Łakomi posłowie – ośmiorniczki, wosk z uszu i kiełbasa wyborcza

Osoby krytykujące jakość polskiej polityki określają czasem Sejm mianem koryta. Te słowa wzięła sobie do serca posłanka Pawłowicz, która, chociaż nie jest stworzeniem parzystokopytnym, postanowiła najeść się do syta podczas obrad na Sali Posiedzeń. To nie pierwszy, i zapewne nie ostatni raz, gdy opinię publiczną elektryzuje afera związana z jedzeniem.

Sprawa głodnej posłanki Krystyny Pawłowicz jest kolejnym skandalem, wywołanym przez niefrasobliwość członków PiS. Media „niezależne” zastanawiają się, czemu media „mainstreamu” piszą tylko o opozycji. Oto odpowiedź: bo jest o czym pisać. Najbardziej jednak dziwi to, że posłanka, doktor habilitowany nauk prawnych i nauczycielka akademicka, nie potrafi przyznać się do błędu. Jak by zareagowała, gdyby na jej zajęciach, podczas wygłaszanego wykładu, studenci wyjęli sobie kanapki i zaczęli się nimi zajadać? To sytuacja nie do pomyślenia. A wystarczyła odrobina subtelności. Siedząca obok Krystyny Pawłowicz posłanka Józefa Hrynkiewicz (również z PiS) jadła jabłko i nikt nie zwrócił jej uwagi, bo robiła to taktownie.

Tymczasem umiar i kultura są cnotami, o czym mówił sam prezes partii, Jarosław Kaczyński. Po debacie ws. odwołania rządu, zwracając uwagę na wystawny styl życia szefa rządu, Donalda Tuska, wspominał: „Ja, kiedy byłem premierem, jadłem wyjątkowo ohydne obiady w kancelarii premiera. Chociaż twarz mi wykręcało, to jadłem”.

Ani prezes PiS, ani Krystyna Pawłowicz, nie wiedzą jednak czym jest prawdziwy głód. W 2013 roku parlamentarzysta z Australijskiej Partii Pracy (ALP), Gary Gray, podczas przemowy swojego kolegi w Izbie Reprezentantów, posilał się własnymi włosami. Sześć lat wcześniej, ówczesny lider jego ugrupowania, Kevin Rudd, został przyłapany przez kamerę, gdy delektował się smakowitą woskowiną z ucha.

Po co się jednak męczyć i głodować na sali obrad, gdy można coś przekąsić poza nią? Podczas debaty o przyszłości energetyki jądrowej w Polsce w 2011 roku, posłowie Platformy Obywatelskiej, Cezary Grabarczyk, Andrzej Biernat, Ireneusz RaśStanisław Żmijan nie mieli zamiaru pozwolić by burczenie w brzuchach przeszkodziło im w pracy. Dlatego opuścili budynek Sejmu i udali się do pizzerii, by w dobrych nastrojach spożyć zasłużony posiłek.

O wiele gorzej jest, gdy jedzenie nie budzi radości, a prowadzi do skandali. Na pizzę miał również chętkę były minister spraw zagranicznych, Radosław Sikorski, któremu ciepły posiłek dostarczyli usłużnie oficerowie Biura Ochrony Rządu. Dzięki tej spektakularnej akcji, żołądek ministra został skutecznie ochroniony przed głodem. Niestety, bohaterstwa BORu nie doceniły media i opozycja, które skrytykowały Sikorskiego za wykorzystywanie funkcjonariuszy.

Gdy poseł Stefan Niesiołowski, nie uwierzył w dane Polskiej Fundacji Pomocy Dzieciom „Maciuś” o wysokim odsetku niedożywionych dzieci w Polsce, podparł swą krytykę tym, że jako dziecko jadł szczaw i mirabelki, i nie chodził głodny. Z jakiegoś tajemniczego powodu, opinia publiczna nie przyjęła tych pięknych, dziecięcych wspomnień zbyt pozytywnie, a sam poseł został obwołany przez internautów Dietetykiem Roku.

Mirabelek i szczawiu nie musiał zbierać Radosław Sikorski, którego towarzyskie obiadki finansowano z budżetu MSZ. Na najsławniejszym, nagranym w restauracji Sowa & Przyjaciele, wydał ponad 1352 złotych. Szef NBP Marek Belka razem z Bartłomiejem SienkiewiczemSławomirem Cytryckim nie mogli być gorsi – na wspólną kolację wydali 1435 złotych. Zapłacili służbową kartą. Nie spodobało się to zbytnio wyborcom, których część musi przeżyć miesiąc za taką głodową sumę.

Warto wspomnieć, że zamówione przez naszych „wybrańców” dania były raczej kaloryczne. W tej materii, powinni wziąć przykład z polityków Republiki Południowej Afryki, którzy zwrócili uwagę na to, że posiłki w parlamentarnej restauracji są zbyt tłuste. „Gdy pojawiają się nowi parlamentarzyści są ładni i szczupli, jednak po jakimś czasie stają się otyli”, ostrzegała Sheila Sithole z Afrykańskiego Kongresu Narodowego. Patrząc na niektórych polskich polityków również można się zastanowić czy sejmowe obiadki nie wpłynęły na ich prezencję.

Większość naszych posłów nie ma jednak łatwego życia i stres sprawia, że chudną oni w oczach. Cztery lata temu, Jarosław Kaczyński zwrócił uwagę na to, że posłowie Platformy Obywatelskiej w chamski sposób podbierają na stołówce miejsca paniom z Prawa i Sprawiedliwości. Czy to możliwe, że po tylu latach posłanki z PiSu są dalej szykanowane przez niekulturalnych kolegów z PO? Czy Krystyna Pawłowicz zdecydowała się zjeść na sali sejmowej ze strachu przed atakiem na stołówce?

Odpowiedź na to pytanie pozostanie zapewne tajemnicą. Jednak pewnym jest, że posłowie zadbają by w przyszłym roku obywatele byli równie najedzeni, co oni sami. Kiełbasą wyborczą.

Tekst można przeczytać również na:

Gazeta Studencka „Tworzywo”:
http://www.tworzywo-online.pl/?p=2070

Inne teksty z serii „… jak poseł”:

Namiętny jak poseł
http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/683716,o-namietnosc-poslow—polskie-seksafery.html

Kulturalny jak poseł
http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/681883,kultura-slowa-poslow-czyli-kutasy-dziwki-murzynki-i-kurewstwo.html

Pijany jak poseł
http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/680633,pijany-jak-posel.html