Dzień Darwina na UWMie!

Dwunastego lutego, będziemy obchodzili pewne święto. Niezbyt popularne w naszym kraju, mało interesujące dla przeciętnych zjadaczy chleba, ale wyjątkowe dla osób interesujących się nauką. Nie mam oczywiście na myśli Tłustego Czwartku, a Dzień Darwina.

Dzień Darwina jest świętem, mającym na celu promowanie nauki jako takiej i popularyzację dorobku Karola Darwina, który zrewolucjonizował postrzeganie rozwoju gatunków. Obchodzi się je w dzień urodzin znanego przyrodnika (12 lutego), w uniwersytetach i bibliotekach na całym świecie, na każdym kontynencie i w wielu krajach – od Rosji i Chin, przez Australię i Burundi, po Brazylię i Izrael. Najwięcej spotkań jest organizowanych w Europie i USA.

W Polsce, na przestrzeni ostatnich lat, polskie uniwersytety również organizowały tego typu obchody. W tym roku jednak, w promocję dorobku naukowego Karola Darwina zaangażowały się znacząco tylko dwie uczelnie: Uniwersytet Warszawski i… Uniwersytet Warmińsko-Mazurski w Olsztynie.

Organizatorami obchodów Dnia Darwina na UWMie jest Polskie Stowarzyszenie Racjonalistów (a konkretniej jego działacz, Ryszard Bałczyński) i Centrum Badań nad Dziedzictwem Kulturowym i Przyrodniczym UWM (w osobie profesora Stanisława Czachorowskiego z Wydziału Biologii i Biotechnologii, który w 2009 roku organizował już Dzień Darwina razem z profesor Alicją Boroń). To nie pierwszy raz, gdy olsztyński PSR współpracuje z uczelnią. Już wcześniej, na wykłady organizowane przez to stowarzyszenie, zapraszani byli wykładowcy z UWMu, a nawet, znany na tutejszej blogerni, dr hab. Wojciech Krysztofiak (nie bijcie).

Olsztyński Dzień Darwina odbędzie się 12 lutego (czwartek) w Klubie Baccalarium, w godz. 17 – 19 i będzie miało charakter otwartej dyskusji, poprzedzonej krótkimi referatami. Swoje wykłady przedstawią prof. dr hab. Alicja Boroń, Ryszard Bałczyński, Dr hab. Stanisław Czachorowski i dr hab. Andrzej Kucner.

Wstęp wolny.

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich – samica alfa wśród Hien

W stadzie hien zazwyczaj rządzi samica alfa – największa, najagresywniejsza, najsprytniejsza i najsilniejsza. Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich jest taką ułomną samicą alfa pośród dziennikarskich hien, która, co prawda nikim nie rządzi, nie jest najsilniejsza, a i sprytem się nie pochwali, ale biorąc pod uwagę symbolikę z jaką wiąże się postać „hieny”, możemy śmiało powiedzieć, że dumnie i godnie reprezentuje swój gatunek.

Na początek cytat ze strony Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich: „Co roku przy okazji nagród SDP przyznawany jest tytuł „Hieny Roku” dziennikarzowi, który wyróżnił się szczególną nierzetelnością i lekceważeniem zasad etyki dziennikarskiej.” Super. Wiemy już wszyscy za co jest przyznawana ta nagroda. W tym roku otrzymali ją Piotr Stasiński, zastępca redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej” oraz Wojciech Czuchnowski, dziennikarz „Gazety Wyborczej”, za, ponownie cytuję: „lekceważące i pozbawione empatii oraz zawodowej solidarności wypowiedzi na temat zatrzymania i aresztowania dziennikarzy”. Chodzi o sprawę zatrzymania dziennikarzy PAPu i TV Republika podczas protestu w warszawskiej siedzibie Państwowej Komisji Wyborczej.

Pojawił się jednak pewien problem. Otóż Wojciech Czuchnowski w swoich publikacjach bronił aresztowanych. Kapituła, co zresztą przyznał Cezary Gmyz… pomyliła nazwiska. Antynagroda miała zapewne trafić do Wojciecha Maziarskiego. To właśnie tekstem tego publicysty próbował bronić decyzji SDP Rafał Ziemkiewicz – gdyby ktoś nie kojarzył, to ten co kazał na twitterze spierdalać osobom łączącym się w bólu z redakcją Charlie Hebdo i ten co wyzywał papieża od idiotów, bo nie potrafił przeczytać ze zrozumieniem jego wypowiedzi.

Dziennikarze liżący się po tyłkach

Pomylenie nazwiska i oczernienie autora przez przyznanie mu antynagrody za coś czego nie uczynił to już wielka wtopa. Ale moim zdaniem, sam powód przyznania Hieny Roku jest głupkowaty. „Lekceważące i pozbawione empatii oraz zawodowej solidarności wypowiedzi na temat zatrzymania i aresztowania dziennikarzy”. Zawodowa solidarność to mit. Wielu z dziennikarzy prawicy miało w dupie solidarność gdy doszło do ataku na Charlie Hebdo (na przykład wspomniany łobuz Rafał Ziemkiewicz), wszyscy mają ją w dupie gdy Jerzy Urban jest sądzony za opublikowanie w tygodniku satyrycznym wizerunku „zdziwionego Jezusa”. Stanie w jednym rzędzie, nawet gdy nie zgadzamy się z czyimiś działaniami, jest oznaką konformizmu oraz głupoty. Po tyłkach mogą się lizać nawzajem psy, a nie profesjonalni dziennikarze. A publicyści powinni poszerzać horyzonty odbiorcy i pokazywać im drugą stronę medalu. Nawet, jeżeli wystawiają przy tym duży palec u nogi przez czerwoną granicę dobrego smaku.

Nie wiem też właściwie, który punkt Kodeksu Etyki Dziennikarskiej SDP łamie przytoczony powód otrzymania Hieny Roku. Jestem ślepy i nie widzę żadnego nakazu w stylu: „dziennikarze muszą wypowiadać się zgodnie z zawodową solidarnością”. No, może punkt dziesiąty by się nadał do „lekceważenia i braku empatii”: „10. Dziennikarz powinien okazywać szacunek osobom, bez względu na ich odmienność ideową, kulturową czy obyczajową, co nie oznacza zgodności z ich poglądami.” Ale czy teksty napisane przez panów Stasińskiego i <wstaw Wojciecha z GW>, na pewno wyróżniały się brakiem szacunku dla opisywanych? I czy były tak ostre, by ich autorów napiętnować na wieki i by uczyć o ich „przestępstwach” na studiach dziennikarskich?

Jak SDP studentów uczył…

I w końcu – czy SDP jest odpowiednią instytucją by takie antynagrody przyznawać? Z tą nauką „przestępstw” na studiach dziennikarskich ani trochę nie żartuję. Na zajęciach uczy się o Hienach oraz wymienia laureatów, by pokazać studentom kim nie powinni być. To chyba jedno z największych poniżeń dla dziennikarza, może nawet ogólnie, dla człowieka. Gdy wszyscy uczą się o jego porażkach, gdy jego nazwisko związane jest tylko z piętnowanym błędem, gdy na zawsze będzie mu przypisana łatka kogoś, kto jest na samym dnie jeśli chodzi o etykę i fach dziennikarski. To nie jest coś, co można dać ot tak, dla zabawy, aby się „pośmiać z debila”. SDP musi to zrozumieć.

Poza zrozumieniem tego, że takie antynagrody powinny być przyznawane za naprawdę rażące i mające negatywny wpływ na rzeczywistość wydarzenia, które przyniosły jakiś groźny dla społeczeństwa skutek, a nie jako coroczna wystawa klaunów do upokarzania, przydałoby się jeszcze aby SDP trzymało się swojego Kodeksu Etyki Dziennikarskiej. O której również uczą się studenci.

Mamy godzinę… nim skończę pisać te wypociny, pewnie będzie dwudziesta trzecia. Tekst na stronie SDP o „złym Czuchnowskim” pokazał się po godzinie dziewiętnastej. Ale media już od samego rana bzyczą i ćwierkają z oburzenia, ukazując błąd jaki popełniła kapituła. I co? I nico. Na stronie dalej wisi ta sama informacja, nie widzę żadnego sprostowania… jak to się ma do czwartego punktu Kodeksu Etyki Dziennikarskiej SDP: „4. Błędy i pomyłki wymagają jak najszybszego sprostowania, nawet jeśli nie były zawinione przez autora lub redakcję i bez względu na to, czy ktokolwiek wystąpi o sprostowanie.”? Kto jeszcze musi napisać o tej wtopie, by któryś z redaktorów w końcu przysiadł na zadku przed komputerem, zadzwonił do „Zbycha” czy innego „Zdzicha” i wyjaśnił sprawę opinii publicznej?

Rzut kupą do celu

Już nie chce mi się przypominać (ale to zrobię) jak prezes SDP, Krzysztof Skowroński, poprowadził konferencję PiS, co jest rażącym złamaniem dwudziestego pierwszego punktu Kodeksu: „Angażowanie się dziennikarzy w bezpośrednią działalność polityczną i partyjną jest również przejawem konfliktu interesów i należy wykluczyć podejmowanie takich zajęć oraz pełnienie funkcji w administracji publicznej i w organizacjach politycznych.” SDP zresztą od dawna jest kojarzone z tym ruchem politycznym i uznawane za stronnicze, skrzywione w prawą stronę. Dzisiejsza afera z Hieną Roku została odebrana przez wielu internautów za kolejny dowód na to, że stowarzyszenie nie przebiera w środkach i nawet nie przejmuje się za bardzo w jaki sposób obrzuci Gazetę Wyborczą kupą – byleby się coś przykleiło i śmierdziało.

SDP przyznaje upokarzające antynagrody dla „hien”, samemu reprezentując stronniczość, brak profesjonalizmu oraz pogardę wobec tworzonych przez siebie zasad etycznych.

W uzasadnieniu przyznania „Hieny Roku”, napisano, że teksty Stasińskiego i <???> prowadziły do „obniżania w społecznym odbiorze wiarygodności naszego zawodu oraz utrwalania podziałów w środowisku dziennikarskim”. Czyż to nie jest piękny przykład hipokryzji? Jak sądzicie, co bardziej zaszkodzi środowisku dziennikarskiemu w Polsce? Te teksty o których nikt już nie pamięta, czy wtopa omawiana szeroko w mediach i będąca prawdziwym symbolem upadku polskiej sceny dziennikarskiej? Od przyszłego roku młodzi adepci sztuki, na studiach będą mogli się dowiedzieć jak to SDP popisało się brakiem profesjonalizmu. To wielkie stowarzyszenie, istniejące od dziesiątków lat i reprezentujące interesy tysięcy dziennikarzy, nie potrafiło nawet wpisać „w kwadracik” odpowiedniego nazwiska. Brawo.

Jestem ciekaw – czy po tej wtopie z SDP odejdzie część dziennikarzy? Mam nadzieję, że tak. Do wczoraj to stowarzyszenie pokazywało palcem kto jest hieną i gnidą. Dziś to media i czytelnicy pokazują SDP palcem, mówiąc: „hieny”, „gnidy” i „hipokryci”.

KORWiN-Mikke – egoizm, hipokryzja i ponura przyszłość

Jak można się domyślić już po samym tytule – nie jestem sympatykiem Janusza Korwin-Mikkego. Zawsze z nieufnością patrzę na ruchy, które porywają młodych ludzi takich jak ja. Jedynymi podstawami wyboru „stada” staje się kontrowersyjność, antysystemowość i bunt. Cała reszta schodzi na dalszy plan. A co potem? A potem nic, brakuje siły by zmusić „wybrańców” obrastających w tłuszcz do spełnienia swoich postulatów.

Tak było z Januszem Palikotem. Tak jest i teraz z Korwin-Mikkem, który zapowiadał w Do Rzeczy, że zniszczy parlament w całości, wyzeruje sześćdziesięcioletni dorobek wspólnotowy, jego twórców wytarza ich w smole i pierzu, a Parlament Europejski sprzeda i zrobi tam burdel. I co? I nico. Najpierw Korwin-Mikke miał problem, bo jego działaniami brzydzili się inni parlamentarzyści, którzy mieli grać z nim w tej samej drużynie.

Pewnie kłopotem nie były poglądy naszego „krula”, tylko sposób w jaki je prezentuje. To co u nas przechodzi jako „polityczny folklor” (tak z innej beczki, to czekam, aż akceptowalne społecznie będzie lanie się po mordach na sali sejmowej – chyba w tym kierunku zmierza poziom kultury polskich parlamentarzystów), na Zachodzie może być postrzegane jako polityczne samobójstwo. Potem został przyłapany na wylegiwaniu się i drzemce. Następnie palnął coś o murzynach. A ostatnio nie był Charlie i był za karą śmierci. Wzbudziło to kontrowersje, rzeczywiście, ale Korwin ma ten sam kłopot co zawsze (taki sam ma problem zresztą Jarosław Kaczyński) – jak coś powie, to ktoś musi potem za niego tłumaczyć co tak naprawdę miał na myśli. Kontrowersja przesłania przekaz. Czyli ma problem ze swoimi „korwinizmami”.


(źródło: Wikipedia (przeróbka własna))

Przykładem osoby, która potrafi i „dopiec”, i coś przy tym konstruktywnie skrytykować jest Nigel Farage – jego błyskotliwe docinki stały się legendarne nie dlatego, że były tylko docinkami, a dlatego, że przedstawiono je w dobry, klarowny sposób. Wypowiedziane w sposób tak jasny, że może je zrozumieć każdy.

Korwin-Mikke nie ma niestety takiej możliwości chociażby przez sposób w jaki mówi. Rzeczywiście, zdania po angielsku składa poprawnie, ale już ich, za przeproszeniem, bełkotliwość uniemożliwia zrozumienie całego przekazu nie tylko Polakom, ale zapewne również osobom z innych krajów. Wiadomo, nie możemy oczekiwać od niego perfekcyjnego akcentu rodem z Anglii, ale jego problemy z komunikacją są kłopotliwe. Gdy wypowiada się w języku polskim również.

Do czego zmierzam? Do tego, że Korwin-Mikke jest osobą nieatrakcyjną medialnie. Nie potrafi się wysłowić, nie umie balansować między kontrowersją a „masakrowaniem” i jest… egoistą. Wszystko stara się wykreować „na sobie”, czego dowodem może być stworzenie teraz partii, której nazwa to część jego nazwiska. To jednak nic, mieliśmy już wcześniej takie ugrupowania oparte na jednej osobie (np. Palikota). Musimy jednak zadać sobie jedno, bardzo ważne pytanie – co się stanie z partią, gdy Korwin-Mikke z niej odejdzie albo, nie daj Bóg, umrze? Życzę mu oczywiście jak najwięcej zdrowia i szczęścia, ale nie oszukujmy się, nie jest już młodą osobą. To moment w którym każdy, kto przez lata kreował jakiś kierunek polityczny, zacząłby szukać swojego następcy. A czy kogoś takiego ma Korwin-Mikke?

Obstawiam, że większość wyborców zapytana o to, kto jeszcze w ogóle jest w jego partii, milczałaby jak zaklęta. Parę osób by coś bąknęło o Przemysławie Wiplerze. I to chyba jedyna osoba, która mogłaby przejąć schedę po Korwinie. Kwestia tego, czy się nadaje. Moim zdaniem – nie. Nie ma charyzmy, a jego wypowiedzi, nawet te kontrowersyjne, budzą raczej uśmiech politowania. Poza tym nikt nie traktuje go poważnie po sprawie z pobiciem przez policję – niezależnie od tego jak się zakończyła.

Jest jeszcze jedna rzecz, która mnie boli w Korwinie. Jego hipokryzja. Nie mówię o tej nieszczęsnej działalności w Parlamencie Europejskim. Mówię o bardziej trywialnych sprawach. Gdy jego córka Korynna (wychowana zapewne w duchu szacunku do świętej własności prywatnej) ukradła ze sklepu frezarkę, ten niefrasobliwie tłumaczył jej zachowanie na łamach tabloidów. A gdzie ta stanowczość, z którą zachwalał rozwiązanie, że za kradzież powinno się odrąbywać rękę? Gdy dawał w mordę Boniemu jakoś pamiętał o swoich poglądach i urazach. A tutaj – amnezja.

Jakiś czas temu, w jednym ze swoich przemówień (w tym) sugerował, że redaktorzy Charlie Hebdo powinni zostać ukarani za swoją działalność (zastrzegł, że nie karą śmierci). Za to, że wyśmiewali się z innych. A kto podczas wyborów do Parlamentu Europejskiego chlapnął, że Tomasz Tomczykiewicz (poseł PO) gwałcił kelnerkę, a Sławomir Nitras (również poseł PO) zajmował się w tym czasie rudym kelnerem? A potem się tłumaczył, że tylko „żartował”? A gdy Donald Tusk zauważył, że to była „chęć zwrócenia uwagi na siebie”, kto złożył pozew w trybie wyborczym o próbę zdyskredytowania? Jeżeli to nie gigantyczna hipokryzja to co?

To już nie pierwszy wpis w którym zwracam uwagę na to, że Korwin-Mikke ma tyle samo za uszami co inni politycy. Postulaty większości partii są zachęcające, bo takie mają być – skierowane do odpowiedniego elektoratu (w przypadku Korwin-Mikkego do młodych ludzi, kapitalistów i konserwatystów). Równie dobre były kiedyś postulaty Platformy Obywatelskiej, która przecież też promowała wolny rynek. Świetne były postulaty Twojego Ruchu, który chciał większej wolności obywatelskiej. I co z tego mamy? To co widać.

Oto nowa partia Korwin-Mikkego – KORWiN. Nowa, a jednak pełna tych samych wad co wcześniej. Niezmienna, wyrosła z konfliktu, buntu, kuców i kontrowersji. Jak osoba, która nie potrafi nawet utrzymać w ryzach ugrupowania, które składa się z osób, których połączyła wiara w jednego Boga – Korwina, może utrzymać władzę w państwie? Jak taka osoba może walczyć z protestami obywateli i ich niezadowoleniem, gdy spróbuje (o ile spróbuje) coś zmienić? Czy poza bandą stereotypowych „kuców”, „krul” ma w rękawie kogoś jeszcze?

Nie mówię, żeby nie głosować na Korwin-Mikkego. Głosujcie na kogo chcecie. Ja pewnie w ogóle nie oddam głosu, bo wybieranie „mniejszego zła” to dla mnie większa oznaka gnuśności niż całkowite, świadome zrezygnowanie z wyborów. Ale nie zdziwcie się, jeżeli wielki boom na kontrowersyjną, antysystemową postać za którą idą tłumy młodzieży, skończy się tak samo jak boom na Janusza Palikota.

Inne teksty o Korwinie:

Korwin-Mikke dał w mordę Boniemu – barbarzyństwo, chamstwo i radość prymitywów

Bojkot Korwin-Mikkego w TVP – wtopa dziennikarzy

Quo vadis, Korwinie?

Rembrandt w iPhonie – muzeum w każdym domu

Źródło: Facebook.com / Stephen Zunes

Rijksmuseum w Amsterdamie. Grupka dzieciaków siedzi na kanapie, wpatrując się intensywnie w telefony komórkowe, a za nimi wisi wybitne dzieło Rembrandta „Straż Nocna”. Zdjęcie przedstawiające tę scenę opublikował na swoim Facebooku profesor Stephen Zunes i wywołało ono dyskusję wśród internautów. Czy młode pokolenie rzeczywiście gardzi sztuką i pięknem? A może jednak kryje się za tym coś innego?

Część komentujących osób załamała ręce nad zachowaniem dzieci, które nie potrafią oderwać wzroku od komórki nawet na chwilę, by podziwiać arcydzieło wybitnego artysty. Uznali ten obrazek za smutny i nie wahali się by nazywać młodzież ze zdjęcia „matołami”, „bydłem” i „półgłówkami”.

Sporo internautów zwróciło uwagę na to, że nie ma sensu załamywać rąk nad wykształceniem młodzieży, bo scena ujęta na fotografii może wprowadzać w błąd. W Rijksmuseum dostępna jest aplikacja na komórki, dzięki której można dowiedzieć się więcej o dziełach znanych artystów. Co więcej, odwiedzający mogą nawet wypożyczyć iPoda i słuchawki w samym muzeum, by móc w pełni zapoznać się z oferowanymi materiałami. Nieprzemyślane, negatywne opinie o dzieciach są zwyczajnie krzywdzące kiedy nie znamy motywów, jakie nimi kierowały.

Nie można się jednak też dziwić, że wiele osób jest zwyczajnie znudzonych klasycznymi muzeami i formami dostępu do sztuki, w świecie, gdzie każda informacja jest na wyciągnięcie ręki dzięki internetowi. W dzisiejszych czasach rządzi interaktywność, możliwość oddziaływania na to co widzimy, dowolny dobór informacji jaką chcemy otrzymać i jej formy. Prowadzony do tradycyjnego muzeum młody człowiek nie ma wyboru. Musi oglądać to co się znajduje na wystawie, nawet jeżeli nie jest zainteresowany tematyką dzieła lub jego wykonaniem. A jeżeli nie pokłoni się przed dziełem, zostanie nazwany „matołem, którego jedyną przyszłością jest zmywanie garów za najniższą krajową”.

Szacunku dla sztuki wymaga kindersztuba. Uczęszczanie do muzeów w ramach edukacji również jest ważne, bo pozwala kształtować poczucie estetyki. Jednak niedopuszczalna jest pogarda wobec kogoś tylko dlatego, że nie preferuje tej samej formy sztuki i wzbogacania swego „ja”, co my (to poczucie bycia „elitą” jest też dość popularne wśród osób czytających książki). Każdy z nas inaczej odbiera sztukę, każdy ma jakieś osobiste preferencje. Ktoś kto nie przepada za Rembrandtem, może uwielbiać opery Carla von Webera lub obrazy Jacka Malczewskiego.

Skończyły się czasy, gdy przed dziełem należy się kłaniać. Kłaniamy się, gdy czujemy taką potrzebę i gdy rzeczywiście coś doceniamy, a nie „na pokaz”, bo „tak wypada”. Nie chcemy już tylko tępo wpatrywać się w dzieło, chcemy o nim dyskutować, czasem nawet skrytykować. Mamy dostęp do każdego obrazu na świecie, wystarczy, że wpiszemy jego nazwę w przeglądarce. Możemy je wydrukować lub zamówić kopię. Nie mamy obowiązku oglądania malowidła w grupie, razem z innymi ludźmi, którzy tylko przeszkadzają. Możemy sami, w pełnym skupieniu, wyłapać każdy szczegół. Doznania „wirtualne” różnią się od tych „rzeczywistych”. Jednak mamy wybór.

Tym bardziej, że od sztuki nie uciekniemy. Może się to wydawać szokujące dla osób, które narzekają na upadek telewizji, chłam i sztukę nowoczesną, ale elementy kultury wysokiej wnikają w kulturę masową. To zjawisko remiksu kulturowego, dzięki któremu, nawet bajki czy reklamy pełnią funkcję popularyzatorską. Niektórzy mówią, ze to gwałt na sztuce. Moim zdaniem to coś co sprawia, że jeżeli wytężymy wzrok to wszędzie ujrzymy coś, co może przerodzić się w miłość do danego malarza, kompozytora czy autora. Przykładami takiej ingerencji może być zamieszczony w serialu animowanym Tajne Akta Psiej Agencji fragment opery Pagliacci, Ruggiera Leoncavalla (wykonywana przez psiego bohatera próbującego nauczyć prehistorycznych ludzi śpiewu) lub Symfonia „Z Nowego Świata” Antonina Dvoraka w reklamie środków na przeczyszczenie.

Można odnieść też wrażenie, że poziom sztuki wielu dzisiejszych artystów wcale nie odbiega od dzieł sławnych malarzy sprzed wieków. Dzięki większej ilości osób uczestniczących w kreowaniu kultury, globalizacji, ułatwieniom technologicznym oraz szerszemu dostępowi do twórczości, mamy szansę na ujrzenie prac wysokiej jakości, poruszających interesujące nas motywy i stworzonych w wybranym przez nas stylu. Przykładem miejsca, gdzie można łatwo znaleźć naprawdę świetne obrazy jest deviantart.com, na którym publikują amatorzy i profesjonaliści z całego świata.

To połączenie indywidualnego podejścia z masowym uczestnictwem i odbiorem, nie jest oznaką degeneracji społeczeństwa. Na antenie radia TOK FM, Joanna Mytkowska, dyrektorka Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie zwróciła uwagę na to, że powstaje coraz więcej muzeów i rośnie liczba osób uczestniczących w ich życiu. To może być szczęśliwa wiadomość dla tych, którzy załamują ręce nad obecnym pokoleniem (nie pierwsi i nie ostatni), wieszczą całkowity upadek kultury oraz ogłaszają tryumf obojętności wobec sztuki.

Tekst można przeczytać również na:
http://www.tworzywo-online.pl/?p=2158

Łakomi posłowie – ośmiorniczki, wosk z uszu i kiełbasa wyborcza

Osoby krytykujące jakość polskiej polityki określają czasem Sejm mianem koryta. Te słowa wzięła sobie do serca posłanka Pawłowicz, która, chociaż nie jest stworzeniem parzystokopytnym, postanowiła najeść się do syta podczas obrad na Sali Posiedzeń. To nie pierwszy, i zapewne nie ostatni raz, gdy opinię publiczną elektryzuje afera związana z jedzeniem.

Sprawa głodnej posłanki Krystyny Pawłowicz jest kolejnym skandalem, wywołanym przez niefrasobliwość członków PiS. Media „niezależne” zastanawiają się, czemu media „mainstreamu” piszą tylko o opozycji. Oto odpowiedź: bo jest o czym pisać. Najbardziej jednak dziwi to, że posłanka, doktor habilitowany nauk prawnych i nauczycielka akademicka, nie potrafi przyznać się do błędu. Jak by zareagowała, gdyby na jej zajęciach, podczas wygłaszanego wykładu, studenci wyjęli sobie kanapki i zaczęli się nimi zajadać? To sytuacja nie do pomyślenia. A wystarczyła odrobina subtelności. Siedząca obok Krystyny Pawłowicz posłanka Józefa Hrynkiewicz (również z PiS) jadła jabłko i nikt nie zwrócił jej uwagi, bo robiła to taktownie.

Tymczasem umiar i kultura są cnotami, o czym mówił sam prezes partii, Jarosław Kaczyński. Po debacie ws. odwołania rządu, zwracając uwagę na wystawny styl życia szefa rządu, Donalda Tuska, wspominał: „Ja, kiedy byłem premierem, jadłem wyjątkowo ohydne obiady w kancelarii premiera. Chociaż twarz mi wykręcało, to jadłem”.

Ani prezes PiS, ani Krystyna Pawłowicz, nie wiedzą jednak czym jest prawdziwy głód. W 2013 roku parlamentarzysta z Australijskiej Partii Pracy (ALP), Gary Gray, podczas przemowy swojego kolegi w Izbie Reprezentantów, posilał się własnymi włosami. Sześć lat wcześniej, ówczesny lider jego ugrupowania, Kevin Rudd, został przyłapany przez kamerę, gdy delektował się smakowitą woskowiną z ucha.

Po co się jednak męczyć i głodować na sali obrad, gdy można coś przekąsić poza nią? Podczas debaty o przyszłości energetyki jądrowej w Polsce w 2011 roku, posłowie Platformy Obywatelskiej, Cezary Grabarczyk, Andrzej Biernat, Ireneusz RaśStanisław Żmijan nie mieli zamiaru pozwolić by burczenie w brzuchach przeszkodziło im w pracy. Dlatego opuścili budynek Sejmu i udali się do pizzerii, by w dobrych nastrojach spożyć zasłużony posiłek.

O wiele gorzej jest, gdy jedzenie nie budzi radości, a prowadzi do skandali. Na pizzę miał również chętkę były minister spraw zagranicznych, Radosław Sikorski, któremu ciepły posiłek dostarczyli usłużnie oficerowie Biura Ochrony Rządu. Dzięki tej spektakularnej akcji, żołądek ministra został skutecznie ochroniony przed głodem. Niestety, bohaterstwa BORu nie doceniły media i opozycja, które skrytykowały Sikorskiego za wykorzystywanie funkcjonariuszy.

Gdy poseł Stefan Niesiołowski, nie uwierzył w dane Polskiej Fundacji Pomocy Dzieciom „Maciuś” o wysokim odsetku niedożywionych dzieci w Polsce, podparł swą krytykę tym, że jako dziecko jadł szczaw i mirabelki, i nie chodził głodny. Z jakiegoś tajemniczego powodu, opinia publiczna nie przyjęła tych pięknych, dziecięcych wspomnień zbyt pozytywnie, a sam poseł został obwołany przez internautów Dietetykiem Roku.

Mirabelek i szczawiu nie musiał zbierać Radosław Sikorski, którego towarzyskie obiadki finansowano z budżetu MSZ. Na najsławniejszym, nagranym w restauracji Sowa & Przyjaciele, wydał ponad 1352 złotych. Szef NBP Marek Belka razem z Bartłomiejem SienkiewiczemSławomirem Cytryckim nie mogli być gorsi – na wspólną kolację wydali 1435 złotych. Zapłacili służbową kartą. Nie spodobało się to zbytnio wyborcom, których część musi przeżyć miesiąc za taką głodową sumę.

Warto wspomnieć, że zamówione przez naszych „wybrańców” dania były raczej kaloryczne. W tej materii, powinni wziąć przykład z polityków Republiki Południowej Afryki, którzy zwrócili uwagę na to, że posiłki w parlamentarnej restauracji są zbyt tłuste. „Gdy pojawiają się nowi parlamentarzyści są ładni i szczupli, jednak po jakimś czasie stają się otyli”, ostrzegała Sheila Sithole z Afrykańskiego Kongresu Narodowego. Patrząc na niektórych polskich polityków również można się zastanowić czy sejmowe obiadki nie wpłynęły na ich prezencję.

Większość naszych posłów nie ma jednak łatwego życia i stres sprawia, że chudną oni w oczach. Cztery lata temu, Jarosław Kaczyński zwrócił uwagę na to, że posłowie Platformy Obywatelskiej w chamski sposób podbierają na stołówce miejsca paniom z Prawa i Sprawiedliwości. Czy to możliwe, że po tylu latach posłanki z PiSu są dalej szykanowane przez niekulturalnych kolegów z PO? Czy Krystyna Pawłowicz zdecydowała się zjeść na sali sejmowej ze strachu przed atakiem na stołówce?

Odpowiedź na to pytanie pozostanie zapewne tajemnicą. Jednak pewnym jest, że posłowie zadbają by w przyszłym roku obywatele byli równie najedzeni, co oni sami. Kiełbasą wyborczą.

Tekst można przeczytać również na:

Gazeta Studencka „Tworzywo”:
http://www.tworzywo-online.pl/?p=2070

Inne teksty z serii „… jak poseł”:

Namiętny jak poseł
http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/683716,o-namietnosc-poslow—polskie-seksafery.html

Kulturalny jak poseł
http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/681883,kultura-slowa-poslow-czyli-kutasy-dziwki-murzynki-i-kurewstwo.html

Pijany jak poseł
http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/680633,pijany-jak-posel.html

Piotr Grzymowicz vs Czesław Małkowski – stabilność i seks vs zmiany i problemy

Ponad dwa lata temu, w tekście o „olsztyńskich bólpasach”, pisałem, że wyborcy są pamiętliwi i zapewne rozliczą Piotra Grzymowicza z jego złej passy”. Słowa stały się ciałem. W pierwszej turze wyborów wygrał Czesław Małkowski, czekamy na „dogrywkę”. Śmiać się? Czy płakać?

Nie wiem jak wiele osób wierzyło w to, że Czesław Małkowski odrodzi się niczym feniks z popiołów. Po wybuchu seks-afery można było odnieść wrażenie, że rządzący Olsztynem w latach 2001 – 2008 prezydent, został na zawsze wykluczony ze świata polityki. Nie udowodniono mu gwałtu, jednak sam przyznał się do kontaktów seksualnych z urzędniczką (żona zapewne nie była zadowolona), a w tle rozbrzmiewały odważne, perwersyjne słowa wypowiadane przez telefon i jęki na ratuszowej wieży. Wieża ratusza stała atrakcją turystyczną Olsztyna, bo wczasowicze pytają czasami przewodników wycieczek, czy to to słynne miejsce na którym Małkowski posuwał jedną z urzędniczek. Niestety, nie doceniono starań prezydenta w sferze promowania warmińsko-mazurskiej turystyki, bo dostał od mieszkańców kopa w tyłek.

Zdarzało się jednak, że niektórzy wspominali Małkowskiego, mówiąc: „a, za Małkowskiego było lepiej, przynajmniej spokój był i imprezy były”. Coś w tym jest. Obecny prezydent, Piotr Grzymowicz, zastał Olsztyn „drewniany”, a chce zostawić „zabetonowany”, za co mieszkańcy szczerze go nienawidzą. Zapoczątkowana przez niego budowa tramwajów jest męcząca dla kierowców, irytująca dla pasażerów komunikacji miejskiej (mają zostać usunięte niektóre linie autobusowe, co utrudni części studentów dotarcie na uczelnię), ciągle się opóźnia i ogólnie wszyscy, poza osobami sentymentalnymi wizjonerami, mają ją w dupie. Robienie inwestycji po to by „były”, bez konkretnego przemyślenia. I głupie obietnice. Miał być nowy stadion. I co? I nie ma. Miała być nowa hala. I co? I też nie ma! W dodatku usuwanie drzew i zieleni oraz betonowanie miasta, potępiane przez mieszkańców. Problemy z uszanowaniem organizacji pozarządowych i ich roli w procesie kreowania przestrzeni. Nie słuchanie obywateli i robienie wszystkiego po swojemu. Wielu też narzeka na brak dużych imprez, które wypromowałyby Olsztyn.

Część osób po prostu nie trawi Grzymowicza. Mieliśmy tego przedsmak, podczas nieudolnie zorganizowanej przez aktywistów Twojego Ruchu próby zorganizowania referendum w sprawie odwołania prezydenta (nieudanej). Te wszystkie zmiany, które „Grzymek” wprowadza, odczuwamy na co dzień. Wiele osób tęskni za Małkowskim. Jego rządy, do czasu feralnej seks-afery, były stabilne i spokojne. Jak mantrę powtarza się, że gdy rządził „Czesiek”, to było więcej imprez. A wiadomo – lud chce chleba i igrzysk.

Mój znajomy, który głosował na Czesława Małkowskiego w wyborach, zapytany o to czemu go lubi, odpowiedział: „bo jest chłodnym skurwysynem”. Ubrałbym to inaczej w słowa, jednak to niezłe określenie, gdy pominiemy wulgarny wydźwięk. Małkowski jest opanowany i ma niezmienny wyraz twarzy, co sprawia, że pamięć o „stabilności” jego czasów nie może odejść w zapomnienie. Ludzie gotowi są mu wybaczyć grzeszne uczynki w ratuszu. Wielu mieszkańców Olsztyna uważa nawet, że bzyknięcie urzędniczki w godzinach pracy jest pozytywnym zjawiskiem, bo pozwoliło określić orientację seksualną byłego prezydenta (wiadomo, że nie jest „pedałem”). Zresztą, kto by nie bzyknął, nie? Wiadomo, jak to jest.

Małkowski wydaje mi się podobny do Silvio Berlusconiego, jeżeli chodzi o kwestię seks-afer i przymykania oka przez wyborców na jego wyczyny. Ba, niektórzy mieszkańcy Olsztyna pochwalają „zdrową, męską aktywność”, ukazując, że spragnieni sensacji i dramy Polacy uwielbiają kult macho na włoską modłę. Niestety, byłemu prezydentowi brakuje charyzmy, pewności siebie i doświadczenia medialnego, którym może się poszczycić Berlusconi.

Już teraz rodzi to problemy. Czesław Małkowski wyraźnie stara się unikać mediów i mieszkańców. Nie przychodzi na debaty, nie odpowiada na pytania, wykręca się. Boi się starych oskarżeń i przytyków. Jeżeli znów zostanie prezydentem, erotyczna przeszłość będzie za nim podążała. Wypominana, na każdym kroku.

I o ile jestem w stanie wybaczyć seksualne słabości byłego prezydenta (bo kto takich nie ma?), to nie mogę zapomnieć, że swoje miłosne podboje realizował w godzinach pracy. Nie mogę zapomnieć, że ta afera będzie się za nim ciągnęła przez całą kadencję. Przede wszystkim jednak, nie mogę zapomnieć, że strach przed ośmieszeniem sprawia, iż Małkowski ucieka od mieszkańców, boi się konfrontacji z nimi i oponentami politycznymi. To nie Berlusconi, który śmieje się w twarz oskarżycielom. Polski sen o macho pryska.

Jestem zawiedziony olsztyńskimi wyborami prezydenckimi. Na pierwszym miejscu stanęły „mordy”, czyli znane twarze, budzące kontrowersje, których zwolennicy się zwalczają. Piszę o Małkowskim i Grzymowiczu – głosy na nich zostały zrodzone z antagonizmów, znajomości nazwisk, skojarzeń oraz niefrasobliwości mieszkańców. Potem – Arent i Wasilewska, reprezentantki PiS i PO, które nie mają nawet „mord”, mają tylko partie.

A na szarym końcu ci interesujący kandydaci, którzy szanowali wyborców, stawiali się na wszystkie debaty, odpowiadali na pytania, mieli naprawdę coś ciekawego do powiedzenia. Wyjątkowo mi żal dwóch Andrzejów – Maciejewskiego z Nowej Prawicy i Ryńskiego, który startował z własnego komitetu. Wyjątkowo ciekawe osobowości, które chciały słuchać mieszkańców, a nie tylko rzucać suchymi obietnicami wyborczymi i wpisywać się w konflikty. Ostatecznie ci panowie zostali zepchnięci na dalszy plan. Wielka szkoda.

Pozostaje nam teraz starcie „mord”, nie chcących rozmawiać z wyborcami i bojących się konfrontacji. Morda reprezentująca stabilność i seksualne afery zmierzy się z mordą reprezentująca rozwój, nietrafione inwestycje i problemy z nimi związane.

Na jaką mordę zagłosuję? Nie wiem czy w ogóle zagłosuję, bo nie chcę zostać pogryziony. Jeżeli jednak zdecyduję się na sadomasochistyczny eksces, to pewnie wybiorę tą, która częściej kontaktowała się z obywatelami Olsztyna i która odpowiadała na ich pytania „twarzą w twarz” zamiast tchórzyć. Do odważnych świat należy.

Czyli nie zagłosuję.

A buspasy o których pisałem dwa lata temu zrobiono. I… rzeczywiście, miło się po nich jeździ.

Wybory prezydenckie w Olsztynie – który kandydat najbardziej dba o kontakt z wyborcami w sieci i podczas debat? ZESTAWIENIE

Już w ten weekend mieszkańcy Olsztyna wybiorą nowego (?) prezydenta miasta. W szranki stanie ze sobą siedmiu kandydatów: Marcin Adamczyk (KW PSL), Iwona Arent (KW PiS), Piotr Grzymowicz (KWW Piotra Grzymowicza), Andrzej Maciejewski (KW Nowa Prawica Janusza Korwin-Mikkego), Czesław Małkowski (KWW Czesława Jerzego Małkowskiego), Andrzej Ryński (KWW Andrzej Ryński – Olsztyn przyjazny ludziom) i Anna Wasilewska (KW Platforma Obywatelska RP). To ostatni moment przed rozpoczęciem wyborów, by ocenić jak pretendenci poradzili sobie z kampanią samorządową.

Wielu mieszkańców Olsztyna będzie zapewne na ostatnią chwilę poszukiwało informacji o kandydatach, ich sylwetkach i programach. Może nawet zechcą się skontaktować z ich komitetami wyborczymi. Co robimy jak chcemy coś znaleźć? Włączamy Google, wpisujemy hasło, klikamy „wyszukaj”. Postanowiłem sprawdzić, i ocenić, jak kandydaci poradzili sobie z prezentacją swojej osoby w sieci i poza nią. Wbrew pozorom jest to bardzo ważna sprawa. W dzisiejszych czasach prezydent musi umieć dotrzeć do swoich wyborców z pomocą internetu, gdzie najłatwiej przekazać pewne informacje. Cały świat poddaje się ciągłej modernizacji technologicznej, a „szef” nowoczesnego, europejskiego miasta nie może być z tyłu, nawet jeżeli chodzi o odpowiednią promocję własnej osoby w sieci.

W zestawieniu pominąłem kwestię wystąpień indywidualnych kandydatów, plakatów i billboardów. To trudniej dostępne źródła, w dodatku zazwyczaj odznaczające się małą ilością konkretów, skupione na prostych hasłach i grafice. Istotne, szczegółowe informacje, konfrontacje kandydatów i odpowiedzi na pytania wyborców mówią więcej, od uśmiechniętej twarzy.

Zestawienie obejmuje:

  1. Pytania do komitetów wyborczych zadane przez organizację Forum Rozwoju Olsztyna
  2. Uczestnictwo w debatach prezydenckich
  3. Dostępność i informacje na stronie internetowej
  4. Posiadanie bloga i strony na Facebooku

Wszystkie te elementy zostaną poddane ocenie, a na samym końcu wpisu zobaczą Państwo kto najbardziej zadbał o to, by wyborcy mogli bez problemów dotrzeć do informacji o kandydacie, kto nie unikał konfrontacji z mieszkańcami podczas debat i komu zależy na odpowiednim, jasnym zaprezentowaniu swojej osoby.

1. Pytania do komitetów wyborczych zadane przez organizację Forum Rozwoju Olsztyna.

Forum Rozwoju Olsztyna jest jedną z olsztyńskich organizacji pozarządowych, która bardzo aktywnie angażuje się w życie miasta. Zorganizowali oni debatę prezydencką, przygotowali podsumowanie sześciu najistotniejszych głosowań Rady Miasta i wysłali do komitetów wyborczych pytania o tematyce kulturalno-społecznej, ekonomicznej i komunikacyjnej.

Przyszły prezydent Olsztyna musi umieć nawiązać dialog ze stowarzyszeniami. Jeżeli nie odpowie na pytania zadane przez organizację pozarządową, to przeciętny obywatel tym bardziej nie otrzyma potrzebnych informacji. To bardzo ważny przykład traktowania zainteresowanych programem wyborców. Wyjątkowe oburzenie budzi odpowiedź na pytania komitetu „Olsztyn Nasz Dom” (nie wystawili kandydata na prezydenta), który poinformował, że nie ustosunkuje się do pytań m.in. dlatego, że nie dotyczą one istotnych problemów Olsztyna, co jest wyrazem buty, chamstwa oraz braku poszanowania nie tylko dla FRO, ale też mieszkańców miasta. Pytania i odpowiedzi dostępne są: tutaj.

Na pytania komitetu odpowiedzieli:

-Andrzej Ryński (+1)

-Piotr Grzymowicz (+1)

-Andrzej Maciejewski (+1)

-Anna Wasilewska (+1)

Odpowiedzią nie zaszczycili:

-Iwona Arent (-1)

-Czesław Małkowski (-1)

-Marcin Adamczyk (-1)

Osoby, które nie odpowiedziały na pytania organizacji otrzymują punkt ujemny, bo umiejętność odniesienia się do problemów wyborców (nawet najnudniejszych) jest niezbędna, jeżeli chodzi o przeprowadzenie dobrej kampanii i przekazanie informacji. Równie ważna jak uczestnictwo w debatach.

2. Uczestnictwo w debatach prezydenckich

W Olsztynie zorganizowano całą serię debat wyborczych. Poniżej przedstawiam, którzy kandydaci brali udział w najważniejszych debatach, organizowanych przez: FRO, TVP Olsztyn, Gazetę Wyborczą, Gazetę Olsztyńską i Radio Olsztyn. Uczestnictwo w takim wydarzeniu pozwala mieszkańcom porównać odpowiedzi pretendentów i zobaczyć jak bardzo są zainteresowani przekazaniem wyborcom swojego programu. Dlatego za brak obecności na którejkolwiek z debat, również będą odejmowane punkty.

Debata zorganizowana przez Forum Rozwoju Olsztyna:

Uczestniczyli:

-Marcin Adamczyk (+1)

-Andrzej Maciejewski (+1)

-Andrzej Ryński (+1)

-Anna Wasilewska (+1)

Obecnością nie zaszczycili:

-Piotr Grzymowicz (-1)

-Iwona Arent (-1)

-Czesław Małkowski (-1)

Debata zorganizowana przez TVP Olsztyn:

-Obecni byli wszyscy kandydaci (+1)

Debata zorganizowana przez Gazetę Wyborczą:

-Obecni wszyscy kandydaci (+1) poza…

-…Czesławem Małkowskim (-1)

Debata zorganizowana przez Gazetę Olsztyńską:

-Obecni wszyscy kandydaci (+1) poza…

-…Marcinem Adamczykiem (-1)

Debata zorganizowana przez Radio Olsztyn:

-Obecni wszyscy kandydaci (+1) poza…

-…Czesławem Małkowskim (-1)

3. Dostępność i informacje na stronie internetowej

Najlepszym źródłem informacji udostępnianych przez kandydata jest strona wyborcza jego komitetu. To tam w pierwszej kolejności skieruje się internauta, chcący dowiedzieć się czegoś o programie pretendenta, jego przeszłości i dalszej formie kontaktu. Dobra strona internetowa to podstawa. Sprawdziłem portale komitetów wyborczych tak jak przeciętny użytkownik sieci – pospiesznie, powierzchownie, chcąc jak najszybciej wyłapać potrzebne informacje. Nie zagłębiałem się w linki. Jako wyborca chcę mieć prostą, łatwo dostępną treść, która pozwoli mi zdecydować. Sprawdzałem, czy na stronie jest: opis kandydata, program wyborczy, numer telefonu i adres e-mail oraz rejestr wpłat i kredytów na kampanię wyborczą (zgodnie z Kodeksem Wyborczym – obowiązkowy). Dodatkowo starałem się sprawdzić czy jakiś komitet nie stworzył odpowiedniej platformy wyborczej dla mieszkańców Olsztyna, na której mogliby się wymieniać opiniami, zadawać publicznie pytania do kandydatów lub publikować swoje opinie. Niestety, żaden z kandydatów nie pomyślał o udostępnieniu wyborcom takiej możliwości. Wspólny wpływ na kształt kampanii, dyskusje z internautami i pozwolenie, by głosujący mieli szansę coś zmienić lub skrytykować, na pewno byłyby mile widziane, biorąc pod uwagę, że większość pretendentów krytykuje obecną formę konsultacji społecznych.

Marcin Adamczyk:
http://www.komitetwyborczypsl.pl/

(Opis kandydata: JEST; program wyborczy: JEST; numer telefonu i e-mail: JEST; informacje o wpłatach: BRAK) +3

Iwona Arent:
http://wybierzpis.org.pl/

(Opis kandydata: JEST; program wyborczy: BRAK; numer telefonu i e-mail: BRAK; informacje o wpłatach: BRAK) +1

Piotr Grzymowicz:
http://kwwgrzymowicz.pl/

(Opis kandydata: JEST; program wyborczy: JEST, numer telefonu i e-mail: JEST; informacje o wpłatach: BRAK) +3

Andrzej Maciejewski:
http://wybierzwolnosc.pl/

(Opis kandydata: JEST; program wyborczy: JEST; numer telefonu i e-mail: BRAK; informacje o wpłatach: BRAK) +2

Czesław Małkowski:
http://cjmalkowski.pl/

(Opis kandydata: BRAK; program wyborczy: JEST; numer telefonu i e-mail: tylko numer telefonu; informacje o wpłatach: BRAK) +1,5

Andrzej Ryński:
http://rynski.pl/

(Opis kandydata: JEST; program wyborczy: JEST; numer telefonu i e-mail: JEST; informacje o wpłatach: JEST) + 4 (Andrzej Ryński jako jedyny umieścił na swojej stronie dobrze wyeksponowane, pełne informacje o wpłatach i kredytach)

Anna Wasilewska:
http://wybory.platforma.org/

(Opis kandydata: JEST; program wyborczy: JEST; numer telefonu i email: BRAK; informacje o wpłatach: BRAK) + 2

4. Posiadanie bloga i strony na Facebooku

Skoro żaden z kandydatów nie stworzył osobnej platformy do konsultacji z mieszkańcami, to wypadałoby, by miał chociaż konto na Facebooku. Tutaj nie było zawodu, wszyscy posiadają swoją stronę na popularnym serwisie społecznościowym i otrzymują po jednym punkcie. Jedynie Andrzej Ryński otrzymuje pół punktu, bo chociaż posiada swoją stronę, to możliwością komentowania wpisów mogą się poszczycić tylko jego znajomi. Poniżej przedstawiam listę linków do facebookowych profili kandydatów:

Profile kandydatów na Facebooku:

Marcin Adamczyk
https://www.facebook.com/pages/Prezydent-Marcin-Adamczyk/459408557533012?fref=ts

Iwona Arent
https://www.facebook.com/IwonaArent?fref=ts

Piotr Grzymowicz
https://www.facebook.com/PrezydentOlsztynaPiotrGrzymowicz?fref=ts

Andrzej Maciejewski
https://www.facebook.com/KNPAndrzejMaciejewski?fref=ts

Czesław Małkowski
https://www.facebook.com/pages/Czes%C5%82aw-Jerzy-Ma%C5%82kowski/703094023105715?fref=ts

Andrzej Ryński
https://www.facebook.com/andrzej.rynski.31?ref=br_rs

Anna Wasilewska (PO)
https://www.facebook.com/anna.wasilewska.olsztyn?fref=ts

Popularne w świecie polityki są też blogi, na których kandydaci mogą codziennie dodawać wpisy o swoim codziennym życiu, zaletach, osiągnięciach i wydarzeniach. Pozwala to być wyborcom ciągle na bieżąco z działalnością tych osób. Ponadto, sam styl pisania mówi wiele: albo o umiejętnościach pisarskich pretendenta, albo o umiejętności doboru dobrego PR-owca. Swoje blogi prowadzi tylko trójka kandydatów: Iwona Arent (
http://www.iwona-arent.pl/
), Piotr Grzymowicz (
http://www.grzymowicz.pl/
) i Anna Wasilewska (
http://annawasilewska.eu/aktualnosci
), za co otrzymują oni dodatkowy punkt.

Na koniec, przed podaniem wyników, pragnę zaznaczyć, że nie oceniam treści przekazanej podczas debat, odpowiedzi na pytania lub za pośrednictwem strony internetowej. W przedstawionym zestawieniu w sposób subiektywny pokazuję tylko zainteresowanie kandydatów wyborcami, z wyjątkowym naciskiem na komunikację z pomocą sieci. Oceniam umiejętność przedstawienia swojego programu internautom, zapewnienia dodatkowych informacji i możliwości we współtworzeniu kampanii oraz otwartość na konfrontację – z przeciwnikami oraz wyborcami.

Wyniki prezentują się następująco:

6. Czesław Małkowski: 0,5 punktu (wynik skandaliczny, wskazujący na kompletny brak zainteresowania najprostszą komunikacją z użytkownikami sieci oraz strach przed otwartą konfrontacją na argumenty. Czesław Małkowski nie był obecny na wielu debatach i nie nadesłał odpowiedzi na pytania FRO)

5. Iwona Arent: 5 punktów (pani Arent nie nadesłała odpowiedzi na pytania FRO i nie uczestniczyła w organizowanej przez organizację debacie, bo wolała stać u boku prezesa Kaczyńskiego podczas konwencji PiS. Strona jej komitetu pozostawia wiele do życzenia)

4. Marcin Adamczyk: 6 punktów (pan Adamczyk nie uczestniczył w jednej z ważnych debat, nie nadesłał też odpowiedzi na pytania FRO)

3. Andrzej Maciejewski i Piotr Grzymowicz: 9 punktów (Piotr Grzymowicz nie uczestniczył w spotkaniu FRO, ale za to nadrobił prowadzeniem bloga, na którym prezentuje swoje opinie. Andrzej Maciejewski był na wszystkich ujętych w zestawieniu debatach i wykazywał się na nich ogromną kulturą oraz szacunkiem dla wyborców. Obydwaj panowie odpowiedzieli na pytania FRO)

2. Anna Wasilewska: 10 punktów (powiem szczerze, że nie spodziewałem się tak wysokiego miejsca kandydatki PO. Jednak odpowiedziała ona na pytania FRO, uczestniczyła we wszystkich debatach i prowadzi swojego bloga. Zasłużyła dzięki temu na drugie miejsce)

1. Andrzej Ryński: 10,5 punktu (zwycięzca rankingu. Jako jedyny umieścił na swojej stronie informacje o wpłatach sympatyków i kredytach. Uczestniczył we wszystkich debatach i bardzo szczegółowo odpowiadał na pytania zadane przez FRO. Wydaje się najbardziej zaangażowanym w kontakt z wyborcami kandydatem)

Życzę powodzenia wszystkim kandydatom!

Scream Fortress 2014 – sumeryjskie bóstwo Bonzo, japońska mafia i bitwy samochodzików

Historia jest taka. Potężny czarnoksiężnik Merasmus postanawia wyprawić karnawał na Halloween. Jak wiadomo, karnawały zostały wynalezione przez starożytnych Sumerów, którzy podczas zabawy składali ofiary Bonzo, Złemu Cyrkowemu Bóstwu. To typ rytuału idealnie pasujący do prawdziwego, niegodziwego maga, czyż nie? Niestety coś nie wypaliło w momencie, gdy wielki Lunapark miał już wystartować. Wszystkie wtyczki włączone. Posągi namaszczone krwią dziewicy (czarnoksiężnik użył swojej, która ma certyfikat czystości). Jedyny problem to samo miejsce w którym została wybudowana konstrukcja. Prawdziwy karnawał czystego zła powinien się odbywać na cmentarzysku. Dlatego Merasmus postanowił ładnie zaprosić dwie grupy najemników do swojego lunaparku… by zalali go swoją krwią oraz zasłali trupami!

Scream Fortress to aktualizacja dodawana do gry Team Fortress 2 w każde Halloween. Mieliśmy już pełną zaklęć Piekielną Wieżę przez którą przepychaliśmy Blutarcha i Redmonda Mannów, polowanie na Merasmusa, walkę z Monoculusem, nawiedzoną posiadłość chronioną przez Bezgłowego Bezkonnego Jeźdźca i bitwę najemników w wiejskich klimatach. W tym roku Valve zaprosiło nas do zabawy podczas Karnawału Masakry.

W aktualizacji znalazło się: 50 przedmiotów kosmetycznych, 6 nowych achievmentów, przemodelowana halloweenowo mapa Doomsday, przedmiot „Necro Smasher” dla wszystkich klas, nowy soundtrack („Misfortune Teller”), nowy komiks („Blood Money”) i trzy mini-mapy z gokartami (gokarty również zostały wynalezione przez starożytnych Sumerów). Pojawiła się też nowa jakość przedmiotów, Strange Haunted, która pozwala zliczać ilość zwycięstw podczas karnawału.

Mapa Carnival of Carnage – „nawiedzona” wersja mapy Doomsday, która nie cieszy się zbytnią popularnością na większości serwerów. Zadaniem graczy jest ukradnięcie walizki pełnej biletów i zaniesienie jej na specjalny podnośnik, umożliwiający wstęp na Największy Na Świecie Tester Siły (tak naprawdę bilety uruchamiają „pułapkę” Merasmusa przenoszącą graczy do innego wymiaru). Podczas rozgrywki czarnoksiężnik rzuca czary, które sprawiają, że gracze mogą pływać w powietrzu, mają wielkie głowy lub są ograniczeni tylko do broni do walki wręcz. Mapa jest całkiem ciekawa, wygląda ładnie i umieszczono na niej zabawne plakaty „minigier”. Momentami człowiek ma wrażenie, że jest tego wszystkiego aż za dużo przez co nie może się całkiem skupić na rozgrywce. Zawiodłem się nieco na ilości zaklęć jakich używa Merasmus (na mapie Ghost Fort jest ich aż dziewięć, tu tylko trzy). Rozczarowująca jest też ilość wszelakich bugów z czego najbardziej irytującym jest możliwość wyjścia poza mapę. Parę rozstawionych w niedostępnych miejscach działek może naprawdę zepsuć całą rozgrywkę. Czasami, po zakończeniu tury i przeniesieniu do innego wymiaru, gracze pozostają na poprzedniej mapie, co uniemożliwia zakończenie rozgrywki.

Gokarty – po zwycięstwie którejś z drużyn, Merasmus ma wystarczająco mocy by przenieść graczy do innego wymiaru, gdzie będą ze sobą walczyli jeżdżąc gokartami. System wykorzystuję mechanikę podobną do serii Super Smash Bros., ale zamiast punktów życia mamy procenty, które wskazują na to jak bardzo auto jest wrażliwe na odpychanie przez inne pojazdy. Możemy zostać przeniesieni na trzy rodzaje minimap: Spadające Platformy (gracze muszą utrzymać się na platformach, których liczba ciągle maleje), Gokartowa Piłka Nożna (mecz w którym gracze muszą trzykrotnie wbić wielką piłkę do bramki przeciwnika) i Kolekcjonerzy Kaczek (jak sama nazwa wskazuje, gra polega na kolekcjonowaniu kaczek. Drużyna, która jako pierwsza zdobędzie 200 kaczek wygrywa). Minigry dość szybko się nudzą, tym bardziej, że są, podobnie jak mapa Carnival of Carnage, najeżone bugami, uniemożliwiającymi momentami rozgrywkę. Sam pomysł na zabawę z samochodzikami był fajny, a mapy od strony wizualnej prezentują się ładnie, ale brakuje czegoś, co by sprawiło, że będzie to coś więcej poza jeżdżeniem na ślepo w te i wewte (tak wygląda większość gier na planszach z kaczkami i piłką nożną).

Przedmioty kosmetyczne – pakiet 50 nowych przedmiotów umożliwiających zmianę wyglądu postaci jest, tak samo zresztą jak cała reszta aktualizacji, fajny, ale nie zachwycający. Mamy kupę ciekawych ubrań i nakryć głowy, chociaż nie znalazłem żadnego przedmiotu, który wyjątkowo by mi się spodobał. Valve dało graczom możliwość zdobycia paczki z trzema, losowymi częściami stroju (właściwie to wystarczy zagrać podczas Halloween by ją otrzymać). Bardzo miło z ich strony.

Misfortune Teller” i głos Merasmusa – soundtrack Misfortune Teller przez wielu uważany jest za straszliwie irytujący. Mi wydaje się, że jest całkiem niezły. Ładne zmiany tempa, świetne odzwierciedlenie nowej mapki, nie mogę narzekać. Jednak tym, co naprawdę ubarwia Scream Fortress 2014 są komentarze Merasmusa podczas rozgrywki. Czarnoksiężnik zagrzewa obie drużyny do walki, opowiada o swoich problemach z japońską mafią (jest jej dłużny 12 000$), rzuca zabawne komentarze o sumeryjskim bóstwie Bonzo albo ogłasza, że jest lepszy od Gandalfa (bo potrafi rzucać czary zamieniające głowy w balony). Nolan North, który podkłada głos Merasmusa, wykonał kawał dobrej roboty, a jego teksty są zdecydowanie najfajniejszą i najlepiej zrobioną częścią aktualizacji.

Ogólnie wyszło jak zawsze – przeciętnie, mogło być lepiej. Carnival of Carnage po dwóch godzinach grania zaczyna się nudzić, a bugi wykorzystywane z lubością przez graczy sprawiają, że gracz ma ochotę powrócić do starych map, które są lepiej dopracowane. Zabrakło szlifu i lepszej pracy testerów, co sprawiło, że aktualizacja wydaje się niedokończona, niepełna. Gokarty nie są tak szałowe jak na początku mogło się wydawać, a z czasem zaczynają nawet irytować (szczególnie mapka z kaczkami wydaje mi się nudna). Ale za to jest Nolan North i jego świetne monologi…

Streszczenie olsztyńskiej debaty prezydenckiej: Andrzej Ryński, Anna Wasilewska, Marcin Adamczyk, Andrzej Maciejewski.

Wielkimi krokami zbliżają się wybory samorządowe w całym kraju, w tym wybory na wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Mieszkańcy już podglądają kandydatów, szukając wpadek, afer i powodów, dla których mieliby na kogoś oddać głos. Stowarzyszenie Forum Rozwoju Olsztyna postanowiło pomóc wyborcom w podjęciu decyzji. 15 października zorganizowali oni debatę prezydencką. Zaproszeni zostali wszyscy kandydaci na prezydenta Olsztyna.

Chęć udziału potwierdzili: obecny prezydent Piotr Grzymowicz, Czesław Małkowski, Andrzej Ryński, Iwona Arent, Anna Wasilewska, Marcin Adamczyk i Andrzej Maciejewski. Niestety, tylko czwórka zaproszonych dotarła.

Trójka kandydatów: Piotr Grzymowicz, Iwona Arent i Czesław Małkowski, stwierdziło, że ma lepsze rzeczy do roboty niż kontaktowanie się z wyborcami i przedstawianie im swoich postulatów. Grzymowicza zajęły „pilne obowiązki” (czyżby zapomniał, że już raz dostał żółtą kartkę od mieszkańców, przy organizowaniu referendum w sprawie jego odwołania?), Małkowski „brał udział w spotkaniu pewnego koła”, a Iwona Arent patrzyła maślanymi oczkami w Jarosława Kaczyńskiego, który organizował akurat konwencję PiS w Olsztynie. Potwierdzili obecność, mieli czas by odpowiednio rozplanować sobie dzień, a w ostatniej chwili pokazali wyborcom goły tyłek. Apeluję do Olsztynian, aby pokazali środkowy palec podczas wyborów tej Świętej Trójcy, która najwyraźniej nie ma niczego mądrego do powiedzenia. Ich pogarda wobec mieszkańców i brak chęci kontaktu z nimi, są oburzające, skandaliczne i godne pożałowania. WSTYDŹCIE SIĘ.

Czwórka kandydatów jednak pokazała, że jest dojrzała, że szanuje wyborców i że odpowiada na zainteresowanie społeczne, dzięki czemu debata mogła się odbyć. Już za samo odpowiedzenie na potrzeby mieszkańców, należą im się brawa. Spotkanie odbyło się o godzinie 18, w Liceum Ogólnokształcącym nr 1 w Olsztynie, a zorganizowane zostało przez Forum Rozwoju Olsztyna. Prowadzącymi byli Bartłomiej Biedziuk i Izabela Stackiewicz (która prezentowała się raczej mizernie, bo strasznie trząsł się jej głos). Transmisja internetowa debaty w jakości HD była dostępna na wielu portalach olsztyńskich mediów. Zdarzyła się tylko jedna wpadka – raz dano zły podpis kandydata, ale cała reszta przekazu przebiegała bez problemu i zasługuje na piątkę z plusem.

Debatę podzielono na dwie części. Na początku, kandydatom zadano osiem pytań. Każdy z nich miał półtorej minuty na odpowiedź. Nie mogli ze sobą polemizować ani odnosić się personalnie do innych kandydatów. W drugiej części, mogli odpowiedzieć tylko „tak” lub „nie” na trzy pytania. Na koniec (mimo że nie było to zaplanowane), pojawiły się dwa pytania od publiczności.

Tyle, jeżeli chodzi o sprawy formalne. Pozwolę sobie przedstawić krótko sylwetki kandydatów, biorących udział w debacie oraz moją ocenę poziomu ich wystąpień.

SYLWETKI KANDYDATÓW I OCENA WYSTĄPIEŃ:


  1. MARCIN ADAMCZYK (PSL) - Doktor nauk prawnych i adiunkt na Wydziale Prawa i Administracji UWM. Działał w Radzie Okręgowej Izby Radców Prawnych w Olsztynie, Radzie Programowej TVP Olsztyn i Radzie Społecznej Wojewódzkiego Specjalistycznego Szpitala Dziecięcego w Olsztynie. Prywatnie jest mężem i ojcem dwójki dzieci. Podczas debaty zaprezentował się jako rzeczowy kandydat. Jego hasła były nośne, konkretne i celnie trafiały w problemy Olsztyna. Nie czytał z kartki, dużo się rozglądał i ruszał głową, był dość dynamiczny, chociaż sprawiał wrażenie nieco przestraszonego.
  2. ANDRZEJ MACIEJEWSKI (KNP) Magister politologii i nauk społecznych Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Olsztynie. Pracował jako menadżer ds. sprzedaży, przedstawiciel handlowy, nauczyciel, dziennikarz i redaktor naczelny. W latach 2001 – 2002 pełni funkcję pełnomocnika wojewody warmińsko-mazurskiego ds. współpracy z Obwodem Kaliningradzkim. Jest ekspertem ds. wchodnich w Instytucie Sobieskiego w Warszawie. W latach 1990 – 1994 był radnym Bartoszyc. Jako jedyny z kandydatów wstawał z miejsca podczas odpowiadania na pytania, co uznaję za duży plus i okazanie szacunku wyborcom. Dużo gestykulował, nie czytał z kartki. Miał pewne problemy z konkretnym i rzeczowym zaprezentowaniem najbardziej chwytliwych pomysłów i wysłowieniem się.
  3. ANDRZEJ RYŃSKI (KWW Andrzeja Ryńskiego „Olsztyn Przyjazny Ludziom”)Ukończył studia wyższe na kierunku nauk politycznych i studia podyplomowe w zakresie integracji europejskiej na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim. Był działaczem Związku Młodzieży Wiejskiej i PZPR. W latach 1994 – 1998 roku sprawował urząd prezydenta Olsztyna. W 1998, 2002, 2006 i 2010 roku uzyskiwał mandat radnego sejmiku warmińsko-mazurskiego. Od 1999 do 2006 roku był marszałkiem województwa. W 2007 roku został prezesem zarządu Przedsiębiorstwa Gospodarki Miejskiej Sp. z.o.o. w Olsztynie. Prywatnie jest mężem i ma syna. Na początku debaty prezentował postawę zamkniętą, ale z czasem wyraźnie stawał się coraz bardziej otwarty i rozluźniony. Odpowiedzi ładne pod względem retorycznym i merytorycznym, umiejętnie wplótł w nie zapewnienia, że zna się na rzeczy, bo był już prezydentem. Zdarzało mu się zerkać na kartkę. Piękne bon moty.
  4. ANNA WASILEWSKA (PO) Ukończyła Akademię Rolniczo-Techniczną na wydziale Technologii Żywności, Studium Kwalifikacyjne Pedagogiczne i Pedagogiki Specjalnej w Instytucie Kształcenia Nauczycieli im. Władysława Paskowskiego w Warszawie i studia podyplomowe menadżerów oświaty w Bałtyckiej Wyższej Szkole Humanistycznej w Koszalinie. Technolog żywności, pedagog specjalny i menadżer oświaty. W latach 2007 – 2009 była wiceprezydentem Olsztyna, w 2009 roku rozpoczęła pracę w Urzędzie Marszałkowskim (jako dyrektor Departamentu Sportu), a od 2010 roku jest Radną Sejmiku i Członkiem Zarządu Województwa Warmińsko-Mazurskiego. Podczas debaty zaprezentowała się najsłabiej z całej czwórki, dużo czytała z kartki, była wyraźnie zdenerwowana, nie potrafiła mówić o swoich zasługach w tak finezyjny sposób jak Andrzej Ryński. Miała problemy z wysłowieniem się, często odbiegała od tematu i przeciągała nieciekawe wątki. Wyglądała na osobę agresywną, konfliktową i wrogą, podczas pytań publiczności.

Bardzo irytującą manierą wszystkich kandydatów, było mówienie „tak jak moi poprzednicy powiedzieli” lub „popieram mojego poprzednika”. Tymi zwrotami oddawali pole swoim przeciwnikom, dodając powagi ich słowom i ograniczając własne pole manewru. Tworzą tym wrażenie, że potrafią tylko sobie nawzajem przytakiwać, co jest strzałem w stopę. Oczywiście każdy może mieć inne odczucia co do kandydatów, dlatego polecam obejrzeć nagranie z debaty, do którego link zamieszczony jest poniżej.

Dla tych jednak, którzy nie mają czasu lub ochoty, prezentuję pokrótce wszystkie pytania i wszystkie odpowiedzi kandydatów w skróconej formie, prezentującej sens wystąpienia i to w jaki sposób je odebrałem.

PYTANIA I ODPOWIEDZI KANDYDATÓW

I część: Osiem pytań i półtorej minuty na odpowiedź

Pytanie 1: Czy stosowane dotychczas metody konsultacji dają realną możliwość wpływu na decyzje podejmowane przez Urząd Miasta? Czy sposób konsultowania decyzji powinien ulec zmianie?

Marcin Adamczyk (PSL): Adamczyk skrytykował obecnie prowadzone „pseudokonsultacje” i zapowiedział powołanie rady menadżerów i rady seniorów, by móc słuchać głosów mieszkańców. „Chcemy pomagać, a nie utrudniać życie naszym mieszkańcom”

Andrzej Maciejewski (KNP): Zwrócił uwagę na podział „my, wy, oni” i zauważył, że miasto musi być jak jedna drużyna z odpowiednim trenerem.

Andrzej Ryński (KWW Olsztyn Przyjazny Ludziom): Przypomniał, że suwerenem każdej władzy są mieszkańcy. „Należy wzmocnić rolę rad osiedlowych”

Anna Wasilewska (PO): „Konsultacje powinni prowadzić profesjonalni amatorzy”.

Pytanie 2: Jakie decyzje należy podjąć, aby Olsztyn nie ulegał dalszej suburbanizacji?

Marcin Adamczyk (PSL): „Pomyśleć o parkingach wielopoziomowych dla samochodów w centrum”

Andrzej Maciejewski (KNP): Wizja miasta powinna być konstruowana całościowo, od ogółu do szczegółu. Działań należy konsekwentnie i logicznie od początku do końca.

Andrzej Ryński (KWW Olsztyn Przyjazny Ludziom): „Należy dążyć do tego by to co znajdzie się wewnątrz obwodnicy (Olsztyna, dop. autor) stanowiło integralną część i stanowiło podstawy do tworzenia warunków do zrównoważonego i zintegrowanego rozwoju”. Zwracała uwagę na współpracę z gminami, organizowanie właściwego transportu publicznego i rozwiązanie problemów komunalnych, „Olsztyn jako miasto przyjazne ludziom, gdzie wszystkie inwestycje mają służyć ludziom”

Anna Wasilewska (PO): „Współpraca z gminami ościennymi”, „Przyjaźnie zorganizowany transport, rozwijanie linii tramwajowych i integracja ich z autobusami, ścieżki rowerowe”, postawienie na bardziej czytelną, przemyślaną i zintegrowaną strategię rozwoju miasta.

Pytanie 3: Jakie powinny być główne założenia strategii transportowej Olsztyna?

Marcin Adamczyk (PSL): W swojej wypowiedzi koncentrował się na kierowcach samochodów, proponował nową drogę łączące osiedle Generałów z Kortowem, budowę nowego odcinka ulicy Bałtyckiej, przerabianie objazdów na pełnowartościowe drogi. Jest za ścieżkami rowerowymi w parkach i udostępnieniem buspasów dla motorów.

Andrzej Maciejewski (KNP): Ponownie zwracał uwagę na to, że wszystko musi się uzupełniać, być logiczne i tworzyć spójną całość. Proponował by opłacony bilet parkingowy mógł również służyć jako bilet komunikacji miejskiej i by w związku z budową linii tramwajowych i utrudnionym dojazdem na Jaroty, Pieczewo i Nagórki, komunikacja miejska zimą była bezpłatna.

Andrzej Ryński (KWW Olsztyn Przyjazny Ludziom): Proponował zbudowanie sprawnego systemu przebiegu ulic, wybudowanie pięciu bezkolizyjnych skrzyżowań. Wyremontowanie najbardziej zniszczonych chodników i ulic. Jest za rozszerzaniem sieci ścieżek rowerowych i ekologicznym oraz tanim transportem zbiorowym. „Transport to krwiobieg i to powinien być jeden z głównych elementów troski władz Olsztyna”.

Anna Wasilewska (PO): Zwracała uwagę na potrzebę konsultowania polityki transportowej z mieszkańcami i wykorzystanie kolei i torów. „Moją mocną stroną jest to, że pracuje z osobami mądrzejszymi od siebie i rozmawiam z profesjonalistami”.

Pytanie 4: Co należy zrobić aby Śródmieście znowu tętniło życiem?

Marcin Adamczyk (PSL): „Chcemy wzorować się na doświadczeniach poznańskich”, propozycja specjalnego programu dla starówki, który ma się opierać na wzmocnieniu miejscowego biznesu i ulgach podatkowych dla przedsiębiorców.

Andrzej Maciejewski (KNP): „Mówimy o ściąganiu turystów, a mieszkańcy nie znają historii Olsztyna”. Eksponowanie zabytków i wykopalisk. Zwraca uwagę na konflikt interesów między klubami a mieszkańcami: „mieszkańcy nie mogą się czuć zagrożeni, że mają pecha mieszkać w Śródmieściu” i zawarcie kontraktu między chcącymi spokoju mieszkańcami i ożywiającymi miasto knajpami.

Andrzej Ryński (KWW Olsztyn Przyjazny Ludziom): „Czuję się ojcem sukcesu pod tytułem starówka”, przypomniał, że dwadzieścia lat temu w czasie jego prezydentury, przygotowano program rewitalizacji starówki i rozpoczęto jego realizację. Zaproponował dawanie ulg przedsiębiorcom działającym poza sezonem turystycznym, „wyprowadzenie studentów miasteczka akademickiego do miasta” i połączenie koszar Dragonów ze starówką w jedną całość.

Anna Wasilewska (PO): „Jak będą miejsca pracy i jak będą ludzie mieli pieniądze, to starówka odżyje”. Promowanie marki Olsztyna i jego dziedzictwa, sprawienie by turyści zostawiali pieniądze w Olsztynie, ograniczenie liczby reklam na starówce.

Pytanie 5: W Olsztynie przez wiele lat nie pojawił się poza Michelin żaden duży inwestor. Czy mają Państwo plan na zmianę tej sytuacji i zachęcenie dużych pracodawców do otwierania swoich firm w stolicy Warmii i Mazur? Czy może warto skoncentrować się na wspomaganiu lokalnej przedsiębiorczości? Jeśli tak, to w jaki sposób?

Marcin Adamczyk (PSL): „Dobrobyt miasta zaczyna się od inwestowania w miejsca pracy”. Pozyskiwanie inwestorów, pomaganie w rozwiązywaniu ich problemów i stworzenie wydziału w urzędzie miasta, który się tym zajmie. Hasło, które słyszy z ust inwestorów: „Po pierwsze nie przeszkadzać nam, a my sobie poradzimy”. Proponuje stworzenie Rady Biznesu, która będzie pomagała w strategicznych inwestycjach i kierunkach rozwoju miasta, oraz współpracę z instytucjami mającymi doświadczenie w pozyskiwaniu inwestorów.

Andrzej Maciejewski (KNP): „Olsztyn jest w kręgu zainteresowań przedsiębiorców, ale Olsztyn nie ma nic do zaoferowania”, „Sponsorzy i podatnicy muszą zostać docenieni”, jego zdaniem priorytetem jest pilnowanie miejsc pracy. Stworzenie bonów parkingowych dla przedsiębiorców płacących podatki od nieruchomości. Dialog między ratuszem a inwestorami.

Andrzej Ryński (KWW Olsztyn Przyjazny Ludziom): „Olsztyn musi wykorzystać swoje geopolityczne i gospodarcze położenie”, „Olsztyn może być oknem na wschód, pomostem między Europą zachodnią i Europą wschodnią”. Przywrócenie rangi współpracy z miastami partnerskimi, stworzenie zespołu fachowców i menadżerów zajmujących się inwestycjami, właściwa promocja miasta, pokazywanie, że Olsztyn jest miastem ludzi młodych i wykształconych. Pomoc funkcjonującym już, małym przedsiębiorcom.

Anna Wasilewska (PO): Stworzenie centrum obsługi inwestora, miasto powinno opracować jednakowe standardy współpracy z przedsiębiorcami, by rodzimi przedsiębiorcy mogli znaleźć pracę. „Zrobić jakoś, po nowemu poukładać”.

Pytanie 6: Czy rozwój ekonomiczny Olsztyna powinien opierać się o kilka specjalizacji gospodarczych? Jeśli tak, jakie to powinny być specjalizacje?

Marcin Adamczyk (PSL): „Skupienie się na jednym rodzaju przemysłu stanowi zagrożenie dla miasta”. Wykorzystywanie potencjału wszystkich szkół wyższych. Transfer technologii naukowej do biznesu. Olsztyn jako centrum szkolnictwa średniego.

Andrzej Maciejewski (KNP): „Czasy monolitów się skończyły”, postawienie na intelektualną moc i młodzieńczy wigor studentów, współpraca z Uniwersytetem Warmińsko-Mazurskim. Kształcenie pod aktualne potrzeby rynku. „Nauka ma zacząć budować nie tylko biznes, ale to miasto.”

Andrzej Ryński (KWW Olsztyn Przyjazny Ludziom): Szybkie reakcje na zmiany na rynku pracy. Wspomniał o tym, że spotkał się z przedstawicielami Siemensa i namawiał ich by inwestowali w Olsztynie. Proponował wsparcie dziedzin, które są Olsztynowi „przypisane” (przemysł chemiczny, przemysł rolno-spożywczy, meblarstwo) i kształcenie w kierunku dającym szansę na zatrudnienie. Zastanawiał się też, czy Olsztyn nie powinien poszerzyć swoją specjalizację o formę sanatoryjno-leczniczą.

Anna Wasilewska (PO): Współpraca z uczelniami wyższymi. Rozwój medyczny Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, postawienie na obiekty sanatoryjne. Dalsze wspieranie przemysłu chemicznego i rolno-spożywczego.

Pytanie 7: Jakie powinny być główne założenia „Strategii Rozwoju Kultury Olsztyna do roku 2025” i jakie powinny być konkretne efekty jego wdrożenia?

Marcin Adamczyk (PSL): Wsparcie kulturalne młodzieży, stworzenie sztandarowej imprezy olsztyńskiej „Olsztyniada” i dużego festiwalu muzycznego. Reaktywowanie imprez, które się Olsztynianom podobały (np. Czwartki Szantowe, po tej propozycji wybuchły brawa). Zorganizowanie imprez na okres jesienno-zimowy.

Andrzej Maciejewski (KNP): „Nie mamy problemu braku imprez, mamy problem braku menadżerów organizujących imprezy na poziomie ogólnopolskim”. „Jak się nie ma pieniędzy, to nie ma kultury”. Olsztyn jako stolica sportów wodnych w Polsce.

Andrzej Ryński (KWW Olsztyn Przyjazny Ludziom): Należy łączyć kulturę z edukacją i traktować ją jako element budowania regionalnej tożsamości. „Wykorzystać to co dotychczas zrobiono”, podejść nowatorsko do już realizowanych inicjatyw. Potrzebna duża sztandarowa impreza kulturalna.

Anna Wasilewska (PO): Współpraca kulturalna miasta i województwa. Wielokulturowość to największa wartość, każdego trzeba uszanować, każdemu trzeba dać szansę, by dziedzictwo kulturowe było przekazywane następnym pokoleniom. Wspomniała też o budowaniu sali sportowej.

Pytanie 8: Co powinno składać się na tożsamość lokalną mieszkańców i w jaki sposób można ją zbudować?

Marcin Adamczyk (PSL): Dialog, dialog, jeszcze raz dialog, z organizacjami pozarządowymi. Nie przeszkadzać im, tylko pomagać. „Nie potrafimy sobie odpowiedzieć na pytanie: kto to jest mieszkaniec Olsztyna i z czym to się wiąże”. Budowanie pozytywnego wizerunku miasta. Wielokulturowość to pozytywna cecha.

Andrzej Maciejewski (KNP): Uwolnienie aktywności mieszkańców. „Spróbujmy wypracować pewną ideę Olsztyna jako miasta „cool”, sympatycznego, ciepłego”. Zwrócił uwagę na to jak zdrowe jest nasze środowisko. „Jesteśmy szczęśliwcami a chodzimy smutni. Mamy coś, czego nie mają inni, zacznijmy się tym cieszyć, doceniać i chwalić”.

Andrzej Ryński (KWW Olsztyn Przyjazny Ludziom): „Idziemy do przodu, pamiętamy o historii, ale nie mamy głowy odwróconej w tył”. Tożsamość trzeba budować jako tożsamość ludzi nowoczesnych, żyjących w cywilizowanej Europie. Trzeba włączyć do budowania takiej myśli stowarzyszenia i placówki edukacyjne. Wykorzystać osoby starsze, które mogą dać patriotyczną lekcję młodszemu pokoleniu.

Anna Wasilewska (PO): W sumie nie wiem o co tej Pani chodziło, kluczyła wokół tematu i nie dała raczej konkretnej odpowiedzi na pytanie.

II część: Trzy pytania i odpowiedź „tak” lub „nie”

1. Czy ceny biletów autobusowych powinny zostać obniżone?

-Adamczyk (TAK)

-Maciejewski (NIE)

-Ryński (TAK)

-Wasilewska (NIE)

2. Czy w Olsztynie powinny powstać kolejne galerie handlowe?

-Adamczyk (TAK)

-Maciejewski (NIE)

-Ryński (NIE)

-Wasilewska (TAK)

3. Czy Stare Miasto powinno być zamknięte dla ruchu samochodowego (wyłączając mieszkańców Starego Miasta i samochody dostawcze) przez cały rok?

-Adamczyk (NIE)

-Maciejewski (TAK)

-Ryński (NIE)

-Wasilewska (NIE)

Podczas pytania o galerie handlowe, Anna Wasilewska, która opowiedziała się za ich powstawaniem, została wybuczana przez salę. W dość niedorosły sposób zachowała się prowadząca debatę, która zaczęła się śmiać, zamiast próbować opanować publikę. Podczas spotkania miało nie być pytań „z sali”, z powodu ograniczonego czasu i neutralności jeśli chodzi o pytania, jednak przez nieobecność trzech bufonów mających w nosie mieszkańców Olsztyna, organizatorzy mogli pozwolić sobie na dwa dodatkowe pytania od publiczności.

Pierwsze pytanie od publiczności: mężczyzna z widowni poprosił o bardziej konkretne przedstawienie sposobu w jaki miasto miałoby ściągać inwestorów.

Adamczyk: Uzbrojenie terenów miejskich i wprowadzenie ich do WM Strefy Ekonomicznej. Zmniejszone podatki w zależności od ilości miejsc pracy jakie gwarantują inwestorzy.

Maciejewski: Rozpoczęcie rozmów z gminami by zdobywać ziemię pod inwestycje. Obniżenie podatków, zajęcie się nadmiarem lokali biurowych.

Ryński: Dawanie różnorodnych, czasowych przywilejów nowym przedsiębiorcom. Brak gotowych recept, trzeba być przyjaznym wobec partnerów gospodarczych i mieć elastyczne podejście do inwestorów.

Wasilewska: Uaktualnienie miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego. Jednakowe procedury i wymagania dotyczące przedsiębiorców. Centrum obsługi inwestora. Kandydatka wdała się w dyskusję z uczestniczką na temat swojego wcześniejszego cieszenia się z galerii handlowej.

Po odpowiedziach, jedna z obecnych na sali kobiet skomentowała odpowiedzi kandydatów: „Olsztyn jest wielkim miastem pełnym biednych ludzi, a wielkie sieci handlowe niszczą zakłady fryzjerskie, drobnych przedsiębiorców, drobne piekarnie, drobne sklepy spożywcze, osoby, które tu płacą podatki. Co z tego, że się otworzy kolejna galeria jak jest tutaj 50 tysięcy studentów. Studenci kupią w sieciówkach, a lokalni przedsiębiorcy nie będą mieli z czego żyć. Ludzie mają gdzie kupić, ale nie mają za co kupić, bo nie mają gdzie pracować.


Drugie pytanie od publiczności: Kolejne pytanie zadała kobieta, która uważała, że nasz kraj jest wyniszczony i wymaga ratunku. Mówiła dość długo, jednak wyklarowało się ogólne pytanie: „Jak zatrzymać młodych ludzi, którzy uciekają za chlebem za granicę i jak pomóc starszym ludziom?”

Adamczyk: „Część argumentów (zadającej pytanie, przyp. autor) jest skierowanych do dużej polityki”. Prezydenci miast powinni kreować pozytywny klimat dla inwestycji. Program budowy tanich mieszkań. Od szkolnictwa średniego po szkolnictwo wyższe – dobrze wyedukowany człowiek będzie miał większa szansę na znalezienie pracy. To zaowocuje.

Maciejewski: „Na problem migracji nikt nic nie poradzi, bo nie zamkniemy granic.” To naturalny proces. „Konia z rzędem i Nobel temu kto to rozwiąże”. Wraca się do miejsc miłych, gdzie jest otoczka, szkoła, żłobek, kultura, czyste środowisko, mieszkanie, miejsce pracy. Człowiek lubi miejsca sympatyczne, miłe i zdrowe. „Musimy uwierzyć, że możemy coś zmienić, by mieszkańcy poczuli, że są mieszkańcami, a nie maszynkami do głosowania”

Ryński: „Absolutnie się nie zgadzam, że 25 lat zostało zmarnowane. Nie zostało zmarnowane, czego jest dowodem dzisiejsze spotkanie”. Dla osób starszych: Karta Seniora (przywileje w jednostkach kultury, sportu, rekreacji, wypoczynku). „Nie obiecuję pieniędzy wprost bo miasto nie ma takich możliwości”. Proponowanie seniorom kształcenia w uniwersytetach trzeciego wieku. Dla młodych trakcyjny system edukacyjny, kształcenia, atrakcyjne warunki pracy, pozyskiwanie inwestorów, przyjazne miasto.

Wasilewska: To że mamy problemy i że powinniśmy zwrócić uwagę na seniorów i osoby niepełnosprawne to podstawowe zadanie samorządu. „Wszyscy Polacy jesteśmy nauczeni, żeby narzekać”. Ogólnie przekaz negatywny i raczej wrogo nastawiony do zadającej pytanie kobiety.

I tyle. Na koniec działacze PSLu zaprosili jeszcze na tort, bo Marcin Adamczyk miał urodziny. Całą debatę oceniam pozytywnie, niezależnie od tego jak wypadli niektórzy kandydaci. Pomogła mi ona wybrać odpowiednią osobę, której poczynania, od teraz, będę jeszcze uważniej obserwował. Duże brawa należą się stowarzyszeniu Forum Rozwoju Olsztyna oraz firmom i mediom lokalnym, które z nimi współpracowały. To świetny przykład zaangażowania obywatelskiego. Oby takich więcej!

Profesor Hartman ma rację. O kazirodztwie MOŻNA i powinno się dyskutować.

No to mamy święte oburzenie. Profesor Hartman miał czelność na swoim blogu zastanawiać się, czy to nie dobry moment na rozpoczęcie dyskusji o zniesieniu kary za kazirodztwo. Został przeczołgany przez media, skopany przez własną uczelnię, a na koniec wyrzucony z Twojego Ruchu (którego członkowie zresztą i tak uciekają z partii aż się za nimi kurzy).

Za co? Za to, że chciał dyskutować, tak jak to się robi w cywilizowanych krajach. Zamiast argumentów doczekał się jednak tylko udawanego szoku i populistycznego linczu. Bo jak to, rozmawiać o kazirodztwie? Jak tak można? „Kazirodztwo” to prawie jak przekleństwo. Moralnie zakazanym jest w ogóle wypowiadanie tego słowa!

Niestety, wcześniej czy później, tak czy siak, czeka nas dyskusja na ten temat. Czemu? Bo motyw kazirodztwa coraz częściej pojawia się w przestrzeni publicznej. Mamy go w popularnej serii „Gra o Tron”. Jest w naprawdę wielu anime i visual novel, które cieszą się coraz pierwszą popularnością w Polsce. Pojawia się w serialach paradokumentalnych, w stylu „Dlaczego ja?” i „Trudne sprawy”. Według statystyk Google Trends, ilość wyszukiwań hasła „incest porn” (porno kazirodztwo) rośnie. Oczywiście na stronach pornograficznych możemy znaleźć całą masę tego typu filmów czy opowiadań. Na stronie RedTube, w tym miesiącu, najlepiej ocenianym filmikiem jest „I Love My Sister’s Big Tits”, zapewne o niezbyt skomplikowanej fabule. Na polskich portalach z opowiadaniami erotycznymi najwięcej wyświetleń mają historie o siostrach, braciszkach i ciotkach. To są fakty. Niemiecka Rada Etyki, w której zasiadają lekarze, etycy i prawnicy, zbadała sprawę i w 90-stronicowym dokumencie przedstawiła rządowi dlaczego kazirodztwo nie powinno być karane i jak zwalczać jego negatywne skutki (!). Tutaj macie państwo cały dokument, jeśli ktoś będzie zainteresowany mogę przetłumaczyć parę fragmentów, napiszcie tylko w komentarzach.

Niby-argument: „to wyruchaj swojego brata”

Właśnie tę informację komentował profesor Hartman, mówiąc, że należy rozpocząć dyskusję o zniesieniu kar za kazirodztwo. W Niemczech, grozi za nie do trzech lat więzienia, u nas, do pięciu. Przez pięć lat przeciętny młody człowiek może zrobić studia licencjackie i magisterskie.

Niemiecka instytucja uznała rzecz oczywistą – że dwoje dorosłych ludzi w pełni władz umysłowych i za obopólną zgodą, może uprawiać seks, co w Polsce jest oczywiście nie do pomyślenia, bo tutaj sprawy łóżkowe obcych ludzi muszą być ocenione przez rzeszę internetowych „specjalistów”. Co najgorsze, oceniane są w perspektywie własnej, że skoro ja czegoś nie robię, to inni też nie mogą, a pierwszym argumentem przeciw jest „skoro jesteś za, to pewnie ruchasz matkę/pukasz siostrę”. Ostatnio takim intelektualnym pasztetem strzelił szef pewnego browaru, który zasugerował znanemu bokserowi by ten, za przeproszeniem, possał chuja matce, skoro jest zwolennikiem równych praw dla homoseksualistów. Taki typowy przykład „logiki” z polskiego piekiełka. Są ludzie, którzy nie potrafią sobie wyobrazić, że ktoś może szanować wolę innych dorosłych osób, decydujących o swoim życiu prywatnym. Są ludzie, którzy nie potrafią sobie wyobrazić, że ktoś myśli inaczej od nich, a przy tym nikogo nie krzywdzi.

Po pierwsze: wady genetyczne

To oczywiście najgłupszy argument, który pojawia się w dyskusjach (poza wyzwiskami i takimi tam). Mamy też dwa inne, bardzo często przywoływane. Pierwszym z nich jest podwyższona szansa na potomstwo z wadami genetycznymi. Przytoczę parę kontrargumentów, które możecie odnaleźć również w dokumencie Niemieckiej Rady Etyki:

-Argumenty dotyczące przekazywania wadliwych genów nie mają znaczenia, gdy przez użycie środków antykoncepcyjnych lub z powodów naturalnych zajście w ciążę jest wykluczone. W związku z tym, całkowite zabronienie takich kontaktów w świetle argumentu jest bezsensowne.

-Nie możemy zakazywać seksu osobom, które mają genetyczne skazy (nie wpływające na ich pełnię władz umysłowych) lub nie mają oczekiwanych przez Państwo cech.

-Obywatele mają pełne prawo do prokreacji i decydowaniu o tym czy spłodzą potomstwo czy nie, nawet jeżeli są świadomi, że może być obciążone genetycznie. To do nich należy decyzja.

Te kontrargumenty są moim zdaniem sensowne. Możemy zabronić milionom ludzi uprawiać seks z powodu ich wad genetycznych albo warunków materialnych, ale tego nie robimy, bo przyjmujemy zasadę, że w gestii rodziców pozostaje to czy dziecko w ogóle zaistnieje, czy nie. Nie znamy przyszłości, nie wiemy czy dziecko będzie upośledzone, nawet jeżeli w pewnych sytuacjach jest na to większa szansa (pomijam fakt, że u zupełnie zdrowych par też zdarzają się takie sytuacje). Dziecko jest zamknięte w „kocim pudełku”, dopóki go nie otworzymy.

Po drugie: wykorzystywanie w rodzinie

To był pierwszy argument przeciwników kazirodztwa. Drugim jest: możliwość wykorzystywania członków rodziny, wymuszania na nich seksu i hodowania w celach seksualnych. Kwestia wykorzystywania nieletnich jest tutaj bez znaczenia, bo taki czyn i tak podpada pod pedofilię, więc, teoretycznie, tak czy siak, sprawca zostanie ukarany. Dlatego ten wątek kompletnie zostawiamy. Mamy na to paragrafy.

Chodzi tutaj o zjawisko „groomingu” (dziękuję Marlowowi, który podrzucił mi tę nazwę), a konkretniej o jego aspekt – wychowywanie dziecka/przymuszanie rodzeństwa tak, by można je było potem wykorzystać seksualnie i kształtowanie w tym celu jego psychiki. Według niemieckiego raportu jednak, takie sytuacje wśród dorosłych osób praktykujących kazirodztwo występują tak często jak u par niespokrewnionych ze sobą. „Seks w zamian za coś”, „wymuszanie seksu przez opiekuna” i inne formy oddziaływania przymusowego na psychikę osoby dorosłej, tak jak seks z nieletnimi, są również karalne. Obecne prawo ma narzędzia by przeciwdziałać takim nadużyciom. Trzeba je po prostu umieć egzekwować.

Zakaz kazirodztwa nie uderza w osoby dopuszczające się danego przestępstwa. Uderza w ogół osób, które pozostają w relacji seksualnej ze swoimi krewnymi/rodziną, nawet jeżeli te relacje nie noszą znamion krzywdzenia czy wykorzystywania. Nie możemy zamknąć oczu i powtarzać w kółko: „jak brat z siostrą to zawsze gwałt, jak brat z siostrą to zawsze gwałt”, bo tak nie jest. Musimy karać przestępstwo – czyli wykorzystywanie, a nie ogół czynności mogących być z nim związanych. To trochę tak jakby zakazywać seksu, bo może dojść do gwałtu. Fakt, że siostra może się zakochać w bracie lub córka w ojcu mnie wcale nie dziwi. Wychodzę z założenia, że miłość między dwiema dorosłymi osobami w pełni władz umysłowych i za obopólną zgodą może się pojawić zawsze i musi zostać uszanowana. Kiedyś, niebywałym wydawało się, że dwie osoby z różnych warstw społecznych mogą się kochać. Bo jak to, szlachcic się zakochuje w wieśniaczce? To niemożliwe! A jednak.


Warto dyskutować

Możecie się państwo nie zgadzać z tym co piszę – ba, wręcz spodziewam się, że większość czytelników kręci właśnie nosem na ten tekst. Czekam oczywiście na kontrargumenty do tego co napisałem, możemy dyskutować. WŁAŚNIE. Możemy dyskutować. Możemy? Oczywiście! Wyłożyłem swoje racje, uważam je za sensowne. Nie czekam na święte oburzenie, gdy tylko usłyszy się o kontrowersji, czekam na słowa. Mam w nosie tabu. Zakaz czytania, pisania i myślenia o czymś nie ma prawa istnieć we współczesnym świecie.

Kompletnie nie rozumiem tego oburzenia na profesora Hartmana, który chciał, komentując to co się wydarzyło w Niemczech, po prostu porozmawiać i wymienić argumenty. Skończyło się na linczu – medialnym, naukowym, partyjnym. Mimo że ci, którzy nie chcieli dyskutować albo uważali dyskusję na ten temat za daremną, wcale nie musieli tego przecież robić.

Czy dyskusja bez wyzwisk, złośliwości i świętego oburzenia przestanie być w Polsce tabu?

Uwaga! ANKIETA: Czy kazirodztwo wśród dorosłych osób powinno być karalne?