Abp Michalik (znowu) robi sobie krzywdę

Abp Józef Michalik przez parę miesięcy musiał zbierać plony swej lekkomyślności po tym jak bronił księży-pedofili mówiąc, że „dzieci lgną i wciągają” dorosłych w grzech. Minęło półtora roku – dziś, arcybiskup znowu robi sobie krzywdę oskarżającymi wypowiedziami.

Małgorzata Marenin, założycielka stowarzyszenia Stop Stereotypom, wytoczyła proces abp. Michalikowi oskarżając go o naruszenie dóbr osobistych. To już druga próba pociągnięcia duchownego do odpowiedzialności za słowa wygłoszone jesienią 2013 roku. Mówił wtedy, że za pedofilię w Kościele katolickim odpowiadają rozwiedzeni rodzice i feministki: „To one walczą o to, żeby w szkołach i przedszkolach wygaszać w dzieciach poczucie wstydu, a nawet o to, żeby mogły decydować o zmianie swojej płci. Niewłaściwa postawa często wyzwala się, kiedy dziecko szuka miłości. Ono lgnie, zagubi się i jeszcze tego drugiego człowieka wciąga”.

Oskarżenie o naruszenie dóbr osobistych wydaje mi się bezsensowne. Arcybiskup nie mówił w swoim kazaniu konkretnie o pani Marenin, odnosił się raczej ogólnie do środowiska „wrogiego Kościołowi” (o czym za chwilę). Trudno mi uwierzyć w to, że założycielka stowarzyszenia Stop Stereotypom naprawdę poczuła się „jakby ktoś pchnął ją nożem w plecy” – bo kto wziąłby na poważnie wypowiadane przez Michalika brednie, za które musiał się potem kajać przed dziennikarzami na konferencji prasowej? Feministki nie było zapewne w tłumie wiernych podczas homilii. Wątpię też, by przez słowa arcybiskupa spotkały ją jakiegoś rodzaju szykany lub wykluczenie społeczne.

Ten pozew przypomina mi absurdalne zarzuty o obrazę uczuć religijnych. Coś w stylu: „to co powiedziałeś mi się nie podobało, poczułem się smutny i dlatego masz płacić grzywnę lub iść do paki”. Histeryczna, niezrozumiała reakcja z byle powodu.

Jednak nieważne jak głupi byłby zarzut – pani Marenin ma prawo dochodzić „sprawiedliwości” w sądzie. Arcybiskup Michalik powinien co najwyżej przewrócić oczyma, posłać swojego prawnika i czekać na wynik pozwu. Po jego ostatniej „wpadce z pedofilami” tak by było najlepiej. Nie. Musiał znowu się powygłupiać.

„Chodzi o to, by przestraszyć ludzi Kościoła”, „chodzi o to by zamknąć Kościołowi usta”, „moim zdaniem ona wykonuje czyjeś zlecenie”, „nowa ideologia gender jest wielkim niebezpieczeństwem dla przyszłości rodzaju ludzkiego” – to cytaty z wywiadu abp. Michalika z Rzeczpospolitą. Zapowiedział też, że będzie dalej walczył z dżenderem. Przemyska kuria zarzuciła Marenin szukanie rozgłosu i zapewniła, że będzie modlić się za „prześladowców Kościoła”.

Ktoś by pomyślał, że arcybiskup Michalik przez półtora roku po prostu zrozumiał, że czasem rozsądniej jest przemyśleć to co się mówi i nie rzucać głupich oskarżeń. Że po przeprosinach na konferencji prasowej, powinien przestać robić z Kościoła chorowitą, słabowitą owieczkę, która jest dręczona przez wszystkich i która nigdy nie odpowiada za swoje czyny. To wina innych, a my zawsze jesteśmy niewinni. Co za bzdura.

Tymczasem znowu mamy festiwal paranoi, utyskiwań i syndromu oblężonej twierdzy. Rzeczywiście, ludzie Kościoła mają się czego bać. Jednej feministki, która przegrała poprzednią rozprawę i przegra zapewne kolejną. Niech się Jego Ekscelencja nie popłacze ze strachu. Na pewno biskupi drżą na myśl, że będą musieli się czasem zastanowić nad tym co mówią, a nie oczerniać wszystkich jak leci.

„Ona wykonuje czyjeś zlecenie”. Czyje? Żydów? Lewaków? Dżenderów? Ruskich? Może rządu Ewy Kopacz, tak hojnego dla Kościoła? Arcybiskup w wywiadzie przyznaje, że nie wie czyje zlecenie wykonuje Marenin. Więc po co w ogóle rzucać oskarżenie, które niczego nie wnosi?

Zamykanie Kościołowi ust? Biskupi i abp Michalik gadają co im ślina na język przyniesie. Oni sami powinni wiedzieć, że są momenty w których warto milczeć. Takim momentem była sytuacja po kolejnej aferze pedofilskiej w Kościele. Ta, po której arcybiskup mówił o „lgnięciu”. Gdyby wtedy duchowny zastanowił się nad tym co mówi, to nie miałby dzisiaj problemów.

Należy też pamiętać, że sprzeciwianie się czyjejś opinii i wyrażanie odmiennych poglądów nie jest „zamykaniem ust”. Kościół często zdarza się o tym zapominać.

Całą tę histerię wywołał jeden pozew feministki, która „strzeliła focha” na arcybiskupa. Wygląda to blado w porównaniu chociażby do procesu Jerzego Urbana o obrazę uczuć religijnych – o popełnieniu przestępstwa powiadomiło prokuraturę wtedy aż sześć osób. A chodziło jedynie o „zdziwionego Jezusa” w znaku drogowym. Wiedzieli o nim chyba tylko czytelnicy NIE, a nie cała Polska, jak w przypadku słów abp. Michalika.

Próby udowodnienia jacy to duchowni są biedni, pokrzywdzeni i dręczeni przez złych „dżenderów” budzą niesmak. Z jednej strony, kuria zarzuca pani Marenin szukanie rozgłosu. Z drugiej, abp Michalik też zachowuje się tak jakby chciał by o nim mówiono. Gdyby miał w pamięci swe wystąpienie sprzed półtora roku – siedziałby cicho, uznając milczenie za przejaw rozsądku. Duchowny sam robi sobie krzywdę nieroztropnymi wypowiedziami. A potem płacze, że „ktoś wykonuje zlecenie na niego”.

Ekscelencjo! Niech Ekscelencja przestanie biczować się własnymi słowami, bo dawne rany nigdy się nie zagoją!

Tekst można przeczytać również na:
http://wiadomosci.onet.pl/abp-michalik-znowu-robi-sobie-krzywde/529xre

5 Komentarze

  1. slepowid Well, well, well… Z obrazą uczuć masz rację. To trochę jak odwrotność sprawy Nergala sprzed paru lat. Wówczas wprawdzie sąd podkreślał stanowczy zakaz nagrywania i ewentualnego rozpowszechniania koncertu, ale ogólna argumentacja powinna być taka sama – zgromadzeni słuchacze wspólnie godzili się na konwencję, nawet jeśli ta nie była szczególnie cywilizowana. Z tym całym, świadomie przez obie strony upublicznianym sporem, to jest ciekawa sprawa. Zauważ, że w gruncie rzeczy, hierarchowie odwracają kota ogonem, i wykorzystują idee liberalne do obrony swojego własnego przesłania, które ideom tym jest całkowicie przeciwne. Kościół nie ma nic przeciw zamykaniu komuś ust, przeciwnie, Watykan ma do tego celu oddzielny, bardzo ważny urząd – temu wszak służy Congregatio pro Doctrina Fidei, czyli dawna Kongregacja Rzymskiej i Powszechnej Inkwizycji. Nie jestem jednak pewien, czy strach nie jest tu ciut zbyt łatwym wyjaśnieniem. Myślę, że raczej mamy tu bardzo agresywny, i na swój sposób „odważny”, spór o „wymuszanie autorytetu”. W tej właśnie dziedzinie, w wymuszaniu autorytetu, kościół nie toleruje konkurencji. Feministki są w gruncie rzeczy groźniejsze niż niegdysiejsi sekretarze. Ostatecznie sekretarze i kościół doszli do pozycji „Panu Bogu co boskie, a cesarzowi co cesarskie” (indywidualne łamanie reguły było zazwyczaj szybko potępiane przez przełożonych łamiącego), natomiast porozumienie z feministkami jest mało prawdopodobne – większe są różnice ideologiczne. Funkcjonariusze i funkcjonariuszki obu stron popełniają ten sam, nomen omen, występek – usiłują wymusić autorytet na podstawie wyznawanej ideologii. Oczywiście, w obu też grupach są osoby, które autorytetem nie zawracają sobie głowy i zwyczajnie starają się zrobić coś pożytecznego, ale takie osoby są zawsze stosunkowo mało widoczne. :| __________________________ Zdrowie Terry’ego Pratchetta, do niedawna jednego z autorów korumpujących niedojrzałe, dziecięce duszyczki subtelnymi pokusami (- Benedykt XVI), a dziś, jak pisała jego córka, przechadzającego się ze Śmiercią po czarnym pustkowiu. Terry Pratchett, 28 IV 1948 – 12 III 2015

  2. Marlow O to, to… zgromadzeni słuchacze wspólnie godzili się na konwencję, nawet jeśli ta nie była szczególnie cywilizowana. Dodałbym słówko o konsekwencji. I może jeszcze jedno – niektórzy leją na proponowaną i propagowaną (wcale nie bardziej subtelnie niż to robi abp.) cywilizację. Cywilizację kiełbasianą, jakże smakującą np. feministkom, które nie rozumieją czym jest prawdziwy feminizm. ;)

  3. moodus A bo tak między Bugiem a Правдой, to takie co bardziej nachalne propagacje cywilizacji mało przekonujące są. I nieważne, o którą wizję cywilizacji chodzi. Propagować to można – i należy – higienę osobistą. I czasem jeszcze poprawną polszczyznę. Zdrówko! ;)

  4. Michalik na głównej Newsweeka, Michalik na blogach, chili jak obiektywnie pisać bloga na newsweek.pl mimo całkowitej zbieżności.

  5. (Marlow) Do tego strachu właśnie podchodzę nieufnie, bo księża nie mają się czego bać. Na razie mają ciągle stabilną, mocną pozycję w Polsce. Jak długo? Nie wiem. Ale zgodzę się, że ich histeryczne momentami reakcje nie są efektem przerażenia, tylko dumy i chęci posiadania niezłomnego autorytetu w niektórych dziedzinach życia. Np. przy wychowywaniu dzieci.
    A Pratchetta szkoda. Powiem szczerze, że z jego twórczości miałem okazję przeczytać tylko Niewidocznych Akademików i obejrzeć film Choosing to die, ale zawsze podobał mi się jego styl. Takie lekkie, humorystyczne fantasy, gdzie poważne kwestie mieszają się z absurdem.
    (p1p2) Hm?

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.