Trolle o planszówkach prawdę ci powiedzą – wywiad z Piotrem Jasikiem z GameTrollTV

Game Troll TV - kanał na YT o grach planszowych

 Źródło: Game Troll TV, youtube:
https://www.youtube.com/user/GameTrollTV

Chyba każdy z nas grał kiedyś w gry planszowe razem z rodzicami i przyjaciółmi. Gdy byliśmy mali, na naszych stołach i podłogach toczyliśmy zacięte pojedynki w szachy, chińczyka lub statki. Czasy jednak się zmieniają. W co warto zagrać teraz i jak powrócić do hobby z dziecięcych czasów?

Planszówki wydają się rozrywką bardzo niszową. Chyba każdy z nas miał z nimi do czynienia kiedyś, za młodu, ale wielu z czasem zapomniało o przyjemności jaką niesie ze sobą rozgrywka z przyjaciółmi. Zresztą, dzięki rozwojowi branży gier komputerowych możemy zagrać z innymi w każdej chwili, bez wychodzenia z domu.

Wciąż jednak jest wielu pasjonatów, którzy uwielbiają bardziej tradycyjną zabawę. Ma ona wiele zalet, z czego najważniejszą jest możliwość spotkania się twarzą w twarz z przyjaciółmi i spędzenia razem czasu. Wydawcy tworzą nowe gry planszowe, oparte na popularnych dziełach (np. gry w klimatach „Wiedźmina” lub „Gry o Tron”) tudzież mniej lub bardziej aktualnych wydarzeniach z kraju i ze świata. Każdy znajdzie coś dla siebie.

Szczególnie teraz, w okresie wakacyjnym, warto pomyśleć o nabyciu jakiejś gry, którą będziemy mogli zająć swoje potomstwo lub pochwalić się przyjaciołom podczas deszczowego wieczoru nad morzem. Parę gier, wypróbowywałem osobiście na małym, lipcowym urlopie ze znajomymi – w ruch poszły m.in. „List miłosny”, „The Resistance”, „Siedem Cudów Świata” i „Potwory w Tokio”. Jeden z uczestników wyjazdu znał się na planszówkach i sprezentował nam perfekcyjny zestaw na dużą grupę osób.

Co jednak zrobić, gdy nie znamy się na grach planszowych, a mamy dość tradycyjnych szachów, i chcielibyśmy zagrać w coś nowego, świeżego? Odpowiedź na to na pewno znają chłopaki z Game Troll TV. Założony pięć lat temu (za tydzień rocznica powstania!) kanał na YouTube poświęcono promowaniu i popularyzacji planszówek wśród internautów – tych starszych, jak i tych młodszych. Znani w środowisku graczy Piotr Jasik, Marek Laskowski i Carlosa Pyrcz, pokazują widzom tytuły w które warto zagrać i tłumaczą zasady gry osobom, które mają problemy ze zrozumieniem rozgrywki. Kilka razy do roku organizują konwenty poświęcone planszówkom. Na koncie mają również zbiórkę dla ofiar powodzi. Obecnie, Game Troll TV ma ponad ośmiu tysięcy subskrybentów i jest drugim, największym kanałem o tej tematyce w Polsce.

Skąd pomysł na stworzenie takiego cyklu? Jakie gry są najlepsze na początek? Co wziąć ze sobą na długą wyprawę pociągiem? I czy da się zrobić dobrą grę o… szyciu kołdry? Spytałem o to wspomnianego już Piotra Jasika, twarz kanału Game Troll TV, a prywatnie nauczyciela WoSu i historii:

 

Jakie były Twoje początki z grami planszowymi i jak stały się Twoją pasją?

Piotr Jasik: Moja pasja zaczęła się od szkoły podstawowej, potem przygasła i powróciła z impetem na studiach. W podstawówce grałem w „Magic The Gathering” i to jej zawdzięczam dziś znajomość języka angielskiego (opisy na kartach były po angielsku). Do tego oczywiście „Magia i Miecz”, znana dziś pod marką „Talisman”, w której przemierzałem razem z kolegami i koleżankami fantastyczną krainę w poszukiwaniu korony władcy. Po szkole podstawowej trafiłem do liceum w którym o grach bez prądu było cicho, tak więc i moje hobby przycichło. Rozbudziło się ponownie na studiach, kiedy pewnego razu, w zimowe popołudnie, trafiłem do jednego z warszawskich saloników prasowych i zobaczyłem czasopismo „Świat Gier Planszowych”… i zaczęło się na nowo. Miesiąc po zakupie czasopisma, miałem już trzy nowe gry.

Chyba już nie wychodzi żadna polska prasa o grach planszowych w wersji drukowanej, prawda? Skąd pomysł na to by poprowadzić kanał na YT i skąd wzięła się jego nazwa?

Niestety wersje pdf-owe pism o planszówkach wyparły tradycyjne pismo. Nie bez znaczenia są też różne inne media dostępne w sieci za darmo.

Mój pomysł na kanał wziął się stąd, że szybko zapominałem zasad gier, bo te pojawiały się w zastraszającym tempie. Dlatego wpadłem na pomysł programu o grach planszowych, który streszczałby ich reguły. Mogliby z niego korzystać inni gracze i ja, kiedy zapomnę jak w daną grę się grało.

Pomysł na nazwę wziął się z przypadku. Podczas jednej z partii myślałem z innymi przyjaciółmi jak można nazwać taki program i w momencie kiedy zadałem to pytanie, trzymałem w ręku figurkę trolla z gry „Talisman”. Reszta nazwy wynalazła się już sama.

Jakie tytuły warto polecić początkującym graczom, a jakie bardziej zaawansowanym?

Zależy jaki gracz, ale warto zacząć od tytułów lekkich tj. „Osadnicy z Catanu”, „Wsiąść do Pociągu”, „Dobble” czy „Dixit”, i stopniowo przechodzić do tych nieco bardziej skomplikowanych, ale dających dużo satysfakcji pozycji. Zazwyczaj gracze po osiągnięciu pewnego „poziomu wtajemniczenia” sami widzą co im bardziej odpowiada. Mają do wyboru niesamowitą różnorodność gier, od takich, przy których trzeba spędzić po dwie, trzy godziny lub od dziesięciu do piętnastu minut. Zabawa przy obydwu czasowych typach jest przednia. Dochodzi do tego ogrom tytułów, mechanik, czy tematów o jakich traktują gry. Dla przykładu. teraz zajmuje się grą o… szyciu kołdry. Okazała się świetnym tytułem!

Gra o szyciu kołdry? Brzmi ciekawie! Albo raczej nie tyle „ciekawie”, co intrygująco. Co to za gra?

Mowa tu o grze pt. „Patchwork”. Gra autora rewelacyjnej planszówki „Agricola”, Uwe Rosenberga. W „Patchworku” naszym zadaniem jest dobieranie kawałków stylizowanych na materiał i składanie ich na planszy. Kto zarobi przy tym więcej ciekawej waluty będącej w grze, czyli guzików, wygrywa.


Znasz może inne tego typu gry, które wydają się „dziwne” i „niegrywalne”, a tak naprawdę są świetne? Jaka była najbardziej niecodzienna gra planszowa, którą trzymałeś w dłoniach?

Każda gra, która odbiega od tematu zainteresowań danej osoby, może okazać się dziwna lub niegrywalna. Z moich przygód planszówkowych najdziwniejszą była bez wątpienia gra w której trzeba wyskakiwać z samolotu. Niestety wszyscy wyskakujący zapomnieli spadochronów. Zadaniem gracza jest spaść na ziemie na samym końcu i zrobić wszystko, by to inni spadli przed nami.

Chyba wszyscy lubią planszówki i ciężko spotkać kogoś, kto by nimi gardził, jednak jest parę ograniczeń, które utrudniają częste gry. Pierwszą jest towarzystwo. Jak najłatwiej znaleźć ludzi z którymi można by pograć i gdzie zacząć szukać?

Chociażby od kanału który prowadzę. Game Troll TV to nie tylko program na Youtube, ale i cyklicznie organizowane w Warszawie spotkania, na które średnio przychodzi ok. sto pięćdziesiąt osób. Można spotkać tam samych pozytywnie nakręconych ludzi i pograć w masę fajnych tytułów. Poza tym są w Polsce różne fora informujące o zbliżających się konwentach, a w większych miastach funkcjonują kawiarnie które mają w ofercie gry planszowe. Możliwości jest masa.

Drugim problemem, przynajmniej moim zdaniem, są pieniądze. Mogę się mylić, ale odnoszę wrażenie, że planszówki są naprawdę drogie! Z czego wynikają takie ceny? Jak zorganizować sobie gry planszowe „na własność” (poza kawiarenką) gdy nie stać nas na wydatek kilkudziesięciu złotych?

Ceny planszówek wahają się od piętnastu do trzystu złotych. Są też oczywiście droższe. W przypadku ceny gry trzeba spojrzeć na ile nam ona starczy. Wyobraźmy sobie, że zamiast planszówki kupujemy rozrywkę. I tak, wydając na grę np. sto pięćdziesiąt złotych, możemy kupić jedną, lub kilka. Mogą być nowe i używane. Starczą nam na kilka miesięcy dla kilku osób, które będą z nami grać. Te same 150 złotych możemy wydać, na inne rozrywki, które starczą na dużo krócej niż planszówki. Generalnie wydatki to bardzo subiektywna opinia. Dla niektórych wyłożenie dwóch tysiaków na telefon będzie świetną okazją, a gra planszowa za pięćdziesiąt złotych rozbojem w biały dzień.

Coś w tym jest. Jakie są najlepsze gry na podróż? Jedziemy parę godzin pociągiem i musimy sobie jakoś uprzyjemnić czas. Razem ze znajomymi spróbowałem „Listu Miłosnego” – muszę przyznać, że gra jest naprawdę świetna.

Tak, „List Miłosny” zawojował pociągi, samochody i autobusy rok temu i, z tego co wiem, w tym roku tez jest często grany. Na podróż najlepsze są gry karciane lub logiczne, niezajmujące dużo miejsca i dające się szybko schować. Dla mnie takimi trafionymi grami na podróż są „Blokus”, „Abalone”, „Zombiaki”, „Waleczne Pixele” i właśnie „List Miłosny”.

Co sądzisz o planszówkach przenoszonych na platformy komputerowe (np. „Cards Against Humanity”, „Neuroshima Hex”) i o grach komputerowych stylizowanych na planszówki (np. „100% Orange Juice”, „The Witcher Adventure Game”, „Hive”)? Tani i ogólnodostępny substytut klasyki czy niszczenie całego uroku gier tego typu?

Przeniknięcie się tych dwóch światów było tylko kwestią czasu. Popularność gier komputerowych jest bezdyskusyjna i planszówki, by zaistnieć w szerszej świadomości graczy, musiały uderzyć również w ten rynek. Skorzystały też z popularności różnych narzędzi elektroniki przenośnej jak np. smartfony, gdzie ludzie zamiast porozmawiać ze sobą, wolą tłuc w różnego rodzaju gierki. W planszówkach chodzi o kontakt bezpośredni. To, że docierają do odbiorców w wersji elektronicznej może spowodować, że ci zechcą zagrać w pierwowzór z żywym przeciwnikiem.

Zdarza ci się grywać w gry planszowe online?

Jak najbardziej. Kiedy ja lub znajomi nie mamy w tygodniu czasu na spotkanie w cztery oczy, albo nie mogę wyjść z domu, to w ruch idą planszówki on-line, jak np. „Memoir 44”. Wtedy jednak zawsze mam z nimi kontakt głosowy, by chociaż w ten sposób stworzyć pozór prawdziwej partii w grę planszową.

Wolisz polskie planszówki czy zagraniczne? Czy jest między nimi znaczna różnica?

Nie ma żadnej różnicy. Obecnie na polskim rynku jest kilka polskich liczących się wydawnictw wypuszczających masę ciekawych tytułów. Polscy projektanci gier odnoszą sukcesy na naszym i zagranicznym rynku. Na część gier zbierają pieniądze na platformach crowdfundingowych i osiągają tam niesamowite wyniki.

Dla mnie najcenniejsze jest w grze nie to, kto ją zrobił, ale o czym jest, co można w niej zrobić, czy jest nowatorska itp. Oczywiście, mam swoich ulubionych autorów. Z polskich projektantów jest to Ignacy Trzewiczek, a z zagranicznych: Vlaada Chvatil z Czech oraz Uwe Rosenberg z Niemiec.

Czy planujesz stworzyć samemu jakąś grę i przełożyć swoje wieloletnie doświadczenie na praktykę?

Będzie ciężko. Mam masę pomysłów, testuję prototypy innych twórców, ale na własną grę nie ma na razie szans. Praca w szkole na dwóch etatach i prowadzenie kanału po godzinach, w czasie wolnym, pochłania tak totalnie, że człowiek już nie ma czasu na coś innego. W dodatku masę tytułów które do mnie spływają, trzeba porządnie ograć!

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.