Boli mnie dziś dupa

Szanowni czytelnicy, pragnę poinformować, że boli mnie dziś dupa. Bardzo. Zdaję sobie sprawę, że moje problemy proktologiczne nie leżą w centrum zainteresowań osób zaglądających na ten blog, jednak nie jest to zwykła, analna dolegliwość. Jest to bowiem „ból dupy Polaka”, mający podłoże uczuciowe. Niezbyt niebezpieczny i dość powszechny w Internecie, lecz wciąż dość dokuczliwy.

Samo wyrażenie „ból dupy” pochodzi od angielskiego „butthurt”, a oznacza mniej więcej zbyt emocjonalne reagowanie na irytujące bodźce, połączone z narzekaniem (w niektórych częściach Polski zwane również „bulceniem”). Według strony Know Your Meme, jednym z najwcześniejszych użyć tego zwrotu w Internecie był komentarz niejakiego Douga, który na stronie szwajcarskiego malarza Hansa Gigera (zmarł całkiem niedawno, 12 maja), napisał: „Przeczytałem cały ten ból dupy przez który przechodzi”. Miało to związek z narzekaniami artysty na nieuwzględnienie go w napisach końcowych w sequelach filmów „Obcy”.

Mi jednak nikt nie wyrządził osobiście przykrości. Mój ból dupy to ból „prawdziwego Polaka, patrioty i katolika”. No dobra, katolikiem nie jestem. Patriotą też nie, bo bardziej od Orła Białego w godle, cenię tego między moimi nogami. Szukam wymówki, wiem. Wstyd się przyznać, że jestem poirytowany bo „mnie to denerwuje”. Potrzebuję wznioślejszego powodu. Dlatego oficjalnie – mam patriotyczny ból dupy spowodowany troską o losy narodu polskiego i obywateli.

Po raz pierwszy, poczułem dziś bolesne rwanie w zadku, gdy znajoma podesłała mi link do strony na ask.fm, należącej (podobno) do Marysieński Sokołowskiej. Tej od „zmasakrowania Tuska”, którą prawicowe media ogłosiły świętą za życia, za obrażenie ich najgorszego wroga i koszmaru. Nie oszukujmy się, powiedzenie: „dlaczego udaje pan patriotę, a jest zdrajcą?”, jest równie finezyjne co powiedzenie: „dlaczego udaje pan człowieka, a jest pan zgiętym chujem?”. Czyli w sumie pasuje do retoryki prawicowej, która w pełnej krasie objawiła się dzisiaj podczas pogrzebu Jaruzelskiego (który nasilił moje problemy z odbytem). Wierzący, patriotyczni, broń Boże nie zdradzieccy Polacy, zagłuszali uroczystości państwowe, wyli, krzyczeli, śpiewali wulgarne piosenki i robili wszystko, by pokazać jak bardzo nienawidzą tego tam w trumnie, który nawet nie ma za bardzo jak odpowiedzieć. Pewnie zresztą odpowiadał, tylko nie było słychać przez ten cały jazgot. Cytując klasyka, gdy Bóg to widział, musiał się „w Niebie przewracać”. Zachowanie w żaden sposób nie różniące się od dzikich protestów skrajnych wyznawców Islamu, którymi tak gardzą prawdziwi Polacy. W Olsztynie, niedawno ktoś na murach kampusu napisał „Allah jest wielki”. Wybuchła afera. Gdy malowane są swastyki i wulgarne teksty wszystko jest w porządku.

Ale ja nie o tym! Miałem poświęcić tekst cudnej Marysieńce i jej profilowi na ask.fm. Tak, to ten zły portal, od którego dzieci się wieszają i tak dalej. Pozwolę sobie zacytować parę pytań i odpowiedzi z profilu uroczej nastolatki:

Jaki jest Twoje pogląd nt Smoleńska? To był zamach czy zwykły wypadek?

Mim zdaniem zamach, aczkolwiek nie jest to potwierdzone. W każdym razie ufam komisji Macierewicza, ponieważ doszukuje się ona prawdy. Jak ona ustali, tak będzie najbliżej prawdy :)

Dlaczego tak ślepo twierdzisz, że nieważne gdzie byś się urodziła i tak byś wierzyła w boga katolickiego? To bzdura. Gdyby Twoi rodzice wierzyli w Latającego Potwora Spaghetti to też byś w niego wierzyła… Nie oszukuj się, że byłoby inaczej.

Nie oszukuję się, to Ty przyjacielu oszukujesz siebie w tym momencie, bo widzisz, Pan Bóg każdego człowieka znajduje :)

dlaczego uważasz, że wiara katolicka jest jedyną słuszną? nawet w samym chrześcijaństwie są podziały, gdybyś urodziła się w Rosji byłabyś przekonana o 100% racji prawosławia

Ponieważ jest :)
Nawet, gdybym się urodziła w Korei, to kochałabym Boga całym serduszkiem :)

sztucznie brzmisz z tym bogiem! „bóg ci wybaczy”, „bóg jest wielki” – sztucznie to brzmi

ale to jest prawdziwe :)
Przypominam, że Polska, to kraj katolicki, więc nie powinno to nikogo dziwic, ani nie powinno to brzmiec sztucznie.

Jakie książki polecasz? Jaką poezję? Skąd czerpiesz natchnienie? :)

Nie czytam na ogół poezji, raczej tylko te moich koleżanek :)
Natchnienie czerpię z miłości, a moje natchnienie to tylko i wyłącznie Duch Św.

Jesteś pewna, że to co robisz jest dobre i nie będziesz tego żałować kiedy będziesz starsza?

Owszem :)
Wszystko staram się robić na chwałę Bożą.

Dlaczego Słowiańskie narody to takie gówno. Dlaczego nie wychowano nas jak naszych rówieśników na zachodzie? Dlaczego u nasze ulice terroryzują cyganie i narodowcy, każdy ma w dupie pracownika, a my topimy smutki w wódce i piwie albo bułgarskiej kadarce? Gdzie popełniono błąd?

D;aczego Polska zawsze ratuje Europę przed zagładą?”

Pominę poziom tych pytań, w szczególności ostatniego. W sumie pominę też odpowiedzi, bo dziewczyna wydaje się mieć wyprany mózg. Jest to jednak esencja całego fanatyzmu, nieuznającego jakiegokolwiek rozsądku i wyolbrzymiającego rzeczy, które wydają się „patriotyczne” i „katolickie”. Obrażanie innych „na chwałę Bożą” i „czerpiąc natchnienie z miłości”. Nie jest problemem, że dojrzewająca dziewczyna ma takie poglądy. Nie jest problemem też to, że w coś wierzy (a wręcz przeciwnie!). Problemem jest, gdy dziesiątki tysięcy ludzi z takim nastawieniem, wybiera się, no nie wiem, powiedzmy – na pogrzeb, by godnie upamiętnić czyjąś śmierć z pomocą pięści i wulgarnych okrzyków. Tak, aby inni Polacy zobaczyli, czym jest prawdziwa miłość do bliźniego. Ten fanatyzm sięga wszędzie – nawet do lekarskich kitli. I zza pazuchy krzyczy, że należy olać zobowiązania zawodowe i naukę, w imię własnej ideologii oraz ekshibicjonizmu religijnego bo „Bóg wie kiedy ktoś powinien umrzeć”. Brrrr.

I na tym by się zakończył mój ból dupy, gdyby nie kabaret jaki na Twitterze odstawił poseł Jaworski z PiS (co ja mam z tą prawicą dzisiaj!?). Gdy jeden z internautów zwrócił uwagę, że Polacy fundują jego pensję, a ten służy klechom i pasożytuje (co było równie eleganckie jak komentarz Marysieńki), szanowny Wybraniec Narodu Reprezentujący Nas (Ich) w Sejmie odparł: „wasza garstka nic mi nie płaci, podatki płacą katolicy, czas pogonić lewactwo”. Panie P(Ośle)! Słyszał Pan coś kiedyś o tym, że to naród jest suwerenem? Pewnie nie bardzo? Niech Pan zrezygnuje z diety poselskiej, którą fundują również Panu ci obrzydliwi lewacy, pedały, feministki i inne potworki, które śnią się Panu po nocach, i niech to Prawdziwi Polacy, Katolicy i Patrioci płacą za Pana posiaduchy w ławach sejmowych. Albo lepiej przy wyrabianiu dowodu pytajmy ludzi czy są lewakami czy prawakami, a potem na tej podstawie wypłacajmy pensje. Więcej biurokracji = więcej miejsc dla znajomych. I będzie wiadomo komu rękę podawać, jak się poprosi wcześniej dokumenty.

To chamstwo chyba przebiło wszystkie inne, jakie dzisiaj pojawiły się w mojej dupie, bo po raz kolejny, jawnie, bez zażenowania, politycy się ośmieszają i wykazują debilizmem oraz pogardą. Za takie teksty poseł powinien natychmiast wylecieć z cywilizowanej partii, po przetoczeniu przez media i wyborców. Jednak nikt nic nie zrobi.

Bo taki to piękny kraj, gdzie miłość to nienawiść, wiara to pogarda dla innych, fanatyzm to patriotyzm, a głupota to cnota.

Panie premierze, jak rzyć?

Kompletna porażka Twojego Ruchu, tryumf Korwin-Mikkego, remis PiSu i PO (AKTUALIZACJA!)

Są już wstępne wyniki wyborów. Platforma Obywatelska (32,8%) po raz kolejny zwyciężyła z Prawem i Sprawiedliwością (31,8%). Trzecie miejsce zajęło SLD + UP (9,6%). Czarnym koniem okazała się Nowa Prawica Janusza Korwin-Mikkego (7,2%), która została czwartą siłą w Polsce. Do Brukseli pojadą też reprezentanci PSLu (7,0%). Reszta partii musi przełknąć łzy i szykować się do wyborów samorządowych.

Mała różnica między PO i PiS była od początku oczywista, o czym świadczyły częste przetasowania w sondażach. Chociaż Prawo i Sprawiedliwość zajęło drugie miejsce, to Jarosław Kaczyński przegrał po raz kolejny. Te wybory miały przynieść im w końcu zwycięstwo. Niestety, znowu bezkompromisowe ataki na inne partie, niejasne przemowy i koncentrowanie się na umacnianiu szeregów, nie przyniosły pozytywnych rezultatów. PO również nie może mieć powodów do zadowolenia. Przewaga stopniała, przeciwnicy dyszą im w kark, a po siedmiu latach rządów poparcie partii rządzącej raczej nie będzie rosnąć.

SLD po raz kolejny zwyciężyło jako ruch, który „też jest w bandzie trojga, ale jest najnormalniejszy”. Są jedyną lewicową… pardon, „lewicową” siłą, która będzie reprezentowała Polskę.

Największym przegranym jest Twój Ruch (3,7%, nie przekroczył progu wyborczego). To kompletna, druzgocąca klęska, którą już zapowiadałem. Tak naprawdę to przez Janusza Palikota wygrał Korwin-Mikke – łączy ich ten sam elektorat zawiedzionych obecnym systemem, młodych i gotowych na rewolucje, nie ważne czy gospodarcze, czy światopoglądowe. Ten sam „stan umysłu”. Jeżeli do kogoś należy mieć pretensje o to, że Nowa Prawica weszła do Europarlamentu, to właśnie do Palikota – który zawiódł swoich wyborców marzących o zmianach i przełamaniu monopolu dwóch partii. Polska młodzież mogła iść drogą tolerancji, lecz działania Twojego Ruchu doprowadziły do wybuchu niechęci wobec lewicowych idei – skorzystała na tym Nowa Prawica, z równie charyzmatycznym liderem i równie buntowniczymi postulatami.

Wygrana Korwin-Mikkego mnie martwi, bo słuchanie piosenek w stylu: takim i takim, nie będzie już tak piękne jak kiedyś. Spodziewałem się nieco wyższego wyniku (około 10%), jednak 7% to też smakowity kąsek dla głównego przeciwnika Unii.

Jak zawsze, zaskakuje mnie wygrana politycznych oportunistów z PSL. Nic ich chyba nie jest w stanie zatopić. Rolnicy trzymają się mocno.

Na wybory w tym roku nie poszedłem. Nie żałuję. Kampania była żałosna (w szczególności spoty), a opary populizmu tak gęste, że nie dało się przez nie niczego dostrzec poza bełkotem i tępymi gębami. Poziom kandydujących – mizerny, a zresztą i tak niemal same jedynki dostaną się do Europarlamentu, to na chuj patrzeć w ogóle na resztę? Program żadnej z partii nie pokrywał się nawet w 60% z moimi przekonaniami – a ciężko głosować na kogoś, kiedy jedna połowa postulatów wydaje się w porządku, a drugą połowa jest kompletnie przeciwna temu co myślę. To tak jakby być od pasa w górę pieszczonym i masowanym przez urodziwą blondynkę, a od pasa w dół gryzionym przez wściekłego dobermana. Nie powiem w co. Wyniki mnie ani nie ziębią, ani nie grzeją.

No, może żal mi tylko tego Twojego Ruchu… ale otrzymał to na co sobie zasłużył. To nauczka na przyszłość i lekcja, że można bez problemów się wybić na kontrowersji – jednak spaść na mordę równie łatwo. Czy Korwin-Mikkego czeka ten sam los? Czy pojawi się ktoś jeszcze bardziej antysystemowy i buntowniczy? I co by musiał sobą reprezentować, by przekonać coraz bardziej zawiedzionych dochodzącymi do głosu partiami?

AKTUALIZACJA (2014-05-26, godz. 09:32): Jednak zbyt wcześnie odtrąbiłem porażkę PiSu (32,35%)! Po przeliczeniu głosów z 90% obwodowych komisji, to partia Jarosława Kaczyńskiego wysunęła się na prowadzenie! Czyżby jednak polityka zacieśniania szeregów i „winotuskizmu” przyniosła efekty? PO ma  31,29%. Zmiany w reszcie partii przechodzących do Europarlamentu nie są znaczące. Twój Ruch spadł za Solidarną Polskę. Ał. Czekamy do godziny 18, kiedy to mają być przedstawione ostateczne wyniki wyborów. Czy PO uda się jeszcze wyprzedzić PiS? Czy ten remis i porażka obydwu stron zamieni się w niekwestionowany tryumf Kaczyńskiego? Czekamy!

AKTUALIZACJA (2014-05-26, godz. 22:58): I ostatecznie to PO zatryumfowało! Zbyt wcześnie wstawiłem w komentarzach piękny filmik z wieszającym się Urbanem, chwalącym dobre wyniki PiS. Czyli wracamy do tego co było wcześniej – obydwie strony odniosły w jakiejś mierze porażkę. Kolejne interesujące starcie już na jesieni!

Wildstein i Gargas wystąpili w spocie PiS. Etyka dziennikarska? A co to za zwierz?

Na studiach dziennikarskich są w planie wykłady o dość enigmatycznej nazwie – „Etyka dziennikarska”. Uświadamiam zdezorientowanym czytelnikom, że na tychże zajęciach wykładowca omawia kodeksy etyczne z kraju i świata, przedstawiając czego nie należy robić, by nie zostać nazwanym „hieną”, ewentualnie „sępem”. Przyszłych bohaterów polskich mediów uczy się m.in. że ładnie jest mówić prawdę a brzydko kłamać, że obiektywizm jest mile widziany w zawodzie, że jesteśmy odpowiedzialni za to co piszemy, że angażowanie się w politykę jest be i że wypadałoby szanować swoich rozmówców.

Z taką niepewnością podchodzę do powszechnej znajomości podstaw etyki dziennikarskiej, bo skoro pracujący w zawodzie od kilkudziesięciu lat Bronisław Wildstein (urodzony w Olsztynie, tak jak ja) nie wie, że występowanie w spotach politycznych jest rażącym, obrzydliwym naruszeniem tejże, to brak wiedzy reszty społeczeństwa można w pełni zrozumieć.

Ale do rzeczy – Anita Gargas i Bronisław Wildstein wystąpili w spotach wyborczych profesora Zdzisława Krasnodębskiego, startującego z warszawskiej listy Prawa i Sprawiedliwości. Mówią dlaczego warto zagłosować na kandydata. Obok ich twarzy znajdują się imiona z dużymi, białymi podpisami: „publicysta, pisarz, dziennikarz Telewizja Republika” i „dziennikarka Telewizja Republika”. Pod nimi ledwo widoczny dopisek w granatowym kolorze: „Materiał Wyborczy Komitetu Prawo i Sprawiedliwość”.

Nie wiem jak czytelnikom, ale mi to wygląda na rażące naruszenie etyki dziennikarskiej według której sprzymierzanie się z ugrupowaniami politycznymi i politykami godzi w zasadę obiektywizmu, bezstronności i rzetelności. Jak Bronisław Wildstein tłumaczy się ze swojego skandalicznego zachowania? „Ja poparłem kandydata a nie partię (…) nie jestem w jego komitecie wyborczym, nie występuję na rzecz partii”. Zagranie w spocie wyborczym podpisanym „Materiał Wyborczy Komitetu Prawo i Sprawiedliwość” nie jest występowaniem na rzecz partii i popieraniem tejże partii. Żenujące. Ręce opadają.

Piszę obecnie obszerny tekst o dziennikarstwie obywatelskim – tworzonym przez zwykłych ludzi, nie mających wykształcenia zawodowego. Ta forma najczęściej krytykowana jest ze względu na brak przestrzegania przez jej twórców etyki zawodu. Jak widać, nie trzeba być amatorem, by bez mrugnięcia okiem, łamać zasady z którymi związane jest dziennikarstwo i w ramach wytłumaczenia wykazywać się skrajną bezczelnością.

Polecam szanownemu redaktorowi Bronisławowi Wildsteinowi, by powrócił do miejsca swych narodzin i zajrzał na Uniwersytet Warmińsko-Mazurski. Może zabrać ze sobą szanowną redaktorkę Gargas, która na studiach podyplomowych nie miała najwyraźniej pewnych ważnych zagadnień. Na UWMie (akurat trwa Kortowiada, to będzie można się wyszaleć, a potem wziąć za nadrabianie zaległości), studenci trzeciego roku studiów licencjackich, uczą się, że nie wypada by dziennikarz chodził za rączkę z politykiem i dawał mu buzi na oczach kamer.

Może nawet jakiś miły student wspomoże ściągą albo da przepisać notatki…

Tomasz Terlikowski – władca cipek i penisów Rzeczpospolitej

Po raz kolejny, znanego, prawicowego i poniekąd zbereźnego w swej tematyce, publicystę Tomasza Terlikowskiego zainteresowały cipki i penisy mieszkańców Rzeczpospolitej. W swoim tekście na blogu, nazywa osoby bezdzietne pasożytami oraz proponuje, by nałożyć na nie podatki.

Zaznacza oczywiście, że nie chodzi mu o osoby bezpłodne i te „które dla dobra wspólnoty rezygnują z małżeństwa i poświęcają się pracy na jej rzecz”.

Osobiście, nie wiem czemu osoby bezpłodne miałyby nie rodzić dzieci. Katolicka nauka (?) medyczna o całe wieki przewyższa medycynę profesjonalną, pozwalając zmarłym wstawać z grobu, leczyć ludzi na stadionach przez kapłanów i czynić cuda po pomodleniu się do papieża Jana Pawła Polaka Wielkiego Drugiego. Co to za problem naprawić z pomocą zawsze usłużnego Boga czyjeś narządy płciowe?

Nie rozumiem też czemu księża mają nie mieć dzieci, bo, nie oszukujmy się, pan Terlikowski właśnie ich ma na myśli pisząc o osobach działających dla dobra wspólnoty. Przecież nie pisze o biznesmenach zatrudniających dziesiątki pracowników czy aktywistkach promujących prawo do aborcji. Jak pokazały przypadki z Oławy i Poznania, „poświęcenie” niektórych kapłanów nie jest aż tak zajmujące, by nie bzyknąć od czasu do czasu jakiejś chętnej katoliczki. Więc ku chwale Rzeczpospolitej…!

Tomasz Terlikowski już któryś raz sięga do cudzych majtek, by łapać za penisy i waginy. Tym razem postanowił zmuszać ludzi do reprodukcji w imię „zobowiązań wspólnotowych”, a na tych, którzy nie będą chcieli mieć dziecka – nakładać kary… to znaczy podatki. Szanownemu blogerowi nie wystarczą już najwyraźniej wszechobecne „zobowiązania finansowe” i różne formy przymusu państwowego. Chce trzymać w swych pulchnych dłoniach prywatność, seksualność i intymność obcych ludzi, a tym, którzy nie zgadzają się z jego poglądami, że wychowywanie dziecka jest najwspanialszą rzeczą na świecie (obok wiary w Boga zapewne), obrobić portfele.

Kwestia osób, których nie stać na dziecko lub które nie mają czasu na jego wychowywanie oczywiście zostaje przemilczana. Podobnie jak kwestia tego, że dotychczasowi single żyjący w patologii, zaczną płodzić potomstwo tylko po to, by nie płacić podatku, mając w nosie wychowanie czy zadbanie o gówniarza.

Promowanie dużej rodziny? Wspieranie jej finansowo? Jak najbardziej. I o tym Terlikowski również pisze, choć zdecydowanie nie wzbudza to u niego takiego podniecenia jak myśl, że inni mają uprawiać seks i płodzić dzieci pod jego dyktat. Wiadomo, kontrowersja będzie miała więcej kliknięć. W jego świecie nie ma miejsca na wybór, wolną wolę i własną seksualność. Jest narzucenie odgórnego planu, że dzieci mają się rodzić w imię potęgi świętej Rzeczpospolitej. Niezależnie od chęci mieszkańców. Nie chcą się bzykać? No to obłożyć karą.

Warto przypomnieć gdzie ten pomysł się narodził i cieszył największą popularnością w XX wieku – w ZSRR. Za czasów Stalina, gdzie rodzice mieli płodzić ku chwale Mateczki Rasiji i kolektywu. Gdzie nie było miejsca dla ludzi – było miejsce dla państwa. To dobrze obrazuje jakie podejście do wolności osobistej ma Terlikowski. I jak można czerpać z „klasyków”, stając się ich lustrzanym odbiciem.

Demokracja Bezpośrednia – o ruchu społecznym, który bawi się w partię

Nadchodzą wybory i jak zawsze ten sam problem – na kogo zagłosować? Ci to kur*y i złodzieje. Tamci to lewacy i pedały. Jeszcze inni to katole i naziole. A to ugrupowanie ma małe fujarki i impotencję. A reszta? To samo! Wielu zdesperowanych ludzi wybrałoby każdą partię, która nie zdążyła się jeszcze skompromitować w Sejmie, byleby zaprezentowała jakiś sensowny program. Widać to chociażby po Kongresie Nowej Prawicy.

Podczas przeglądania zarejestrowanych list wyborczych w moim okręgu (nr 3), moją uwagę przykuła partia, o której wcześniej nigdy nie było mi dane usłyszeć. Demokracja Bezpośrednia. Nazwa ładna. Proste logo z jakimś tam niebieskawym tłem i białymi literkami DB może być. Zerknąłem na program: wiążące referenda o odwoływanie polityków z funkcji państwowych i uchylanie przepisów prawnych, elektroniczne głosowanie, zmiana ordynacji wyborczej, zniesienie immunitetów i przywilejów poselskich, ograniczenie wydatków kancelarii Prezydenta, usunięcie abonamentu RTV, uchylenie przepisu o obrazie głowy państwa, powszechny dostęp do internetu i dużo, dużo więcej. Wtedy stwierdziłem, że to najlepsza partia w Polsce, która poprowadzi nas ku lepszej przyszłości. Stałem się fanem Demokracji Bezpośredniej. Wstawiłem sobie w avatar na Fejsie i Kfejku ich logo. A potem poszedłem na wybory i zagłosowałem, wiedząc, że dzięki mojemu zaangażowaniu zbudowane zostanie wspanialsze, w pełni demokratyczne społeczeństwo. Wszyscy po tym żyli długo i szczęśliwie.

Nie, ale na poważnie. Wszystko fajnie, jednak mamy wybory do Parlamentu Europejskiego a nie Sejmu. Wymaga to programu chociaż trochę skupionego na sprawach Europy. Przeszukałem Internet wzdłuż i wszerz. Nie znalazłem. Nie wiem, czy miałem pecha, czy Google się na mnie uwzięło. Ani słówka o tym co Demokracja Bezpośrednia planuje robić w Europarlamencie, poza „krzewieniem demokracji”. Zerknąłem na listy kandydatów. Trzech Radziszewskich w moim okręgu wyborczym z list DB. Ogólnie, raczej mało zróżnicowane towarzystwo. Szukam informacji na ich temat.

Nie ma.

Zdziwiło mnie to. Partia tak mocno promująca wolności obywatelskie i demokrację, a przez to dostęp do informacji o osobach sprawujących władzę, nie przedstawia klarownych, pełnych, łatwo dostępnych danych o kandydatach, ich kwalifikacjach i planach na zmiany w Parlamencie Europejskim. Problem jest o wiele poważniejszy. Jedyną platformą na której można się efektownie kontaktować z partią w sieci jest… Facebook. A tam, osoby zarządzające kontem (kandydaci? Członkowie partii?) odpisują dość leniwie i wybiórczo, krytyczne uwagi kompletnie ignorując. Mamy w programie ugrupowania uczestnictwo w wyborach z pomocą Internetu i powszechny dostęp do tegoż. Tymczasem partia nie posiada żadnego konkretnego portalu na którym można by wymieniać poglądy odnośnie Demokracji Bezpośredniej, otrzymać informacje o kandydatach czy komentować program.

Obecność i działalność w Internecie jest w dzisiejszych czasach bardzo ważna. Może nawet kluczowa, co udowodniły chociażby koreańskie wybory prezydenckie w 2002 roku i zaangażowanie strony OhMyNews. To potężne medium, umożliwiające dotarcie do bardzo szerokiego grona odbiorców. Wie o tym większość partii. Tymczasem Demokracja Bezpośrednia, podobno wyciągająca do wyborców rękę, kompletnie pomija tę sferę. Albo nie potrafi się w żaden sposób przebić.

Zamiast tego, na facebookowej stronie mamy narzekanie, że w sondażu strony LoveKraków.pl, nazwa partii została zastąpiona słowem „Inna”. Demokracja Bezpośrednia powstała w odpowiedzi na masowe protesty związane z podpisaniem umowy ACTA. Gdzie się podziały podstawy tego ruchu zrodzone w Internecie? Do szerszej publiki naprawdę można się przebić. Na całym świecie kwitnie dziennikarstwo obywatelskie, tworzone przez zwyczajnych mieszkańców. Nie potrzeba już mediów mainstreamowych, by móc się wypromować (dlatego irytuje mnie jęczenie całej „drobnicy”, że złe media ich bojkotują w telewizji i prasie, bo się boją zmian. Media po prostu mają w nosie płotki, bo pisanie o nich nie przysporzy im widzów). Stworzenie dobrej strony internetowej dla osób zainteresowanych działaniami partii też nie jest zadaniem niewykonalnym. Brakuje funduszy? Zorganizować zbiórkę na promocję, chociaż i bez grubych milionów można wykazywać zainteresowanie potencjalnymi wyborcami.

Demokracja Bezpośrednia pokazała się od najgorszej strony. To wręcz hipokryzja, gdy partia nawołująca do większego zaangażowania obywateli w działanie państwa, sama ignoruje głosujących, nie daje im internetowej platformy do wymiany opinii, nie informuje efektywnie o kandydatach i programie, nie potrafi wykorzystać ogólnodostępnych środków by się promować. Obstawiam, że DB startuje tylko po to, by dać o sobie znać przed wyborami samorządowymi, nie mając kompletnie pomysłu na kampanię. Robi to jednak nieudolnie. Nie działa nawet zasada „nie ważne jak mówią, byleby mówili”, bo ugrupowanie zostało całkowicie zignorowane, zresztą na swoje własne życzenie. Tę kompromitację część osób może zapamiętać i wypomnieć w przyszłości.

Czasami chyba lepiej po prostu robić swoje, zamiast pchać się w polityczne bagno i wygłupiać.

Sałatkowy skandal rozrywa Unię Europejską od środka

Jak donoszą najważniejsze, światowe media, Parlamentem Europejskim wstrząsnęła tragedia, która godzi w podstawy cywilizacji białego człowieka i niezależność narodów zrzeszonych. Sałatkowi aktywiści (tak, tak się ich nazywa w artykułach), buntują się przeciw podniesieniu cen zieleniny. Przez zmowę cenową i niegodne, kapitalistyczne matactwa, pracownicy Europarlamentu muszą zapłacić 6 euro zamiast dotychczasowych dwóch za talerz warzywek.

Te nieludzkie, bestialskie zmiany spotkały się z licznymi protestami. Administracja zbrodniczego reżimu sugeruje, że cena sałatki zwiększona została w celu zapobieżenia marnotrawstwa jedzenia i zależy teraz od wagi zielska, a nie od wielkości talerzyka. Czy ktokolwiek miałby czelność uwierzyć w te łgarstwa? Dlaczego pracownicy mają żreć drogą sałatę za horrendalne ceny? Oczywistym faktem jest, że w związku z ich ciężką pracą na rzecz dobrobytu Unii i jej mieszkańców, powinni dostawać jedzenie za darmo! A jego połowę wywalać na śmietnik, w ramach buntu! Tym bardziej, że zaraz nadejdzie kolejna zgraja Europosłów, z którymi trzeba się użerać.

Na polskich kandydatów do Parlamentu Europejskiego padł blady strach. Sałatki za sześć euro? Jezusie Maryjo, to oni szykują się na przejażdżkę do Brukseli, by móc szastać pieniędzmi na lewo i prawo, i zbijać gruby szmal, a tam ludzie się buntują, bo zielenina za droga? Cóż to za dziki kraj, ta Unia Europejska? Aby Europoseł mógł się poczuć Europosłem, ceny sałatek powinny stać po pięćdziesiąt euro! Jakość sprawia, że cena rośnie, a wiadomo, tam w Brukseli to pewnie sypią na warzywa złotym pudrem i hodują je na łonach dziewic. Nie to co w Rzeczpospolitej, gdzie buraki i cebule rosną w, tfu, brudnej ziemi!

Tymczasem wrogi lud pracujący narzeka na sałatki za sześć euro. Dzięki Bogu i Maryi Zawsze Dziewicy, że w pobliżu są pewnie drogie restauracje, bo nie byłoby łatwo wyżyć, w tak barbarzyńskim kraju, z takimi durnymi cenami. Posłowie muszą dbać o swoje brzuszki-pępuszki. Jednak co się stanie, jeśli wroga siła pracownicza się zbuntuje i zacznie karmić wybrańców sałatkami za sześć euro? Jak wytrzymać takie cierpienie? Czy warto starać się o miejsce w tym biedackim Europarlamencie?

Ten ból obydwu stron – pracowników (Unia Sałatkowych Aktywistów czyli USA), którzy MUSZĄ płacić gigantyczne, bajońskie sumy stanowiące 90% ich dochodów na sałatki, oraz potencjalnych europosłów (Ruch Obrony Sadła i Apanaży, czyli ROSiA), którzy przestraszeni są perspektywą pracy w miejscu z tak, tfu, niskimi cenami, może doprowadzić do prawdziwej tragedii. Babilon upada, Unia Europejska staje na skraju zagłady. Czy Eurowybory się odbędą? Czy lud Starego Kontynentu polegnie w bratobójczej walce o ceny sałatek?

Odpowiedź w jutrzejszych wydaniach tabloidów i gazetach, które nie są tabloidami, ale ich treść wskazuje na coś zgoła odmiennego.