Kobiety przegrały wybory prezydenckie

Wielu uważa, że tegoroczne wybory prezydenckie są festiwalem miernych kandydatów i dowodem na upadek lewicy. Podczas kampanii pojawia się jednak jeszcze jeden problem – marazm i nieporadność polskich kobiet-polityków.

Mamy za sobą wprowadzenie parytetów płciowych na listach w wyborach parlamentarnych. Wiele znanych osób mówiło, że kobiety są silne i niezależne. W czasopismach pojawiały się teksty o wyższości płci pięknej w sferze polityki. Na liście „najbogatszych Polaków” Forbesa nie brakuje Polek. Premierem została Ewa Kopacz, Elżbieta Bieńkowska jest Europejskim Komisarzem ds. Rynku Wewnętrznego i Usług. W rządzie i na sali sejmowej również zasiada wiele pań. Nasze elity medialne i organizacje społeczne pełne są inteligentnych, zdolnych działaczek.

Nadszedł czas wyborów prezydenckich i wyobrażenie o silnych, ambitnych oraz sprytnych uczestniczkach życia politycznego runęło w gruzy. Zamiast wybitnych kobiet-polityków otrzymaliśmy jedną, jedyną wydmuszkę. Reszta rozpłynęła się w powietrzu.

Z 23 zarejestrowanych komitetów wyborczych, pięć popierało kandydatki na stanowisko Prezydenta Rzeczpospolitej – Balli Marzec, Iwonę Piątek, Wandę Nowicką, Annę Grodzką i Magdalenę Ogórek. Już ta „wstępna lista” budzi niepokój. Brak na niej naprawdę charyzmatycznych postaci mogących pociągnąć za sobą tłumy. Pojawia się też problem różnorodności poglądów, o czym za chwilę.

Balli Marzec nie miała najmniejszych szans na zebranie stu tysięcy podpisów. Nieznana nikomu muzułmanka, będąca prezesem Wspólnoty Kazachskiej była z góry skazana na porażkę – chociaż docenić należy sam akt odwagi, jakim jest zgłoszenie swojego komitetu wyborczego.

Jednak to co w jednej sytuacji jest aktem odwagi, w innym przypadku staje się symbolem braku rozsądku, buty i arogancji. Pycha opanowała Iwonę Piątek, Wandę Nowicką i Annę Grodzka, które zaczęły się między sobą przepychać i rywalizować o wspólny elektorat. Kompletny brak politycznego wyczucia sprawił, że żadna z nich nie zebrała stu tysięcy podpisów. Reprezentowały właściwie tę samą lewicową ideę, a różnice w ich wypowiedziach były kosmetyczne. Ta walka od początku nie była łatwa – w końcu musiały zmagać się z Januszem Palikotem, dzięki któremu wypłynęły z głębin politycznego niebytu. Za ich plecami czaiła się Magdalena Ogórek, trzymana na smyczy przez Leszka Millera.

Tam gdzie potrzebna była jedność, pojawił się podział i brak zgody. W starciu po lewej stronie wygrała tylko jedna kandydatka, której kandydatury nikt nie brał poważnie. Nie pomogły jej własne doświadczenia, charyzma czy umiejętności. Zdobyła sto tysięcy podpisów dzięki opiekuńczej, męskiej dłoni przywódcy SLD, który postanowił zrobić psikusa swojej partii i postawić na osobę nieznaną. Gdyby nie jego pomoc, w wyścigu o prezydencki fotel nie byłoby ani jednej kobiety. Kto wie, może właśnie dlatego Leszek Miller zdecydował się poprzeć Magdalenę Ogórek. Może z sympatii do płci pięknej? Może w imię lewicowych przekonań? By na listach wyborczych był chociaż cień „równouprawnienia” i wiary w możliwości kobiet?

Ostatecznie, na jedenastu kandydatów mamy tylko jedną kobietę, w dodatku krytykowaną przez feministyczne elity. Magdalena Ogórek na samym początku zniechęciła do siebie media, a na pytania odpowiadała tak jak jej przykazał wujek Miller albo wcale. I tylko jej wygląd został doceniony przez zagranicznych dziennikarzy.

Nie piszę tego ze złośliwością – raczej z żalem i irytacją. Walka ze stereotypami i działanie na rzecz równości, nie rozbiły się o „zły patriarchat” ani nie zatrzymały na szklanym suficie. To kobiety same zrezygnowały ze starcia, już w momencie rejestrowania komitetów wyborczych. Wbrew pozorom, nie mamy zbyt dużego wyboru wśród kandydatów. Połowa z nich różni się tylko retoryką i aparycją, ale ich poglądy są niczym stworzone w edytorze tekstów – kopiuj → wklej. Mamy naprawdę dużą niszę, którą można zagospodarować. Wyborcy szukają czegoś nowego – co widać po sukcesie Brauna, Kukiza, Wilka i Tanajno, którzy mogą sobie gratulować samego startu w wyborach.

Jestem pewien, że znalazłoby się miejsce nawet dla kolejnej lewicowej kandydatki, gdyby nie była klonem Janusza Palikota. Także prawa strona jest otwarta jak nigdy wcześniej, tam również kobiety mogłyby poszukać wyborców. Zawsze pozostaje też centrum i stawianie na konkretny element życia obywatelskiego (Paweł Kukiz na przykład wybił się na JOWach).

W polskiej polityce brakuje jednak naprawdę charyzmatycznych „kandydatek na kandydatki”. Właściwie nie wiem – nie istnieją, czy nie chcą zaistnieć. Jeżeli jednak czają się gdzieś w cieniu i czekają na odpowiedni moment, to, uwaga! Teraz nadchodzi ta chwila! Wybory parlamentarne! Walczcie o obraz wybitnej, niezależnej kobiety-polityka! Spójrzcie na sukces obecnych kandydatów płci męskiej, którzy niemal od zera zdobyli ogromne poparcie!

Chyba, że wolicie, by kobieta w polityce była kojarzoną z małomówną, ale za to ładną panią, która bez pomocy starszego pana nawet nie wystartowałaby w wyborach…

Tekst można przeczytać również na:
http://wiadomosci.onet.pl/kobiety-przegraly-wybory-prezydenckie/j18pgp

Prezydent wyruszył na polowanie – procenty uciekają w popłochu

Im więcej ciebie tym mniej” śpiewała kilkanaście lat temu Natalia Kukulska. Taki sam tytuł można by nadać kampanii prezydenckiej Bronisława Komorowskiego. Im go więcej w mediach i w terenie, tym mniej – procentów w sondażach.

W styczniowym rankingu zaufania do polityków CBOS, urzędujący prezydent cieszył się aprobatą prawie czterech piątych badanych (78%). Sondaże z tego samego miesiąca dawały Bronisławowi Komorowskiemu zwycięstwo w pierwszej turze – wyniki wahały się od 52% (TNS Polska, 27.01) do 65% (Millward Brown, 12.01). Nie lubię sondaży. Często są nietrafne, a mediom i tak zdarza się publikować tylko te, które pasują do linii programowej redakcji. Ale nawet bez nich, wielu z nas było pewnych, że Bronisław Komorowski ma zwycięstwo w kieszeni. Druga tura? A niby z kim? Z Andrzejem Dudą? Słysząc jego nazwisko ludzie nieśmiało pytali: „to ten szef związkowców, tak?”. Z Magdaleną Ogórek? Wynik wydawał się ustalony – bezwzględnie zatryumfuje obecnie urzędujący prezydent.

Tak było trzy miesiące temu. Od początku marca, Bronisław Komorowski nie przekroczył w większości sondaży 50% poparcia. Tylko CBOS daje mu jeszcze szansę na zwycięstwo w pierwszej turze. Andrzej Duda, który dzięki głośnemu rozpoczęciu kampanii prezydenckiej zaczął być rozpoznawalny, utrzymuje wynik powyżej 25% (znowu, wyjątkiem jest sondaż CBOS – 19%). PSL wystawiło własnego kandydata – który „podkradł” prezydentowi parę punktów procentowych. Tych, których może mu zabraknąć do wygranej w pierwszej turze.

Do wyborów jeszcze sporo czasu, jednak sytuacja nie wygląda dobrze dla Bronisława Komorowskiego. Ostatecznie zapewne zatryumfuje i zostanie wybrany na drugą kadencję. Ale zwycięstwo w pierwszej turze coraz bardziej się oddala. Dlaczego? Bo Polacy lubili prezydenta, który stał z boku, nie wychylał się, nie mieszał w bójki i robił swoje. Nie oszukujmy się, Bronisław Komorowski nie jest najbardziej charyzmatyczną osobowością wśród kandydatów. I czasami jest lepiej, gdy po prostu go nie widać.

Swego czasu, podczas wyborów na prezydenta Olsztyna, reagowałem oburzeniem na nieobecność jednego z kandydatów w mediach. Czesław Małkowski (znany głównie ze sławnej „seks-afery”) ukrywał się i unikał mediów, by nie wzbudzać negatywnych emocji. Ostatecznie przegrał z urzędującym Piotrem Grzymowiczem. Jednak jego sytuacja była od początku niepewna. Musiał wypracować jeszcze parę procent, by mieć szansę na zwycięstwo. Tymczasem Bronisław Komorowski nie musiał robić niczego. Wystarczyło by udawał zajętego, zatroskanego losem Narodu ojca i patrzył z góry na młodszych, niedoświadczonych przeciwników.

Niestety, kampania prezydencka urzędującej głowy państwa oraz to co się działo przed nią, to seria wpadek. W przypadku Bronisława Komorowskiego, obnażanie nowych gaf przez media jest wyjątkowo szkodliwe – wyborcy mają w pamięci jeszcze stare niezręczności: „w bulu i w nadzieji”, nietaktowne zachowanie podczas wizyty Sarkozy’ego i Merkel oraz „zdradliwą żonę” Obamy. Każda nowa wtopa przypomina o tych dawnych.

Jakie są najciekawsze wpadki trwającej kampanii prezydenckiej w wykonaniu prezydenta? Dziwne i niezbyt mądre wpisy na Facebooku i Twitterze (Malanowski, komentowanie wystąpień Dudy). Problemy z hasłem kampanii („Nasz prezydent”). „Afera rozporkowa” w Poznaniu, gdzie Bronisław Komorowski „na oczach kamer” zapiął sobie rozporek. Niewpuszczenie grupy mieszkańców Dębicy na spotkanie przeznaczone rzekomo dla nich. „Ofiary, które były ofiarami żołnierzy wyklętych”. Wciśnięcie dzieciakom tabliczek z napisem „Głosuję na Komorowskiego” podczas wizyty w szkole. Bronkobus stający na miejscu dla niepełnosprawnych w Wadowicach. Powitanie samorządowca z Piaseczna, który dwa dni później został zatrzymany za przyjęcie łapówki.

No i najbardziej spektakularna wpadka – „Chodź, szogunie!”, która już nigdy nie zostanie zapomniana. „Szogun” tak przypadł do gustu mojemu znajomemu, że ma zamiar nazwać tym tytułem swojego psa lub kota. Inni, używają tego powiedzonka w życiu codziennym, gdy na przykład chcą kogoś do siebie przywołać. Na YouTube widziałem też już całą masę piosenek o „szogunach”. Stawanie na krzesłach stało się też stałym elementem przyjmowania prezydenta w miastach przez osoby mu niechętne. Absolutny hit kampanii.

Wiele z tych gaf nie jest oczywiście winą prezydenta. Za połowę z nich odpowiadają nieudolni specjaliści od public relations i członkowie sztabu. Część to nieszczęśliwy zbieg okoliczności. Parę jest zwyczajną manipulacją mediów oraz osób nieprzychylnych prezydentowi (np. sprawa zaklejania taśmą ust krzykliwemu uczestnikowi spotkania z prezydentem lub „krzesło” na którym miał stanąć Komorowski). Ale, niestety, znajdzie się sporo wtop, których nie można zrzucić na kogoś innego.

Takie wpadki nie zawsze są złe. Jedna lub dwie sprawiają, że kandydat staje się bardziej rozpoznawalny. Bronisław Komorowski jednak już od początku kampanii był wszystkim znany – nie potrzebuje takiego „budulca” do swej popularności. W dodatku poprzednie wpadki sprawiają, że niektórzy mogą go uznać za gapowatą ciapę, która ciągle potyka się o własne nogi. Media nie mają litości, nawet najdrobniejszy błąd zostanie wychwycony, sfotografowany i nagłośniony. Przykładem niech będzie to nieszczęsne zapinanie rozporka przed kamerą.

Błędem w prowadzeniu kampanii jest też polemika z opozycją i wdawanie się w pyskówki słowne. „Smerf Maruda” nijak ma się do hasła „wybierz ZGODĘ i bezpieczeństwo”. Zaczepki kontrkandydatów powinno się kwitować wzruszeniem ramionami. Dając się wciągnąć w „bójkę” prezydent szkodzi sobie.

Dlatego mam wrażenie, że lepiej byłoby, gdyby zamiast jechać Bronkobusem w świat, Bronisław Komorowski został w Pałacu. Od czasu do czasu udzielił wywiadu (autoryzowanego) lub wziął udział w starannie zaplanowanej konferencji. Pokazywał jak bardzo jest zapracowany. Patrzył na pyskujących kontrkandydatów z politowaniem. Ale tylko patrzył. Bez komentowania ich niedojrzałości. I oczekiwał na potknięcia oponentów.

Do tej pory to działało. Zmiany nie zawsze wychodzą na dobre. Czasem lepiej jest trzymać się sprawdzonych metod i po prostu pilnować, by wszystko było dopięte na ostatni guzik.

Tekst można przeczytać również na:
http://wiadomosci.onet.pl/prezydent-wyruszyl-na-polowanie-procenty-uciekaja-w-poplochu/8l9wd2

KORWiN-Mikke – egoizm, hipokryzja i ponura przyszłość

Jak można się domyślić już po samym tytule – nie jestem sympatykiem Janusza Korwin-Mikkego. Zawsze z nieufnością patrzę na ruchy, które porywają młodych ludzi takich jak ja. Jedynymi podstawami wyboru „stada” staje się kontrowersyjność, antysystemowość i bunt. Cała reszta schodzi na dalszy plan. A co potem? A potem nic, brakuje siły by zmusić „wybrańców” obrastających w tłuszcz do spełnienia swoich postulatów.

Tak było z Januszem Palikotem. Tak jest i teraz z Korwin-Mikkem, który zapowiadał w Do Rzeczy, że zniszczy parlament w całości, wyzeruje sześćdziesięcioletni dorobek wspólnotowy, jego twórców wytarza ich w smole i pierzu, a Parlament Europejski sprzeda i zrobi tam burdel. I co? I nico. Najpierw Korwin-Mikke miał problem, bo jego działaniami brzydzili się inni parlamentarzyści, którzy mieli grać z nim w tej samej drużynie.

Pewnie kłopotem nie były poglądy naszego „krula”, tylko sposób w jaki je prezentuje. To co u nas przechodzi jako „polityczny folklor” (tak z innej beczki, to czekam, aż akceptowalne społecznie będzie lanie się po mordach na sali sejmowej – chyba w tym kierunku zmierza poziom kultury polskich parlamentarzystów), na Zachodzie może być postrzegane jako polityczne samobójstwo. Potem został przyłapany na wylegiwaniu się i drzemce. Następnie palnął coś o murzynach. A ostatnio nie był Charlie i był za karą śmierci. Wzbudziło to kontrowersje, rzeczywiście, ale Korwin ma ten sam kłopot co zawsze (taki sam ma problem zresztą Jarosław Kaczyński) – jak coś powie, to ktoś musi potem za niego tłumaczyć co tak naprawdę miał na myśli. Kontrowersja przesłania przekaz. Czyli ma problem ze swoimi „korwinizmami”.


(źródło: Wikipedia (przeróbka własna))

Przykładem osoby, która potrafi i „dopiec”, i coś przy tym konstruktywnie skrytykować jest Nigel Farage – jego błyskotliwe docinki stały się legendarne nie dlatego, że były tylko docinkami, a dlatego, że przedstawiono je w dobry, klarowny sposób. Wypowiedziane w sposób tak jasny, że może je zrozumieć każdy.

Korwin-Mikke nie ma niestety takiej możliwości chociażby przez sposób w jaki mówi. Rzeczywiście, zdania po angielsku składa poprawnie, ale już ich, za przeproszeniem, bełkotliwość uniemożliwia zrozumienie całego przekazu nie tylko Polakom, ale zapewne również osobom z innych krajów. Wiadomo, nie możemy oczekiwać od niego perfekcyjnego akcentu rodem z Anglii, ale jego problemy z komunikacją są kłopotliwe. Gdy wypowiada się w języku polskim również.

Do czego zmierzam? Do tego, że Korwin-Mikke jest osobą nieatrakcyjną medialnie. Nie potrafi się wysłowić, nie umie balansować między kontrowersją a „masakrowaniem” i jest… egoistą. Wszystko stara się wykreować „na sobie”, czego dowodem może być stworzenie teraz partii, której nazwa to część jego nazwiska. To jednak nic, mieliśmy już wcześniej takie ugrupowania oparte na jednej osobie (np. Palikota). Musimy jednak zadać sobie jedno, bardzo ważne pytanie – co się stanie z partią, gdy Korwin-Mikke z niej odejdzie albo, nie daj Bóg, umrze? Życzę mu oczywiście jak najwięcej zdrowia i szczęścia, ale nie oszukujmy się, nie jest już młodą osobą. To moment w którym każdy, kto przez lata kreował jakiś kierunek polityczny, zacząłby szukać swojego następcy. A czy kogoś takiego ma Korwin-Mikke?

Obstawiam, że większość wyborców zapytana o to, kto jeszcze w ogóle jest w jego partii, milczałaby jak zaklęta. Parę osób by coś bąknęło o Przemysławie Wiplerze. I to chyba jedyna osoba, która mogłaby przejąć schedę po Korwinie. Kwestia tego, czy się nadaje. Moim zdaniem – nie. Nie ma charyzmy, a jego wypowiedzi, nawet te kontrowersyjne, budzą raczej uśmiech politowania. Poza tym nikt nie traktuje go poważnie po sprawie z pobiciem przez policję – niezależnie od tego jak się zakończyła.

Jest jeszcze jedna rzecz, która mnie boli w Korwinie. Jego hipokryzja. Nie mówię o tej nieszczęsnej działalności w Parlamencie Europejskim. Mówię o bardziej trywialnych sprawach. Gdy jego córka Korynna (wychowana zapewne w duchu szacunku do świętej własności prywatnej) ukradła ze sklepu frezarkę, ten niefrasobliwie tłumaczył jej zachowanie na łamach tabloidów. A gdzie ta stanowczość, z którą zachwalał rozwiązanie, że za kradzież powinno się odrąbywać rękę? Gdy dawał w mordę Boniemu jakoś pamiętał o swoich poglądach i urazach. A tutaj – amnezja.

Jakiś czas temu, w jednym ze swoich przemówień (w tym) sugerował, że redaktorzy Charlie Hebdo powinni zostać ukarani za swoją działalność (zastrzegł, że nie karą śmierci). Za to, że wyśmiewali się z innych. A kto podczas wyborów do Parlamentu Europejskiego chlapnął, że Tomasz Tomczykiewicz (poseł PO) gwałcił kelnerkę, a Sławomir Nitras (również poseł PO) zajmował się w tym czasie rudym kelnerem? A potem się tłumaczył, że tylko „żartował”? A gdy Donald Tusk zauważył, że to była „chęć zwrócenia uwagi na siebie”, kto złożył pozew w trybie wyborczym o próbę zdyskredytowania? Jeżeli to nie gigantyczna hipokryzja to co?

To już nie pierwszy wpis w którym zwracam uwagę na to, że Korwin-Mikke ma tyle samo za uszami co inni politycy. Postulaty większości partii są zachęcające, bo takie mają być – skierowane do odpowiedniego elektoratu (w przypadku Korwin-Mikkego do młodych ludzi, kapitalistów i konserwatystów). Równie dobre były kiedyś postulaty Platformy Obywatelskiej, która przecież też promowała wolny rynek. Świetne były postulaty Twojego Ruchu, który chciał większej wolności obywatelskiej. I co z tego mamy? To co widać.

Oto nowa partia Korwin-Mikkego – KORWiN. Nowa, a jednak pełna tych samych wad co wcześniej. Niezmienna, wyrosła z konfliktu, buntu, kuców i kontrowersji. Jak osoba, która nie potrafi nawet utrzymać w ryzach ugrupowania, które składa się z osób, których połączyła wiara w jednego Boga – Korwina, może utrzymać władzę w państwie? Jak taka osoba może walczyć z protestami obywateli i ich niezadowoleniem, gdy spróbuje (o ile spróbuje) coś zmienić? Czy poza bandą stereotypowych „kuców”, „krul” ma w rękawie kogoś jeszcze?

Nie mówię, żeby nie głosować na Korwin-Mikkego. Głosujcie na kogo chcecie. Ja pewnie w ogóle nie oddam głosu, bo wybieranie „mniejszego zła” to dla mnie większa oznaka gnuśności niż całkowite, świadome zrezygnowanie z wyborów. Ale nie zdziwcie się, jeżeli wielki boom na kontrowersyjną, antysystemową postać za którą idą tłumy młodzieży, skończy się tak samo jak boom na Janusza Palikota.

Inne teksty o Korwinie:

Korwin-Mikke dał w mordę Boniemu – barbarzyństwo, chamstwo i radość prymitywów

Bojkot Korwin-Mikkego w TVP – wtopa dziennikarzy

Quo vadis, Korwinie?

Łakomi posłowie – ośmiorniczki, wosk z uszu i kiełbasa wyborcza

Osoby krytykujące jakość polskiej polityki określają czasem Sejm mianem koryta. Te słowa wzięła sobie do serca posłanka Pawłowicz, która, chociaż nie jest stworzeniem parzystokopytnym, postanowiła najeść się do syta podczas obrad na Sali Posiedzeń. To nie pierwszy, i zapewne nie ostatni raz, gdy opinię publiczną elektryzuje afera związana z jedzeniem.

Sprawa głodnej posłanki Krystyny Pawłowicz jest kolejnym skandalem, wywołanym przez niefrasobliwość członków PiS. Media „niezależne” zastanawiają się, czemu media „mainstreamu” piszą tylko o opozycji. Oto odpowiedź: bo jest o czym pisać. Najbardziej jednak dziwi to, że posłanka, doktor habilitowany nauk prawnych i nauczycielka akademicka, nie potrafi przyznać się do błędu. Jak by zareagowała, gdyby na jej zajęciach, podczas wygłaszanego wykładu, studenci wyjęli sobie kanapki i zaczęli się nimi zajadać? To sytuacja nie do pomyślenia. A wystarczyła odrobina subtelności. Siedząca obok Krystyny Pawłowicz posłanka Józefa Hrynkiewicz (również z PiS) jadła jabłko i nikt nie zwrócił jej uwagi, bo robiła to taktownie.

Tymczasem umiar i kultura są cnotami, o czym mówił sam prezes partii, Jarosław Kaczyński. Po debacie ws. odwołania rządu, zwracając uwagę na wystawny styl życia szefa rządu, Donalda Tuska, wspominał: „Ja, kiedy byłem premierem, jadłem wyjątkowo ohydne obiady w kancelarii premiera. Chociaż twarz mi wykręcało, to jadłem”.

Ani prezes PiS, ani Krystyna Pawłowicz, nie wiedzą jednak czym jest prawdziwy głód. W 2013 roku parlamentarzysta z Australijskiej Partii Pracy (ALP), Gary Gray, podczas przemowy swojego kolegi w Izbie Reprezentantów, posilał się własnymi włosami. Sześć lat wcześniej, ówczesny lider jego ugrupowania, Kevin Rudd, został przyłapany przez kamerę, gdy delektował się smakowitą woskowiną z ucha.

Po co się jednak męczyć i głodować na sali obrad, gdy można coś przekąsić poza nią? Podczas debaty o przyszłości energetyki jądrowej w Polsce w 2011 roku, posłowie Platformy Obywatelskiej, Cezary Grabarczyk, Andrzej Biernat, Ireneusz RaśStanisław Żmijan nie mieli zamiaru pozwolić by burczenie w brzuchach przeszkodziło im w pracy. Dlatego opuścili budynek Sejmu i udali się do pizzerii, by w dobrych nastrojach spożyć zasłużony posiłek.

O wiele gorzej jest, gdy jedzenie nie budzi radości, a prowadzi do skandali. Na pizzę miał również chętkę były minister spraw zagranicznych, Radosław Sikorski, któremu ciepły posiłek dostarczyli usłużnie oficerowie Biura Ochrony Rządu. Dzięki tej spektakularnej akcji, żołądek ministra został skutecznie ochroniony przed głodem. Niestety, bohaterstwa BORu nie doceniły media i opozycja, które skrytykowały Sikorskiego za wykorzystywanie funkcjonariuszy.

Gdy poseł Stefan Niesiołowski, nie uwierzył w dane Polskiej Fundacji Pomocy Dzieciom „Maciuś” o wysokim odsetku niedożywionych dzieci w Polsce, podparł swą krytykę tym, że jako dziecko jadł szczaw i mirabelki, i nie chodził głodny. Z jakiegoś tajemniczego powodu, opinia publiczna nie przyjęła tych pięknych, dziecięcych wspomnień zbyt pozytywnie, a sam poseł został obwołany przez internautów Dietetykiem Roku.

Mirabelek i szczawiu nie musiał zbierać Radosław Sikorski, którego towarzyskie obiadki finansowano z budżetu MSZ. Na najsławniejszym, nagranym w restauracji Sowa & Przyjaciele, wydał ponad 1352 złotych. Szef NBP Marek Belka razem z Bartłomiejem SienkiewiczemSławomirem Cytryckim nie mogli być gorsi – na wspólną kolację wydali 1435 złotych. Zapłacili służbową kartą. Nie spodobało się to zbytnio wyborcom, których część musi przeżyć miesiąc za taką głodową sumę.

Warto wspomnieć, że zamówione przez naszych „wybrańców” dania były raczej kaloryczne. W tej materii, powinni wziąć przykład z polityków Republiki Południowej Afryki, którzy zwrócili uwagę na to, że posiłki w parlamentarnej restauracji są zbyt tłuste. „Gdy pojawiają się nowi parlamentarzyści są ładni i szczupli, jednak po jakimś czasie stają się otyli”, ostrzegała Sheila Sithole z Afrykańskiego Kongresu Narodowego. Patrząc na niektórych polskich polityków również można się zastanowić czy sejmowe obiadki nie wpłynęły na ich prezencję.

Większość naszych posłów nie ma jednak łatwego życia i stres sprawia, że chudną oni w oczach. Cztery lata temu, Jarosław Kaczyński zwrócił uwagę na to, że posłowie Platformy Obywatelskiej w chamski sposób podbierają na stołówce miejsca paniom z Prawa i Sprawiedliwości. Czy to możliwe, że po tylu latach posłanki z PiSu są dalej szykanowane przez niekulturalnych kolegów z PO? Czy Krystyna Pawłowicz zdecydowała się zjeść na sali sejmowej ze strachu przed atakiem na stołówce?

Odpowiedź na to pytanie pozostanie zapewne tajemnicą. Jednak pewnym jest, że posłowie zadbają by w przyszłym roku obywatele byli równie najedzeni, co oni sami. Kiełbasą wyborczą.

Tekst można przeczytać również na:

Gazeta Studencka „Tworzywo”:
http://www.tworzywo-online.pl/?p=2070

Inne teksty z serii „… jak poseł”:

Namiętny jak poseł
http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/683716,o-namietnosc-poslow—polskie-seksafery.html

Kulturalny jak poseł
http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/681883,kultura-slowa-poslow-czyli-kutasy-dziwki-murzynki-i-kurewstwo.html

Pijany jak poseł
http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/680633,pijany-jak-posel.html

Piotr Grzymowicz vs Czesław Małkowski – stabilność i seks vs zmiany i problemy

Ponad dwa lata temu, w tekście o „olsztyńskich bólpasach”, pisałem, że wyborcy są pamiętliwi i zapewne rozliczą Piotra Grzymowicza z jego złej passy”. Słowa stały się ciałem. W pierwszej turze wyborów wygrał Czesław Małkowski, czekamy na „dogrywkę”. Śmiać się? Czy płakać?

Nie wiem jak wiele osób wierzyło w to, że Czesław Małkowski odrodzi się niczym feniks z popiołów. Po wybuchu seks-afery można było odnieść wrażenie, że rządzący Olsztynem w latach 2001 – 2008 prezydent, został na zawsze wykluczony ze świata polityki. Nie udowodniono mu gwałtu, jednak sam przyznał się do kontaktów seksualnych z urzędniczką (żona zapewne nie była zadowolona), a w tle rozbrzmiewały odważne, perwersyjne słowa wypowiadane przez telefon i jęki na ratuszowej wieży. Wieża ratusza stała atrakcją turystyczną Olsztyna, bo wczasowicze pytają czasami przewodników wycieczek, czy to to słynne miejsce na którym Małkowski posuwał jedną z urzędniczek. Niestety, nie doceniono starań prezydenta w sferze promowania warmińsko-mazurskiej turystyki, bo dostał od mieszkańców kopa w tyłek.

Zdarzało się jednak, że niektórzy wspominali Małkowskiego, mówiąc: „a, za Małkowskiego było lepiej, przynajmniej spokój był i imprezy były”. Coś w tym jest. Obecny prezydent, Piotr Grzymowicz, zastał Olsztyn „drewniany”, a chce zostawić „zabetonowany”, za co mieszkańcy szczerze go nienawidzą. Zapoczątkowana przez niego budowa tramwajów jest męcząca dla kierowców, irytująca dla pasażerów komunikacji miejskiej (mają zostać usunięte niektóre linie autobusowe, co utrudni części studentów dotarcie na uczelnię), ciągle się opóźnia i ogólnie wszyscy, poza osobami sentymentalnymi wizjonerami, mają ją w dupie. Robienie inwestycji po to by „były”, bez konkretnego przemyślenia. I głupie obietnice. Miał być nowy stadion. I co? I nie ma. Miała być nowa hala. I co? I też nie ma! W dodatku usuwanie drzew i zieleni oraz betonowanie miasta, potępiane przez mieszkańców. Problemy z uszanowaniem organizacji pozarządowych i ich roli w procesie kreowania przestrzeni. Nie słuchanie obywateli i robienie wszystkiego po swojemu. Wielu też narzeka na brak dużych imprez, które wypromowałyby Olsztyn.

Część osób po prostu nie trawi Grzymowicza. Mieliśmy tego przedsmak, podczas nieudolnie zorganizowanej przez aktywistów Twojego Ruchu próby zorganizowania referendum w sprawie odwołania prezydenta (nieudanej). Te wszystkie zmiany, które „Grzymek” wprowadza, odczuwamy na co dzień. Wiele osób tęskni za Małkowskim. Jego rządy, do czasu feralnej seks-afery, były stabilne i spokojne. Jak mantrę powtarza się, że gdy rządził „Czesiek”, to było więcej imprez. A wiadomo – lud chce chleba i igrzysk.

Mój znajomy, który głosował na Czesława Małkowskiego w wyborach, zapytany o to czemu go lubi, odpowiedział: „bo jest chłodnym skurwysynem”. Ubrałbym to inaczej w słowa, jednak to niezłe określenie, gdy pominiemy wulgarny wydźwięk. Małkowski jest opanowany i ma niezmienny wyraz twarzy, co sprawia, że pamięć o „stabilności” jego czasów nie może odejść w zapomnienie. Ludzie gotowi są mu wybaczyć grzeszne uczynki w ratuszu. Wielu mieszkańców Olsztyna uważa nawet, że bzyknięcie urzędniczki w godzinach pracy jest pozytywnym zjawiskiem, bo pozwoliło określić orientację seksualną byłego prezydenta (wiadomo, że nie jest „pedałem”). Zresztą, kto by nie bzyknął, nie? Wiadomo, jak to jest.

Małkowski wydaje mi się podobny do Silvio Berlusconiego, jeżeli chodzi o kwestię seks-afer i przymykania oka przez wyborców na jego wyczyny. Ba, niektórzy mieszkańcy Olsztyna pochwalają „zdrową, męską aktywność”, ukazując, że spragnieni sensacji i dramy Polacy uwielbiają kult macho na włoską modłę. Niestety, byłemu prezydentowi brakuje charyzmy, pewności siebie i doświadczenia medialnego, którym może się poszczycić Berlusconi.

Już teraz rodzi to problemy. Czesław Małkowski wyraźnie stara się unikać mediów i mieszkańców. Nie przychodzi na debaty, nie odpowiada na pytania, wykręca się. Boi się starych oskarżeń i przytyków. Jeżeli znów zostanie prezydentem, erotyczna przeszłość będzie za nim podążała. Wypominana, na każdym kroku.

I o ile jestem w stanie wybaczyć seksualne słabości byłego prezydenta (bo kto takich nie ma?), to nie mogę zapomnieć, że swoje miłosne podboje realizował w godzinach pracy. Nie mogę zapomnieć, że ta afera będzie się za nim ciągnęła przez całą kadencję. Przede wszystkim jednak, nie mogę zapomnieć, że strach przed ośmieszeniem sprawia, iż Małkowski ucieka od mieszkańców, boi się konfrontacji z nimi i oponentami politycznymi. To nie Berlusconi, który śmieje się w twarz oskarżycielom. Polski sen o macho pryska.

Jestem zawiedziony olsztyńskimi wyborami prezydenckimi. Na pierwszym miejscu stanęły „mordy”, czyli znane twarze, budzące kontrowersje, których zwolennicy się zwalczają. Piszę o Małkowskim i Grzymowiczu – głosy na nich zostały zrodzone z antagonizmów, znajomości nazwisk, skojarzeń oraz niefrasobliwości mieszkańców. Potem – Arent i Wasilewska, reprezentantki PiS i PO, które nie mają nawet „mord”, mają tylko partie.

A na szarym końcu ci interesujący kandydaci, którzy szanowali wyborców, stawiali się na wszystkie debaty, odpowiadali na pytania, mieli naprawdę coś ciekawego do powiedzenia. Wyjątkowo mi żal dwóch Andrzejów – Maciejewskiego z Nowej Prawicy i Ryńskiego, który startował z własnego komitetu. Wyjątkowo ciekawe osobowości, które chciały słuchać mieszkańców, a nie tylko rzucać suchymi obietnicami wyborczymi i wpisywać się w konflikty. Ostatecznie ci panowie zostali zepchnięci na dalszy plan. Wielka szkoda.

Pozostaje nam teraz starcie „mord”, nie chcących rozmawiać z wyborcami i bojących się konfrontacji. Morda reprezentująca stabilność i seksualne afery zmierzy się z mordą reprezentująca rozwój, nietrafione inwestycje i problemy z nimi związane.

Na jaką mordę zagłosuję? Nie wiem czy w ogóle zagłosuję, bo nie chcę zostać pogryziony. Jeżeli jednak zdecyduję się na sadomasochistyczny eksces, to pewnie wybiorę tą, która częściej kontaktowała się z obywatelami Olsztyna i która odpowiadała na ich pytania „twarzą w twarz” zamiast tchórzyć. Do odważnych świat należy.

Czyli nie zagłosuję.

A buspasy o których pisałem dwa lata temu zrobiono. I… rzeczywiście, miło się po nich jeździ.

Wybory prezydenckie w Olsztynie – który kandydat najbardziej dba o kontakt z wyborcami w sieci i podczas debat? ZESTAWIENIE

Już w ten weekend mieszkańcy Olsztyna wybiorą nowego (?) prezydenta miasta. W szranki stanie ze sobą siedmiu kandydatów: Marcin Adamczyk (KW PSL), Iwona Arent (KW PiS), Piotr Grzymowicz (KWW Piotra Grzymowicza), Andrzej Maciejewski (KW Nowa Prawica Janusza Korwin-Mikkego), Czesław Małkowski (KWW Czesława Jerzego Małkowskiego), Andrzej Ryński (KWW Andrzej Ryński – Olsztyn przyjazny ludziom) i Anna Wasilewska (KW Platforma Obywatelska RP). To ostatni moment przed rozpoczęciem wyborów, by ocenić jak pretendenci poradzili sobie z kampanią samorządową.

Wielu mieszkańców Olsztyna będzie zapewne na ostatnią chwilę poszukiwało informacji o kandydatach, ich sylwetkach i programach. Może nawet zechcą się skontaktować z ich komitetami wyborczymi. Co robimy jak chcemy coś znaleźć? Włączamy Google, wpisujemy hasło, klikamy „wyszukaj”. Postanowiłem sprawdzić, i ocenić, jak kandydaci poradzili sobie z prezentacją swojej osoby w sieci i poza nią. Wbrew pozorom jest to bardzo ważna sprawa. W dzisiejszych czasach prezydent musi umieć dotrzeć do swoich wyborców z pomocą internetu, gdzie najłatwiej przekazać pewne informacje. Cały świat poddaje się ciągłej modernizacji technologicznej, a „szef” nowoczesnego, europejskiego miasta nie może być z tyłu, nawet jeżeli chodzi o odpowiednią promocję własnej osoby w sieci.

W zestawieniu pominąłem kwestię wystąpień indywidualnych kandydatów, plakatów i billboardów. To trudniej dostępne źródła, w dodatku zazwyczaj odznaczające się małą ilością konkretów, skupione na prostych hasłach i grafice. Istotne, szczegółowe informacje, konfrontacje kandydatów i odpowiedzi na pytania wyborców mówią więcej, od uśmiechniętej twarzy.

Zestawienie obejmuje:

  1. Pytania do komitetów wyborczych zadane przez organizację Forum Rozwoju Olsztyna
  2. Uczestnictwo w debatach prezydenckich
  3. Dostępność i informacje na stronie internetowej
  4. Posiadanie bloga i strony na Facebooku

Wszystkie te elementy zostaną poddane ocenie, a na samym końcu wpisu zobaczą Państwo kto najbardziej zadbał o to, by wyborcy mogli bez problemów dotrzeć do informacji o kandydacie, kto nie unikał konfrontacji z mieszkańcami podczas debat i komu zależy na odpowiednim, jasnym zaprezentowaniu swojej osoby.

1. Pytania do komitetów wyborczych zadane przez organizację Forum Rozwoju Olsztyna.

Forum Rozwoju Olsztyna jest jedną z olsztyńskich organizacji pozarządowych, która bardzo aktywnie angażuje się w życie miasta. Zorganizowali oni debatę prezydencką, przygotowali podsumowanie sześciu najistotniejszych głosowań Rady Miasta i wysłali do komitetów wyborczych pytania o tematyce kulturalno-społecznej, ekonomicznej i komunikacyjnej.

Przyszły prezydent Olsztyna musi umieć nawiązać dialog ze stowarzyszeniami. Jeżeli nie odpowie na pytania zadane przez organizację pozarządową, to przeciętny obywatel tym bardziej nie otrzyma potrzebnych informacji. To bardzo ważny przykład traktowania zainteresowanych programem wyborców. Wyjątkowe oburzenie budzi odpowiedź na pytania komitetu „Olsztyn Nasz Dom” (nie wystawili kandydata na prezydenta), który poinformował, że nie ustosunkuje się do pytań m.in. dlatego, że nie dotyczą one istotnych problemów Olsztyna, co jest wyrazem buty, chamstwa oraz braku poszanowania nie tylko dla FRO, ale też mieszkańców miasta. Pytania i odpowiedzi dostępne są: tutaj.

Na pytania komitetu odpowiedzieli:

-Andrzej Ryński (+1)

-Piotr Grzymowicz (+1)

-Andrzej Maciejewski (+1)

-Anna Wasilewska (+1)

Odpowiedzią nie zaszczycili:

-Iwona Arent (-1)

-Czesław Małkowski (-1)

-Marcin Adamczyk (-1)

Osoby, które nie odpowiedziały na pytania organizacji otrzymują punkt ujemny, bo umiejętność odniesienia się do problemów wyborców (nawet najnudniejszych) jest niezbędna, jeżeli chodzi o przeprowadzenie dobrej kampanii i przekazanie informacji. Równie ważna jak uczestnictwo w debatach.

2. Uczestnictwo w debatach prezydenckich

W Olsztynie zorganizowano całą serię debat wyborczych. Poniżej przedstawiam, którzy kandydaci brali udział w najważniejszych debatach, organizowanych przez: FRO, TVP Olsztyn, Gazetę Wyborczą, Gazetę Olsztyńską i Radio Olsztyn. Uczestnictwo w takim wydarzeniu pozwala mieszkańcom porównać odpowiedzi pretendentów i zobaczyć jak bardzo są zainteresowani przekazaniem wyborcom swojego programu. Dlatego za brak obecności na którejkolwiek z debat, również będą odejmowane punkty.

Debata zorganizowana przez Forum Rozwoju Olsztyna:

Uczestniczyli:

-Marcin Adamczyk (+1)

-Andrzej Maciejewski (+1)

-Andrzej Ryński (+1)

-Anna Wasilewska (+1)

Obecnością nie zaszczycili:

-Piotr Grzymowicz (-1)

-Iwona Arent (-1)

-Czesław Małkowski (-1)

Debata zorganizowana przez TVP Olsztyn:

-Obecni byli wszyscy kandydaci (+1)

Debata zorganizowana przez Gazetę Wyborczą:

-Obecni wszyscy kandydaci (+1) poza…

-…Czesławem Małkowskim (-1)

Debata zorganizowana przez Gazetę Olsztyńską:

-Obecni wszyscy kandydaci (+1) poza…

-…Marcinem Adamczykiem (-1)

Debata zorganizowana przez Radio Olsztyn:

-Obecni wszyscy kandydaci (+1) poza…

-…Czesławem Małkowskim (-1)

3. Dostępność i informacje na stronie internetowej

Najlepszym źródłem informacji udostępnianych przez kandydata jest strona wyborcza jego komitetu. To tam w pierwszej kolejności skieruje się internauta, chcący dowiedzieć się czegoś o programie pretendenta, jego przeszłości i dalszej formie kontaktu. Dobra strona internetowa to podstawa. Sprawdziłem portale komitetów wyborczych tak jak przeciętny użytkownik sieci – pospiesznie, powierzchownie, chcąc jak najszybciej wyłapać potrzebne informacje. Nie zagłębiałem się w linki. Jako wyborca chcę mieć prostą, łatwo dostępną treść, która pozwoli mi zdecydować. Sprawdzałem, czy na stronie jest: opis kandydata, program wyborczy, numer telefonu i adres e-mail oraz rejestr wpłat i kredytów na kampanię wyborczą (zgodnie z Kodeksem Wyborczym – obowiązkowy). Dodatkowo starałem się sprawdzić czy jakiś komitet nie stworzył odpowiedniej platformy wyborczej dla mieszkańców Olsztyna, na której mogliby się wymieniać opiniami, zadawać publicznie pytania do kandydatów lub publikować swoje opinie. Niestety, żaden z kandydatów nie pomyślał o udostępnieniu wyborcom takiej możliwości. Wspólny wpływ na kształt kampanii, dyskusje z internautami i pozwolenie, by głosujący mieli szansę coś zmienić lub skrytykować, na pewno byłyby mile widziane, biorąc pod uwagę, że większość pretendentów krytykuje obecną formę konsultacji społecznych.

Marcin Adamczyk:
http://www.komitetwyborczypsl.pl/

(Opis kandydata: JEST; program wyborczy: JEST; numer telefonu i e-mail: JEST; informacje o wpłatach: BRAK) +3

Iwona Arent:
http://wybierzpis.org.pl/

(Opis kandydata: JEST; program wyborczy: BRAK; numer telefonu i e-mail: BRAK; informacje o wpłatach: BRAK) +1

Piotr Grzymowicz:
http://kwwgrzymowicz.pl/

(Opis kandydata: JEST; program wyborczy: JEST, numer telefonu i e-mail: JEST; informacje o wpłatach: BRAK) +3

Andrzej Maciejewski:
http://wybierzwolnosc.pl/

(Opis kandydata: JEST; program wyborczy: JEST; numer telefonu i e-mail: BRAK; informacje o wpłatach: BRAK) +2

Czesław Małkowski:
http://cjmalkowski.pl/

(Opis kandydata: BRAK; program wyborczy: JEST; numer telefonu i e-mail: tylko numer telefonu; informacje o wpłatach: BRAK) +1,5

Andrzej Ryński:
http://rynski.pl/

(Opis kandydata: JEST; program wyborczy: JEST; numer telefonu i e-mail: JEST; informacje o wpłatach: JEST) + 4 (Andrzej Ryński jako jedyny umieścił na swojej stronie dobrze wyeksponowane, pełne informacje o wpłatach i kredytach)

Anna Wasilewska:
http://wybory.platforma.org/

(Opis kandydata: JEST; program wyborczy: JEST; numer telefonu i email: BRAK; informacje o wpłatach: BRAK) + 2

4. Posiadanie bloga i strony na Facebooku

Skoro żaden z kandydatów nie stworzył osobnej platformy do konsultacji z mieszkańcami, to wypadałoby, by miał chociaż konto na Facebooku. Tutaj nie było zawodu, wszyscy posiadają swoją stronę na popularnym serwisie społecznościowym i otrzymują po jednym punkcie. Jedynie Andrzej Ryński otrzymuje pół punktu, bo chociaż posiada swoją stronę, to możliwością komentowania wpisów mogą się poszczycić tylko jego znajomi. Poniżej przedstawiam listę linków do facebookowych profili kandydatów:

Profile kandydatów na Facebooku:

Marcin Adamczyk
https://www.facebook.com/pages/Prezydent-Marcin-Adamczyk/459408557533012?fref=ts

Iwona Arent
https://www.facebook.com/IwonaArent?fref=ts

Piotr Grzymowicz
https://www.facebook.com/PrezydentOlsztynaPiotrGrzymowicz?fref=ts

Andrzej Maciejewski
https://www.facebook.com/KNPAndrzejMaciejewski?fref=ts

Czesław Małkowski
https://www.facebook.com/pages/Czes%C5%82aw-Jerzy-Ma%C5%82kowski/703094023105715?fref=ts

Andrzej Ryński
https://www.facebook.com/andrzej.rynski.31?ref=br_rs

Anna Wasilewska (PO)
https://www.facebook.com/anna.wasilewska.olsztyn?fref=ts

Popularne w świecie polityki są też blogi, na których kandydaci mogą codziennie dodawać wpisy o swoim codziennym życiu, zaletach, osiągnięciach i wydarzeniach. Pozwala to być wyborcom ciągle na bieżąco z działalnością tych osób. Ponadto, sam styl pisania mówi wiele: albo o umiejętnościach pisarskich pretendenta, albo o umiejętności doboru dobrego PR-owca. Swoje blogi prowadzi tylko trójka kandydatów: Iwona Arent (
http://www.iwona-arent.pl/
), Piotr Grzymowicz (
http://www.grzymowicz.pl/
) i Anna Wasilewska (
http://annawasilewska.eu/aktualnosci
), za co otrzymują oni dodatkowy punkt.

Na koniec, przed podaniem wyników, pragnę zaznaczyć, że nie oceniam treści przekazanej podczas debat, odpowiedzi na pytania lub za pośrednictwem strony internetowej. W przedstawionym zestawieniu w sposób subiektywny pokazuję tylko zainteresowanie kandydatów wyborcami, z wyjątkowym naciskiem na komunikację z pomocą sieci. Oceniam umiejętność przedstawienia swojego programu internautom, zapewnienia dodatkowych informacji i możliwości we współtworzeniu kampanii oraz otwartość na konfrontację – z przeciwnikami oraz wyborcami.

Wyniki prezentują się następująco:

6. Czesław Małkowski: 0,5 punktu (wynik skandaliczny, wskazujący na kompletny brak zainteresowania najprostszą komunikacją z użytkownikami sieci oraz strach przed otwartą konfrontacją na argumenty. Czesław Małkowski nie był obecny na wielu debatach i nie nadesłał odpowiedzi na pytania FRO)

5. Iwona Arent: 5 punktów (pani Arent nie nadesłała odpowiedzi na pytania FRO i nie uczestniczyła w organizowanej przez organizację debacie, bo wolała stać u boku prezesa Kaczyńskiego podczas konwencji PiS. Strona jej komitetu pozostawia wiele do życzenia)

4. Marcin Adamczyk: 6 punktów (pan Adamczyk nie uczestniczył w jednej z ważnych debat, nie nadesłał też odpowiedzi na pytania FRO)

3. Andrzej Maciejewski i Piotr Grzymowicz: 9 punktów (Piotr Grzymowicz nie uczestniczył w spotkaniu FRO, ale za to nadrobił prowadzeniem bloga, na którym prezentuje swoje opinie. Andrzej Maciejewski był na wszystkich ujętych w zestawieniu debatach i wykazywał się na nich ogromną kulturą oraz szacunkiem dla wyborców. Obydwaj panowie odpowiedzieli na pytania FRO)

2. Anna Wasilewska: 10 punktów (powiem szczerze, że nie spodziewałem się tak wysokiego miejsca kandydatki PO. Jednak odpowiedziała ona na pytania FRO, uczestniczyła we wszystkich debatach i prowadzi swojego bloga. Zasłużyła dzięki temu na drugie miejsce)

1. Andrzej Ryński: 10,5 punktu (zwycięzca rankingu. Jako jedyny umieścił na swojej stronie informacje o wpłatach sympatyków i kredytach. Uczestniczył we wszystkich debatach i bardzo szczegółowo odpowiadał na pytania zadane przez FRO. Wydaje się najbardziej zaangażowanym w kontakt z wyborcami kandydatem)

Życzę powodzenia wszystkim kandydatom!

Streszczenie olsztyńskiej debaty prezydenckiej: Andrzej Ryński, Anna Wasilewska, Marcin Adamczyk, Andrzej Maciejewski.

Wielkimi krokami zbliżają się wybory samorządowe w całym kraju, w tym wybory na wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Mieszkańcy już podglądają kandydatów, szukając wpadek, afer i powodów, dla których mieliby na kogoś oddać głos. Stowarzyszenie Forum Rozwoju Olsztyna postanowiło pomóc wyborcom w podjęciu decyzji. 15 października zorganizowali oni debatę prezydencką. Zaproszeni zostali wszyscy kandydaci na prezydenta Olsztyna.

Chęć udziału potwierdzili: obecny prezydent Piotr Grzymowicz, Czesław Małkowski, Andrzej Ryński, Iwona Arent, Anna Wasilewska, Marcin Adamczyk i Andrzej Maciejewski. Niestety, tylko czwórka zaproszonych dotarła.

Trójka kandydatów: Piotr Grzymowicz, Iwona Arent i Czesław Małkowski, stwierdziło, że ma lepsze rzeczy do roboty niż kontaktowanie się z wyborcami i przedstawianie im swoich postulatów. Grzymowicza zajęły „pilne obowiązki” (czyżby zapomniał, że już raz dostał żółtą kartkę od mieszkańców, przy organizowaniu referendum w sprawie jego odwołania?), Małkowski „brał udział w spotkaniu pewnego koła”, a Iwona Arent patrzyła maślanymi oczkami w Jarosława Kaczyńskiego, który organizował akurat konwencję PiS w Olsztynie. Potwierdzili obecność, mieli czas by odpowiednio rozplanować sobie dzień, a w ostatniej chwili pokazali wyborcom goły tyłek. Apeluję do Olsztynian, aby pokazali środkowy palec podczas wyborów tej Świętej Trójcy, która najwyraźniej nie ma niczego mądrego do powiedzenia. Ich pogarda wobec mieszkańców i brak chęci kontaktu z nimi, są oburzające, skandaliczne i godne pożałowania. WSTYDŹCIE SIĘ.

Czwórka kandydatów jednak pokazała, że jest dojrzała, że szanuje wyborców i że odpowiada na zainteresowanie społeczne, dzięki czemu debata mogła się odbyć. Już za samo odpowiedzenie na potrzeby mieszkańców, należą im się brawa. Spotkanie odbyło się o godzinie 18, w Liceum Ogólnokształcącym nr 1 w Olsztynie, a zorganizowane zostało przez Forum Rozwoju Olsztyna. Prowadzącymi byli Bartłomiej Biedziuk i Izabela Stackiewicz (która prezentowała się raczej mizernie, bo strasznie trząsł się jej głos). Transmisja internetowa debaty w jakości HD była dostępna na wielu portalach olsztyńskich mediów. Zdarzyła się tylko jedna wpadka – raz dano zły podpis kandydata, ale cała reszta przekazu przebiegała bez problemu i zasługuje na piątkę z plusem.

Debatę podzielono na dwie części. Na początku, kandydatom zadano osiem pytań. Każdy z nich miał półtorej minuty na odpowiedź. Nie mogli ze sobą polemizować ani odnosić się personalnie do innych kandydatów. W drugiej części, mogli odpowiedzieć tylko „tak” lub „nie” na trzy pytania. Na koniec (mimo że nie było to zaplanowane), pojawiły się dwa pytania od publiczności.

Tyle, jeżeli chodzi o sprawy formalne. Pozwolę sobie przedstawić krótko sylwetki kandydatów, biorących udział w debacie oraz moją ocenę poziomu ich wystąpień.

SYLWETKI KANDYDATÓW I OCENA WYSTĄPIEŃ:


  1. MARCIN ADAMCZYK (PSL) - Doktor nauk prawnych i adiunkt na Wydziale Prawa i Administracji UWM. Działał w Radzie Okręgowej Izby Radców Prawnych w Olsztynie, Radzie Programowej TVP Olsztyn i Radzie Społecznej Wojewódzkiego Specjalistycznego Szpitala Dziecięcego w Olsztynie. Prywatnie jest mężem i ojcem dwójki dzieci. Podczas debaty zaprezentował się jako rzeczowy kandydat. Jego hasła były nośne, konkretne i celnie trafiały w problemy Olsztyna. Nie czytał z kartki, dużo się rozglądał i ruszał głową, był dość dynamiczny, chociaż sprawiał wrażenie nieco przestraszonego.
  2. ANDRZEJ MACIEJEWSKI (KNP) Magister politologii i nauk społecznych Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Olsztynie. Pracował jako menadżer ds. sprzedaży, przedstawiciel handlowy, nauczyciel, dziennikarz i redaktor naczelny. W latach 2001 – 2002 pełni funkcję pełnomocnika wojewody warmińsko-mazurskiego ds. współpracy z Obwodem Kaliningradzkim. Jest ekspertem ds. wchodnich w Instytucie Sobieskiego w Warszawie. W latach 1990 – 1994 był radnym Bartoszyc. Jako jedyny z kandydatów wstawał z miejsca podczas odpowiadania na pytania, co uznaję za duży plus i okazanie szacunku wyborcom. Dużo gestykulował, nie czytał z kartki. Miał pewne problemy z konkretnym i rzeczowym zaprezentowaniem najbardziej chwytliwych pomysłów i wysłowieniem się.
  3. ANDRZEJ RYŃSKI (KWW Andrzeja Ryńskiego „Olsztyn Przyjazny Ludziom”)Ukończył studia wyższe na kierunku nauk politycznych i studia podyplomowe w zakresie integracji europejskiej na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim. Był działaczem Związku Młodzieży Wiejskiej i PZPR. W latach 1994 – 1998 roku sprawował urząd prezydenta Olsztyna. W 1998, 2002, 2006 i 2010 roku uzyskiwał mandat radnego sejmiku warmińsko-mazurskiego. Od 1999 do 2006 roku był marszałkiem województwa. W 2007 roku został prezesem zarządu Przedsiębiorstwa Gospodarki Miejskiej Sp. z.o.o. w Olsztynie. Prywatnie jest mężem i ma syna. Na początku debaty prezentował postawę zamkniętą, ale z czasem wyraźnie stawał się coraz bardziej otwarty i rozluźniony. Odpowiedzi ładne pod względem retorycznym i merytorycznym, umiejętnie wplótł w nie zapewnienia, że zna się na rzeczy, bo był już prezydentem. Zdarzało mu się zerkać na kartkę. Piękne bon moty.
  4. ANNA WASILEWSKA (PO) Ukończyła Akademię Rolniczo-Techniczną na wydziale Technologii Żywności, Studium Kwalifikacyjne Pedagogiczne i Pedagogiki Specjalnej w Instytucie Kształcenia Nauczycieli im. Władysława Paskowskiego w Warszawie i studia podyplomowe menadżerów oświaty w Bałtyckiej Wyższej Szkole Humanistycznej w Koszalinie. Technolog żywności, pedagog specjalny i menadżer oświaty. W latach 2007 – 2009 była wiceprezydentem Olsztyna, w 2009 roku rozpoczęła pracę w Urzędzie Marszałkowskim (jako dyrektor Departamentu Sportu), a od 2010 roku jest Radną Sejmiku i Członkiem Zarządu Województwa Warmińsko-Mazurskiego. Podczas debaty zaprezentowała się najsłabiej z całej czwórki, dużo czytała z kartki, była wyraźnie zdenerwowana, nie potrafiła mówić o swoich zasługach w tak finezyjny sposób jak Andrzej Ryński. Miała problemy z wysłowieniem się, często odbiegała od tematu i przeciągała nieciekawe wątki. Wyglądała na osobę agresywną, konfliktową i wrogą, podczas pytań publiczności.

Bardzo irytującą manierą wszystkich kandydatów, było mówienie „tak jak moi poprzednicy powiedzieli” lub „popieram mojego poprzednika”. Tymi zwrotami oddawali pole swoim przeciwnikom, dodając powagi ich słowom i ograniczając własne pole manewru. Tworzą tym wrażenie, że potrafią tylko sobie nawzajem przytakiwać, co jest strzałem w stopę. Oczywiście każdy może mieć inne odczucia co do kandydatów, dlatego polecam obejrzeć nagranie z debaty, do którego link zamieszczony jest poniżej.

Dla tych jednak, którzy nie mają czasu lub ochoty, prezentuję pokrótce wszystkie pytania i wszystkie odpowiedzi kandydatów w skróconej formie, prezentującej sens wystąpienia i to w jaki sposób je odebrałem.

PYTANIA I ODPOWIEDZI KANDYDATÓW

I część: Osiem pytań i półtorej minuty na odpowiedź

Pytanie 1: Czy stosowane dotychczas metody konsultacji dają realną możliwość wpływu na decyzje podejmowane przez Urząd Miasta? Czy sposób konsultowania decyzji powinien ulec zmianie?

Marcin Adamczyk (PSL): Adamczyk skrytykował obecnie prowadzone „pseudokonsultacje” i zapowiedział powołanie rady menadżerów i rady seniorów, by móc słuchać głosów mieszkańców. „Chcemy pomagać, a nie utrudniać życie naszym mieszkańcom”

Andrzej Maciejewski (KNP): Zwrócił uwagę na podział „my, wy, oni” i zauważył, że miasto musi być jak jedna drużyna z odpowiednim trenerem.

Andrzej Ryński (KWW Olsztyn Przyjazny Ludziom): Przypomniał, że suwerenem każdej władzy są mieszkańcy. „Należy wzmocnić rolę rad osiedlowych”

Anna Wasilewska (PO): „Konsultacje powinni prowadzić profesjonalni amatorzy”.

Pytanie 2: Jakie decyzje należy podjąć, aby Olsztyn nie ulegał dalszej suburbanizacji?

Marcin Adamczyk (PSL): „Pomyśleć o parkingach wielopoziomowych dla samochodów w centrum”

Andrzej Maciejewski (KNP): Wizja miasta powinna być konstruowana całościowo, od ogółu do szczegółu. Działań należy konsekwentnie i logicznie od początku do końca.

Andrzej Ryński (KWW Olsztyn Przyjazny Ludziom): „Należy dążyć do tego by to co znajdzie się wewnątrz obwodnicy (Olsztyna, dop. autor) stanowiło integralną część i stanowiło podstawy do tworzenia warunków do zrównoważonego i zintegrowanego rozwoju”. Zwracała uwagę na współpracę z gminami, organizowanie właściwego transportu publicznego i rozwiązanie problemów komunalnych, „Olsztyn jako miasto przyjazne ludziom, gdzie wszystkie inwestycje mają służyć ludziom”

Anna Wasilewska (PO): „Współpraca z gminami ościennymi”, „Przyjaźnie zorganizowany transport, rozwijanie linii tramwajowych i integracja ich z autobusami, ścieżki rowerowe”, postawienie na bardziej czytelną, przemyślaną i zintegrowaną strategię rozwoju miasta.

Pytanie 3: Jakie powinny być główne założenia strategii transportowej Olsztyna?

Marcin Adamczyk (PSL): W swojej wypowiedzi koncentrował się na kierowcach samochodów, proponował nową drogę łączące osiedle Generałów z Kortowem, budowę nowego odcinka ulicy Bałtyckiej, przerabianie objazdów na pełnowartościowe drogi. Jest za ścieżkami rowerowymi w parkach i udostępnieniem buspasów dla motorów.

Andrzej Maciejewski (KNP): Ponownie zwracał uwagę na to, że wszystko musi się uzupełniać, być logiczne i tworzyć spójną całość. Proponował by opłacony bilet parkingowy mógł również służyć jako bilet komunikacji miejskiej i by w związku z budową linii tramwajowych i utrudnionym dojazdem na Jaroty, Pieczewo i Nagórki, komunikacja miejska zimą była bezpłatna.

Andrzej Ryński (KWW Olsztyn Przyjazny Ludziom): Proponował zbudowanie sprawnego systemu przebiegu ulic, wybudowanie pięciu bezkolizyjnych skrzyżowań. Wyremontowanie najbardziej zniszczonych chodników i ulic. Jest za rozszerzaniem sieci ścieżek rowerowych i ekologicznym oraz tanim transportem zbiorowym. „Transport to krwiobieg i to powinien być jeden z głównych elementów troski władz Olsztyna”.

Anna Wasilewska (PO): Zwracała uwagę na potrzebę konsultowania polityki transportowej z mieszkańcami i wykorzystanie kolei i torów. „Moją mocną stroną jest to, że pracuje z osobami mądrzejszymi od siebie i rozmawiam z profesjonalistami”.

Pytanie 4: Co należy zrobić aby Śródmieście znowu tętniło życiem?

Marcin Adamczyk (PSL): „Chcemy wzorować się na doświadczeniach poznańskich”, propozycja specjalnego programu dla starówki, który ma się opierać na wzmocnieniu miejscowego biznesu i ulgach podatkowych dla przedsiębiorców.

Andrzej Maciejewski (KNP): „Mówimy o ściąganiu turystów, a mieszkańcy nie znają historii Olsztyna”. Eksponowanie zabytków i wykopalisk. Zwraca uwagę na konflikt interesów między klubami a mieszkańcami: „mieszkańcy nie mogą się czuć zagrożeni, że mają pecha mieszkać w Śródmieściu” i zawarcie kontraktu między chcącymi spokoju mieszkańcami i ożywiającymi miasto knajpami.

Andrzej Ryński (KWW Olsztyn Przyjazny Ludziom): „Czuję się ojcem sukcesu pod tytułem starówka”, przypomniał, że dwadzieścia lat temu w czasie jego prezydentury, przygotowano program rewitalizacji starówki i rozpoczęto jego realizację. Zaproponował dawanie ulg przedsiębiorcom działającym poza sezonem turystycznym, „wyprowadzenie studentów miasteczka akademickiego do miasta” i połączenie koszar Dragonów ze starówką w jedną całość.

Anna Wasilewska (PO): „Jak będą miejsca pracy i jak będą ludzie mieli pieniądze, to starówka odżyje”. Promowanie marki Olsztyna i jego dziedzictwa, sprawienie by turyści zostawiali pieniądze w Olsztynie, ograniczenie liczby reklam na starówce.

Pytanie 5: W Olsztynie przez wiele lat nie pojawił się poza Michelin żaden duży inwestor. Czy mają Państwo plan na zmianę tej sytuacji i zachęcenie dużych pracodawców do otwierania swoich firm w stolicy Warmii i Mazur? Czy może warto skoncentrować się na wspomaganiu lokalnej przedsiębiorczości? Jeśli tak, to w jaki sposób?

Marcin Adamczyk (PSL): „Dobrobyt miasta zaczyna się od inwestowania w miejsca pracy”. Pozyskiwanie inwestorów, pomaganie w rozwiązywaniu ich problemów i stworzenie wydziału w urzędzie miasta, który się tym zajmie. Hasło, które słyszy z ust inwestorów: „Po pierwsze nie przeszkadzać nam, a my sobie poradzimy”. Proponuje stworzenie Rady Biznesu, która będzie pomagała w strategicznych inwestycjach i kierunkach rozwoju miasta, oraz współpracę z instytucjami mającymi doświadczenie w pozyskiwaniu inwestorów.

Andrzej Maciejewski (KNP): „Olsztyn jest w kręgu zainteresowań przedsiębiorców, ale Olsztyn nie ma nic do zaoferowania”, „Sponsorzy i podatnicy muszą zostać docenieni”, jego zdaniem priorytetem jest pilnowanie miejsc pracy. Stworzenie bonów parkingowych dla przedsiębiorców płacących podatki od nieruchomości. Dialog między ratuszem a inwestorami.

Andrzej Ryński (KWW Olsztyn Przyjazny Ludziom): „Olsztyn musi wykorzystać swoje geopolityczne i gospodarcze położenie”, „Olsztyn może być oknem na wschód, pomostem między Europą zachodnią i Europą wschodnią”. Przywrócenie rangi współpracy z miastami partnerskimi, stworzenie zespołu fachowców i menadżerów zajmujących się inwestycjami, właściwa promocja miasta, pokazywanie, że Olsztyn jest miastem ludzi młodych i wykształconych. Pomoc funkcjonującym już, małym przedsiębiorcom.

Anna Wasilewska (PO): Stworzenie centrum obsługi inwestora, miasto powinno opracować jednakowe standardy współpracy z przedsiębiorcami, by rodzimi przedsiębiorcy mogli znaleźć pracę. „Zrobić jakoś, po nowemu poukładać”.

Pytanie 6: Czy rozwój ekonomiczny Olsztyna powinien opierać się o kilka specjalizacji gospodarczych? Jeśli tak, jakie to powinny być specjalizacje?

Marcin Adamczyk (PSL): „Skupienie się na jednym rodzaju przemysłu stanowi zagrożenie dla miasta”. Wykorzystywanie potencjału wszystkich szkół wyższych. Transfer technologii naukowej do biznesu. Olsztyn jako centrum szkolnictwa średniego.

Andrzej Maciejewski (KNP): „Czasy monolitów się skończyły”, postawienie na intelektualną moc i młodzieńczy wigor studentów, współpraca z Uniwersytetem Warmińsko-Mazurskim. Kształcenie pod aktualne potrzeby rynku. „Nauka ma zacząć budować nie tylko biznes, ale to miasto.”

Andrzej Ryński (KWW Olsztyn Przyjazny Ludziom): Szybkie reakcje na zmiany na rynku pracy. Wspomniał o tym, że spotkał się z przedstawicielami Siemensa i namawiał ich by inwestowali w Olsztynie. Proponował wsparcie dziedzin, które są Olsztynowi „przypisane” (przemysł chemiczny, przemysł rolno-spożywczy, meblarstwo) i kształcenie w kierunku dającym szansę na zatrudnienie. Zastanawiał się też, czy Olsztyn nie powinien poszerzyć swoją specjalizację o formę sanatoryjno-leczniczą.

Anna Wasilewska (PO): Współpraca z uczelniami wyższymi. Rozwój medyczny Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, postawienie na obiekty sanatoryjne. Dalsze wspieranie przemysłu chemicznego i rolno-spożywczego.

Pytanie 7: Jakie powinny być główne założenia „Strategii Rozwoju Kultury Olsztyna do roku 2025” i jakie powinny być konkretne efekty jego wdrożenia?

Marcin Adamczyk (PSL): Wsparcie kulturalne młodzieży, stworzenie sztandarowej imprezy olsztyńskiej „Olsztyniada” i dużego festiwalu muzycznego. Reaktywowanie imprez, które się Olsztynianom podobały (np. Czwartki Szantowe, po tej propozycji wybuchły brawa). Zorganizowanie imprez na okres jesienno-zimowy.

Andrzej Maciejewski (KNP): „Nie mamy problemu braku imprez, mamy problem braku menadżerów organizujących imprezy na poziomie ogólnopolskim”. „Jak się nie ma pieniędzy, to nie ma kultury”. Olsztyn jako stolica sportów wodnych w Polsce.

Andrzej Ryński (KWW Olsztyn Przyjazny Ludziom): Należy łączyć kulturę z edukacją i traktować ją jako element budowania regionalnej tożsamości. „Wykorzystać to co dotychczas zrobiono”, podejść nowatorsko do już realizowanych inicjatyw. Potrzebna duża sztandarowa impreza kulturalna.

Anna Wasilewska (PO): Współpraca kulturalna miasta i województwa. Wielokulturowość to największa wartość, każdego trzeba uszanować, każdemu trzeba dać szansę, by dziedzictwo kulturowe było przekazywane następnym pokoleniom. Wspomniała też o budowaniu sali sportowej.

Pytanie 8: Co powinno składać się na tożsamość lokalną mieszkańców i w jaki sposób można ją zbudować?

Marcin Adamczyk (PSL): Dialog, dialog, jeszcze raz dialog, z organizacjami pozarządowymi. Nie przeszkadzać im, tylko pomagać. „Nie potrafimy sobie odpowiedzieć na pytanie: kto to jest mieszkaniec Olsztyna i z czym to się wiąże”. Budowanie pozytywnego wizerunku miasta. Wielokulturowość to pozytywna cecha.

Andrzej Maciejewski (KNP): Uwolnienie aktywności mieszkańców. „Spróbujmy wypracować pewną ideę Olsztyna jako miasta „cool”, sympatycznego, ciepłego”. Zwrócił uwagę na to jak zdrowe jest nasze środowisko. „Jesteśmy szczęśliwcami a chodzimy smutni. Mamy coś, czego nie mają inni, zacznijmy się tym cieszyć, doceniać i chwalić”.

Andrzej Ryński (KWW Olsztyn Przyjazny Ludziom): „Idziemy do przodu, pamiętamy o historii, ale nie mamy głowy odwróconej w tył”. Tożsamość trzeba budować jako tożsamość ludzi nowoczesnych, żyjących w cywilizowanej Europie. Trzeba włączyć do budowania takiej myśli stowarzyszenia i placówki edukacyjne. Wykorzystać osoby starsze, które mogą dać patriotyczną lekcję młodszemu pokoleniu.

Anna Wasilewska (PO): W sumie nie wiem o co tej Pani chodziło, kluczyła wokół tematu i nie dała raczej konkretnej odpowiedzi na pytanie.

II część: Trzy pytania i odpowiedź „tak” lub „nie”

1. Czy ceny biletów autobusowych powinny zostać obniżone?

-Adamczyk (TAK)

-Maciejewski (NIE)

-Ryński (TAK)

-Wasilewska (NIE)

2. Czy w Olsztynie powinny powstać kolejne galerie handlowe?

-Adamczyk (TAK)

-Maciejewski (NIE)

-Ryński (NIE)

-Wasilewska (TAK)

3. Czy Stare Miasto powinno być zamknięte dla ruchu samochodowego (wyłączając mieszkańców Starego Miasta i samochody dostawcze) przez cały rok?

-Adamczyk (NIE)

-Maciejewski (TAK)

-Ryński (NIE)

-Wasilewska (NIE)

Podczas pytania o galerie handlowe, Anna Wasilewska, która opowiedziała się za ich powstawaniem, została wybuczana przez salę. W dość niedorosły sposób zachowała się prowadząca debatę, która zaczęła się śmiać, zamiast próbować opanować publikę. Podczas spotkania miało nie być pytań „z sali”, z powodu ograniczonego czasu i neutralności jeśli chodzi o pytania, jednak przez nieobecność trzech bufonów mających w nosie mieszkańców Olsztyna, organizatorzy mogli pozwolić sobie na dwa dodatkowe pytania od publiczności.

Pierwsze pytanie od publiczności: mężczyzna z widowni poprosił o bardziej konkretne przedstawienie sposobu w jaki miasto miałoby ściągać inwestorów.

Adamczyk: Uzbrojenie terenów miejskich i wprowadzenie ich do WM Strefy Ekonomicznej. Zmniejszone podatki w zależności od ilości miejsc pracy jakie gwarantują inwestorzy.

Maciejewski: Rozpoczęcie rozmów z gminami by zdobywać ziemię pod inwestycje. Obniżenie podatków, zajęcie się nadmiarem lokali biurowych.

Ryński: Dawanie różnorodnych, czasowych przywilejów nowym przedsiębiorcom. Brak gotowych recept, trzeba być przyjaznym wobec partnerów gospodarczych i mieć elastyczne podejście do inwestorów.

Wasilewska: Uaktualnienie miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego. Jednakowe procedury i wymagania dotyczące przedsiębiorców. Centrum obsługi inwestora. Kandydatka wdała się w dyskusję z uczestniczką na temat swojego wcześniejszego cieszenia się z galerii handlowej.

Po odpowiedziach, jedna z obecnych na sali kobiet skomentowała odpowiedzi kandydatów: „Olsztyn jest wielkim miastem pełnym biednych ludzi, a wielkie sieci handlowe niszczą zakłady fryzjerskie, drobnych przedsiębiorców, drobne piekarnie, drobne sklepy spożywcze, osoby, które tu płacą podatki. Co z tego, że się otworzy kolejna galeria jak jest tutaj 50 tysięcy studentów. Studenci kupią w sieciówkach, a lokalni przedsiębiorcy nie będą mieli z czego żyć. Ludzie mają gdzie kupić, ale nie mają za co kupić, bo nie mają gdzie pracować.


Drugie pytanie od publiczności: Kolejne pytanie zadała kobieta, która uważała, że nasz kraj jest wyniszczony i wymaga ratunku. Mówiła dość długo, jednak wyklarowało się ogólne pytanie: „Jak zatrzymać młodych ludzi, którzy uciekają za chlebem za granicę i jak pomóc starszym ludziom?”

Adamczyk: „Część argumentów (zadającej pytanie, przyp. autor) jest skierowanych do dużej polityki”. Prezydenci miast powinni kreować pozytywny klimat dla inwestycji. Program budowy tanich mieszkań. Od szkolnictwa średniego po szkolnictwo wyższe – dobrze wyedukowany człowiek będzie miał większa szansę na znalezienie pracy. To zaowocuje.

Maciejewski: „Na problem migracji nikt nic nie poradzi, bo nie zamkniemy granic.” To naturalny proces. „Konia z rzędem i Nobel temu kto to rozwiąże”. Wraca się do miejsc miłych, gdzie jest otoczka, szkoła, żłobek, kultura, czyste środowisko, mieszkanie, miejsce pracy. Człowiek lubi miejsca sympatyczne, miłe i zdrowe. „Musimy uwierzyć, że możemy coś zmienić, by mieszkańcy poczuli, że są mieszkańcami, a nie maszynkami do głosowania”

Ryński: „Absolutnie się nie zgadzam, że 25 lat zostało zmarnowane. Nie zostało zmarnowane, czego jest dowodem dzisiejsze spotkanie”. Dla osób starszych: Karta Seniora (przywileje w jednostkach kultury, sportu, rekreacji, wypoczynku). „Nie obiecuję pieniędzy wprost bo miasto nie ma takich możliwości”. Proponowanie seniorom kształcenia w uniwersytetach trzeciego wieku. Dla młodych trakcyjny system edukacyjny, kształcenia, atrakcyjne warunki pracy, pozyskiwanie inwestorów, przyjazne miasto.

Wasilewska: To że mamy problemy i że powinniśmy zwrócić uwagę na seniorów i osoby niepełnosprawne to podstawowe zadanie samorządu. „Wszyscy Polacy jesteśmy nauczeni, żeby narzekać”. Ogólnie przekaz negatywny i raczej wrogo nastawiony do zadającej pytanie kobiety.

I tyle. Na koniec działacze PSLu zaprosili jeszcze na tort, bo Marcin Adamczyk miał urodziny. Całą debatę oceniam pozytywnie, niezależnie od tego jak wypadli niektórzy kandydaci. Pomogła mi ona wybrać odpowiednią osobę, której poczynania, od teraz, będę jeszcze uważniej obserwował. Duże brawa należą się stowarzyszeniu Forum Rozwoju Olsztyna oraz firmom i mediom lokalnym, które z nimi współpracowały. To świetny przykład zaangażowania obywatelskiego. Oby takich więcej!

Bojkot Korwin-Mikkego w TVP – wtopa dziennikarzy

W swoim ostatnim wpisie mocno zbeształem Janusza Korwin-Mikkego. Zarzuciłem mu brak honoru, trudności w porozumieniu się z innymi, chamstwo, infantylność i barbarzyństwo. Teraz muszę stanąć w jego obronie.

Chodzi oczywiście o wycofanie zaproszenia do programu „Woronicza 17” prowadzonego przez Tomasza Sekielskiego. Gdy Janusz Korwin-Mikke był już na miejscu, gotowy by wejść na wizję, dostał informację, że inni goście – Mariusz Błaszczak (PiS), Krzysztof Gawkowski (SLD), Andrzej Halicki (PO), Barbara Nowacka (startowała z list Twojego Ruchu w wyborach do Parlamentu Europejskiego) i Adam Struzik (PSL), nie chcą wystąpić razem z kontrowersyjnym politykiem-bokserem. Pisząc krótko – zbojkotowali go. TVP odmówiło udziału Korwin-Mikkemu, a ten musiał po prostu wyjść z budynku.

Nie mam zamiaru nawiązywać do faktu, że w telewizji publicznej powinny być pokazywane wszystkie siły polityczne, bo można go interpretować różnie. Ale zwyczajnym brakiem profesjonalizmu i kultury, a także złamaniem etyki dziennikarskiej, jest zaproszenie gościa, a potem wyrzucenie go. Sam bojkot ze strony innych uczestników popieram, bo w polityce nie powinno być miejsca na przemoc, szczególnie podczas spotkań mających służyć współpracy i realizacji wspólnych celów dla dobra państwa. Jednak zachowanie dziennikarzy TVP było naganne.

Po pierwsze, odbija się czkawką trend zapraszania osób kłótliwych, wulgarnych, bezkompromisowych i kontrowersyjnych. Oczywiście, zapewniają one większą oglądalność, a dziennikarz nie musi nawet za bardzo prowadzić dyskusji. Gdy postawimy dwa „rottweilery” reprezentujące odmienne poglądy, to będą one na siebie szczekały bez ustanku. Prowadzący programy nie zdają sobie często sprawy, że do nich należy „władza”, a jako dobrzy „gospodarze” powinni umieć zapanować nad gośćmi. W przeciwnym wypadku ukazują słabość swego warsztatu dziennikarskiego.

Zapraszanie kontrowersyjnych postaci sprawia też, że część gości nie chce mieć z nimi do czynienia, a stacja zaniża swój poziom. Nieprzewidywalne postaci mogą też po prostu wyjść ze studia, oburzone tym, że zamiast dyskusji, muszą uczestniczyć w przepychance słownej. Albo tym, że zamiast uczestniczyć w przepychance słownej, zmusza się je do dyskusji.

Po drugie, prowadzący powinien wiedzieć kogo zaprasza (lub prędzej kogo zapraszają jego współpracownicy). Przed telefonem do potencjalnego uczestnika programu trzeba zrobić research, poinformować o czym będzie dyskusja, przedstawiciele jakich opcji zostaną zaproszeni. Każdy musi wiedzieć chociaż trochę czego się spodziewać. I dziennikarze, i goście. Bojkot Janusza Korwin-Mikkego był wcześniej zapowiadany. Prowadzący powinni być bardziej wyczuleni na tym punkcie.

Dlatego pełną winę za całą sytuację ponosi TVP. Goście mieli prawo odmówić uczestnictwa w programie, wiedząc, że rozmówca jest osobą agresywną. Janusz Korwin-Mikke miał prawo wystąpić, gdyż został zaproszony i jest reprezentantem coraz większej grupy wyborców. Jedynymi osobami, które mogły zapanować nad tymi emocjami, byli dziennikarze i prowadzący program. Nie udało im się, zadziałali nieprofesjonalnie. Nie zdziwiłbym się, gdyby część gości odmówiła przyjmowania zaproszeń od TVP, bojąc się podobnej sytuacji.

Januszowi Korwin-Mikkemu należą się porządne przeprosiny na piśmie. A na przyszłość, Tomasz Sekielski musi zadbać o to, by jego współpracownicy (lub on sam) ostrożnie dobierali gości i przygotowali dobry research. Bo inaczej naraża się na krytykę oraz oskarżenia o godzenie w etykę dziennikarską przez złe traktowanie zapraszanych osób.

Sejmowa banda debili i półgłówków

Nie lubię obrażać innych. Wyznaję zasadę „nie rób innemu co tobie niemiłe”. Czasem, w emocjach, wymsknie mi się  jakaś nieuprzejmość. Czasem nie zauważam, że przekraczam granicę przyzwoitości. Wolę jednak wytknąć rzeczowo błędy w rozumowaniu, aby druga strona zrozumiała, co uważam za nielogiczne i błędne. Obrażanie chyba nigdy nie przekonało drugiej osoby do czyichś racji. Jestem też człowiekiem dość młodym, dlatego rzucać inwektyw wobec blogerów, którzy mogą być ode mnie starsi, zwyczajnie nie przystoi.

Jednak są jakieś granice. Kiedy banda starszych ode mnie osób zachowuje się jak przedszkolaki i wykazuje skrajnym skretynieniem, to nie mogę pokiwać nad nimi głową. Nawet nie mogę wytykać błędów, bo wykazują się skrajną ignorancją oraz pogardą dla pozyskiwania jakiejkolwiek wiedzy.

Dlatego z pełną odpowiedzialnością piszę: w Sejmie Rzeczpospolitej Polski mamy debili, kretynów, idiotów, ignorantów, półgłówków, zaprzańców i tłuków. I bynajmniej nie piszę tu o sprzątaczkach, obsłudze kateringowej czy Straży Marszałkowskiej. Podłączam się tym pod słowa Tomasza Sekielskiego, który w radiu TOK FM zauważył, że posłowie zachowują się jak osły.

450 posłów głosujących w sprawie uchylenia immunitetu Mariuszowi Kamińskiemu, nie zapoznało się z wnioskiem prokuratury. Nawet Paweł Sajak z Twojego Ruchu, który rekomendował wybrańcom odebranie immunitetu Kamińskiemu i był sprawozdawcą wniosku z komisji regulaminowej (i dziwicie się, zwolennicy Twojego Ruchu, że spada wam poparcie?). Jak miał przedstawić posłom zarzuty, skoro nawet nie przeczytał wniosku prokuratury? Tragedia. Zresztą, dziesięcioro członków komisji regulaminowej też nie miało zamiaru się bawić w czytanie. A może po prostu nie potrafią składać literek w zdania?

10 posłów raczyło przeczytać ten wniosek. Nie będę pisał, że ich za to pochwalam, bo to ich obowiązek i po prostu nie okazali się tak jak reszta posłów debilami, ignorantami i leniami. Reszta nie wiedziała nad czym głosuje, co zresztą sami przyznają ci, którzy głosowali wbrew linii swojej partii. Że-na-da.

Ta sytuacja jest przykładem degeneracji i zidiocenia całej klasy politycznej, w dodatku w niebywałym zakresie. Zaufanie do polityków, po tym głosowaniu, powinno spaść do zera. Skąd mamy wiedzieć, że w podobny sposób nie przegłosowują innych ważnych ustaw i wniosków? Skąd mamy wiedzieć, że czytają je wcześniej? Ten wybryk powinien się spotkać z kompletnym bojkotem i pogardą dla wszystkich polityków, którzy „nie mieli czasu przeczytać tego tam”. Nie można wam ufać. Okazaliście się niekompetentni i gardzicie obywatelami, z których podatków żyjecie i których życia próbujecie układać.

Dziwicie się, że Korwin-Mikke zdobywa takie poparcie, bo chce wszystko rozpieprzyć. Boicie się, że może coś zepsuć, a jego kontrowersyjne poglądy przebiją się do ludzi. Po tym występie, nie dziwię się zwolennikom Nowej Prawicy, że mają was dość, wy zadufane w sobie, prymitywne buce. Nie dziwię się ludziom, którzy nie chcą głosować. Nie dziwię się nikomu, kto nie chce by o kształcie ojczyzny decydowały takie ignoranckie, parszywe durnie.

Media po tym żałosnym spektaklu powinny ogłosić upadek klasy politycznej. Postępował od dawna, tak, to że posłowie są idiotami nie jest niczym nowym. Ale przekracza się kolejną granicę. To ostatnia, czerwona linia, oznaczona taśmą z napisem „do not cross”. Po niej, będzie już tylko nieposkromiona pogarda – całkowity brak zaufania do polityków. Są jakieś granice.

Wszyscy ci, którzy nie przeczytali wniosku i udawali mądrych, powinni w tym momencie klękać przed kamerami. Albo chociaż przyrzec, że jeszcze jeden taki wyskok i złożą immunitet oraz zrezygnują z bycia posłami Rzeczpospolitej. To się oczywiście nie wydarzy. Naród nie jest suwerenem. „Wybrańcy” sami są sobie sterem, żeglarzem, okrętem. I tak długo jak nie zniszczą całkowicie zaufania do Sejmu, instytucji państwa i demokracji, nie spoczną, ani się nie pokajają. Bo skoro zanikła u nich umiejętność czytania ze zrozumieniem, to i zdolność do refleksji musiała dawno zaniknąć.

Tfu!

Kompletna porażka Twojego Ruchu, tryumf Korwin-Mikkego, remis PiSu i PO (AKTUALIZACJA!)

Są już wstępne wyniki wyborów. Platforma Obywatelska (32,8%) po raz kolejny zwyciężyła z Prawem i Sprawiedliwością (31,8%). Trzecie miejsce zajęło SLD + UP (9,6%). Czarnym koniem okazała się Nowa Prawica Janusza Korwin-Mikkego (7,2%), która została czwartą siłą w Polsce. Do Brukseli pojadą też reprezentanci PSLu (7,0%). Reszta partii musi przełknąć łzy i szykować się do wyborów samorządowych.

Mała różnica między PO i PiS była od początku oczywista, o czym świadczyły częste przetasowania w sondażach. Chociaż Prawo i Sprawiedliwość zajęło drugie miejsce, to Jarosław Kaczyński przegrał po raz kolejny. Te wybory miały przynieść im w końcu zwycięstwo. Niestety, znowu bezkompromisowe ataki na inne partie, niejasne przemowy i koncentrowanie się na umacnianiu szeregów, nie przyniosły pozytywnych rezultatów. PO również nie może mieć powodów do zadowolenia. Przewaga stopniała, przeciwnicy dyszą im w kark, a po siedmiu latach rządów poparcie partii rządzącej raczej nie będzie rosnąć.

SLD po raz kolejny zwyciężyło jako ruch, który „też jest w bandzie trojga, ale jest najnormalniejszy”. Są jedyną lewicową… pardon, „lewicową” siłą, która będzie reprezentowała Polskę.

Największym przegranym jest Twój Ruch (3,7%, nie przekroczył progu wyborczego). To kompletna, druzgocąca klęska, którą już zapowiadałem. Tak naprawdę to przez Janusza Palikota wygrał Korwin-Mikke – łączy ich ten sam elektorat zawiedzionych obecnym systemem, młodych i gotowych na rewolucje, nie ważne czy gospodarcze, czy światopoglądowe. Ten sam „stan umysłu”. Jeżeli do kogoś należy mieć pretensje o to, że Nowa Prawica weszła do Europarlamentu, to właśnie do Palikota – który zawiódł swoich wyborców marzących o zmianach i przełamaniu monopolu dwóch partii. Polska młodzież mogła iść drogą tolerancji, lecz działania Twojego Ruchu doprowadziły do wybuchu niechęci wobec lewicowych idei – skorzystała na tym Nowa Prawica, z równie charyzmatycznym liderem i równie buntowniczymi postulatami.

Wygrana Korwin-Mikkego mnie martwi, bo słuchanie piosenek w stylu: takim i takim, nie będzie już tak piękne jak kiedyś. Spodziewałem się nieco wyższego wyniku (około 10%), jednak 7% to też smakowity kąsek dla głównego przeciwnika Unii.

Jak zawsze, zaskakuje mnie wygrana politycznych oportunistów z PSL. Nic ich chyba nie jest w stanie zatopić. Rolnicy trzymają się mocno.

Na wybory w tym roku nie poszedłem. Nie żałuję. Kampania była żałosna (w szczególności spoty), a opary populizmu tak gęste, że nie dało się przez nie niczego dostrzec poza bełkotem i tępymi gębami. Poziom kandydujących – mizerny, a zresztą i tak niemal same jedynki dostaną się do Europarlamentu, to na chuj patrzeć w ogóle na resztę? Program żadnej z partii nie pokrywał się nawet w 60% z moimi przekonaniami – a ciężko głosować na kogoś, kiedy jedna połowa postulatów wydaje się w porządku, a drugą połowa jest kompletnie przeciwna temu co myślę. To tak jakby być od pasa w górę pieszczonym i masowanym przez urodziwą blondynkę, a od pasa w dół gryzionym przez wściekłego dobermana. Nie powiem w co. Wyniki mnie ani nie ziębią, ani nie grzeją.

No, może żal mi tylko tego Twojego Ruchu… ale otrzymał to na co sobie zasłużył. To nauczka na przyszłość i lekcja, że można bez problemów się wybić na kontrowersji – jednak spaść na mordę równie łatwo. Czy Korwin-Mikkego czeka ten sam los? Czy pojawi się ktoś jeszcze bardziej antysystemowy i buntowniczy? I co by musiał sobą reprezentować, by przekonać coraz bardziej zawiedzionych dochodzącymi do głosu partiami?

AKTUALIZACJA (2014-05-26, godz. 09:32): Jednak zbyt wcześnie odtrąbiłem porażkę PiSu (32,35%)! Po przeliczeniu głosów z 90% obwodowych komisji, to partia Jarosława Kaczyńskiego wysunęła się na prowadzenie! Czyżby jednak polityka zacieśniania szeregów i „winotuskizmu” przyniosła efekty? PO ma  31,29%. Zmiany w reszcie partii przechodzących do Europarlamentu nie są znaczące. Twój Ruch spadł za Solidarną Polskę. Ał. Czekamy do godziny 18, kiedy to mają być przedstawione ostateczne wyniki wyborów. Czy PO uda się jeszcze wyprzedzić PiS? Czy ten remis i porażka obydwu stron zamieni się w niekwestionowany tryumf Kaczyńskiego? Czekamy!

AKTUALIZACJA (2014-05-26, godz. 22:58): I ostatecznie to PO zatryumfowało! Zbyt wcześnie wstawiłem w komentarzach piękny filmik z wieszającym się Urbanem, chwalącym dobre wyniki PiS. Czyli wracamy do tego co było wcześniej – obydwie strony odniosły w jakiejś mierze porażkę. Kolejne interesujące starcie już na jesieni!