpadają w panikę. Ich przeciwnikiem nie jest w końcu byle kto. To dobrze wyszkolony wojskowy, znający pracę policji od podszewki, który miał mnóstwo czasu by przygotować każdy krok swojej zemsty. Nerwy funkcjonariuszy udzielają się podczas ich akcji poszukiwawczej – ich celem był szary SUV Nissan. Policjanci (ślepi?) ostrzelali niebieską Toyotę Tacoma, którą jechały dwie Hiszpanki, córka (47 lat) i matka (71 lat!), myśląc, że jest tam Dorner. Kobiety trafiły do szpitala w ciężkim stanie, młodsza została trafiona w rękę, starsza w plecy. Inny cywil miał szczęście – SUV, którym się poruszał został staranowany przez policyjne auto, a potem podziurawiony kulami. Sam „domniemany morderca” wyszedł z „poszukiwań” LAPD tylko poobijany.

Christopher Dorner w tym czasie nie próżnował. 7 lutego wdał się w strzelaninę z dwoma policjantami. Zabił jednego z nich, Michaela Craina i ciągle pozostawał nieuchwytny. Media zaczęły go nazywać „Czarnym Rambo”. Pojawił się też pewien problem. Jak przedstawić złego, misiowatego terrorystę, gdy ten na wszystkich zdjęciach się uśmiecha i nie budzi grozy? Odpowiedź poniżej:

10 lutego władze wyznaczyły nagrodę za informacje dotyczące pobytu byłego funkcjonariusza – milion dolarów.

12 lutego nastąpił przełom. Znaleziono auto, którym poruszał się Dorner. Niestety, funkcjonariusze którym się to udało, wdali się w wymianę ognia ze zbuntowanym policjantem. Jeden z nich, detektyw Jeremiah MacKay zginął, drugi trafił do szpitala. Czarny Rambo zabarykadował się w chacie, nieopodal górskiego miasteczka Angelus Oaks. Budynek został otoczony. Wybito szyby, wpuszczono do środka gaz łzawiący i (podobno) inne środki mające zadymić pomieszczenia. Policjanci krzyczeli by „spalić żywcem skurwiela!” Ich życzeniu stało się zadość, chata nagle stanęła w ogniu. Nikt nie próbował gasić płomieni. Potem w powietrzu rozległ się huk strzału. Wybuchły zapasy amunicji, które Dorner przechowywał w pomieszczeniu.

W środku znaleziono jedno ciało. Nie zostało jeszcze zidentyfikowane, ale FBI natrafiło na pozostałości prawa jazdy oraz odznakę policyjną Dornera.

Tak oto prawdopodobnie kończy się przygoda Christophera Dornera, osoby, która by wymierzyć sprawiedliwość, postanowiła sama złamać prawo i zatraciła się w zemście, zabijając niewinne osoby. Lecz nie on jeden podczas tej akcji strzelał do cywilów. Policja uczyniła to samo wobec podejrzanej staruszki i jej córki, oraz kierowcy samochodu. Kto w końcu był tym dobrym, a kto tym złym? A może nie było tutaj nikogo dobrego? Niech czytelnicy sami osądzą.

Hipokryzją drogową po twarzy – dodatek specjalny o bezczelności posła Suskiego

Jakiś czas temu pisałem o hipokryzji posłów w sprawie zmiany przepisów drogowych. Dbający o nas, jak o własne dzieci posłowie, którzy lękają się o nasz los gdy jeździmy drogami pięknej i zielonej Rzeczpospolitej Polskiej, sami walą w pedał gazu aż miło, w nosie mając prawo oraz bezpieczeństwo obywateli. Do tekstu dodałem krótką listę „wybrańców”, którzy nie mają najmniejszego problemu z łamaniem zasad ruchu drogowego. Lista była rzecz jasna niepełna, bo zbieranie informacji o hipokryzji posłów zajęłoby mi wiele tygodni.

Ale, tak czy siak, nie wiem, jakim cudem mogłem ominąć tak skrajnie bezczelnego człowieka, jakim jest poseł Platformy Obywatelskiej – Paweł Suski. Proszę, będzie wielkimi literami, pan „wybraniec” zasłużył na dobrą reklamę.

RMF24 opublikowało listę piętnastu posłów, którzy w styczniu dorobili się przynajmniej jednego mandatu i dzięki immunitetowi umknęli wymiarowi sprawiedliwości (któremu niestety nie ucieknie zwyczajny, pospolity Polak). Do marszałka Sejmu wpłynęło dwadzieścia mandatów. Skąd taka mnogość? Od stycznia obowiązuje porozumienie, w myśl którego zdjęcia zrobione posłom przez fotoradary trafiają od razu do marszałków Sejmu i Senatu. W poprzednich latach, policja po prostu wyrzucała zdjęcia do śmietnika. Stąd zawrotna liczba 15 mandatów dla naszych wybrańców w całym roku 2012.

A teraz, posłowie naprawdę mają o co rywalizować! Zwycięzcą okazał się poseł Ruchu Palikota, Wojciech Penkalski, który zdeklasował resztę zawodników z wynikiem trzech mandatów. W ubiegłym roku również podpadał drogówce, jak widać nasz sejmowy Kubica, nie ustaje w wysiłkach by zrobić z siebie jak największego buraka. Tuż za nim, w czołówce, mamy Stanisława Żmijana z PO (dwa mandaty) i Pawła Suskiego, również z PO (dwa mandaty), o którym zaraz napiszę nieco więcej.

Oto reszta mistrzów kierownicy, którzy są tak pewni swoich umiejętności, że mogą robić to, co im się tylko podoba na ulicach Polski: Janusz Dzięcioł z PO, Tomasz Makowski z RP, Zbigniew Matuszczak z SLD, Maciej Banaszak z RP, Mirosław Pawlak z PSL, Maria Zuba z PiS, Wojciech Zubowski z PiS, Krzysztof Lipiec z PiS, Jacek Żalek z PO, Janusz Palikot z RP i Grzegorz Sztolzman z PO. Od drogówki otrzymał też mandat Jacek „nie mam kochanki” Kurski, ale to już jest norma, miesiąc bez pirackiego wybryku tej ostoi moralnej, to miesiąc smutny i stracony.

5 osób z PO, 3 osoby z PiS, 4 osoby z RP, 1 osoba z SLD i 1 osoba z PSL. Gratuluję szczególnie Ruchowi Palikota, który wyprzedził Prawo i Sprawiedliwość. Tak dalej, Panie Januszu! Jeszcze trochę i PO wyprzedzicie, dobrze Wam idzie!

Ktoś by powiedział, że te p-osły, w tym momencie, powinny zamilknąć, zwiesić głowę, przeprosić, zapowiedzieć poprawę. Przykro mi, ale nie zrobili tego. Za to poseł Platformy Obywatelskiej, Paweł Suski, wykazał się niespotykaną erudycją, zrozumieniem dla obywateli oraz poszanowaniem prawa. Spytany o swoje występki (przypominam, drugie miejsce w klasyfikacji, zaraz za Wojciechem Penkalskim), odpowiedział, że nie wie gdzie dostał te mandaty i nie pamięta kiedy przekroczył prędkość. Jako zwolennik większej liczby fotoradarów przyznaje, że cieszy się z ich mnogości, bo dyscyplinują one kierowców. A spytany o to, czemu nie przyjął mandatów odparł: bo mam takie prawo, bo chroni mnie immunitet.

„Czyli, słuchajcie, Polaczki Wy moje małe, my Wam damy takie prawo, abyście byli bezpieczniejsi, rozumiecie? Dobrze, rozumiecie, Ty tam, grubasku, nie burz się tak, to dla Twojego dobra. A tymczasem ja, święty poseł, Wasz Pan i Władca, będę łamał sobie prawo kiedy tylko zechcę. Będę jeździł jak szalony, stwarzał zagrożenie ruchu drogowego i dawał w pedał gazu ile się tylko da. Wiecie czemu? Bo jestem posłem i mam immunitet. I to moje prawo.”

Krew za-le-wa. Nie jestem człowiekiem zawistnym. Ale życzę panu p-osłu, aby zebrał żniwa zarówno swojej pogardy dla wyborców, jak i zamiłowania do dużych prędkości. Najlepiej na jakiejś ruchliwej drodze, gdy zawiedzie go zmysł rajdowca. Bo immunitet może go obronić przed prawem – ale przed śmiercią lub poważnymi obrażeniami, już niestety nie.

PS: Mam nadzieję, że RMF24 będzie co miesiąc robiło takie zestawienia. Przed następnymi wyborami będziemy wiedzieli, kto, bez zażenowania, pokazuje wyborcom środkowy palec.

Źródła:


http://szczecin.gazeta.pl/szczecin/1,34959,13366490,Posel_Platformy_nie_placi_mandatow___Bo_mam_takie.html#BoxSlotII3img


http://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-piraci-drogowi-z-immunitetem-sprawdz-ktory-parlamentarzysta-,nId,930755

Niepokorni jak baranki

Moja opinia na temat niepokornych i niezależnych jest z zasady negatywna. Nikt kto sam się obwołuje osobą niezależną nie zasługuje na zaufanie, bo w wielu przypadkach, obiektywnych próbują grać ci, którzy wcale obiektywni nie są. No co tu dużo mówić, skromność jest uważana za zaletę, a niektórym Panom jej brak. Bo jak można obwoływać się niezależnym, będąc bezkrytycznie nastawionym na wspieranie jednej ideologii? I o ile przeciętnemu pracownikowi to można wybaczyć, to dziennikarzowi jednak nie. Dziennikarz powinien mieć nieco pokory, wobec czytelników, dyskutantów lub opisywanych osób. A gdy tej pokory nie ma, to nie powinien swojej buty chować pod maską „niepokornego”.

http://www.youtube.com/watch?v=YT4fmqhFGvE

Bo potem na przykład pod takim filmem, na którym staruszek, mówiąc potocznie, daje w papę reporterowi, pojawiają się komentarze o chamstwie dziennikarzy i ich usposobieniu sprzedawczyka. Obicie mordy hienie w dzisiejszych czasach jest w końcu „moralnie usprawiedliwione”.

Niepokorni. Wszyscy ci, którzy chociaż trochę interesują się mediami, zauważyli niedawne roszady prawicowych reporterów, którzy odchodzili z gazet w proteście przeciw zwolnieniu Pawła Lisickiego. Paweł Lisicki założył teraz tygodnik „Do Rzeczy”, sygnowany hasłem „Wspólne pismo autorów, którzy wierzą, że tylko niezależność daje prawdziwą siłę”. Na okładce ostatniego numeru: Pawłowicz oraz Gowin i podpis „Nie dali się zastraszyć”. Mniejsza o to. Za byłym redaktorem naczelnym, ruszył sznur niepokornych, wiernych dziennikarzy, którzy dumę oraz honor cenią sobie bardziej niż pieniądze. Gromy posypały się na szefa spółki Presspublica, wydawcę „Uważam Rze” i „Rzeczpospolitej”, Grzegorza Hajdarowicza, który usunął „niewygodnego”.

Jeszcze dwa miesiące temu, niezależny Rafał Ziemkiewicz wcielił się w rolę konfederaty barskiego i sparafrazował Słowackiego pisząc: „Nigdy z Hajdarowiczem nie będę w aliansach”. Zarzucił mu też bycie słupem Tuska oraz idiotą, po czym zapowiedział, że Hajdarowicza, tak jak ognistego smoka, się nie ustraszy i już nigdy nie wejdzie z nim w komitywę. Coup de grace zadał swojemu byłemu wydawcy tymi słowami: „Współczuję dziennikarzom, którzy wzięli i nadal biorą na swe sumienia propagandową służbę tej szajce. Ja na pewno nigdy do nich należeć nie będę.” Swoim niepokornym, inteligenckim okiem spojrzeli na postać szefa Presspublica również inni honorowi dziennikarze.

A tu klops. Nie wiem jakich nikczemnych sztuk czarnomagicznych użył piekielny wydawca, ale ci odważni, niezależni, dumni, prowadzeni ręką Bożą wojownicy o prawdę, wrócili do Rzeczpospolitej. I tak oto Łukasz Warzecha, Rafał Ziemkiewicz, Robert Mazurek i Piotr Semka, będą działać w piśmie wydawanym przez Grzegorza Hajdarowicza, którego wcześniej obrażali i szkalowali. Nie jestem bez serca, rozumiem, że każdy może zmienić zdanie. Rozumiem też, że miłość tych czterech panów nie zna granic. A że miłość przezwycięży wszystko, to przezwyciężyła ich pychę. Tylko czy to była miłość do ludzi, czy miłość do pieniądza?

Świetnych mamy tych naszych, niepokornych jak baranki, dziennikarzy!