Młodzież, która gra w piłkę zamiast uczestniczyć w nabożeństwie to poganie. Myśl światła Eugeniusza Sendeckiego.

Wczoraj, Eugeniusz Sendecki, działacz prawicowy, publikujący swoje komentarze w serwisie Nowy Ekran, wrzucił na YouTube filmik. Nagranie przedstawia tłum ludzi uczestniczących w mszy z okazji Bożego Ciała na Ursynowie. Obok, na Orliku, młodzież spokojnie gra w piłkę nożną. Zwyczajna sytuacja, prawda?

Okazuje się, że nie. Na nagraniu wyświetla się nam mała tabelka, w której autor filmiku przypomina, że Ursynów jest dzielnicą wzniesioną w czasach zależności Polski od ZSRR. Został zaplanowany jako miejsce ateistyczne. Ta informacja odrobinę zaskakuje, ale w porządku. Oglądamy dalej. Kamera najpierw skierowana jest w tłum, potem na jeden z kościołów. A na koniec, na pobliskie boisko, gdzie młodzież gra w piłkę nożną. Eugeniusz Sendecki rozpoczyna natarcie. Otóż chłopacy, którzy spędzają w aktywny sposób swój wolny czas są poganami (jak zresztą stoi w tytule: „ATAK POGANSTWA PODCZAS PROCESJI BOZEGO CIALA NA URSYNOWIE”).

Wystarczyło jedno spojrzenie katolickiej wyroczni, by ocenić młodych zawodników, mających czelność uprawiać sport podczas ponurego marszu. Ponuremu to może złe słowo. Mrocznemu o wiele bardziej tu odpowiada. Czczenie ciała i krwi Chrystusa, dla osoby, która nie miała nigdy do czynienia z wiarą katolicką, mogłoby się wydawać groteskowe i przerażające. Ale nie szkodzi. W tym kraju, każdy może wyznawać taką religię, jaką tylko sobie wymarzy.

Źle się jednak dzieje, gdy osoba taka jak Eugeniusz Sendecki chce zawłaszczyć sobie całą przestrzeń publiczną i zmuszać innych do uczestniczenia w obrzędach skierowanych wyłącznie do określonej grupy wiernych. W filmiku komentuje: „także chrześcijaństwo się broni, a poganie atakują”. Jeżeli w dzisiejszych czasach, wrogiem, który bezczelnie atakuje religię jest grupka młodzieńców grających w piłkę nożną, to chyba znaleźliśmy się na krawędzi paranoi. Pan Sendecki swoją psychodeliczną wizję natarcia nikczemnego lobby piłkarskiego przeniósł też na blog.

We wpisie informuje nas, że katolicy doświadczają odrzucenia i ostentacyjnego lekceważenia. A scena, którą nagrał, chwyta za gardło. Autor zadaje pytanie, czy gra chłopaków w Boże Ciało jest szczytem chamstwa, brakiem szacunku dla kultury narodowej (!), złośliwą prowokacją czy bezmyślnością? Pana Sendeckiego bardzo boli to, że dla niektórych osób wiara nie leży w centrum zainteresowania. Że mogą żyć i bawić się bez teatralnego stania w tłumie. Bez padania na kolana, gdy przyjdzie odpowiedni moment mszy, w wyrobionym odruchu, niby pies Pawłowa. Zresztą, jego chyba też nie za bardzo obchodziła celebracja „Bożego Ciała i Bożej Krwi”, bo wolał zamiast tego filmować młodych chłopców bez koszulek.

Gra w piłkę młodzieńców (którzy grali na wyznaczonym do tego obiekcie) nie jest chamstwem. Nie jest brakiem szacunku, nie jest prowokacją ani bezmyślnością. To życie normalnych ludzi, którzy interesują się swoimi sprawami, a nie tym co robią inni. Pan Sendecki jest najgorszym typem osoby religijnej. Tej, która nie koncentruje się na swojej wierze, a wściubia nos w wiarę innych. I ocenia, sama będąc nieskazitelnym przykładem. Nawet tak prozaiczną rzecz jak gra w piłkę nożną, odbierze jako atak, bluźnierstwo. Bo wszystko ma być po jej myśli.

Niestety, żyjemy w kraju, gdzie nie jesteśmy zmuszani do wiary w religię chrześcijańską. Możemy nie chodzić do kościoła, nie przyjmować księdza po kolędzie i nie dawać na tacę. Są osoby, które chciałyby zmusić innych do „szacunku”. Na szacunek jednak, trzeba sobie zasłużyć. Póki takie persony siedzą w swoich świątyniach, wszystko jest w porządku. Ale gdy wychodzą na ulicę to zaczynają dyktować warunki, chociaż nikt ich na zewnątrz nie zapraszał. Sami wpychają się w przestrzeń publiczną, w miejsca, które mogą obrazić ich „uczucia religijne”. Po opuszczeniu swojej kryjówki, chcą przenosić chorą wiarę opartą na ocenianiu innych, wszędzie, gdzie tylko postanie ich „święta stopa”.

Myślicie, że to koniec? O nie, zostały jeszcze posty, w których pan Sandecki odpowiada blogerom, którzy zwracają mu uwagę na przesadę. Jednego z komentatorów pyta o to, czy ten ma jeszcze „wiarę w sercu” i „polskie serce”. Bo wiadomo, bez religii, nie ma patriotyzmu. Sugeruje, że „porządni ludzie powinni podejść do płota i z czcią wysłuchać słów Ewangelii”. Najlepiej na klęczkach, aby przypadkiem żaden święty bloger nie pomyślał, że są poganami.

Mam złą wiadomość dla osób wierzących, które nie podzielają wizji pana Sandeckiego. To takie osoby jak on przebijają się do mediów i świadomości ludzi. To właśnie przez nie, z Kościoła odchodzi coraz więcej wiernych. Jeżeli chrześcijanie chcą, by ich religia była postrzegana jako coś pozytywnego, to niestety, muszą zacząć od swoich szeregów. To nie jest tak łatwe jak znajdowanie sobie wyimaginowanego wroga (na przykład w postaci piłkarzy) i ocenianie go, dehumanizowanie. Ale na dłuższą metę przyniesie lepsze rezultaty. Chyba, że członków Kościoła nie obchodzi to, jak ludzie na niego patrzą.

Co jest raczej wątpliwe, bo bezustannie słyszymy tyrady o lewackich, antyklerykalnych, antykatolickich atakach. A pan Eugeniusz w tym czasie…

Linki do świętej twórczości tego pana:


http://eugeniuszsendecki.nowyekran.net/post/93269,ursynow-warszawa-atak-poganski-podczas-procesji-bozego-ciala



(EugeniuszSendecki71)

Krystyna Pawłowicz – chamidło

No. Znowu błysnęła nasza wyrocznia moralna, wielka matrona ludu prawicowego, miłosierna katoliczka. Zagrzmiała swoją miłością do bliźnich… że aż zęby bolą. Jej miłosierne słowa ponownie ukazały prymitywnym istotom jak należy postępować, by żyć zgodnie z własnym sumieniem.

Szanując skrywaną tożsamość płciową pani posłanki, nie będę próbował tak jak Jarosław Kuźniar z TVN24 szukać na nią określeń w formie żeńskiej. Napiszę prosto: Krystyna Pawłowicz zachowuje się jak wstrętne, obrzydliwe, wredne chamidło. Wybaczcie biednemu blogerowi te epitety. Skoro osoby REPREZENTUJĄCE naród mogą tak prezentować swoje opinie, to ja również czuję się tym razem usprawiedliwiony. Barbarzyństwo ma swoje granice. Pani POSEŁ już wcześniej wystawiała za nią duży palec u nogi. Tym razem wypadła przez nią po uprzedniej szarży.

Nie jestem w stanie nawet wyrazić słowami tego, jak bardzo oburza mnie, że taka osoba może piastować tak wysoką funkcję. Że człowiek, który nie potrafi nawet kulturalnie się wypowiedzieć, decyduje o losach całego państwa, reprezentuje je, a także ludzi w jego granicach.

Każdy, kto oglądał nagranie widział, jak Krystyna Pawłowicz się zachowywała. Dostała dzikiego szału, amoku, a redaktor nie mógł dojść do słowa. Kuźniar i obsługa w studiu też nie błysnęli. Gdy zobaczyli, że na ustach pani POSEŁ pojawia się piana, należało natychmiast ją rozłączyć, oszczędzić tego monologu biednym oglądającym. Zamiast tego dostaliśmy materiał, który co prawda jest interesujący i idealny do komentowania, ale niszczy kompletnie wiarę ludzi w to, że ludzie w Sejmie znają podstawy kultury.

Tu nie chodzi o światopogląd. Mi też nie podobał się Marsz Szmat. Też uważam, że taka nazwa jest głupkowata, bo „przerysowując”, te kobiety tak naprawdę wpisały się w epitety, których nie chciały słyszeć. A to zaproszenie? Przesada. Czy gdyby mężczyźni, którym zostały odebrane prawa rodzicielskie na rzecz byłych małżonek, zrobili Marsz Chujów, to by coś zmienili? Przerysowali? Nie, tylko by szokowali. I to właśnie zrobiły osoby na Marszu Szmat. Poziom ich samoprezentacji nie różnił się NICZYM od poziomu dziewczyn z FEMEN. A samym szokowaniem rzeczywistości nie zmienimy. A wręcz przeciwnie.

O co więc chodzi? O ten szał. Amok. Furię. Niebywałe chamstwo. Obrażanie innych. Przerywanie dziennikarzowi, a potem bezczelne twierdzenie, że to on próbuje przekrzykiwać. Myślenie, że ktoś chce „łapać w pułapkę” i samemu tworzenie na siebie wnyków.

Moim zdaniem, POSEŁ Krystyna Pawłowicz musi konieczne przejść badania psychiatryczne, bo jej zachowanie nie jest normalne. Poglądy każdy może mieć różne. Ale sposób ich prezentacji (i to przed kamerą) przez DOKTORA, wskazuje na poważne problemy umysłowe. A jeżeli jakieś media lub „mądre” osoby będą broniły jej sposobu wyrażania opinii lub uznawały go za normalny – niechaj również odwiedzą jakąś klinikę. Albo udadzą się do przeciętnego gimnazjum, by wziąć od młodzików lekcje kultury.

PS: A może Krystyna Pawłowicz reprezentuje w Sejmie właśnie osoby wulgarne i niepotrafiące zapanować nad swoimi emocjami? W takim wypadku, straszliwie przepraszam. Jest pani GODNĄ reprezentantką.


http://www.tvn24.pl/ulica-nie-nalezy-do-dziw-ku-alfonsow-i-tak-dalej-te-baby-po-prostu-szmaty,327478,s.html

Edukacja w Polsce – czas na skruchę

Dyskusja o polskiej edukacji jest jak rozmowa ze ścianą. Możemy mieć własne pomysły, recepty, opinie, ale nie zmienią one niczego. Nawet, jeżeli do dyskusji włączają się znane twarze z mediów, takie jak Jan Hartman czy Jacek Żakowski, to brakuje odpowiedzi. Mówimy w przestrzeń. Dlaczego? Może dlatego, że tak naprawdę rozmawiamy sami ze sobą?

Sprawa dotyczy mentalności Polaków. Chęć sformalizowania wszystkiego, unikanie problemów za wszelką cenę, brak wyobraźni i staranie się o to, by inni mieli gorzej od nas – to podstawowe problemy, wpływające też na szkolnictwo. To coś, co czai się głęboko w naszych umysłach. Ale wymienione cechy nie są najgorszym grzechem jaki mamy na sumieniu. Bo tym jest strasznie destrukcyjne podejście, które składa się z trzech słów: „bo tak wypada”.

Nasza służalczość wobec zasad, często głupich i bezsensownych, jest przerażająca. A szkoła to miejsce, w którym nie ma miejsca na indywidualność lub wolność wyboru. Przychodzisz o określonej godzinie. Siedzisz 45 minut na zajęciach. Do domu praca domowa, tradycyjnie. Siadasz w tej i tej ławce. Witasz się na początku z nauczycielem. Musisz być posłuszny nauczycielowi. Nauczyciel ma nad tobą pełną władzę. Tak wypada.

Nie mogę zaprzeczyć, że ta formuła jest wygodna, stabilna i łatwa w kontroli, a przez to dość pożyteczna, gdy mamy na głowie setki tysięcy dzieci. Problem zaczyna się, kiedy ludzie zaczynają przesadzać, chcą zawładnąć każdym aspektem naszego istnienia w środowisku szkolnym. Sam znalazłem się raz w takiej sytuacji, gdzie chęć kontroli nauczyciela nad uczniem, była po prostu śmieszna. Pewnego razu, już w liceum, pisaliśmy w klasie wypracowanie. Gdy zapełniłem już całą kartkę, pani profesor zwróciła mi uwagę, że… mam za małe odstępy między nowymi linijkami. Zignorowałem ją. Napisałem tak już większość swojego tekstu. Zmiana jego zapisu byłaby po prostu nieestetyczna, a pisanie od nowa nie wchodziło w grę. Miałem za mało czasu. Spokojnie zakończyłem wypracowanie, zostawiając jego układ w takim stanie jak przedtem. Nauczycielka, poprosiła mnie bym wstał i podszedł do biurka. Nie rzucając nawet okiem na tekst, przed całą klasą, kazała mi podpisać oświadczenie, że nie posłuchałem jej polecenia. Jaka ocena? Wiadomo.

Tak niestety wygląda szkoła. Nauczyciel ma pełną kontrolę nad uczniem. Tak wypada. I młodzież to wie. Boi się, że ewentualny sprzeciw może spowodować zemstę profesora lub nawet wyrzucenie ze szkoły. Dzieciaki są wychowywane w takim strachu. Ale znęcanie się dorosłych nad uczniami, nie jest jedynym problemem. Nawet jeżeli unikniemy spięć z nauczycielami, to na drodze staną nam… rówieśnicy.

Osoby, które dobrze się uczą, nie są w szkołach mile widziane. Pan Jacek Żakowski w swoim tekście dla „Polityki” napisał, że uczniom wmawia się, że muszą mieć jak najlepsze oceny. Tylko, że uczniowie mają to głęboko w dupie. Szacunek mają Ci, którzy nie uczą się, a zaliczają. Jakoś, z pomocą ściąg lub na samych dwójach. Znowu powrócę pamięcią do liceum. Na początku pierwszego semestru byłem pełen zapału. Uczyłem się, starałem rzucać w miarę możliwości ciekawostkami i odpowiadać na pytania. Po pół roku, byłem już przyuczony, tak jak reszta. Osoba, która jest zbyt aktywna na zajęciach to kujon. Tyle. Kropka. Tak wypada. A wiesz kto to kujon? Ktoś, kto niby coś wie, ale swoją wiedzę posiada tylko z książek. Tak naprawdę nie myśli, wie to, co przeczytał.

A my, chociaż lecimy na dwójach, jesteśmy NAPRAWDĘ inteligentni. Sprytni, bystrzy, pełni wyobraźni! Teksty takie jak ten Jacka Żakowskiego, niestety są drwem na ogień takiego myślenia. Osoba, która coś umie i jest ciekawa świata, to zniszczony przez „system” robot. A naprawdę „mający pasję, kreatywni, samodzielni i otwarci na innych” są ci, którzy w szkole błyszczą co najwyżej głupotą. Niestety, to tak nie działa. Nie można podzielić uczniów na dwie grupy: dobrze się uczących, ale stłamszonych przez system, i półgłówków, ale za to na pewno mających w głębi serca jakieś niesamowite możliwości, niszczone przez brzydką szkołę. Rzeczywistość nigdy nie wpisuje się w czarno-biały schemat. W podstawówkach, gimnazjach, liceach i technikach rządzi pogarda dla nauki.

A na studiach nie jest lepiej. Osoba, która nie nauczyła się na kolokwium lub zerówkę to bóg. Sam się na tym przyłapuję. Przychodzę na uczelnię i mówię „e, nic się nie uczyłem, ale coś tam umiem, trója będzie”. Nawet, jeżeli spędziłem tych dwadzieścia minut by przyswoić sobie podstawowe pojęcia, to i tak będę twierdził, że nic „nie kułem”. Tak wypada. To taka tradycja. Element kultury studenckiej. Element szkodliwy, bo udawane olewactwo staje się niestety prawdziwym. Miałem z tym do czynienia podczas pracy nad audycją radiową, którą musiała wykonać cała grupa trzydziestu osób. Tak się złożyło, że byłem jednym z koordynatorów projektu. Wyszło… tragicznie. Wszechobecny tumiwisizm towarzyszył grupie od samego początku. Na etapie doboru tematu, tworzenia i poprawek, które wiele osób robiło z wielkim fochem oraz żalem. Ktoś by pomyślał, że zrobienie własnej audycji to coś naprawdę ciekawego, pasjonującego, coś, gdzie można się wykazać swoimi umiejętnościami oraz wyobraźnią. W końcu coś, co jest związane z kierunkiem naszych studiów. A jednak, zwyciężyło zrobienie wszystkiego na „odwal się”, a nieliczne perełki nie poprawiły jakości ogółu nagrań.

To nie nauczyciele, rówieśnicy czy system są naszym największym wrogiem. To my sami. Każdego dnia popełniamy grzechy, które wpływają na naszą edukację, a potem krzyczymy, że to „ktoś” nas źle nauczył. Że to wina „systemu”. Musimy w końcu wziąć odpowiedzialność za siebie. Za siebie i za nasze dzieci. Nie możemy oczekiwać, że szkoła nauczy naszą pociechę wszystkiego. Jeżeli my tego nie zrobimy, nie nauczymy jej wyrywania się ze schematu i szacunku dla wiedzy, to nieważne jak bardzo będą się starali nauczyciele – efekt będzie żałosny.

Dlatego kieruję te słowa do wszystkich rodziców: jeżeli twoje dziecko jest tumanem i uważasz, że to tylko wina szkoły, to mam dla ciebie bardzo złą wiadomość. Jesteś debilem, który nie potrafi zadbać o swoją pociechę, zachęcić jej do nauki. Skoro ty, najbliższa temu szkrabowi osoba, nie umiesz tego zrobić, to czego oczekujesz od miejsca sformalizowanego do bólu i pełnego obcych ludzi? Nie zdałeś sprawdzianu. Oblałeś. Pała.

Skandal w Przemkowie – duet strażników kontra obywatel

To jedna z tych spraw, które nie budzą uśmiechu i nie kojarzą się z kabaretem. Sytuacja przedstawiona na powyższym filmiku woła dosłownie o pomstę do nieba, a zachowanie strażnika leśnego oraz funkcjonariusza Straży Miejskiej jest karygodne. Na szczęście tym razem chamstwo i obłuda przegrały, ale ile jest w życiu sytuacji, gdy zwyciężają?

Dziennikarz Liberty Media Limited i zarazem członek Stowarzyszenia Prawo na Drodze, będę go nazywał Panem Emilem, bo niestety nie dysponuję jego pewnym imieniem i nazwiskiem, postanowił nakręcić materiał o fotoradarach przy drodze we wsi Szklarki obok miasteczka Przemków. Nie spodziewał się zapewne, że zostanie brutalnie zaatakowany przez wulgarnego mężczyznę. Agresorem był Starszy Strażnik Leśny, Jan Żywokarta, którego imię oraz zdjęcia są dostępne dla wszystkich użytkowników internetu za sprawą strony Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych we Wrocławiu, z racji pełnionej funkcji. Osoba, która na mocy ustawy ma prawo karać mandatami oraz pozywać do sądu jako oskarżyciel publiczny, najpierw przyjechała na miejsce bez zapiętych pasów i włączonych kierunkowskazów w samochodzie. Zaczęła szarpać dziennikarza. A potem zwyzywała. Oto niektóre obelgi:

„Chcesz w mordę? Zaraz zarobisz ty kurwa!”

„Wypierdalaj stąd!”

„Zaraz ty będziesz w Bolesławcu ty!” (jest tam szpital psychiatryczny)

„A pana to gówno obchodzi kim ja jestem!”

Nieustraszony Pan Emil nie odpowiedział tym samym. Chociaż był wyraźnie oburzony, starał się mówić w sposób spokojny. Starszy mężczyzna wybuchnął taką złością, bo, jak myślał, dziennikarz filmował jego dom. Co pan leśnik musi mieć w tym domu, skoro dostał aż takiego napadu furii? Zadzwonił na policję. W samochodzie nieopodal siedział funkcjonariusz Straży Miejskiej. Niestety, jego dane nie są dostępne w sieci. Myślicie, że ten osobnik zechciał zerwać ze stereotypem strażnika miejskiego jako nieprzyjemnego, wrednego typa? To się straszliwie mylicie. Zachowanie funkcjonariusza było skandaliczne. Podczas rozmowy tylko na chwilę wyszedł z samochodu, a potem, mając się najwyraźniej za lepszego, nie raczył porozmawiać z dziennikarzem twarzą w twarz. Co więcej, gdy ten oparł rękę o szybę, strażnik miejski chwycił za pałkę! Tak! Sięgnął po broń, gdy nie była ona zupełnie potrzebna. Osoba, która zachowuje się w sposób tak agresywny, będąc w bezpiecznej odległości od celu i wyjmując tonfę (pałkę policyjną) z zamiarem ataku na bezbronnego, niegroźnego obywatela, nie powinna NIGDY znaleźć się w jakichkolwiek służbach.Strażnik miejski był zapewne tak zdenerwowany, bo dziennikarz obnażał błędy w jego pracy.

Tymczasem, przy kolejnym telefonie do policji, pan Żywokarta postanowił pobawić się w kłamczuszka. Mówił, że Pan Emil wchodził całym ciałem do samochodu. A strażnik miejski dodał, że „podejrzany” „trzymał szybę nachalnie”. Straszliwe. Dobry powód by wyciągać na kogoś pałkę.

Przyjechała policja i zaczęła wyjaśniać sprawę. Strażnik leśny (któremu znudziło się oczekiwanie na kolejnych funkcjonariuszy), dał świadectwo swojego szacunku do zawodu, przechodząc bezczelnie, na oczach policjantów przez drogę i omijając stojące parę metrów dalej pasy. Kiedy musiał się wrócić po dowód osobisty w końcu przeszedł przez „zebrę”, ale zrobił to z wielką łaską oraz wyrzutem. Dziennikarz przy swoim materiale napisał „Temat Strażnika Leśnego i mnie na koniec został między nami wyjaśniony i zamknięty”. Policja odstąpiła od jakichś konkretnych działań. Pan Żywokarta oddalił się zapewne spokojny i pokorny.

Ale strażnik miejski dalej był na służbie! Słysząc ironiczne komentarze Pana Emila, który cieszył się, że funkcjonariusz nareszcie zapiął pasy w samochodzie, odpowiedział: „Wie pan co? Żal mi pana, jest pan bardzo żałosnym człowiekiem.” Po czym zostawił swoje auto z włączonym silnikiem. A na do widzenia złośliwie POTRĄCIŁ dziennikarza bokiem pojazdu.

W komentarzach pod filmikiem na YouTube, użytkownik FBIfoxmulderrr napisał:

Panie Emilu, proszę o złożenie doniesienia do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa przez strażnika leśnego. Wiem, że napisał Pan, że sprawa jest już zamknięta, ale właśnie chodzi o to żeby tacy niezrównoważeni ludzie bez kompetencji nie piastowali w Polsce urzędów – ten człowiek zasługuje na karę i musi ją otrzymać bezwzględnie – dla dobra ogółu społeczeństwa.

Pozdrawiam i dziękuję za to co Pan robi.”

Jak najbardziej wspieram te słowa. Panie Emilu, teraz w Pana rękach leży to, czy osoby niekompetentne, chamskie i brutalne, będą dalej wykonywały swój zawód. O tej sprawie powinny się dowiedzieć (o ile jeszcze się nie dowiedziały) największe media. A dwóch strażników, tego leśnego i tego miejskiego, powinno się pociągnąć do odpowiedzialności.

Dowody są. Potrzeba jeszcze przekonania.

Źródła:


http://emil-tv.pl/


http://www.youtube.com/user/TVBigos/

Inna błyskotliwa akcja Straży Miejskiej, która urzekła dzisiaj moje serce. Reportaż Andrzeja Tomczaka, który przypomniała blogerka @sygnalizator :


http://blogi.newsweek.pl/Tekst/naluzie/670911,swieto-pracy-z-paroweczka-i-straza-miejska–wydanie-kabaretowe.html



05.20.03: Dostałem informację, że w tekście znalazły się dwa błędy. Akcja miała miejsce we wsi Szklarki, a nie w samym Przemkowie, a zwrot „pójdziesz do Bolesławca”, odnosi się do szpitala psychiatrycznego, a nie cmentarza. Serdecznie dziękuję panu, który mnie o tym poinformował drogą mailową. Poprawki zostały naniesione.