Już piąty rok trwa obrona smoleńskiej twierdzy

Mija piąty rok walki o „smoleńską twierdzę pamięci”, powstałą po tragicznej katastrofie lotniczej. To groteskowe i schizofreniczne oblężenie w którym na próżno szukać logiki. Od początku obrońcy są agresorami niszczącymi mury własnej cytadeli.

Mamy za sobą piątą rocznicę katastrofy smoleńskiej. Chciałoby się powiedzieć: „nareszcie, w końcu mamy na rok z głowy tę żałobę”, ale po pierwsze nie wypada, a po drugie chyba tylko głupi by uwierzył, że w ciągu najbliższych paru miesięcy nie czekają nas kolejne rewelacje o „zamachu” czy nawiązania do „męczeńskiej śmierci bohaterów”. Medialno-polityczny taniec na grobach trwa już dłużej niż prawdziwe oblężenia Smoleńska z XVII wieku. Pamięć o zmarłych i szacunek dla nich miesza się z ośmieszającymi epitetami padającymi z ust samozwańczych obrońców.

„O zmarłych mówi się dobrze albo wcale”. Pisząc o katastrofie smoleńskiej powinno się je nieco uzupełnić: „o zmarłych mówi się dobrze albo wcale, jednak zbyt wiele pochlebstw może postawić zmarłego w złym świetle”. Obrońcy twierdzy wytaczają potężne armaty chcąc udowodnić, że ofiary tragedii były bohaterami, nadludźmi bez których Polska skazana jest na upadek. Nie zauważają, że mury kruszą się pod ciężarem dział.

Nie można bowiem traktować poważnie słów o „męczeńskiej śmierci”, „usuwaniu elity będącej przedmurzem cywilizacji zachodniej” która „broniła Polski i Europy” i „poświęciła się by zatrzymać imperializm rosyjski”. Takie słowa są zrozumiałe, gdy wygłaszamy je w wąskim gronie przyjaciół i rodziny zmarłego, w dniu pogrzebu. Jednak tworzenie „herosa” pod publikę, w celach politycznych, ku uciesze gawiedzi, wydaje mi się zwyczajnie niesmacznie.

W naszej kulturze każda osoba publiczna która zmarła musi być kimś nadludzkim, nadzwyczajnym, postacią podobną do protagonisty z kreskówek, książek lub filmów. Jej czyny mają odznaczać się poświęceniem, bohaterstwem i odwagą. Żołnierz, który poległ w powstaniu warszawskim zawsze jest wtłoczony w pewien niezmienny szablon. To odzieranie kogoś z indywidualności i charakteru. To zamykanie ust żałobnikom, mającym odmienne zdanie.

Samo tworzenie bohaterów ze zmarłych nie jest jeszcze czymś niegodziwym. Odrazę budzi jednak wykorzystywanie ich jako broni w egoistycznych bitwach, kreowanie na trumnach nowych, żywych przywódców i tworzenie wybuchowej mieszanki z żałoby i nienawiści.

W piątą rocznicę katastrofy smoleńskiej to nie zmarli byli najważniejsi. Tłum „obrońców” skandował imiona żywych, a wodzirej wskazywał palcem na wroga, którego trzeba zniszczyć. Ubierał wszystko w niezbyt wymagające, ale docierające do rozemocjonowanego zgromadzenia symbole. My – dobrzy. Oni – źli. My – prawda. Oni – kłamstwo. My – krzyż, tradycja, dobrobyt. Oni – profanacja, zepsucie, upadek. My – zgoda i pokój. Oni – nienawiść i wojna. My – wolna, niepodległa i silna Polska. Oni – zniewolona, zależna i słaba Polska. To najbardziej prymitywna (i najbardziej skuteczna) propaganda stosowana przez wszystkich polityków i media, od prawa do lewa, którą każdy z nas karmiony jest od dziecka.

Jej użycie nie powinno nikogo dziwić – najlepiej przecież działa w chwili, gdy emocje biorą górę. Dzień żałoby to idealna pora by zmobilizować szeregi do dalszej obrony twierdzy. Dowódcy zrobią wszystko w imię własnych celów.

A mur po każdej salwie armat coraz bardziej się kruszy i rozpada…

Tekst można przeczytać również nie:
http://wiadomosci.onet.pl/juz-piaty-rok-trwa-obrona-smolenskiej-twierdzy/4q44d3

Polska gra narodowa, czyli Dreamlinerem w brzozę

„Pilocie, Ojczyzna wzywa! Musisz polecieć nowym polskim Narodowym Drimlajnerem daleko na Wschód z Panem Prezydętem na pokładzie. Nie licz jednak na to, że Wschód pozwoli ci tak łatwo wylądować! Omiń Mgły. Zetnij Brzozy. Zniszcz Trotyl.”


http://gra.narodowa.com/

To część tekstu z menu początkowego „Polskiej gry narodowej”. To dość świeża gra, jeszcze nie zdążyły wybuchnąć wokół niej kontrowersje. A te, wcześniej czy później będą, jestem tego pewien. Czy internauci, którzy krytykowali władze za zbyt zdecydowaną postawę wobec strzelanki ze strony Antykomor (do kogo strzelano wiadomo), i tym razem będą równie wyrozumiali?

Gra jest bardzo prosta (dosłownie, grafika zrobiona w Paincie). Strzałkami kierujemy Drimlajnerem, którym leci Prezydęt. Spacją pijemy wódkę. Butelki po wódce eliminują brzozy, o które bardzo łatwo zahaczyć. Nasza przygoda rozpoczyna się w roku 2010. W tle, pyrkotanie samolotu oraz krzyki rannych. Rozgrywkę umilają komentarze pilota i kontrolerów z lotniska. Oto niektóre ich teksty:

„Panie Prezydęcie, po jednym?”

„No to na drugą nóżkę!”

„Chyba słyszę strzały. Która to minuta? Która to minuta?”

„Drimlajner tu baza. Zmniejsz prędkość do pjatju kilometrów na godzinę.”

„Ja nie dolecę? Ku*wa, jak ja nie dolecę?”

„Jak to ku*wa, z pilotem się pan nie napije?”

„Tu kapitan do załogi. Czy ktoś widział mój kieliszek?”

„A w zeszłym roku Kowalski, to tak żeśmy się napier*olili!”

Każde zaliczone lotnisko jest kwitowane krótkim cytatem, w stylu: „jeszcze Polska nie zginęła, póki my żyjemy” lub „oni stoją tam, gdzie stało ZOMO”. Gdy przegramy, jakiś świetny piosenkarz śpiewa smutną piosenkę (w której są nawiązania do Jana Pawła II, co wskazuje nam nieco, jakie osoby stworzyły tę grę i w jakim celu).

Autor odpowiada na najpowszechniejsze pytania jakie mogą zadać internauci, pod grą. Z boku mamy tabelkę najlepszych Prezydętów. Obecnie, pierwszą trójką na Wawelu są: Dark Jarosław, Pis Joł Bejbi i Gwiazda Śmierci nas rozje*ała. Grę na Facebooku polubiło już ponad cztery tysiące użytkowników.

Oczywiście nie ma sensu rozpatrywać tego, czy gra jest „poprawna” czy nie, bo wiadomo, że poprawna politycznie nie jest. To zdecydowanie czarny humor, który nie trafi w każde gusta. To też otwarte obrażanie ofiar katastrofy smoleńskiej i… może nie promowanie, ale otwarte nawiązywanie do teorii o naciskach na pilota oraz alkoholowej libacji przed startem. Cel gry? Rozbawić osoby zdenerwowane teoriami o zamachu i sprawić, by zwolennicy „mordu smoleńskiego” zeszli na zawał serca z wściekłości.

Nie jestem zaskoczony tym, że taka gra powstała, tak samo jak nie byłem zaskoczony powstaniem gier w których strzela się do Komorowskiego, Busha, Obamy lub Kaczyńskiego. Co możemy z nią zrobić? Zakładam, że odpowiednie instytucje dość szybko zajmą się jej autorem, więc nie musimy nawet przywiązywać do tego problemu zbyt dużej wagi.

Nie pochwalam tworzenia takich gier. Ale też mnie one nie denerwują (a na pewno nie tak bardzo, jak mówienie, że na 99% doszło do zamachu bez przedstawienia niezbitych dowodów). Autor gry nadał jej bardzo trafną nazwę. „Polska gra narodowa”. Moim zdaniem ma rację. Rzeczywiście, to coś dla naszego narodu, skupionego na trotylu, brzozach, wybuchach, mgle, Dreamlinerze i katastrofie. To wręcz idealne przedstawienie rzeczywistości, w której z jednej strony mamy brzozy, trotyl i ruskich strzelających rakietami, a z drugiej teorie o alkoholowej wycieczce i naciskach na pilotów. Gra uderza w obydwie frakcje, chociaż wyraźnie widać, że raczej dąży do sprowokowania prozamachowej prawicy.

Boli Was ten twór? Irytuje? Zniesmacza? Kontynuujmy wojnę polsko-polską, nawołujmy do zamordowania członków rządu, rzucajmy bez uargumentowania teorie. Ciekaw jestem reakcji Brauna i Nicponia, gdy zobaczą tę grę. Prawdę mówiąc wątpię, by mieli z nią kiedykolwiek do czynienia. I prawdę mówiąc wątpię by zrozumieli, że kto mieczem wojuje…

Edit (13-12-2012, 17:40): Moim wpisem zainteresowali się twórcy gry, którzy umieścili go na swojej stronie, w zestawieniu „Przegląd prasy”. Ich opinię odnośnie tekstu możecie przeczytać pod tym adresem:
http://gra.narodowa.com/prasa.html

Oczywiście odpowiem na wątpliwości twórcy gry co do mojego tekstu.

1. Czarny humor - moim zdaniem jest to czarny humor, mam prawo do własnego zdania. Nie oszukujmy się, gra jest parodią katastrofy smoleńskiej, która była tragedią wielu ludzi. Nawiązywanie do niej i pokazywanie w zabawowej formie to zdecydowanie czarny humor.

2. Obrażanie ofiar katastrofy smoleńskiej - to kolejna kwestia, w której wchodzi własne zdanie. Przypominam, że blogi to formy luźne, gdzie autor wyraża swoje opinie. Tak samo robię to ja. Skoro gra nawiązuje do katastrofy smoleńskiej i jest jej parodią, to przedstawia pilotów oraz prezydenta jako pijaków. To jak najbardziej śmianie się i obrażanie zmarłych. W dodatku niezbyt smaczne są krzyki „KU*WAAAA, KU*WAAAA!”, imitujące ostatnie słowa sterujących samolotem. Moim zdaniem – to obraża zmarłych i na pewno nie jest miłe dla ich rodzin. Prawo i jego znajomość nie ma tu nic do rzeczy, to moja prywatna opinia.

3. Co możemy z nią zrobić? – chodzi oczywiście o to, co my we własnym zakresie możemy zrobić z tą grą. Czy ją zignorować? Czy potępić? Czy przyklasnąć? Czy rozprzestrzeniać? Tak, w momencie gdy gramy, to do nas należy to, co zrobimy z tą grą we własnym zakresie i w tym kontekście zadaję pytanie „co możemy z nią zrobić?”.

4. Zakładam, że odpowiednie instytucje dość szybko zajmą się autorem - a autor gry wyjeżdża mi ze służbami i zarzuca totalitaryzm, kiedy wyraźnie napisałem INSTYTUCJE. Nie pisałem o instytucjach państwowych, chodziło mi o instytucje, które prezentują na przykład zwolennicy PiSu czy rodzin zmarłych w katastrofie, które gdy zobaczą tę grę, to zrobią wszystko, by jakoś ją usunąć z internetu. W związku z tym, sami nie musimy sobie „zawracać głowy” i „czegoś robić”, bo znajdą się inni, którzy będą toczyli „swoje boje”.

I tyle. Panie autorze gry, ma Pan święte prawo do krytyki moich wpisów. I tak samo ja mam prawo do odpowiedzi. Odpowiedziałem. A że wyczytał Pan z tekstu to, co chciał Pan wyczytać, aby móc mnie obrażać, mimo, że poniekąd pochwaliłem pański „twór”? Pana wola. Nie masz Pan sobie podobno nic do zarzucenia, a bronisz się Pan przed wyimaginowanymi atakami jak kot przed zimną wodą? Pana wola. Chcesz Pan być cwaniakiem, co sam, niczym fanatyczny zwolennik pewnej partii politycznej, szuka wokół wrogów, wskazuje ich palcem i woła „BIJĄ!”, mimo, że patrzą tylko z boku i komentują? Pana wola.

Na przyszłość apeluję o odrobinę dobrej woli przy czytaniu czyichś tekstów i zastanowienie się nad własnymi, wyolbrzymionymi, ubranymi w pseudopropagandowe słownictwo komentarzami. Bo z Pana dupa, a nie Schopenhauer.

W wolnej Polsce giną ludzie, tajemnicze śmierci po Smoleńsku, seryjny samobójca, lista osób zamordowanych przez rząd i obcy wywiad – wyjaśnienie zgonów trzeźwym okiem.

W świecie wieść się niesie, że w Polsce jakaś tajemnicza siła doprowadza do mordów na osobach związanych z katastrofą Smoleńską. W internecie natrafimy na dziesiątki wysyłanych masowo wpisów-łańcuszków, przedstawiających w sposób niepełny i okrojony sylwetki ludzi, którzy w ostatnich czasach dokonali samobójstwa lub zginęli w „tajemniczych okolicznościach”. Kto jest za to odpowiedzialny za te mordy? Oczywiście Tusk, PO, Rosja i obca agentura, bo kto inny?

Chyba jednym z najbardziej znanych publicystów, forsującym teorię „seryjnego samobójcy” jest Tomasz Terlikowski. Zarówno na swoim blogu internetowym, jak i w telewizji, mówi „coś tu jest nie tak”, dając pożywkę ludziom wierzącym w zamach oraz pośrednio dokładając swoją cegiełkę do destabilizacji życia politycznego. Wielu dziennikarzy zapomina w dzisiejszych czasach, że wpływ mediów na społeczeństwo jest ogromny. Ich rolą powinna być pomoc w utrzymaniu ładu i wytykanie palcem błędów władzy w sposób przemyślany, uzasadniony, poparty faktami. Tymczasem Pan Terlikowski daje nam pytania, ale nie daje odpowiedzi.

Jestem w stanie zrozumieć tę mitologizację śmierci oraz próby połączenia jej z najważniejszymi sprawami w państwie. Od wieków ludzie szukają wyjaśnienia rzeczy, których nie są w stanie zrozumieć lub o których mają za mało informacji. Często przybiera to formę „mityzacji”, próby dorobienia do odpowiedzi swoistej otoczki kulturowej, nie do końca prawdziwej. Barokowa szlachta Polska by uprawomocnić swoją wyższość nad resztą społeczeństwa wyciągnęła ręce ku starożytnemu ludowi Sarmatów (jak legendy głoszą, pochodzącego od Jafeta, syna Noego). Pioruny zsyłał Zeus. Po śmierci istnieje życie, bo przecież człowiek nie może być tylko kawałem mięsa który gdy umrze, to umrze. Tak samo jest z Katastrofą Smoleńską. Doszło do wielkiej tragedii, mnóstwo ludzi zginęło, kraj pogrążył się w chaosie. Przecież nie mogło do tego dojść ot tak, przez przypadek. Z braku należytych informacji, rodzi się teoria, że „ktoś” musiał za tym stać.

Spróbuję wyjaśnić czytelnikom dlaczego, prawdopodobnie, żadne służby nie stoją za zgonami które nastąpiły w ciągu ostatnich trzech lat. Przedstawię statystyki, publikacje prasowe oraz argumenty logiczne, by osoby które nie wierzą w „seryjnego samobójcę” mogły prowadzić konkretniejszą dyskusję i pokazywać fakty, a nie zasłyszane „legendy”. Oczywiście nie jestem w stanie wyjaśnić wszystkich śmierci. Nie wyjaśniła ich także prokuratura, ani mądrzejsi ode mnie ludzie. Dlatego będzie kilka białych plam w tej publikacji.

Według zwolenników teorii „kontrolowanych samobójstw”, zamordowanych zostało dwadzieścia pięć osób mających coś wspólnego z katastrofą w Smoleńsku. Z obiektywnego punktu widzenia nie jest to duża liczba, biorąc pod uwagę zaludnienie naszego kraju, statystyki dotyczące śmierci oraz status społeczny tych osób.

Na początek zajrzyjmy do Roczników Statystycznych na stronie Głównego Urzędu Statystycznego. Według danych wstępnych (2011) w Polsce żyje 38 538 447 ludzi. W 2010 roku zmarło 378 500 tysięcy ludzi. Można się spodziewać, że w roku 2011 i 2012, sytuacja przedstawia się podobnie. Przez te trzy lata gdy rzekomo ginęły osoby związane z katastrofą w Smoleńsku, zmarło ponad milion osób. To dużo. Dwadzieścia pięć zgonów w tym czasie nie jest niczym nadzwyczajnym, to tylko malutki ułamek całkowitej liczby. Ludzie bojąc się śmierci z przypadku, próbują ją tłumaczyć w inny sposób.

Zastanówmy się jakie zawody muszą wykonywać osoby by być na tej swoistej „liście zagrożonych”. Mamy tam wojskowych, profesorów (których wykształcenie ma chociaż minimalne powiązanie z katastrofą Smoleńską), dziennikarzy zajmujących się sprawą Smoleńska, szefów grup archeologicznych, duchownych którzy uczestniczyli w obrządkach po katastrofie, prawników, polityków, doradców polityków, pilotów, bandytów, inżynierów, historyków, prezesów spółek i świadków sądowych. To naprawdę kupa ludzi, idąca w setki tysięcy! I z tych ogromnych grup zawodowych, wśród gigantycznej chmary osób mających nawet najmniejszy związek z rządem, prawem, nauką i katastrofą Smoleńską, w ciągu trzech lat, zginęło dwadzieścia pięć osób. Czy to, biorąc pod uwagę ogół zainteresowanych tematem tragedii, nie jest trochę za mało, by móc wyciągać od razu wnioski o sieci zorganizowanych morderstw?

Bardzo częstym sposobem śmierci, jest ten określający domniemane przestępstwa (seryjne samobójstwo) – samobójstwo. Według danych Komendy Głównej Policji, w 2010 roku samobójstwo popełniło 4087 osób. W 2011, 3839. Dane na rok 2012 będą zapewne podobne. Najbardziej popularnym sposobem popełnienia samobójstwa jest powieszenie (75% przypadków). W Polsce, najczęściej po ostateczne rozwiązanie sięgają mężczyźni (biorąc pod uwagę dane z 2010 i 2011 roku, stanowią aż 85% samobójców). Większość samobójców stanowią osoby dorosłe.

Najbardziej narażone na myśli samobójcze są osoby skazane, mające konflikt z prawem i te, na których spoczywa duża odpowiedzialność. Nie ważne jak bardzo jest ktoś twardy, gdy życie go przygniecie tak by nie mógł się podnieść, wkradnie się stagnacja lub poczucie zawodu, może wybrać najgorsze z wyjść.

Osoby które opisywane są na listach-łańcuszkach rozsyłanych w internecie, mają w większości odpowiedzialne stanowiska, wymagające bardzo dużego wysiłku emocjonalnego i umysłowego. Skąd takie zdziwienie, że wśród, załóżmy, 10 000 osób które popełniły samobójstwo w ciągu ostatnich trzech lat (bo danych z 2012 roku nie mamy, zapewne będą wyższe), pojawiło się także trzynaście osób związanych z katastrofą w Smoleńsku, wyjątkowo narażonych na stres?

Ale zajmijmy się w końcu samymi zgonami! Parę dni temu, na znanym portalu demotywatory.pl, ukazał się następujący demotywator:


http://demotywatory.pl/3955641

Skorzystajmy z niego i po kolei wyjaśnijmy te podejrzane sprawy w perspektywie ewentualnych powiązań z katastrofą w Smoleńsku:

1. Chorąży Stefan Zielonka (kwiecień 2009), szyfrant Kancelarii Premiera”

56 lat. Po pierwsze, szyfrant zginął w 2009 roku. Jego sprawa miała miejsce przed katastrofą i nie była w żaden sposób z nią powiązana. Od początku stawiano dwie tezy: samobójstwo lub zdrada kraju. Pierwsza możliwość była jak najbardziej uzasadniona – Stefan Zielonka leczył się na depresję, miał problemy psychiczne. Poza problemami w pracy, dręczyły go również problemy rodzinne (mieszkał w separacji z żoną). Znaleziono też ciało, mogące należeć właśnie do niego. Drugą promował redaktor naczelny portalu „Intelligence Online” Philipe Vasset. Szyfrant miał rzekomo uciec z kraju by współpracować z chińskim wywiadem (wcześniej miał razem z żoną podróżować do Chin). Ostatecznie, potwierdziła się wersja numer jeden. Po badaniach DNA, prokuratura potwierdziła, że zwłoki które odnaleziono należą do Stefana Zielonki.

Służbom zarzuca się, że ukrywały sprawę zaginięcia mężczyzny. Było to jednak uzasadnione – w związku z podejrzeniem o szpiegostwo i działania na rzecz innego państwa. Jak zwolennicy teorii spiskowych tłumaczą powody „zabójstwa” Stefana Zielonki? Miał podobno dostęp do informacji dotyczących umowy gazowej między Polską a Rosją. Tak jak dziesiątki innych osób, które ciągle żyją. Nawet jeżeli miał do nich dostęp, nie było żadnych przesłanek by miał je wykorzystywać, większość informacji dotyczących umowy udostępniano opinii publicznej. Zdziwienie wzbudził dobry stan dokumentów potwierdzających tożsamość szyfranta. Rozwiązanie proste – dokumenty były powlekane, co uchroniło je od rozkładu i działania wody.

Źródła:
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,126765,7878403,Szyfrant_Zielonka_zyje_w_Chinach__czy_lezal_nad_Wisla_.html


http://www.fakt.pl/Prokuratura-To-cialo-szyfranta-Zielonki,artykuly,73637,1.html


http://niepoprawni.pl/blog/1903/sprawa-szyfranta-szielonki-%E2%80%93-zapomniana-obietnica-pulkownika-i-szelaga

2. Prof. Stefan Grocholewski (zm. 31.03.2010), światowej sławy ekspert od odczytywania nośników cyfrowych, wykrył manipulacje w nagraniach czarnych skrzynek z CASY”

Jak widzimy, nie mamy tutaj powodu śmierci. Odpowiedzi udzieli nam Pani Katarzyna Cegielska i jej tekst na stronie internetowej Naszego Dziennika. Profesor Stanisław Grocholewski zmarł w wieku 60 lat, po ciężkiej walce z rakiem, trawiącym cały jego organizm. Nie ma żadnych podstaw by domniemywać, że doszło do zabójstwa. Wiele osób komentujących sprawę, uważa wykorzystywanie śmierci profesora za brak szacunku dla zmarłego.

Źródło:
http://stary.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100331&typ=wi&id=wi14.txt

3. Grzegorz Michniewicz – dyr. gen. Kancelarii Premiera Tuska, „powiesił się” 23 grudnia 2009 roku (gdy wraz z rodziną przygotowywał się na święta Bożego Narodzenia) na kablu od odkurzacza, w dniu, w którym z remontu w Samarze wrócił samolot TU-154, który potem rozsypał się w drobny mak na Siewiernym.”

58 lat. Grzegorz Michniewicz miał chorobę nowotworową. Był skonfliktowany z szefem KPRM Tomaszem Arabskim i obawiał się wyrzucenia z pracy. Bardzo przeżywał słowa osób związanych ze środowiskiem PiS, które zarzucały mu zbytnią poufałość z Platformą. Był człowiekiem wrażliwym. Pośmiertne badania toksykologiczne stwierdziły, że w chwili śmierci był pijany (1,5 promila alkoholu we krwi). Paweł Gutkowski, jego kolega, potwierdził te informacje, był jedną z ostatnich osób które nim rozmawiały (przez Skype). Podczas tej rozmowy Michniewicz płakał, miał zły nastrój, mówił, że źle się czuje,

Zwolennicy teorii spiskowej, pokazują na zbieżność dat: powrót samolotu z Samary i samobójstwo dyrektora. Prezentują tutaj związek przyczynowo-skutkowy. Michniewicz wiedział o usterkach w Tu-154. Dlatego został zabity, a samolot rozleciał się w Smoleńsku. Jest tylko jedna nielogiczna część – samolot przecież ciągle latał w czasie między śmiercią pracownika Kancelarii a katastrofą. 23 stycznia 2010 roku, w czasie transportu pomocy humanitarnej dla ofiar trzęsienia ziemi na Haiti miał awarię. W marcu Dowództwo Sił Powietrznych RP przeprowadziło przegląd okresowy. 6 kwietnia samolot odbył lot komisyjny. Od 21 grudnia 2009 do 9 kwietnia 2010, maszyna wylatała około 138 godzin. Czemu przez tyle czasu samolot się nie rozpadł?

Źródła:


http://www.rp.pl/artykul/577054.html


http://www.tu154.eu/index.php/archives/1521


http://pl.wikipedia.org/wiki/Polski_samolot_Tu-154M_nr_boczny_101

4. Mieczysław Cieślar, biskup Diecezji Warszawskiej Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego, zginął w „wypadku samochodowym” 18.04.2010 r. To do niego miał dzwonić, już po katastrofie, ksiądz Adam Pilch, który zginął w Smoleńsku.”

60 lat. Autor demotywatora ma zaskakujący zwyczaj pisania w cudzysłowie rodzajów wypadków, do których doszło i które SĄ FAKTEM. Sprawcą wypadku był kierowca Adrian D., który prowadził samochód po pijanemu. Zjechał na prawe pobocze, potem na przeciwległy pas ruchu i zderzył się z autem które prowadził biskup. Adrian D. trafił do szpitala, ale przeżył.

Według danych Komendy Głównej Policji, w 2010 roku doszło do 4 524 wypadków z udziałem nietrzeźwych kierowców. Zginęło w nich 455 osób, rannych zostało 5 620. Ksiądz Cieślar miał pecha i również trafił na tę mroczną listę. Czy jest w tym coś podejrzanego?

Źródła:
http://www.money.pl/archiwum/wiadomosci_agencyjne/pap/artykul/zmieniono;zarzuty;dla;sprawcy;wypadku;w;ktorym;zginal;bp;m;cieslar,240,0,612080.html


http://wyborcza.pl/1,76842,7787614,Luteranski_biskup_Mieczyslaw_Cieslar_zginal_w_wypadku.html


http://www.krbrd.gov.pl/download/pdf/wypadki_drogowe_w_polsce_w_2010_roku.pdf

5. Krzysztof Knyż, operator „Faktów”, 10 kwietnia 2010 był w Smoleńsku w oczekiwaniu na prezydencki samolot. Zmarł w Moskwie 2 czerwca 2010 r. na sepsę. Śmierć całkowicie przemilczana.”

Sprawa Krzysztofa Knyża jest o wiele bardziej zagadkowa od poprzednich. Bardzo ciężko znaleźć w sieci informacje o nim, bo zwolennicy teorii o zabójstwach zajęli większość powierzchni internetowej. Gdzie nie spojrzymy, tam będą tylko wiadomości podobne do tych tutaj „śmierć podejrzana, zabójstwo” i tak dalej. Tymczasem Pana Krzysztofa Knyże prawdopodobnie… w ogóle nie było w Smoleńsku! Nie ma go na listach dziennikarzy lecących wcześniejszym samolotem. Osoby znające operatora osobiście potwierdzają, że był bardzo chory, od paru miesięcy leżał w szpitalu i nie mógł się pojawić na miejscu wydarzeń. Ponadto wcale nie umarł w Moskwie a w Polsce. Przetransportowano go, gdy zaczęło mu się pogarszać. Po internecie krążą jego zdjęcia, zrobione ponoć 7 kwietnia. Tak naprawdę, to zdjęcia które TVN wykorzystało w nekrologu.

Źródła:


http://niepoprawni.pl/blog/1790/krzysztof-knyz-pracowal-w-tvn-wiec-dlatego-go-pomijamy


http://lubczasopismo.salon24.pl/Smolensk.Raport.S.24/post/256781,lista-dziennikarzy-ktorzy-lecieli-jakiem-40-do-smolenska


http://www.bibula.com/?p=21100


http://rebelya.pl/forum/watek/47539/

6. Prof. Marek Dulinicz, szef grupy archeologicznej mającej udać się do Smoleńska, zginął 6 czerwca 2010 w wypadku samochodowym, w trakcie oczekiwania na wyjazd do Rosji.”

53 lata. Zginął w wypadku samochodowym razem ze swoją żoną Grażyną. Zginął PRZED wyjazdem do Rosji, więc skąd miał mieć informacje za które należało go zamordować? Przecież po jego śmierci, do Smoleńska wyjechali inni archeologowie i tak czy siak „zbiorowa mogiła” została zbadana. „W porządku, ale akurat Marek Dulinicz mógł odnaleźć coś innego, kontrowersyjnego, nie był zmanipulowany!”. Archeolodzy byli pod skrzydłami Wojskowej Prokuratury Okręgowej. Wiele osób forsujących teorię o zaplanowanych morderstwach twierdzi, że ona także jest skorumpowana (a raczej wynika to w jasny sposób z ich logiki). W takim razie mogli przecież wysłać od razu osoby które „były im na rękę” czyż nie? Czy profesor Andrzej Buko, który przewodził pracom polskiej ekipy archeologów był aparatczykiem PO? Jakie mają państwo na to dowody?

Źródła:


http://archeowiesci.pl/2010/06/08/profesor-marek-dulinicz-nie-zyje/


http://polska.newsweek.pl/polscy-archeolodzy-juz-pracuja-w-smolensku,66198,1,1.html


http://pl.wikipedia.org/wiki/Marek_Dulinicz


http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Wstrzasajace-wyznanie-archeologow-ze-Smolenska,wid,14187145,wiadomosc.html?ticaid=1f7a4

7. Dr Eugeniusz Wróbel, specjalista od komputerowych systemów sterowania samolotem, ekspert z dziedziny lotnictwa, który przeprowadził własną analizę katastrofy TU-154M, wskazującą że w Smoleńsku doszło do zamachu terrorystycznego. Poćwiartowany za pomocą piły mechanicznej 16.10.2010 r, przez swego syna, który zdołał usunąć z domu wszelkie ślady krwi, zawieść pocięte zwłoki do jeziora, wrócić i zapomnieć wszystko. Złego stanu swego „chorego psychicznie” syna przez ponad 20 lat nie zauważyła matka, która jest psychiatrą”.

Ten tekst jest jednym, wielkim kłamstwem. Po pierwsze, syn nie zapomniał o swojej zbrodni, przyznał się do niej podczas przesłuchania. Po drugie, technicy policyjni ZNALEŹLI ślady krwi w domu Eugeniusza Wróbla. Po trzecie, syn miał problemy psychiczne, był leczony, więc raczej jego matka wiedziała o tym. Ostatecznie, specjalna komisja działająca przy Instytucie Neurologii i Psychiatrii w Warszawie, potwierdziła, że był niepoczytalny w chwili zabójstwa. Mężczyzna trafił do zakładu psychiatrycznego w Branicach.

Od czasu śmierci Eugeniusza Wróbla powstały setki innych symulacji, potwierdzających jak i zaprzeczających jego wersji. Ludzie którzy je tworzyli są zdrowi i żywi. Symulacja profesora i tak poszła już w świat, więc nie było powodu by go zabijać. Mleko już się przecież wylało.

Źródła:


http://spoleczenstwo.newsweek.pl/byly-wiceminister-nie-zyje-jego-syn-podejrzany-o-zabojstwo,66422,1,1.html


http://www.se.pl/wydarzenia/kraj/syn-eugeniusza-wrobla-nie-odpowie-za-morderstwo-ojca-bo-jest-niepoczytalny_162502.html


http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/461673,zabojstwo-eugeniusza-wrobla-zabojca-jest-juz-w-szpitalu,id,t.html

8. Ryszard Kuciński, prawnik Andrzeja Leppera, który zdeponował u niego dokumenty, zawierające wiedzę na temat prominentnych polityków. Zmarł w maju 2011 r.”

52 lata. Zmarł z powodu zawału. Nie ma żadnych źródeł potwierdzających, że Andrzej Lepper faktycznie zdeponował u niego dokumenty (poza kontrowersyjnym wywiadem z Sakiewiczem). Na pewno miał wiele powodów do stresu, bo wcześniej zamieszany był w afery korupcyjne i przyjmował kontrolowane łapówki (więcej w pierwszym źródłowym linku).

Źródła:


http://polskiepanstwopodziemne.wordpress.com/2012/10/11/ujawniamy-szczegoly-sledztwa-ws-korupcji-w-sn/#more-3519


http://rebelya.pl/post/198/kim-by-tajemniczy-adwokat-leppera


http://www.nekrologi.net/11540428

9. Wiesław Podgórski – doradca Andrzeja Leppera, znaleziony martwy w biurze Samoobrony pod koniec czerwca 2011 r. Jako przyczynę śmierci podano „samobójstwo.”

Konkretniej, Wiesław Podgórski był doradcą do spraw kultury i dziedzictwa narodowego. Przez całą swoją karierę, jego głównym postulatem i celem było stworzenie w Grunwaldzie pomnika upamiętniającego bitwę z 1410 roku. Nie mamy szerszych informacji o jego samobójstwie, ale działacze Samoobrony nie podejrzewali żadnych matactw czy morderstwa. Nie miał dostępu do tajnych informacji. Był jednym z setek znajomych/współpracowników Andrzeja Leppera, którzy w dużej części żyją.

Źródła:


http://tvp.info/informacje/polska/doradca-leppera-tez-odebral-sobie-zycie/5029182


http://www.fakt.pl/To-nie-pierwsze-samobojstwo-w-Samoobronie,artykuly,111275,1.html

10. W 2011 roku samobójstwo przez powieszenie popełnił [nazwisko utajnione], oficer Służby Kontrwywiadu Wojskowego, służący w Centrum Wsparcia Teleinformatycznego i Dowodzenia Marynarki Wojennej w Wejherowie. Żołnierz posiadał najwyższą klauzulę dostępu do materiałów niejawnych.”

Informacji nie ma zbyt wiele, bo i wiele być nie może. W końcu był to oficer Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Z udostępnionych materiałów wynika, że wykluczono udział osób trzecich w samobójstwie. Najwyraźniej, oficer miał problemy osobiste. Poza obowiązkami które wykonywał, nie ma żadnych przesłanek by twierdzić, że jego śmierć była przez kogoś planowana.

Źródła:


http://www.fakt.pl/Tajemnicza-smierc-oficera-kontrwywiadu,artykuly,108490,1.html


http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Oficer-polskiego-kontrwywiadu-powiesil-sie,wid,13577195,wiadomosc.html?ticaid=1f7a6&_ticrsn=5

11. Róża Żarska, adwokat Andrzeja Leppera, zmarła w lipcu 2011 r. w Moskwie”

W momencie śmierci nie była już adwokatem Andrzeja Leppera. Od 2007 roku odeszła z Samoobrony RP i wycofała z działalności politycznej. Była w składzie rady nadzorczej Podkarpackiego Centrum Hurtowego Agrohurt S.A. w Rzeszowie. Umarła mając 62 lata, w Warszawie, z powodu choroby nowotworowej.

Źródła:


http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/andrzej-lepper-traci-mecenasa,31545.html


http://www.polityka.pl/forum/1094140,psychologia-smierc-andrzeja-leppera.thread?sort=DESC


http://pl.wikipedia.org/wiki/R%C3%B3%C5%BCa_%C5%BBarska

12. Dariusz Szpineta – zawodowy pilot i instruktor pilotażu, ekspert i prezes spółki lotniczej, został znaleziony martwy w łazience ośrodka wczasowego w Indiach. Po powrocie do kraju miał przedstawić analizę katastrofy TU-154M. To kolejny człowiek, który podważał rządowo-FSB-owską wersję wydarzeń z 10 kwietnia.”

Śmierć rzeczywiście podejrzana i mogąca wzbudzać wątpliwości. Tylko podobnie jak w innych przypadkach, Dariusz Szpineta nie był jedyną osobą wskazującą na nieprawidłowości, nie miał siły przebicia w mediach. Czemu akurat jego powinno się unicestwić, a nie osoby które głośniej krzyczą o nieprawidłowościach przy badaniach lotu TU-154?

Źródła:


http://niezalezna.pl/20010-tajemnicza-smierc-w-indiach


http://blogmedia24.pl/node/54002

13. Generał Sławomir Petelicki, były dowódca jednostki „Grom”. Znaleziony martwy 16 czerwca 2012 roku. Ujawnił m.in. kwestię smsa rozsyłanego przez Sikorskiego z instrukcjami nt. Oficjalnej wersji przyczyn katastrofy. Głośno i otwarcie krytykował działania rzadu i prezydenta, zarówno w sprawie katastrofy smoleńskiej, jak i wielu innych.”

66 lat. Popełnił samobójstwo strzelając sobie w głowę z pistoletu. Wdowa po generale przyznała, że mąż ostatnimi czasy był apatyczny i wycofywał się z życia codziennego. Przestała go interesować rodzina, izolował się. Agnieszka Petelicka przyznała, że mylnie interpretowała zachowanie męża jako objaw starzenia się. Po fakcie domniemywa, że to mogło być wypalenie zawodowe lub depresja. Prokuratura po przeprowadzeniu śledztwa potwierdziła, że doszło do samobójstwa. To, że „seryjny samobójca” był odpowiedzialny za mord zostało wykluczone w śledztwie, ale niewątpliwie do śmierci przyczyniła się nieudolność oraz bierność rządu w sprawach wojskowych, która odbiła się na psychice ambitnego generała.

Źródła:


http://pl.wikipedia.org/wiki/S%C5%82awomir_Petelicki


http://www.fakt.pl/Gen-Slawomir-Petelicki-mial-na-pienku-Komu-podpadl-Slawomir-Petelicki-Dlaczego-Petelicki-popelnil-samobojstwo-,artykuly,163803,1.html


http://www.fakt.pl/Wdowa-o-smierci-Petelickiego-Wdowa-Agnieszka-Petelicka-o-mezu,artykuly,177147,1.html


http://www.fakt.pl/Koniec-sledztwa-w-sprawie-smierci-Petelickiego,artykuly,176477,1.html


http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Sporzadza-profil-psychologiczny-gen-Slawomira-Petelickiego,wid,14936088,wiadomosc.html?ticaid=1f7a8&_ticrsn=3

14. Andrzej Lepper, szef „Samoobrony” oraz były wicepremier, 5 sierpnia 2011 został znaleziony martwy w swym biurze w Warszawie. Według informacji przedstawicieli policji popełnił samobójstwo poprzez powieszenie się.”

Chyba najbardziej kontrowersyjna sprawa. Prokuratura nie znalazła śladów osób trzecich i uznała, że doszło do samobójstwa. Do boju ruszyli domorośli detektywi, którzy zaczęli mieszać relacje, pisać nieprawdę oraz mówić o dowodach których nie było. Co mogło być powodem samobójstwa? Powodów było mnóstwo. Problemy finansowe, choroba syna, niepowodzenia w polityce, problemy z prawem. Andrzej Lepper był chyba jednym z najbardziej narażonych na myśli samobójcze polityków. Odrzucony przez starych sojuszników, odstawiony od życia politycznego, możliwe, że oszukany przez służby specjalne. Partią na którą mógł mieć najwięcej „haków” było PiS, z którym współpracował i które zrobiło go „w balona”. A informacje które zdobyli prawicowi dziennikarze dziwnym przypadkiem przepadły…

Zwolennicy teorii o morderstwie podają trzy argumenty za zabójstwem: rusztowanie nieopodal budynku, program telewizyjny zatrzymany na przemówieniu Donalda Tuska i otwarte okna. Niestety, moim zdaniem to zły trop. Rusztowanie było zbyt daleko by można było wejść do pokoju w którym urzędował Andrzej Lepper, nie było też gzymsu po którym dałoby się przejść. Program telewizyjny zapewne oznacza, że samobójca nie popierał polityki rządu i chciał dać temu wyraz po swojej śmierci. Otwarte okno jest najbardziej podejrzane, ale polityk Samoobrony nie musiał akurat w tym momencie działać logicznie (miał klimatyzację w pokoju). Ciężko zrozumieć co się dzieje w głowie osoby popełniającej samobójstwo, a powodów by ostatni raz zasmakować miejskiego powietrza było bez liku.

Źródła:


http://www.ivrp.pl/viewtopic.php?p=133441


http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/andrzej-lepper-nie-zyje-popelnil-samobojstwo,213636.html


http://www.se.pl/wydarzenia/kraj/andrzej-lepper-popelnil-samobojstwo-prokuratura-umorzyla-sprawe_288543.html

15. Płk. Leszek Tobiasz – były oficer WSI, główny światek w „aferze marszałkowej”. Zmarł 17.02.2012 podczas balu OHP („zatańcował się na śmierć”), rzekoma przyczyna zgonu: niewydolność krążenia. 01.03.2012 miał być głównym świadkiem w tzw. aferze marszałkowej, bliski współpracownik byłego szefa Wojskowych Służb Informacyjnych Marka Dukaczewskiego, żołnierz byłych WSI. 1 marca płk. Tobiasz miał po raz pierwszy zeznawać przed sądem w sprawie rzekomej korupcji przy weryfikacji żołnierzy WSI. Miała też być przeprowadzona jego konfrontacja z Bronisławem Komorowskim.”

55 lat. Zmarł na zawał serca podczas imprezy integracyjnej pracowników Mazowieckiej Wojewódzkiej Komendy OHP. Podczas tańca z partnerką upadł, uderzył głową o parkiet i stracił przytomność. Mimo podjętej przez wezwanego lekarza reanimacji, nie udało się go ocalić. Na zabawie było kilkadziesiąt osób, więc raczej ciężko o atak „seryjnego samobójcy”. Wiele osób pisze, że miał swoimi zeznaniami pogrążyć Bronisława Komorowskiego, co jest, za przeproszeniem, skrajną głupotą i idiotyzmem, bo to dzięki obecnemu prezydentowi Leszek Tobiasz zgłosił sprawę Krzysztofowi Bondarykowi, a dalej ABW i prokuraturze. Sprawa, mimo śmierci świadka, została doprowadzona do końca i skorumpowany dziennikarz oraz jeden ze skorumpowanych pułkowników WSI, poddali się karze.

Źródła:


http://www.rp.pl/artykul/812144.html


http://www.eostroleka.pl/jak-zmarl-leszek-tobiasz-nieumyslne-spowodowanie-smierci,art28371.html


http://www.eostroleka.pl/nie-zyje-leszek-tobiasz-czlowiek-ktory-mogl-obciazyc-prezydenta,art28328.html


http://wasilijstiepanowicz.nowyekran.pl/post/52957,plk-leszek-tobiasz-podczas-tanca-przewrocil-sie-i-umarl

16. Prof. Jerzy Szaniawski – historyk, dziennikarz, sowietolog, wykładowca WSKSiM, ostatni więzień PRL – zginął w Tatrach 5.09.2012, spadł w przepaść. Miał 68 lat. Niezłomny człowiek walczący z komunizmem, krytycznie podchodzący do ustaleń przyczyny katastrofy smoleńskiej, otwarcie mówiący o zamachu.”

Miał chore serce (o czym zresztą mówił sam Antoni Macierewicz). Swoją wyprawę, mimo rozsądnego wieku, zaplanował na Orlej Perci (najtrudniejszym i najbardziej niebezpiecznym szlaku Tatr Wysokich). Schodził z Zawratu na Świnicę. Podczas tragedii BYLI ŚWIADKOWIE, turyści, którzy widzieli spadające ciało profesora i natychmiast zawiadomili TOPR. Ratownicy przetransportowali Szaniawskiego do Zakopanego, przeprowadzano reanimację, niestety nie udało się go uratować. Sprawa jest pewna i wyjaśniona. Jego syn odżegnał się od tekstu portalu wPolityce.pl, sugerującym, że za zamachem stoją Rosjanie. Podczas pogrzebu profesora doszło do skandalicznych zamieszek.

Źródła:


http://pl.wikipedia.org/wiki/Orla_Per%C4%87


http://www.fakt.pl/Drugi-profesor-od-Smolenska-nie-zyje-,artykuly,176603,1.html


http://www.fakt.pl/Syn-profesora-Szaniawskiego-prosi-portal-wPolityce-pl-Uszanujcie-nasza-rodzine,artykuly,176261,1.html


http://www.fakt.pl/Dramat-w-Tatrach-Jozef-Szaniawski-nie-zyje-Turysta-spadl-w-przepasc,artykuly,176099,1.html


http://www.se.pl/wydarzenia/kraj/jerzy-szaniawski-na-jego-pogrzebie-wybuchla-awantura-rydzyk-byl-oklaskiwany_279414.html

17. Prof. Jerzy Urbanowicz – zmarł 6.09.2012 r. w nocy. Miał 61 lat. Matematyk, kryptograf. 6 września 2012 zasłabł w swoim domu. W karetce doznał zawału. Drgui zawał nastąpił już w szpitalu, gdy oczekiwał na przyjęcie. Prof. Urbanowicz odkrył, że podczas kilku ostatnich wyborów PKW przesyłała głody do podliczenia na rosyjskie serwery. Jego śmierć nastąpiła w dniu opublikowania jego raportu na temat możliwości sfałszowania wyborów. Był sekretarzem komitetu organizacyjnego konferencji poświęconej badaniom katastrofy polskiego TU-154 w Smoleńsku metodami nauk ścisłych, która odbyła się 22 października 2012 roku.”

Śmierć z góry uznana za element spiskowy, artykuł na stronie Radia Maryja z miejsca doniósł o „zaskakującej” śmierci, mimo że profesor miał już swoje lata i był chory na serce (co zresztą znowu Antonii Macierewicz przyznał). Świadom swojego złego stanu fizycznego, na chwilę przed zasłabnięciem odwołał swoje spotkania. Konferencja i tak się odbyła, bez jego uczestnictwa. Raport dotyczący serwerów również się ukazał (chociaż kto zna się na komputerach ten wie, że umiejscowienie serwera nie musi jednoznacznie wpływać na modyfikację treści). Brak JAKICHKOLWIEK dowodów na zabójstwo.

Źródła:


http://www.radiomaryja.pl/informacje/zaskakujaca-smierc-prof-jerzego-urbanowicza/


http://wpolityce.pl/wydarzenia/35706-nasz-wywiad-macierewicz-sp-jerzy-urbanowicz-chcial-by-konferencja-naukowa-toczyla-sie-wokol-tez-biniendy-nowaczyka-i-szuladzinskiego


http://www.naszdziennik.pl/wp/9290,profesor-jerzy-urbanowicz-nie-zyje.html


http://mike-recz.salon24.pl/446166,biuletyn-pis-kopie-zmarlego-prof-urbanowicza

18. Dr inż. Włodzimierz Abramowicz – jeden z najlepszych na świecie specjalistów od zagadnień kontaktowych, czyli zderzeń obiektów takich jak samoloty, statki, samochody. Z jego dokonań i programów zderzeniowych korzystały dziesiątki firm na świecie. Dokładnie ktoś taki powinien wyjaśnić nam, co się stało w Smoleńsku. I chciał wyjaśnić.”

Z informacji do których dotarłem wynika, że miał 60 lat. Zmarł z powodu zawału serca. Na temat jego śmierci jest bardzo mało informacji w internecie. Rzeczywiście, razem z innym naukowcem prowadził badania dotyczące katastrofy w Smoleńsku których nie dokończył.

Źródła:


http://nekrologi.wyborcza.pl/0,11,,144314,W%C5%82odzimierz-Abramowicz-kondolencje.html


http://nekrologi.wyborcza.pl/0,11,,144993,W%C5%82odzimierz-Abramowicz-inne.html


http://rebelya.pl/forum/watek/50444/


http://lubczasopismo.salon24.pl/ksiegahanby/post/455169,jak-zmarl-dr-wlodzimierz-abramowicz

19. Dr Dariusz Ratajczak – historyk, tzw. rewizjonista holocaustu, wydalony z „wilczym biletem” z Uniwersytetu Opolskiego. Jego zwłoki w stanie rozkładu znaleziono 11.06.2010 w samochodzie zaparkowanym przed sklepem Karolinka w Opolu. Z zapisu kamer monitoringu przed sklepem wynika, że samochód z ciałem w środku przemieszczał się po mieście.”

Prokuratura doprowadziła sprawę do końca, powodem śmierci było zatrucie alkoholowe i samobójstwo. Sekcja zwłok nie wykryła udziału osób trzecich. Mężczyzna w żaden sposób niezwiązany z katastrofą Smoleńską ani obecnymi władzami, był krytykowany za odmienny punkt widzenia odnośnie Oświęcimia i Żydów. Miał duże problemy emocjonalne, wydalony z Uniwersytetu pracował między innymi przy odśnieżaniu. Jego kariera się załamała. Środowisko naukowe nie brało jego słów na poważnie, nie było powodu by go zamordować. W żadnych mediach nie ma informacji o tym, że samochód w magiczny sposób sam jeździł, ani że sfilmował to monitoring.

Źródła:


http://stary.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100618&typ=po&id=po42.txt


http://opole.gazeta.pl/opole/1,35086,8022812,Pod_Karolinka_znaleziono_cialo_bylego_pracownika_UO.html


http://opole.gazeta.pl/opole/1,35086,8102947,Zatrucie_alkoholowe_przyczyna_smierci_dra_Ratajczaka.html


http://www.poranny.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20100619/KRAJSWIAT/566349035

20. Jerzy Pronobis – prezes spółki Club&Travel, która zajmowała się rozprowadzaniem lukratywnych biletów na Euro 2012, miał związek z tzw. Taśmami Laty.”

59 lat. Kolejne samobójstwo nie związane w żaden sposób z rządem ani katastrofą w Smoleńsku, a jednak wrzucone na listę (chyba ot tak, aby było więcej ludzi). Jerzy Pronobis rzucił się pod pociąg. Odpowiadał za rozprowadzanie biletów na Euro 2012, był krytykowany za sposób w jaki się to odbywa. I… tyle. Nie stanowił zagrożenia ani dla rządu, ani dla PZPN (które zrzuciłoby całą winę na niego), był tylko współpracownikiem i nie miał żadnych tajnych informacji.

Źródła:


http://nekrologi.wyborcza.pl/0,11,,165986,Jerzy-Piotr-Pronobis-nekrolog.html


http://niepoprawni.pl/blog/8/plaga-samobojstw-nie-zyje-jerzy-pronobis


http://euro2012.fakt.pl/Jerzy-Pronobis-wspolpracownik-PZPN-nie-zyje-Mezczyzna-wpadl-pod-pociag,artykuly,164459,1.html

21. Artur Zirajewski ps. Iwan (zm. 03.01.2010) – jeden z głównych świadków w sprawie zabójstwa komendanta głównego policji Marka Papały.”

Następny przypadek niepowiązany z rządem ani katastrofą w Smoleńsku. Okoliczności śmierci rzeczywiście są dziwne. Media podawały, że popełnił samobójstwo. Minister sprawiedliwości – że dostał zatoru płucnego, związanego z próbą ucieczki (przez przyjęcie nadmiernej ilości leków psychotropowych). Przed śmiercią złożył zeznania. Za niekompetencję w ochronie świadka został zwolniony zastępca dyrektora Aresztu Śledczego Gdańsk, major Waldemar Kowalski.

Źródła:


http://pl.wikipedia.org/wiki/Artur_Zirajewski


http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114873,7416287,Sprawa_Papaly__Artur_Zirajewski____Iwan__nie_zyje.html


http://kryminalne.trojmiasto.pl/Zirajewski-chcial-uciec-zmarl-przez-zator-n49306.html

22. Piotr M. (zm. 18.05.2011) – oficjalna przyczyna śmierci – samobójstwo. Były szef malborskiej policji, powiązany z magią paliwową.”

Kolejna osoba wzięta nie wiadomo skąd. Afera z Piotrem M. rozpoczęła się już w 2004 roku i trwała bardzo długo. Naciskany przez prokuraturę, sfałszował zeznania przeciwko jednej z posłanek SLD, za rządów PiSu. W więzieniu dręczony gorzej niż pedofil z racji na to, że był policjantem. Powody samobójstwa są oczywiste. Po więcej informacji odnośnie afery zapraszam do pierwszego linku w źródłach.

Źródła:


http://www.przeglad-tygodnik.pl/pl/artykul/przyjdzie-pora-na-prokuratora


http://www.dziennikbaltycki.pl/artykul/406058,malbork-policjant-piotr-m-popelnil-samobojstwo,id,t.html?cookie=1


http://trojmiasto.gazeta.pl/trojmiasto/1,35612,9630929,Samobojstwo_podejrzanego__ktory_falszywie_oskarzyl.html

23. Marek Rosiak (19.10.2010) – zamordowany pracownik biura poselskiego posła Janusza Wojciechowskiego. Były członek PO – Ryszard C. zamordował M. Rosiaka z PiS i powaznie ranił drugą osobę z tej partii. Jak samo powiedział – jego „celem” był Jarosław Kaczyński.”

Sprawa jasna, niewymagająca komentarza i nijak nie wpisująca się w skryte działania „seryjnego samobójcy”. Marek Rosiak został zamordowany przez osobę, która nie wytrzymała konfliktu na linii PO-PiS.

24. Jarosław Przygodzki – wiceszef sejmiku woj. świętokrzyskiego, radny Prawa i Sprawiedliwości (zm. 10.09.2012) – ciało samorządowca z raną postrzałową znaleziono w gminie Końskie.”

48 lat. Od dłuższego czasu miał problemy zdrowotne, nie brał aktywnego udziału w życiu politycznym i samorządowym. Zrezygnował z członkostwa w zarządzie powiatowym Prawa i Sprawiedliwości. Leczył się. Układ sytuacyjny na miejscu zdarzenia wskazywał na samobójstwo. Posiadał pozwolenie na broń, więc miał możliwość dokonać sam czynu. Był jednym z wielu radnych, nie wyróżnił się żadnymi insynuacjami przeciwko rządowi lub strukturom państwa.

Źródła:


http://www.echodnia.eu/apps/pbcs.dll/article?AID=/20120910/POWIAT0105/120919949


http://www.se.pl/wydarzenia/kraj/jaroslaw-przygodzki-nie-zyje_278457.html


http://wiadomosci.onet.pl/regionalne/kielce/nie-zyje-jaroslaw-przygodzki-wiceszef-sejmiku-woj-,1,5242791,wiadomosc.html


http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/681599,Samorzadowiec-Jaroslaw-Przygodzki-nie-zyje

25. Remigiusz Muś (zm. 26.10.2012) – chorąży, bardzo ważny świadek w śledztwie smoleńskim, fakty przez niego podawane przeczyły oficjalnym ustaleniom, ujawnił między innymi, że kontroler z wieży na smoleńskim lotnisku, wydał pilotom TU 154M komendę o zejściu na wysokość 50 metrów, jest to dowód na sfałszowanie wszystkich raportów, które mówią o komendzie 100 m ze strony kontrolerów. Chorąży Muś mówił także o odgłosie 2 wybuchów które słyszał w momencie katastrofy. „Powiesił się” w piwnicy bloku, w którym mieszkał.”

Remigiusz Muś wyszedł z mieszkania o godzinie 22, nie mówiąc żonie gdzie idzie, ani kiedy wróci. Półtorej godziny później jego żona znalazła go w piwnicy. Wisiał na linie. Czy w półtorej godziny, mordercy zdołaliby pokonać chorążego, obezwładnić, przenieść do zamkniętej normalnie piwnicy, powiesić i usunąć wszystkie ślady dokonanej zbrodni? Pewnie tak, nieźli z nich w końcu profesjonaliści. Nie odnaleziono żadnych śladów wskazujących na zabójstwo. Zwłoki miały bruzdę wisielczą. W połowie listopada będziemy znali wyniki badań toksykologicznych. Policja dotarła do informacji, że cierpiał na depresję, a w ostatnich dniach przed śmiercią był wyjątkowo przygnębiony. Jego żona spodziewała się, że może sobie coś zrobić.

Całą wiedzę którą posiadał już przekazał. Media i prokuratura dysponują zeznaniami Remigiusza Musia. Jeżeli ktoś chciał, by informacje jakie znał nie ujrzały światła dziennego – spóźnił się o ponad dwa lata.

Źródła:

Leszek Szymowski, Tajemnicza śmierć technika, „Tygodnik Angora” 2012,  nr 45, s. 12 – 13.


http://niezalezna.pl/34280-dlaczego-zginal-remigiusz-mus


http://www.se.pl/wydarzenia/kraj/remigiusz-mus-popelnil-samobojstwo-zona-czula-ze-chce-sie-zabic_289329.html

I tak oto dotarliśmy do końca tej listy, wyjaśniając w sposób logiczny zgony dwudziestu pięciu osób, bez użycia teorii spiskowych czy zarzutów o umyślne morderstwa ze strony władzy. Daliśmy radę? Daliśmy. Nie jest to oczywiście jedyna wersja obowiązująca, ludzie powinni zadawać pytania gdy mają wątpliwości. Mam nadzieję, że chociaż trochę tych wątpliwości rozwiałem. Autor demotywatora napisał – „każda z tych informacji jest prawdziwa – użyjcie Google’a”. Jak widać, nie każda.

Krótkie podsumowanie. 25 ofiar uznawanych za ofiary „seryjnego samobójcy” zginęło w następujący sposób:

13 osób – samobójstwo

7 osób – choroba (sepsa, zawał serca, nowotwór)

2 osoby – wypadek samochodowy

2 osoby – zabójstwo

1 osoba – wypadek w górach

Wszystkie śmierci da się wyjaśnić i niemalże wszystkie wyjaśniła prokuratura. Aż 7 osób zmarło z powodów naturalnych – choroby. Większość osób była po pięćdziesiątce, na bardzo odpowiedzialnych stanowiskach. Wbrew temu co mówią niektóre osoby, nie wszystkie przypadki miały miejsce w piątki, gdy zwłoki można badać dopiero w poniedziałek. Podałem do wszystkiego źródła. Część ludzi została wciśnięta na siłę, nie mając żadnego związku ze sprawą Smoleńska lub rządem RP, tylko po to, by łatwiej omamić czytelników.

Prawdę mówiąc, napisałem ten tekst a ciągle nie wiem skąd wynika ta mitologizacja śmierci. Czy te osoby, stojące na wysokich stanowiskach i z pozoru twarde są niczym antyczni herosi, których przecież nie może zmóc zwykła depresja lub choroba? Są nadludźmi bez problemów, a ich śmierć jest niemożliwa? Przytoczyłem na początku tekstu dane dotyczące samobójstw oraz zgonów Polsce (a w trakcie opisywania przypadków poszczególnych osób także statystyki wypadków drogowych). Czy naprawdę tak ciężko uwierzyć lub logicznie spojrzeć na to, że te osoby które umierały w ciągu trzech lat są tylko drobną cegiełką w murze całości zgonów? Są, nie uwłaczając ich pamięci, małym pyłkiem pośród dziesiątek tysięcy innych polityków, dziennikarzy, profesorów i wojskowych?

Dzień w dzień obserwujemy śmierci naszych bliskich, znajomych, rodziny. Często śmierć w młodym wieku, często śmierć tragiczną. Ile było przypadków, gdy człowiek popełnił samobójstwo, a my nie mieliśmy pojęcia, że coś go dręczy? Czemu człowiek który chce opuścić ten świat ma zawsze zostawiać list pożegnalny? Te listy zostawiają głównie osoby mające nadzieję na powrót do normalności, na zauważenie ich problemów i magiczne rozwiązanie. Samobójca pewny swojej decyzji wie, że nie łączy go nic ze światem. A gdy zginie, nie będzie musiał się martwić tym co pozostawił.

Oczywiście większość moich argumentów da się zbić jednym stwierdzeniem – „prokuratura także jest na usługach obcego reżimu i fałszuje wszystkie zgony”. Ewentualnie „lekarze dają fałszywe oświadczenia i sekcje zwłok”. Ponownie, zastanówmy się, czy można kontrolować tak ogromną liczbę ludzi, pracującą w różnych miejscach Polski by wykonywali bez szemrania rozkazy i nie chlapali jęzorem o naciskach wrogiego wywiadu? Pewnie można. Ale czy to ma miejsce? Brak dowodów, moi państwo.

Mam nadzieję, że ktoś przeczyta ten tekst w całości (mimo, że jest dość długi) i następnym razem, gdy zobaczy w internecie wiadomości o tajemniczym mordercy-samobójcy (Tuskoputinie), zastanowi się dwa razy, spróbuje obrócić szachownicę i wyjaśnić sprawę najpierw w sposób logiczny, bez posiłkowania się teoriami o zamachach i spiskach, na które nie ma konkretnych dowodów.