Tradycja a człowieczeństwo, czyli o uboju rytualnym

XXI wiek. Świat przez setki lat przeszedł rewolucję. Kiedyś, to, że któreś z dzieci umrze przed szesnastym rokiem życia było czymś naturalnym. Dziś, ludzie nie pozwalają „zginąć” nawet kupce komórek, która może być dzieckiem. Kiedyś, zwierzęta (i kobiety) były tylko przedmiotem. Dziś, mają swoje prawa, a za brutalne krzywdzenie ich można trafić do więzienia. Kiedyś, ludzie składali ofiary ze zwierząt lub serc swoich przeciwników bo tak nakazywała wiara. Dziś, wyrywanie trzewi drugiego człowieka nie jest zbyt popularne, ale powolne katowanie zwierzęcia by wykrwawiło się na śmierć? Jak najbardziej.

A wszystko to w celach, jakże by inaczej, religijnych. W imię poszanowania czyjejś kultury(!?) i tradycji. Czy możemy jednak szanować jakieś wierzenia, jeżeli ich bezsensownym elementem jest brutalne spuszczanie krwi z żywego zwierzęcia i skazywanie go na dłuższe cierpienie? Przemoc niestety leży w naturze człowieka. Musimy zabijać, by samemu mieć co jeść. Ale przez tych kilka wieków posunęliśmy się chyba na tyle daleko w naszym człowieczeństwie, by nie wystawiać niewinnego zwierzęcia na dłuższe niż trzeba cierpienie w imię religijnego kaprysu, prymitywnego rytuału, który mógłby mieć miejsce w najdzikszych zakątkach Afryki, ale nie w Europie, w XXI wieku.

A jeżeli pojawi się nagle „tradycja”, że zwierzęciu przed zabiciem trzeba wydłubać oczy, obrócić do góry nogami na sześć godzin, zrobić z nóg supełek i włożyć łajno do przełyku, to światli posłowie również będą za? Jeżeli zaczniemy zabijać z wyjątkowym okrucieństwem inne istoty w imię prymitywnych wierzeń, w imię pieniądza, to gdzie postawimy granicę? Skoro wyciskanie krwi ze zwierzęcia nie jest niczym złym, to może zaczniemy im łamać nogi przed śmiercią? Albo przypalać w oleju? Po co? Dla zaba… by spełnić restrykcyjne wymagania naszej wielkiej, wspaniałej, pożytecznej tradycji. Przecież nie będą czuły bólu, bo „wytwarza się hormon, który łagodzi ból”. No, a my zarobimy.

„Nowe miejsca pracy” to element, którym posłowie się najczęściej zasłaniają. Mają rację. Moim zdaniem, powinniśmy pójść nieco dalej. Zróbmy zawody w jak najbrutalniejszym zabijaniu zwierząt jako tradycyjną, polską atrakcję. Będą wpływy z turystyki, ruszy gospodarka miast w których będzie organizowana impreza… Albo, skoro już ruszyliśmy z całą maszyną nieczułości, wydawajmy zezwolenia na zabijanie ludzi bezrobotnych. Zmniejszy się ich liczba, a w dodatku nieco osób znajdzie jakąś robotę na wakacje. Nie będzie już więcej bezrobocia!

Mam nadzieję, że po zakończeniu głosowania posłowie, którzy będą za, pójdą do rzeźni i sami, własnymi rękoma, poderżną jakiejś krowie gardło, patrząc jak telepie się w drgawkach, wymiotuje i próbuje wydać ostatnie tchnienie. Chociaż nie sądzę, by któremuś z wybrańców narodu drgnęło coś w sercu. Ludzie to jeszcze, czy bestie?