Poseł Wipler na bombie, czyli pijany kung-fu fighter z Sejmu

Jak donosi radio RMF FM, Przemysław Wipler, były poseł PiS, miał dość ciężki poranek. Otóż, mówiąc potocznie, na mocnej „bombie” stanął w obronie dwóch obywateli, którzy uczestniczyli w awanturze w jednym z warszawskich klubów (jak widać jego odwaga w walce o lepszą Polskę nie ma granic) i postanowił dać nauczkę przybyłym na miejsce policjantom. Dzięki swojej niesamowitej znajomości sztuk walki (styl pijanego mistrza) udało mu się porwać mundur jednego z napastników. Mógł się ograniczyć i zaledwie zwymiotować na niego, dałoby się wyprać szybko, a tak, trzeba będzie zszywać albo zamawiać nowy za pieniądze podatników.

No niestety, poseł trochę się przeliczył i został szybko spacyfikowany przez funkcjonariuszy, którzy haniebnie i brutalnie (jak można tak potraktować wybrańca narodu!?) wypryskali mu oczy gazem pieprzowym (a może jakąś brunatną substancją?), zakuli w kajdanki, a potem przewieźli na komendę.

Zbadanie posła Wiplera alkomatem nie było możliwe, bo był zbyt nabrzdryngolony (nie wiadomo jeszcze czy naćpany czy wypity). Obecnie, wybraniec narodu dochodzi do siebie w szpitalu, a Stowarzyszenie Republikanie (którego Szanowny Pan Wipler jest szefem), wkrótce wyda oświadczenie ws. incydentu. Dowiemy się zapewne z niego, że doszło do brutalnego ataku na osobę z immunitetem, a on przecież bronił, widział niedociągnięcia policji, chciał zmieniać świat, a media to w ogóle marudzą, przecież to nie pierwszy poseł, który lubi sobie walnąć fest gula z paru butelek.

Chlapnąć sobie lubi też Adam Rybakowicz z Twojego Ruchu, który po pijaku oddawał mocz na bydgoskiej starówce. A pamiętna sprawa z Ludwikiem Dornem, przebijającym się przez tłum dziennikarzy, bo wiedział, że alkohol splątał mu język? A Andrzej Pałys z PSL, wsiadający do samochodu obcej osoby i miotany jak szatan przez wiatr zmian? Już o prezydencie Kwaśniewskim z „chorobą filipińską” nie wspomnę, bo wstyd.

Wielu naszych posłów ma najwyraźniej problemy z alkoholem (oraz własnym ego). Może trzeba powołać jakąś komisję śledczą, która wyjaśni kto upija wybrańców narodu? Założyć zespół parlamentarny dla Anonimowych Alkoholików? Niech grupa psychologów (psychiatrów?) zajmie się tymi biednymi ludźmi, bo najwyraźniej rządzą krajem na wiecznej bombie i w stanie, który nie pozwala im trzeźwo (!) oceniać rzeczywistości.

Edit (9:45): Przemysław Wipler już szaleje na twitterze, ciągle siedząc w szpitalu! Jak twierdzi, został brutalnie pobity przez policję i ukradziono mu telefon. Cóż za niespodziewany obrót wypadków! Kto by się tego spodziewał?! Czekam na informację, że to prowokacja polityczna PO, by odwrócić uwagę od taśm z Dolnego Śląska.

Edit (10:20): „Zostałem pobity przez policjanta – obrażenia klatki piersiowej, szyji, głowy i nie tylko. Oddałem krew, poproszę o monitoring.” No, jak ma obrażenia szyji to wszystko jasne.

Nasi posłowie są nie tylko mistrzami sztuk walki, ale też znakomitymi rajdowcami:
http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/673755,jacek-kurski-%E2%80%93-demon-szos-czy-musi-dojsc-do-tragedii.html


http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/663329,hipokryzja-drogowa-po-twarzy.html


http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/665669,hipokryzja-drogowa-po-twarzy—dodatek-specjalny-o-bezczelnosci-posla-suskiego.html

Źródła:
http://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-nocne-ekscesy-posla-przemyslawa-wiplera,nId,1050376
#


http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103085,14866777,Wipler_zaatakowal_policjantow___Byl_w_takim_stanie_.html

Bydlęta

Uniwersytet Warmińsko-Mazurski, Centrum Konferencyjne. Swój wykład o Unii Europejskiej wygłasza dzisiaj Jerzy Buzek. Nim jednak rozpoczął, cała sala wstała i przez minutę zamilkła. Oddała hołd pierwszemu premierowi III Rzeczpospolitej, Tadeuszowi Mazowieckiemu, który zmarł dzisiaj w wieku 86 lat.
A na dwie godziny przed wykładem, na stronie dla śmieszków z problemami emocjonalnymi kwejk.pl, wpada obrazek ze zdjęciem premiera i podpisem „R.I.P. Lou Reed 1942 – 2013″, wypromowany przez moderatora tego żenującego portalu. A pod nim komentarze, nazywające Tadeusza Mazowieckiego „sowieckim agentem, zdrajcą, kolaborantem, gnojem, kanalią i pseudokolaborantem”, które ludzie wrzucają ze swoich facebookowych kont, opatrzonych ich prawdziwym imieniem i nazwiskiem, a czasem anonimowo.
Podczas gdy w chwili obecnej opozycja, rząd, media i zwykli obywatele wspominają premiera, banda bydląt urządza sobie żarty nad jego trumną, dosłownie parę godzin po jego śmierci. Skurwysyństwo niektórych Polaków nie ma granic. Nie mogą zaczekać nawet do pogrzebu ze swoimi prymitywnymi mądrościami. Kwejk.pl jest stroną żenującą, która zamienia się w raj dla chamideł, dla których jedynym marzeniem jest „strollowanie kogoś” i „wywołanie bólu dupy”. Jak bardzo można z siebie zrobić durnia by to osiągnąć? A głupi lud przyklaskuje, bo jakie to śmieszne, obrazić kogoś szanowanego na parę godzin po jego śmierci.

Sam przepadam za czarnym humorem i często wychodzę poza granice dobrego smaku. Ale, na szczęście, posiadam jeszcze minimum szacunku dla ludzi. Durnie z kwejka, obrażający kogo leci i jak leci, go nie mają. Czy ktoś będzie miał go kiedyś dla nich? Nie sądzę.

Stronę przeglądają głównie osoby młode. Ciekawe czy ich mamusie i tatusiowie byliby dumni ze swoich dzieci, gdyby ujrzeli co piszą w internecie?


http://kwejk.pl/obrazek/1939092/tragedia-dla-muzyki-rockowej.html

Zwyrodnialcy wychodzą z więzień. Czy prawo zadziała wstecz?

Dzisiaj, w programie Andrzeja Morozowskiego „Tak jest” na antenie TVN24, rozmawiały ze sobą prawniczka, profesor Monika Płatek i posłanka PO Elżbieta Radziszewska. Temat trudny – co zrobić z mordercami, którym karę śmierci zamieniono pod koniec lat osiemdziesiątych na 25 lat odsiadki (zamiast na dożywocie, które rozwiązałoby problem). Sytuacja nieciekawa, bo prawo nie działa wstecz, a posłowie chcą zawrócić kijem Wisłę i kombinują, jak tutaj ochronić obywateli przed krwiożerczymi mordercami, którzy na pewno po wyjściu od razu rozpoczną masowe rzezie i gwałty, wybijając w pień naród Polski.

Odrobinę przejaskrawiam, ale psychoza jaką budują politycy wydaje mi się niesmaczna. Wykorzystują tę niełatwą sprawę do zbijania kapitału politycznego kosztem więźniów, robiąc z nich wszystkich potwory, których nie da się zresocjalizować, kiedy ci nie mają możliwości w żaden sposób odpowiedzieć na zarzuty, czy udowodnić, że się zmienili. Szczególnie razi mnie, kiedy pani posłanka Radziszewska, osoba reprezentująca Sejm i rządzącą koalicję, co drugie słowo rzuca „zwyrodnialcem”, tym samym, nawet nie ukrywając, że chce zagrać na emocjach oglądających. Spodziewałbym się od niej większej powściągliwości.

Ci ludzie na pewno popełnili niewybaczalne zbrodnie. Ale aż takie demonizowanie parudziesięciu staruchów jest momentami śmieszne. Można się z tym nie zgadzać, w porządku. Tylko takie sytuacje, że osoba, popełniła brutalne przestępstwo i wychodzi po jakimś czasie z więzienia są… normalne. Ludzie odbywają swoje kary, po czym wychodzą. Czasami udaje im się zejść ze złej drogi, a czasami nawet całe bataliony psychologów nie dadzą rady ich zresocjalizować. I z tym zagrożeniem jakoś żyjemy, nie jesteśmy go nawet świadomi. A nagle, gdy wychodzi grupka takich osób, jest wielki szok, strach i płacz.

Ale zostawmy to. Nie można wykluczyć sytuacji, że gdy ci ludzie wyjdą na wolność, to powrócą do swojego dawnego postępowania. Skupmy się na dzisiejszym programie „Tak jest”. Pani posłanka Radziszewska miała okazję porzucać „zwyrodnialcami” przy okazji omawiania nowego projektu ustawy, według którego, można by obowiązkowo leczyć psychiatrycznie osoby, które nie nadają się do wyjścia na wolność. Inicjatywa, moim zdaniem, całkiem rozsądna, bo w trakcie badań, określałoby się po prostu czy ta osoba jest gotowa na życie wśród innych, czy nie. Owszem, otwiera to pole do nadużyć, które niestety w naszym państwie są dość powszechne, ale jest to jakieś rozwiązanie problemu.

Pani posłanka wydawała się zresztą też zadowolona z projektu, ale w miarę jak profesor Płatek przytaczała argumenty przeciw ustawie, jej mina rzedła. Podstawowym problemem okazało się to (nie zapisałem sobie niestety, więc opiszę to dość niedokładnie), że projekt nie odnosi się do osób, o które jest całe zamieszanie. Przez błędny zapis, leczenie psychiatryczne będą musiały odbyć osoby z karami do bodajże 15 lat pozbawienia wolności, a już nie powyżej. Doszły potem jeszcze inne niezgodności, ale ta jedna najbardziej kłuła w oczy. I posłanka Radziszewska unikała odpowiedzi na nią jak diabeł wody święconej. Odwracała kota ogonem, zmieniała temat, ale do końca programu tak naprawdę nie odpowiedziała w sposób konkretny i rzeczowy na ten zarzut. Redaktor Morozowski, co do niego niepodobne, bo znany jest z wcinania się w wypowiedzi rozmówców i demonstrowania własnych opinii, siedział cichutko jak myszka pod miotłą. Dopiero na końcu rozmowy się nieco ożywił. Możliwe zresztą, że sytuacja nie wymagała komentarza.

Problem z osobami, które nie dają się resocjalizować, był, jest i będzie. Magicznie go nie rozwiążemy. Nie zrobimy też tego ustawami, które nie są dopracowane w najdrobniejszym szczególe. Może zbytnio się czepiam, bo to dopiero projekt, ale odrobinę razi, że poseł na Sejm nie jest w stanie przyznać się do błędu czy konkretnie wyjaśnić dlaczego oponentka się myli. Nie żeby to było coś nowego. Musimy sobie też zadać pytanie: czy można zmieniać reguły gry podczas jej trwania? Czy prawo może jednak działać wstecz w państwie polskim?

Biorąc pod uwagę, jak zmieniono wiek w którym przysługuje emerytura, łamiąc wcześniejsze ustalenia i umowy, odpowiedź niestety wydaje się oczywista.

Seks-autobus na zakręcie

Autobus, miejsce siedzące, w dłoni najnowsza „Polityka”, a oczy wbite w tekst Agnieszki Krzemińskiej o Ludwiku Hirszfeldzie. Ze zwieszonym nosem i w pozycji uwłaczającej godności człowieka, czytam o tym jak polscy badacze nie zgadzają się z tezami zawartymi w książce Myriam Spörri, która zszokowała niektóre środowiska pisząc, że to Żyd stoi za nazistowską obsesją czystej krwi. Wiele się zmieniło od czasu II Wojny Światowej, w podejściu ludzi do siebie nawzajem. Pasażerów nie ma zbyt wielu – na szczęście. Do autobusu wchodzi jednak grupa dzieci, ciężko powiedzieć, czy z późnej podstawówki, czy z wczesnego gimnazjum. Raczej to pierwsze. Siadają obok mnie.

Zaczyna się żywiołowa rozmowa. Uparcie próbuję czytać „Politykę”, ale mam problemy ze zrozumieniem tekstu. Ciężko w sumie się nie rozproszyć, kiedy słyszy się, o czym mówią dzieci:

-No, a ostatnio na urodzinach u mnie rozwalili drzwi. Z zawiasów wywalili całe.

-Serio!?

-No, tam weszła Aneta zamknęła się, potem Wojtek zaczął pchać i rozwalili. Mama powiedziała, że teraz tylko u niej będą urodziny.

Czyli zapewne mieszkają w jakimś internacie. Kto by pomyślał, że takie młode dzieci mogą mieszkać już bez rodziców? Może to i lepiej, nauczą się samodzielności. Kończę tekst o Hirszfeldzie i przewracam stronę. Tekst o Funduszach Europejskich, nuuuda. Dalej, dział „afisz”, z recenzjami książek, filmów i tym podobnych. Też nie jestem zbytnio zainteresowany. Rozmowa wśród dzieciaków się ożywia. Opowiadają o tym, jak grały w butelkę. W autobusie robi się głośniej:

-No, i tam się rozebrali, i powiedzieli, żeby zrobią minetę.

-No cooooś tyyy.

-No, i tam takie różne dziwne rzeczy, malinki na udach, o tu.

-I ktoś robił?

-No nie, no coś ty.

-Weź, nie mów tak głośno, bo pani tam się na ciebie patrzy.

Chwilę później rozmowa o tym, jak ktoś na kimś leżał. Po pobieżnym przejrzeniu recenzji, przechodzę do tekstu Janusza Wróblewskiego, „Między seksem a sensem”, który zaczyna się słowami: „pionierskie sceny seksu analnego w wykonaniu Marlona Brando w „Ostatnim tangu w Paryżu” (z użyciem masła) – niegdyś szokujące – dziś nawet młodzież ogląda z rozbawieniem”. Jestem w stanie w to uwierzyć. Seks to dość powszechny temat żartów. Przypomina mi się jak widziałem dzieciaki (chyba z podstawówki)  przed jednym z osiedlowych sklepów i to jak sobie dogryzały. Jedna z dziewczynek powiedziała, do chłopaka, żeby przestał ją targać za włosy. A ten błyskotliwie odparł „chyba włosy na cipie”. Przeglądam tekst Wróblewskiego, choć niewiele do mnie dociera – po pierwsze, bo nie jestem znawcą kina erotycznego i większość tytułów jakie padają, nie obiła mi się nigdy wcześniej o uszy. Po drugie – dzieciaki mają nowy temat. Młodym pasażerom, którzy są „obcykani” w takich pojęciach jak robienie minety, sprawia problem pewien fizyczny aspekt u mężczyzny.

-Ej, a co to jest to co na szyi mają niektórzy? Mój tata takie coś ma.

-Nie wiem…

-To przecież te, no…

-?

-Jabłko Adama! To każdy ma facet, ja też będę miał.

-Ahaaaa.

-No, to jest takie twarde, to każdy ma facet.

-Nie wiedziałam.

Dzieci, które nie wiedziały czym jest grdyka milkną, by przetrawić informację, o której wiedzę zdobyły dopiero teraz. Nareszcie wysiadają, przystanek przede mną. W autobusie robi się pusto i nastaje cisza. A ja odsuwam kciuk od zdjęcia nagiej kobiety, które zasłoniłem, by nikogo nie zgorszyć. Bo nie wypada, by dorosły facet, czytał przy dzieciach o czymś związanym z seksem.

Ponowne „przejęzyczenie” arcybiskupa Michalika

No i arcybiskup Michalik ponownie dowalił drwa do pieca, w którym spala się szacunek wobec Kościoła osób prostych, które nie darzą sympatią pedofilów, nawet, jeżeli noszą sutanny. Jak donosi Gazeta Wyborcza (1), podczas środowej mszy we wrocławskiej katedrze, powtórzył słowa, które podobno były przejęzyczeniem i dodał jeszcze parę innych mądrości.

Według niego, przyczynami pedofilskich zachowań są m.in. pornografia, feministki, brak miłości rodziców i promocja ideologii gender. Nie wiem dlaczego arcybiskup Michalik tak surowo ocenia swoje środowisko, ani w jaki sposób wspomniane wyżej „zagrożenia” wpływają na księży, którzy błogosławieni na łonie Kościoła, nie powinni mieć z nimi problemów.

Jak się mają te feministki i ideologia gender do tego, że dorosła osoba wykorzystuje seksualnie nieletniego? Nie mam bladego pojęcia. Arcybiskup zarzuca: „to one walczą o to, żeby w szkołach i przedszkolach wygaszać w dzieciach poczucie wstydu”. Wygaszanie poczucia wstydu jest tym nielicznym pedofilom w Kościele bardzo nie na rękę, bo jak dziecko nie obawia się mówić o tym co mu zrobił pan w sutannie, to mamy problem. To znaczy nie my. Arcybiskup ma problem. Bo media potem robią jakieś głupie awantury i każą się tłumaczyć.

A tłumaczyć się, arcybiskup Michalik nie potrafi. I najwyraźniej nie rozumie dalej, że taktyka obrony w stylu „a u murzynów to…”, jest żenująca, niesmaczna oraz prymitywna. Szczególnie w ustach osoby, która nie wykonuje byle jakiego zawodu, a została „powołana” przez Boga, by nauczać o tym jak żyć dobrze, moralnie i zgodnie z wolą Pana.

Co powie arcybiskup Michalik za tydzień? Strach się bać jaką kolejną wymówkę znajdzie, po której jego mądrzejsi duchowni podwładni złapią się za głowę i będą musieli po raz kolejny znosić biczowanie ze strony mediów oraz społeczeństwa.

(1)
http://wyborcza.pl/1,75478,14788274,Winni_rodzice__feministki_i____Abp_Michalik_znow_o.html

Jak nie dać się uwieść przez dziecko – poradnik dla kapłanów

Arcybiskup Michalik przedstawił dzisiaj w swoich słowach nieprawdopodobny problem, który wstrząsa strzechami kościołów. „Słyszymy nieraz, że to często wyzwala się ta niewłaściwa postawa, czy nadużycie, kiedy dziecko szuka miłości. Ono lgnie, ono szuka. I zagubi się samo i jeszcze tego drugiego człowieka wciąga” (1). Tak oto powiedział jeden z najwyższych przedstawicieli Watykanu w Polsce. Muszę mu przyznać rację. Problem dzieci uwodzących świętych przedstawicieli stanu kapłańskiego jest coraz poważniejszy, a media brutalnie próbują zrzucić winę na poczciwych duchownych. Nawet dotychczasowi przyjaciele zadają ciosy zza pleców. Tomasz Terlikowski dla portalu dziennik.pl (2): „Ta wypowiedź obraża ofiary i jest dla nich krzywdząca. Ona obraża ogromną rzeszę uczciwych księży i może budzić obawy rodziców, którzy słyszą, że to dzieci są winne, a nie zboczeńcy, którzy się do nich dobierali. Ta wypowiedź w końcu szkodzi Kościołowi”. Kto by pomyślał, że sojusznik nagle stanie się taki okrutny?

W związku z nagłośnionym ostatnio problemem dzieci uwodzących księży, wychodzę naprzeciwko potrzebom duchownym i prezentuje parę punktów, które mogą pomóc w ochronie przed niepowstrzymaną chucią małoletnich. Czcigodni duchowni, którzy macie problemy z zapanowaniem nad tymi zwierzęcymi instynktami (i tylko wy) możecie je nawet wydrukować i powiesić w swoich plebaniach, by zawsze pamiętać, że zło nie śpi:

  1. Unikaj kontaktów z dziećmi – krąży takie powiedzenie, że „religia jest jak penis, nie obnoś się z nim publicznie, ani nie wtykaj go dzieciom”. Podstawową i najskuteczniejszą formą obrony przed nienawistnymi atakami małoletnich jest ich unikanie. Jeśli dziecko nie będzie potrafiło cię nawet opisać – możesz się czuć bezpieczny. Dlatego trzymaj się od nich z dala. Są jednak sytuacje, gdy przewrotny los zrzuca na nas jakichś niepełnoletnich. Co wtedy?
  2. Powstrzymaj się od ojcowskich gestów – przytulenie lub poklepanie dziecka po głowie może obudzić w nim erotyczne popędy. Dlatego trzymaj rączki przy sobie, nawet, jeżeli twoje naturalne i dane przez Boga ojcowskie odczucia, biorą górę. Jeżeli nie potrafisz się powstrzymać, zrezygnuj ze stanu kapłańskiego i załóż rodzinę.
  3. Nie zostawaj z dzieckiem sam na sam – dziecko wykorzystując to, że nie ma świadków, może cię w perwersyjny sposób napastować. Staraj się zawsze przebywać w towarzystwie innych osób, które będą mogły poświadczyć o twojej niewinności. UWAGA! Nie zostawaj w towarzystwie samych dzieci. Mogą one się zmówić i świadczyć przeciwko tobie.
  4. Zaopatrz się w program antywirusowy i zaporę sieciową – bardzo powszechną praktyką jest podrzucanie przez nieletnich swoich roznegliżowanych, zbereźnych zdjęć na komputery księży. Zapewne robią to z pomocą jakichś wirusów lub szkodliwych programów. Dbaj o odpowiednie zabezpieczenie swojego PC, bo inaczej możesz zostać wplątany w jakąś aferę.
  5. Uważaj gdzie chodzisz – może się zdarzyć, że wędrując beztrosko po mieście i rozmyślając nad żywotem Syna Bożego, przypadkiem znajdziesz się w jakimś szemranym miejscu: dzielnicy prostytutek, klubie go go czy sex-shopie. Niech twe oczy zawsze uważnie śledzą w którym kierunku zmierzasz, bo niepełnoletni mogą złośliwie zrobić ci zdjęcia i użyć ich przeciwko tobie.
  6. Nie daj sobie zamydlić oczu – dzieci potrafią w bardzo niegodziwy sposób opanować umysł dorosłego. Zazwyczaj dorośli wtedy po prostu traktują maluchy jak niegroźne brzdące, którymi się trzeba opiekować. Jednak w swej nieskończonej nienawiści do religii chrześcijańskiej, dzieci stosują wobec niektórych księży hipnozę by wmówić im, że ciało osoby niepełnoletniej jest atrakcyjne dla dorosłego mężczyzny. Bądź zawsze ostrożny oraz czujny.
  7. Wystrzegaj się napojów oferowanych przez dzieci – często zdarza się, że niektórzy księża zapominają o tym jak obcowali z małoletnim. Jest to świadectwo użycia hipnozy (patrz punkt 6) lub bardzo niebezpiecznej tabletki gwałtu. Bądź czujny i nie pij niczego, co zaoferują ci dzieci.
  8. Szybko wkładaj opłatek do ust dziecka – bywa, że podczas mszy musisz obcować z dzieckiem, na przykład podczas wkładania Ciała Bożego do buzi wiernych. Nie panikuj. Zrób to szybko, po czym odpraw małoletniego odwracając wzrok, bo może on wykorzystać chwilę bliskości do omotania twoich zmysłów.

Mam nadzieję, że tych osiem porad pomoże wybranym księżom i uniemożliwi obrzydliwym dzieciom oraz mediom szkalowanie Kościoła. Pozdrawiam.


(1)
http://www.pap.pl/palio/html.run?_Instance=cms_www.pap.pl&_PageID=1&s=infopakiet&dz=kraj&idNewsComp=&filename=&idnews=128593&data=&status=biezace&_CheckSum=-779525016

(2)
http://wiadomosci.dziennik.pl/opinie/artykuly/439928,szokujaca-wypowiedz-abp-jozefa-michalika-o-pedofilii-terlikowski-obrazil-ofiary.html

PS: Seria o internetowych losach Krzysztofa Kononowicza zostaje zawieszona na czas nieokreślony. Seria o PBFach również.