Pedofile w Kościele – naturalną reakcją jest potępienie, a nie obrona

27.04.13 – Duchowny z Inowrocławia, wikariusz jednej z parafii, został aresztowany przez sąd jako podejrzany o posiadanie i rozpowszechnianie pornografii z udziałem dzieci. (gazeta.pl)

Pedofil może pojawić się wszędzie. Wśród nauczycieli, wśród księży, wśród homoseksualistów, wśród heteroseksualistów, wśród kobiet, wśród mężczyzn. Osoba krzywdząca dzieci nie ma lekkiego życia. Pogarda społeczeństwa, potępienie idące zewsząd, brak wsparcia, wykluczenie, sąd, więzienie, „koledzy” z celi. Można powiedzieć, że taki jest porządek rzeczy. Nikt nie rozczula się nad pedofilem. Nie broni go. A jeżeli już, to robi to z powodu pieniędzy, ogromnej wiary w niewinność tego człowieka lub z miłości. Zewsząd jednak padają przekleństwa, groźby, słowa potępienia. Wystarczy spojrzeć na komentarze pod dowolnym tekstem o pedofilach. Obcinanie na żywca genitaliów, to chyba najsympatyczniejsza kara proponowana przez internautów.

To naturalne. Oburzenie oraz wściekłość, są normalną odpowiedzią na skrzywdzenie najważniejszego członka czyjejś rodziny. Czyjegoś „słoneczka”, małej nadziei, której przyszłość może być piękna.

Nienaturalnym zjawiskiem zaś jest, gdy pewna grupa ludzi broni taką osobę i nie potępia jej. Ba, USPRAWIEDLIWIA jej postępowanie. „Bo każdy z nas jest grzeszny”. „Bo każdy ma swoje namiętności”. A ksiądz jest wystawiony na największe pokusy. To właśnie jest powód, dla którego ludzie tak „nieładnie” wypominają Kościołowi, że chowa pod swoimi skrzydłami pedofilów. Nie to, że w ogóle tam są. W porządku, dewianci mogą się pojawić wszędzie. Rzeczywiście, duchowni w związku z celibatem mają spore predyspozycje do wynaturzeń na tle seksualnym. I nawet się do tego przyznają. Ale najbardziej obrzydliwą, nienaturalną rzeczą jest stawanie w ich obronie, przenoszenie do innych parafii, lekceważenie problemu i próby tłumaczenia takich osób przez członków Kościoła. To najzwyczajniej w świecie godzi w poczucie uczciwości.

A wyjątkowo nas to razi, gdy słyszymy takie słowa z ust człowieka-autorytetu. Nie oszukujmy się, duchowni cieszą się ogromnym zaufaniem społeczeństwa. Ludzie wyznają im swoje najgłębsze sekrety, których nie mówią nawet rodzinie lub znajomym. Słuchają ich. Uważają za pośredników w kontaktach z Bogiem. Za przedstawicieli, którzy z racji na swoją pozycję, są przewodnikami, pasterzami. Za wyznaczniki moralności. Za wzór do naśladowania.

W pewnym momencie, wzór zaczyna bronić pedofila i bełkotać coś o tym, że „każdy z nas jest grzeszny”. Świetnie, ale nie każdy z nas gwałci małe dzieci.

Naprawdę, nie rozumiem tego zdziwienia Kościoła. Instytucja, która uczy nas jak żyć, mówi co jest dobre, a co złe, co moralne, a co niegodziwe, nagle okazuje się być schronieniem osób o wątpliwej reputacji. W dodatku ich broni! Zamiast twardo odciąć się od tych dewiantów, potępić, wykluczyć ze swojej społeczności, jak to się dzieje wśród normalnych obywateli, oni ich chronią. Co za miłosierdzie! Trochę zbyt często brakuje tego miłosierdzia wobec osób o odmiennych poglądach, ale hej! W końcu to „nasi”.

Wystarczy czasem jedna wpadka przedstawiciela danej grupy, by od razu ją przyporządkować do pewnego schematu. Gdyby dwójka polityków jakiejś partii została skazana za pedofilię, ludzie odwróciliby się od tej partii błyskawicznie. A łatka „partii pedofilii” nigdy by się nie zmyła. Gdyby w jakiejś szkole nauczyciel zgwałcił uczennicę, rodzice poważnie by się zastanowili, nim wysłaliby do tej placówki swoje dzieci. Ale Kościół jest czysty! Mimo tylu skandali jest czysty! I dalej powinniśmy go darzyć pełnym zaufaniem!

A w ogóle, to geje gwałcą więcej dzieci. I nauczyciele. I cykliści. I wegetarianie. I to kolejny, żałosny atak sił lewacko-ateistycznych na Kościół. Próbują obrzydzić ludziom wiarę w jednego Boga. Próbują zniszczyć dorobek chrześcijaństwa, naszą tradycję, rodzinę, miłość, sprawiedliwość, prawo.Widzimy, jak brutalnie nasza wiara i wierzący są gnojeni. Ale przyjmiemy to na siebie, wystawimy drugi policzek.

W końcu jesteśmy niewinni, pobożni i moralni.

A jak przyjdzie co do czego, to przeczekamy.

Przemilczymy.

Wybronimy.

Znajdziemy wroga na którym inni się skupią.

I dalej będziemy niewinni, pobożni i moralni.

Jeżeli Kościół nie zacznie używać naprawdę ostrych słów by potępić pedofilów w swoich szeregach, oraz nie podejmie poważnych działań by ich eliminować z hierarchii kościelnej, to niech nie liczy na zamknięcie ust niewygodnym komentatorom. Ludziom potrzeba prawdziwej reakcji. A nie wymówek.

Zamach na wolność słowa w Polsce! Skandal!

Stała się rzecz niesłychana! To bezpardonowy, zdradziecki cios wymierzony w polskie media! To poniżanie i upokarzanie prawdziwych Polaków, praktykowane przez Donalda Tuska i cały jego rząd zaborców! Ile trzeba mieć jadu w swym sercu, by w taki brutalny sposób niszczyć wolność słowa, by cenzurować media jak za komuny? Dokąd posunie się obecna władza by odebrać ludziom ich godność? Jakim prawem po raz kolejny atakuje się ten wspaniały dziennik cotygodniowy starej i młodej Polski? Co próbuje ukryć rząd Donalda Tuska przed wybitnymi, niezależnymi, niepokornymi dziennikarzami, którzy poświęcają się sprawie?

Parę dni temu, w wyniku zbrodniczego ataku dezinformacyjnego, strona dziennika cotygodniowego na YouTube została zablokowana, a materiały z niej – usunięte. Co prawda po interwencji redaktora naczelnego przywrócono kontrowersyjne nagrania, ale nie ulega wątpliwości, że był to akt cenzury. Niejaki Piotr Zalewski z firmy Google, przyciśnięty do muru tłumaczy się, że doszło do pomyłki, lecz wszyscy wiemy co się stało. Kto za tym stoi? Chyba każdy potrafi odpowiedzieć na to pytanie.

Gdy ta podstępna, ta miałka ofensywa na patriotyczny, niezależny, niepokorny, odważny dziennik cotygodniowy starej i młodej Polski, się nie udała, rząd dostał szału. ONI wiedzieli, że jeżeli natychmiast nie zrobią czegoś z periodykiem, to ich władza upadnie, kłamstwa zostaną obnażone, a obywatele ruszą na Sejm. Donald Tusk nie wytrzymał. Pozwał wydawcę dziennika cotygodniowego za naruszenie dóbr osobistych. Wszyscy wiemy, jak to oskarżenie jest kłamliwe. Prowadzi tylko do stłamszenia wolności słowa w Polsce. Opublikowane stenogramy z rozmów premiera podczas meczu piłki nożnej z Ukrainą, niosły ze sobą prawdziwe przesłanie, mocno godzące w agenturalną władzę Platformy Obywatelskiej. ONI chcą zniszczyć, stłamsić tych, którzy mówią bez ogródek I NIE BOJĄ SIĘ wyrażać swojego zdania! Zablokują każdy środek prawdziwej informacji, aż pozostanie nam tylko internet. A i on zostanie ocenzurowany! Nasze media zostały zdradzone o świcie. To był zamach.

Panie Jerzy Urbanie i wszyscy pracownicy dziennika cotygodniowego „NIE”! Nie ustawajcie w tej walce o wolną Polskę! Nie dajcie się skrępować zbrodniczemu rządowi! Publikujcie dalej najprawdziwszą prawdę wśród prawdziwie prawdziwych prawd, w sposób niezależny, niepokorny, katolicki i patriotyczny! Modlę się za Was, abyście zwyciężyli w tej nierównej walce z cenzurą oraz dławieniem wolności słowa!



http://natemat.pl/58245,z-youtube-a-na-chwile-zniknely-filmy-jerzego-urbana-nagly-atak-cenzury


http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103087,13759820,Donald_Tusk_pozwal__Nie__za__primaaprilisowy_zart_.html#BoxSlotII3img

Człowiek otoczony barierą postrzegania i istnienia – puste pytania

„Czym dla Ciebie jest świat?
Białe babie lato unoszone przez Twój podmuch
Tak, ot tak
Pokaż skrawek Twoich ust,
pokaż Swój mózg
Może słowa te za małe są
Przecież jestem tylko łzą, przecież jestem tylko wszą
Nieliczne czarne babie lato
O, powiedz mi, powiedz, powiedz mi powiedz
Przecież ja nie jestem pewien, może oni łżą”

- „Moja Obawa”, Kaliber 44

W naturze człowieka leży zadawanie pytań. Można wręcz powiedzieć, że cała nasza cywilizacja wyrosła na umiejętności ich zadawania i poszukiwaniu właściwych odpowiedzi. Po co? Jak? Dlaczego? Kiedy? Kto? Co zrobić by przeżyć? Czym jest dla nas piękno? Po co istniejemy? Jak pokonać słabości całego gatunku? Kiedy będziemy mogli zrobić więcej? Czy ktoś nad nami czuwa? Dzięki tym pytaniom, a także miliardom innych, żyjemy, a nasza kultura wygląda tak, a nie inaczej. Nie kultura Polaków czy Europejczyków. Kultura wszystkich. Ludzi. Ciągle będziemy zadawać pytania i nigdy nie poddamy się, póki nie zdobędziemy na nie odpowiedzi. To chwalebny cel, ale niestety, pozbawiony sensu, tak jak wszystko co robi człowiek.

Podstawowymi pytaniami, na które prawdopodobnie nigdy nie odnajdziemy odpowiedzi, są: „dlaczego istniejemy?” i „kto nas stworzył?”. Ludzie przykładają ogromną wagę do tego problemu. Chcą odnaleźć źródło swojego istnienia, a także jego cel. Jedni mówią, że stworzył nas Bóg. Inni, że po prostu wyewoluowaliśmy. Jeszcze inni, że to kosmici nad nami czuwają. Odpowiedź jest zapewne bardzo prosta, ale nie chcielibyśmy się z nią pogodzić. Człowiek nigdy się nie pogodzi z tym, że nie jest wyjątkowy. Nawet patrząc na historię naszej rasy widzimy, jak łatwo ulega zapomnieniu ta nasza „wyjątkowość”. Ilu ludzi zmarło przed nami? Ilu z nich cierpiało w samotności? Ilu nie miało okazji nawet zaczerpnąć pierwszego oddechu? Ilu pamiętamy? Ilu z nich było wyjątkowych?

„Każdy”, padnie zapewne odpowiedź. Bo każdy człowiek jest wyjątkowy. Dlaczego? Z racji swojego istnienia. To bardzo wygodne wytłumaczenie. Jesteśmy specjalni, lepsi, bo w ogóle jesteśmy. A tak naprawdę, czym się różnimy od owadów? Owady potrafią być od nas doskonalsze w wielu aspektach. One również umierają, mają swoje życie tak jak my, ludzie. Ale prawdopodobnie jednej rzeczy nie robią. Nie zadają pytań.

A przynajmniej my tego nie widzimy. My potrafimy zadawać sobie pytania o wiele ważniejsze, niż jakaś tam mrówka. My myślimy. Ale to myślenie też jest ograniczone. Nigdy nie poznamy odpowiedzi na WSZYSTKIE pytania, a nawet nie będziemy potrafili ich postawić. Nasza wiedza oraz możliwości, wcześniej czy później się skończą. Nie, już się skończyły. Bo operujemy w pewnej sferze, której nie możemy opuścić. Mrówki też widzą świat wokół siebie, gdy pojawi się coś nieoczekiwanego nie rozumieją co się dzieje i pewnie starają problem wyjaśnić. Chociażby po to, by móc się dostosować do sytuacji, wykonać jak najlepiej zadanie powierzone przez królową. A czasami nie muszą tego robić, bo to co się dzieje, jest dla nich niewidoczne. Jest częścią życia, czymś tak naturalnym, że nie występuje potrzeba zrozumienia zjawiska.

Człowieka otacza bariera. Bariera jego zmysłów i możliwości. Tutaj pojawia się pewna wyjątkowość naszego gatunku. Jeżeli nie potrafimy czegoś zrozumieć samemu, budujemy maszyny, które robią to za nas, przewyższają nasze zmysły i dostosowują rzeczywistość do naszego rozumowania. Ale i one, wcześniej czy później, natrafią na mur. Bo niektóre rzeczy mogą być dla nas tak naturalne, że nawet nie musimy ich identyfikować. Nie widzimy ich nie czujemy, nie myślimy o nich, nawet o nich nie wiemy. Nie jesteśmy w stanie o nich wiedzieć, nie jesteśmy w stanie ich sobie wyobrazić. Istnieje takie powiedzenie, że „jeżeli jesteś kreatywny, to spróbuj wymyślić nowy kolor!”. I jak? Nie da się. A nawet w świecie zwierząt istnieją gatunki, które widzą więcej barw, których my nie jesteśmy w stanie objąć umysłem (chociażby stomatopody, zwane też mantis shrimp, a po polsku – ustonogimi).

Ale skoro otacza nas bariera, czy tak naprawdę nasze postrzeganie nie staje się w całości błędne, a zadawane pytania śmieszne? Czy nie pomijamy ciągle jakichś faktów, które kompletnie odmieniają spojrzenie na daną sprawę? W końcu, czy możemy w ogóle zaufać ludzkiemu umysłowi, opanowanemu przez wyobraźnię i rzeczy charakterystyczne dla naszego gatunku? Czy gdybyśmy mieli dostęp do większej wiedzy, to czyż nie widzielibyśmy jej ciągle przez pryzmat naszego niedoskonałego postrzegania? Życie mrówek wydaje się bezsensowne, gdy spojrzymy na nie z góry. Ale dla nich, musi być ono tak samo cenne, jak nasze życie dla nas. I tak samo ważne. Tak samo „wyjątkowe”. Gdyby to ktoś spojrzał na nas z góry, także nie potrafiłby zrozumieć czemu zachowujemy się oraz myślimy tak, a nie inaczej. O ile taki byt w ogóle miałby coś takiego jak „rozumowanie” i „myślenie”. O ile miałby coś takiego jak „jestestwo”.

Nie powinniśmy się jednak martwić. Jesteśmy zamknięci w tej klatce, otoczeni barierą. Musimy się pogodzić z tym, że nie zrozumiemy pewnych rzeczy. Możemy próbować, ale zawsze będziemy ograniczeni. Większość pytań i tak nas nie będzie dręczyła, bo będzie poza zasięgiem naszego postrzegania. Może właśnie tym jest idea Boga, bytu, który jest ponad ludźmi? Czymś, co po prostu ma od nas szersze horyzonty? Albo nawet nie szersze, po prostu odmienne, bo nasze postrzeganie wszystkiego nie musi się przecież nakładać, może być zupełnie inne, wykraczać poza fizyczność, psychikę oraz istnienie. Tylko czy gdyby taki byt patrzył, jak uwijamy się pod jego stopami niczym mrówki, niczego nie rozumiejąc i nawet nie będąc blisko zrozumienia – nie zignorowałby nas? O ile ignorowanie i postrzeganie leży w jego naturze…

Spotkanie w restauracji – kto skorzystał na katastrofie smoleńskiej?

Katastrofa smoleńska to temat bardzo niesmaczny. Zależnie do pory roku i wypowiedzi posłów – gorzki, słony lub kwaśny. Nigdy słodki, ale to naturalne, bo ciężko by tragedia miała cieszyć kubki smakowe. Przy przeżywaniu śmierci tylu ludzi, trzeba znać umiar. Nie wolno trzymać cierpienia zbyt długo w ustach. Trzeba je spróbować, potrzymać chwilę na języku, a potem szybko przełknąć. Lub wypluć, jeżeli nie jesteśmy w stanie się z nim pogodzić. Tak jak cierpkie lekarstwo. Można jednak odnieść wrażenie, że wielu Polaków ma zaburzenia smaku. Jest on dla nich zbyt słaby, niewyczuwalny, mdły. Międlą więc tragedię i cierpienie językiem, gryzą, nawilżają śliną, obijają o podniebienie, a gdy jakiś kawałek dostanie się między zęby, bezceremonialnie pchają palec do ust i próbują wyciągnąć resztki. Może myślą, że czynią dobrze, okazują tym szacunek potrawie? Może rzeczywiście, mają problemy ze smakiem i muszą naprawdę długo trzymać to w ustach, by w końcu poczuć z czym mają do czynienia? A może po prostu im smakuje ta gorzko-kwaśno-słona feeria? Lub odbierają ją jako słodycz?

Nie potrafię udzielić odpowiedzi, bo nie znam się na sztuce kulinarnej. Za to chętnie obserwuję ludzi, którzy tak długo smakują katastrofę smoleńską. Siedzę w restauracji i patrzę. Ktoś mógłby powiedzieć, że to jakiś fetysz, tym gorszy, że przyglądam się nie tylko posiłkom pań, ale również panów. Ja jednak, jestem po prostu ciekawy. Fascynuje mnie, jak długo można nad czymś ciamkać i mlaskać. Aż w końcu odkryłem jedną z tajemnic bywalców tej restauracji. Nie wiedzą, kto przygotował ich danie. Zawstydzony kelner powiedział, że to wina przypadku. Ot, ktoś niezdarnie zrzucił z półki parę składników do garnka. Pech, warunki atmosferyczne, nieprzygotowanie, błędy po obydwu stronach, nienawiść ludzką. A wszystkie gorzkie, słone i kwaśne. Dlatego potrawa ma taki nieprzyjemny smak. Klienci spojrzeli spode łba na kelnera. I powiedzieli, żując z błogością makabryczne danie: „NIE. To musiał zrobić jakiś sprytny kucharz!”

Czemu? Taka mieszanka nie mogła powstać przypadkiem. Ktoś musiał za tym stać! Tylko kto jest tym kucharzem? Rozpoczęto śledztwo. Klienci, poprosili o ciasteczko z wróżbą, które miało wskazać winnego. Otworzyli je i przeczytali:

„Zbrodnię popełnił ten, komu przyniosła korzyść” - Seneka Młodszy

Smakosze zadumali się. Kogo ta tragedia mogła ucieszyć? Kto dzięki niej zyskał? Chwila ciszy i… obecni zaczęli się szybko przekrzykiwać, próbując dociec, komu katastrofa przyniosła korzyści:

Rząd! - ryknęli jedni. To idealna zasłona dymna. Po co rozmawiać o sprawach ważnych dla restauracji, skoro można rzucić temat zastępczy? Przy okazji eliminacja niebezpiecznych przeciwników politycznych. A służba Rosjanom albo Niemcom? Nigdy nic nie wiadomo z tymi zdrajcami. Ktoś dodał, że dzięki temu, opozycja pokazała się od negatywnej, fanatycznej strony, ułatwiając działanie rządowi, co oczywiście było z góry przemyślane.

Opozycja! - wrzasnęli więc inni. Lewica może nie nachapała się zbytnio na tragedii, ale PiS? Przecież to dzięki niej partia Jarosława Kaczyńskiego utrzymuje się na powierzchni. Jej elektorat umacnia się, betonuje, pokazuje swoją siłę, działa podczas rocznic. Zjednoczenie się przeciwko wspólnemu wrogowi zawsze wpływa pozytywnie na wewnętrzną współpracę. Klienci poszli za ciosem, wołając:

Zwolennicy teorii spiskowych! – nareszcie, mają swoją wielką chwilę! Hel, wybuchy, mgła, Rosjanie, nic, tylko wymyślać dalej! My mamy dowody! I je Wam pokażemy! Forum paranormalne.pl, traktujące o nadzwyczajnych zjawiskach, kiedyś było interesującym miejscem, pełnym ciekawostek oraz niecodziennych historii. Tam też były teorie spiskowe. Obecnie, stało się tubą propagandową, gdzie co drugi wątek musi dotyczyć tematów politycznych. Agitacji nie ma końca, a pierwotne przeznaczenie forum, czyli dyskusja o zjawiskach paranormalnych, zostało zapomniane.

Prawicowi dziennikarze! - rozległy się kolejne głosy. Od czasu katastrofy smoleńskiej, prasa prawicowa przeżywa renesans. Powstało mnóstwo nowych czasopism, które zyskały niesamowitą popularność. Zacementowanie poglądów sprawiło, że czytelnicy chętnie pławią się w szokujących artykułach. A dziennikarze zawsze będą mogli pisać o gorzko-kwaśno-słonej potrawie, wiedząc, że spotkają się z poklaskiem. Właśnie, startuje nowa telewizja, która swoją działalność rozpocznie 10 kwiet…

Wszyscy dziennikarze! - przerwała oburzona część sali. Rzeczywiście, nie tylko konserwatywna strona dziennikarstwa żerowała na katastrofie smoleńskiej. Wszyscy żurnaliści dostali łatwy, chwytliwy temat, który mogli roztrząsać do woli. Eksperci od lotnictwa, socjolodzy, psycholodzy, patolodzy i cała reszta, miała w programach telewizyjnych swoje pięć minut. A gdy kończyli się chętni, zawsze można było przywalić komuś, że jest oszołomem i psycholem.

Polska? - spytał cynicznie jakiś młodzik. Nim został powalony przez część klienteli, zdążył jeszcze powiedzieć, że my, wszyscy, mamy kolejny powód, by nienawidzić swoich sąsiadów. A jak bardzo byliśmy zadowoleni, gdy kolejne kraje ogłaszały żałobę narodową, by uczcić zmarłego prezydenta? Nareszcie zostaliśmy zauważeni na świecie! Widzimy też prawdziwe oblicze naszego kraju. I chyba lepiej będzie, że zginę… łup. Dostał w głowę. Rozwścieczony tłum ryknął sprawiedliwie:

ROSJA! – katastrofa zdarzyła się na ich terytorium, w dodatku znani są z nienawiści do Polaków. Utrudniali śledztwo. Dzięki temu podpisali z pewnością jakieś zdradliwe umowy z marionetkowym rządem Donalda Tuska. Mogą też z nas szydzić, bawić się w chowanego. Gdy pojawia się jakiś problem, zawsze można rzucić wrakiem, a Polacy sami zaczną się żreć. Doprowadzili do podziału specjalnie, by łatwiej było nas zaanektować.

Kościół! - szybko zrewanżowała się antyklerykalna część klienteli. Księża mogli błyszczeć przed kamerami i przeprowadzać setki uroczystości ku pamięci zmarłych. A taca krąży po restauracji. Mogli też manifestować swoje polityczne sympatie!

Specjaliści od lotnictwa! – Ci to dopiero mają szansę się zademonstrować! Walczą ze sobą, udowodniają kolejne teorie, błyszczą w mediach, są znani na całą Polskę! A to wiąże się też z pieniędzmi. Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o kasę.

Osoby samotne, smutne i bez celu w życiu – powiedział ktoś chłodnym, ponurym głosem. Ci, którzy czują się samotni mają teraz szansę walczyć o wspólny cel. O prawdę. Piękną, właściwą prawdę. Na drodze stoi wiele przeszkód, ale ostatecznie zwyciężymy. Razem. Uformujemy stowarzyszenia, poświęcimy się dla celu, pomodlimy za niego, a jak będzie trzeba – zginiemy. Żeby Polska była Polską.

Osoby przepadające za czarnym humorem! - zawołała inna persona dla kontrastu. Ile rzeczy można opowiedzieć o zwłokach Lecha Kaczyńskiego, brzozie i Tupolewie? Ile występów kabaretowych stworzyć? Wszyscy będą mieli ubaw! A może i grę jakąś się uda stworzyć, lub piosenkę?

Rodziny ofiar! - w końcu dostały tyle pieniędzy! A Jarosław Kaczyński skorzystał na śmierci brata politycznie! Tak, to przykre, że zginęli ich najbliżsi, ale na pewno chodzi im tylko o mamonę! O KASĘ!

Wszyscy zaczęli ryczeć na siebie tak głośno, że nie mogłem już ich zrozumieć. Może dałbym radę wyłapać pojedyncze słowa – imiona kolejnych nikczemników, którzy zyskali na tragedii. Ale niestety, każdy, jak jeden mąż, wył z paskudną potrawą w ustach. A im więcej wyli, tym bardziej danie stawało się kwaśno-gorzko-słone i tym bardziej im smakowało, doprowadzając niemalże do ekstazy. Ci, którzy nie mogli na to patrzeć, poszli do innego pomieszczenia. Jakiś starszy, niewidomy mężczyzna, trącił mnie i powiedział:

-Podobno ta potrawa powstała przypadkiem, gdy parę złych składników wpadło do garnka. Ale jestem pewien, że Ci krzykacze, sami, po ciemku, dosypywali do niej różne, paskudne przyprawy. Dlatego ten temat, tak naprawdę, nie jest już niesmaczny. Jest po prostu obrzydliwy.

Ukłonił się z gracją, po czym poszedł do innego pokoju. A ja ciągle siedziałem w głównej izbie, patrząc, jak klienci obrzucają się inwektywami, bełkoczą kolejne oskarżenia lub leżą na podłodze w stanie ekscytacji. Moja ręka, mimowolnie, zaczęła sięgać po jedną z przypraw, która miała poprawić smak potrawy i przerwać rozróbę. Chociaż wiedziałem, że wszystkie ingrediencje w tej restauracji są już kwaśne, gorzkie lub słone.

Oceniający zostaną ocenieni

Każdy z nas, ma jakieś opinie na różne tematy. Nie zawsze te opinie są poparte dowodami, głębszymi rozmyślaniami czy badaniami. Czasami, najpierw ustalamy sobie jakąś tezę w oparciu o emocje, odczucia lub zachowanie grupy społecznej w której żyjemy. Dopiero potem dobieramy do niej argumenty, tak, by odpowiadały naszym oczekiwaniom. Z pominięciem tych niewygodnych. A jeżeli „fakty nie pasują do teorii, to tym gorzej dla faktów”. Będziemy się chwytali wszystkiego, by obronić swojej tezy, nawet, jeżeli przedstawiane przez nas informacje będą sprzeczne z resztą naszych opinii. Czemu? Bo chcemy zachować jakiś stały światopogląd. Chcemy mieć w czymś oparcie, chcemy czemuś zaufać, chcemy wierzyć, że jesteśmy mądrzy, a nasze rozumowanie jest lepsze od rozumowania innych. Chcemy… nie, musimy, udowadniać innym, że robią źle. A my, robimy dobrze. Musimy oceniać. Musimy. Ale gorzej, gdy ludzie zaczynają oceniać nas.

Parę dni temu, w programie „Tak czy nie” na Polsat News, dyskutowały ze sobą Małgorzata Terlikowska i Renata Dancewicz (prowadząca: Agnieszka Gozdyra). Rozmowa w mojej opinii życzliwa, sympatyczna, bez zaciekłości. Przedmiotem dyskusji był oczywiście wywiad z żoną znanego, prawicowego publicysty i koncepcja tradycyjnego modelu rodziny. Podczas niej, padły bardzo interesujące, mądre słowa. Że Małgorzata Terlikowska jest tak surowo oceniana, bo ludzie odgryzają się, za nieprzyjemne, często kontrowersyjne oceny Tomasza Terlikowskiego.

I to prawda. Jeżeli my będziemy często oceniali i narzucali swoje opinie innym osobom, to te osoby wcześniej czy później, odwdzięczą się tym samym. Złośliwie pokażą palcem, wskazując na hipokryzję tych, którzy pragną być najświętszymi wśród świętych. Im głośniejszy będzie krzyk potępiający „niemoralność”, tym mocniejsze będą ciosy, gdy okaże się, że krzykacz również nie trzyma się swoich zasad. Nie potrzeba żadnego wielkiego wybryku. Wystarczy drobny błąd, a ci, którzy chętnie oceniali innych, sami zostaną rzuceni na stos wrogich opinii.

A im szerszy był zasięg wcześniejszych „pouczeń”, tym bardziej bolesna będzie kontrofensywa. Jeżeli Pan Romek „z podwórka” powie, że papież jest chujem, to nikt nie zwróci na to uwagi. Jeżeli krzyknie to znany publicysta lub dyrektorka teatru, spotka się z natychmiastową odpowiedzią. Przy okazji, w mojej opinii, Ewa Wójciak zachowała się skandalicznie. Gdy byłem mały i chodziłem do teatru, widziałem w nim coś naprawdę wielkiego. Miejsce, gdzie prezentowana jest prawdziwa kultura, prawdziwa sztuka. Coś, co jest tak odmienne od „ulicy”, że aż zapiera dech w piersi. I widziałem też w oczach swoich rówieśników ten…  strach, przed czymś tak „elitarnym”, ale też podziw i dumę, gdy przyszło się do teatru. Nawet gdy przedstawiane sztuki były dalekie od politycznej poprawności. A dyrektor teatru? Ba, człowiek wielkiego formatu, reprezentant kultury i wszystkich chwalebnych cech, które widział mały uczeń podstawówki, patrząc na scenę. Pani Wójciak brutalnie zniszczyła te dziecięce wyobrażenie, pokazując, że teatr nie jest niczym specjalnym, a jego szefowie nie różnią się niczym od drechów z podwórka, dla których każdy, kto im nie pasuje, to chuj albo pizda. Bez argumentów, bez uzasadnionych ocen. Prymitywnie, bezczelnie, chamsko.

Ale wróćmy do tematu, bo to nie do Ewy Wójcik głównie pije. Pije do instytucji, która ma swoje placówki na całym świecie i która jest, przynajmniej według statystyk, najważniejsza dla 80% Polaków. Do Kościoła. Kościoła, który wydaje swoje opinie, mówi ludziom jak mają żyć, wskazuje ścieżki postępowania, jest dla wielu autorytetem. Księża z ogromną satysfakcją pokazują, kto czyni źle, kogo opętał Szatan, które działania są dobre, a za które czeka nas ogień piekielny. To im ludzie się spowiadają, wyjawiając najskrytsze sekrety. U nich szukają pomocy, im pozwalają błogosławić swoje dzieci oraz oddawać cześć zmarłym. Im przekazują pieniądze. Ich słuchają co niedzielę, klęcząc gdy oznajmią, że czas klęczeć i wstając, gdy oznajmią, że czas wstać, często postępują wbrew logice, bo „tak wypada i tak oni mówią”. To ręce Boga, mające dbać o owieczki, prowadzić je ku Niebu.

Skąd więc to zdziwienie, że lud jest wściekły, gdy ksiądz w obłudny sposób niszczy to zaufanie i łamie zasady o których z takim namaszczeniem mówi? „Ksiądz to tylko człowiek, grzeszny, jak my wszyscy”. I tak samo jak każdy inny, grzeszny człowiek, zostanie mocno skrytykowany gdy zawiedzie swoje owieczki. A tym większa krytyka, im większy zasięg oraz „świętość” duchownego. Tłumaczenie hierarchów Kościoła, że „to tylko człowiek”, „każdy ma swoje grzechy”,„musimy wybaczyć”, „jesteśmy atakowani”, jest po prostu niesmaczne. Tak, możemy przebaczyć. Ale kiedy to my grzeszymy i „jesteśmy tylko ludźmi”, lub, najzwyczajniej w świecie, mamy opinie odmienne od tych, które głoszą księża, często nie ma dla nas litości. Bo jesteśmy źli, grzeszni, niszczymy wartości, rządzi nami Szatan, prowadzimy świat ku zagładzie. To odpowiedź, cios za cios. Kościół jest atakowany? Owszem, można tak powiedzieć. Jednak biała szata została splamiona czernią i czerwienią. A czerń i czerwień bardzo wyraźnie widać na jasnym materiale. I ciężko taki brud doprać. Płacz biskupów nic nie da.

Bo jeżeli oni będą często oceniali i narzucali swoje opinie innym osobom, to te osoby wcześniej czy później, odwdzięczą się tym samym.