Już piąty rok trwa obrona smoleńskiej twierdzy

Mija piąty rok walki o „smoleńską twierdzę pamięci”, powstałą po tragicznej katastrofie lotniczej. To groteskowe i schizofreniczne oblężenie w którym na próżno szukać logiki. Od początku obrońcy są agresorami niszczącymi mury własnej cytadeli.

Mamy za sobą piątą rocznicę katastrofy smoleńskiej. Chciałoby się powiedzieć: „nareszcie, w końcu mamy na rok z głowy tę żałobę”, ale po pierwsze nie wypada, a po drugie chyba tylko głupi by uwierzył, że w ciągu najbliższych paru miesięcy nie czekają nas kolejne rewelacje o „zamachu” czy nawiązania do „męczeńskiej śmierci bohaterów”. Medialno-polityczny taniec na grobach trwa już dłużej niż prawdziwe oblężenia Smoleńska z XVII wieku. Pamięć o zmarłych i szacunek dla nich miesza się z ośmieszającymi epitetami padającymi z ust samozwańczych obrońców.

„O zmarłych mówi się dobrze albo wcale”. Pisząc o katastrofie smoleńskiej powinno się je nieco uzupełnić: „o zmarłych mówi się dobrze albo wcale, jednak zbyt wiele pochlebstw może postawić zmarłego w złym świetle”. Obrońcy twierdzy wytaczają potężne armaty chcąc udowodnić, że ofiary tragedii były bohaterami, nadludźmi bez których Polska skazana jest na upadek. Nie zauważają, że mury kruszą się pod ciężarem dział.

Nie można bowiem traktować poważnie słów o „męczeńskiej śmierci”, „usuwaniu elity będącej przedmurzem cywilizacji zachodniej” która „broniła Polski i Europy” i „poświęciła się by zatrzymać imperializm rosyjski”. Takie słowa są zrozumiałe, gdy wygłaszamy je w wąskim gronie przyjaciół i rodziny zmarłego, w dniu pogrzebu. Jednak tworzenie „herosa” pod publikę, w celach politycznych, ku uciesze gawiedzi, wydaje mi się zwyczajnie niesmacznie.

W naszej kulturze każda osoba publiczna która zmarła musi być kimś nadludzkim, nadzwyczajnym, postacią podobną do protagonisty z kreskówek, książek lub filmów. Jej czyny mają odznaczać się poświęceniem, bohaterstwem i odwagą. Żołnierz, który poległ w powstaniu warszawskim zawsze jest wtłoczony w pewien niezmienny szablon. To odzieranie kogoś z indywidualności i charakteru. To zamykanie ust żałobnikom, mającym odmienne zdanie.

Samo tworzenie bohaterów ze zmarłych nie jest jeszcze czymś niegodziwym. Odrazę budzi jednak wykorzystywanie ich jako broni w egoistycznych bitwach, kreowanie na trumnach nowych, żywych przywódców i tworzenie wybuchowej mieszanki z żałoby i nienawiści.

W piątą rocznicę katastrofy smoleńskiej to nie zmarli byli najważniejsi. Tłum „obrońców” skandował imiona żywych, a wodzirej wskazywał palcem na wroga, którego trzeba zniszczyć. Ubierał wszystko w niezbyt wymagające, ale docierające do rozemocjonowanego zgromadzenia symbole. My – dobrzy. Oni – źli. My – prawda. Oni – kłamstwo. My – krzyż, tradycja, dobrobyt. Oni – profanacja, zepsucie, upadek. My – zgoda i pokój. Oni – nienawiść i wojna. My – wolna, niepodległa i silna Polska. Oni – zniewolona, zależna i słaba Polska. To najbardziej prymitywna (i najbardziej skuteczna) propaganda stosowana przez wszystkich polityków i media, od prawa do lewa, którą każdy z nas karmiony jest od dziecka.

Jej użycie nie powinno nikogo dziwić – najlepiej przecież działa w chwili, gdy emocje biorą górę. Dzień żałoby to idealna pora by zmobilizować szeregi do dalszej obrony twierdzy. Dowódcy zrobią wszystko w imię własnych celów.

A mur po każdej salwie armat coraz bardziej się kruszy i rozpada…

Tekst można przeczytać również nie:
http://wiadomosci.onet.pl/juz-piaty-rok-trwa-obrona-smolenskiej-twierdzy/4q44d3

Łakomi posłowie – ośmiorniczki, wosk z uszu i kiełbasa wyborcza

Osoby krytykujące jakość polskiej polityki określają czasem Sejm mianem koryta. Te słowa wzięła sobie do serca posłanka Pawłowicz, która, chociaż nie jest stworzeniem parzystokopytnym, postanowiła najeść się do syta podczas obrad na Sali Posiedzeń. To nie pierwszy, i zapewne nie ostatni raz, gdy opinię publiczną elektryzuje afera związana z jedzeniem.

Sprawa głodnej posłanki Krystyny Pawłowicz jest kolejnym skandalem, wywołanym przez niefrasobliwość członków PiS. Media „niezależne” zastanawiają się, czemu media „mainstreamu” piszą tylko o opozycji. Oto odpowiedź: bo jest o czym pisać. Najbardziej jednak dziwi to, że posłanka, doktor habilitowany nauk prawnych i nauczycielka akademicka, nie potrafi przyznać się do błędu. Jak by zareagowała, gdyby na jej zajęciach, podczas wygłaszanego wykładu, studenci wyjęli sobie kanapki i zaczęli się nimi zajadać? To sytuacja nie do pomyślenia. A wystarczyła odrobina subtelności. Siedząca obok Krystyny Pawłowicz posłanka Józefa Hrynkiewicz (również z PiS) jadła jabłko i nikt nie zwrócił jej uwagi, bo robiła to taktownie.

Tymczasem umiar i kultura są cnotami, o czym mówił sam prezes partii, Jarosław Kaczyński. Po debacie ws. odwołania rządu, zwracając uwagę na wystawny styl życia szefa rządu, Donalda Tuska, wspominał: „Ja, kiedy byłem premierem, jadłem wyjątkowo ohydne obiady w kancelarii premiera. Chociaż twarz mi wykręcało, to jadłem”.

Ani prezes PiS, ani Krystyna Pawłowicz, nie wiedzą jednak czym jest prawdziwy głód. W 2013 roku parlamentarzysta z Australijskiej Partii Pracy (ALP), Gary Gray, podczas przemowy swojego kolegi w Izbie Reprezentantów, posilał się własnymi włosami. Sześć lat wcześniej, ówczesny lider jego ugrupowania, Kevin Rudd, został przyłapany przez kamerę, gdy delektował się smakowitą woskowiną z ucha.

Po co się jednak męczyć i głodować na sali obrad, gdy można coś przekąsić poza nią? Podczas debaty o przyszłości energetyki jądrowej w Polsce w 2011 roku, posłowie Platformy Obywatelskiej, Cezary Grabarczyk, Andrzej Biernat, Ireneusz RaśStanisław Żmijan nie mieli zamiaru pozwolić by burczenie w brzuchach przeszkodziło im w pracy. Dlatego opuścili budynek Sejmu i udali się do pizzerii, by w dobrych nastrojach spożyć zasłużony posiłek.

O wiele gorzej jest, gdy jedzenie nie budzi radości, a prowadzi do skandali. Na pizzę miał również chętkę były minister spraw zagranicznych, Radosław Sikorski, któremu ciepły posiłek dostarczyli usłużnie oficerowie Biura Ochrony Rządu. Dzięki tej spektakularnej akcji, żołądek ministra został skutecznie ochroniony przed głodem. Niestety, bohaterstwa BORu nie doceniły media i opozycja, które skrytykowały Sikorskiego za wykorzystywanie funkcjonariuszy.

Gdy poseł Stefan Niesiołowski, nie uwierzył w dane Polskiej Fundacji Pomocy Dzieciom „Maciuś” o wysokim odsetku niedożywionych dzieci w Polsce, podparł swą krytykę tym, że jako dziecko jadł szczaw i mirabelki, i nie chodził głodny. Z jakiegoś tajemniczego powodu, opinia publiczna nie przyjęła tych pięknych, dziecięcych wspomnień zbyt pozytywnie, a sam poseł został obwołany przez internautów Dietetykiem Roku.

Mirabelek i szczawiu nie musiał zbierać Radosław Sikorski, którego towarzyskie obiadki finansowano z budżetu MSZ. Na najsławniejszym, nagranym w restauracji Sowa & Przyjaciele, wydał ponad 1352 złotych. Szef NBP Marek Belka razem z Bartłomiejem SienkiewiczemSławomirem Cytryckim nie mogli być gorsi – na wspólną kolację wydali 1435 złotych. Zapłacili służbową kartą. Nie spodobało się to zbytnio wyborcom, których część musi przeżyć miesiąc za taką głodową sumę.

Warto wspomnieć, że zamówione przez naszych „wybrańców” dania były raczej kaloryczne. W tej materii, powinni wziąć przykład z polityków Republiki Południowej Afryki, którzy zwrócili uwagę na to, że posiłki w parlamentarnej restauracji są zbyt tłuste. „Gdy pojawiają się nowi parlamentarzyści są ładni i szczupli, jednak po jakimś czasie stają się otyli”, ostrzegała Sheila Sithole z Afrykańskiego Kongresu Narodowego. Patrząc na niektórych polskich polityków również można się zastanowić czy sejmowe obiadki nie wpłynęły na ich prezencję.

Większość naszych posłów nie ma jednak łatwego życia i stres sprawia, że chudną oni w oczach. Cztery lata temu, Jarosław Kaczyński zwrócił uwagę na to, że posłowie Platformy Obywatelskiej w chamski sposób podbierają na stołówce miejsca paniom z Prawa i Sprawiedliwości. Czy to możliwe, że po tylu latach posłanki z PiSu są dalej szykanowane przez niekulturalnych kolegów z PO? Czy Krystyna Pawłowicz zdecydowała się zjeść na sali sejmowej ze strachu przed atakiem na stołówce?

Odpowiedź na to pytanie pozostanie zapewne tajemnicą. Jednak pewnym jest, że posłowie zadbają by w przyszłym roku obywatele byli równie najedzeni, co oni sami. Kiełbasą wyborczą.

Tekst można przeczytać również na:

Gazeta Studencka „Tworzywo”:
http://www.tworzywo-online.pl/?p=2070

Inne teksty z serii „… jak poseł”:

Namiętny jak poseł
http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/683716,o-namietnosc-poslow—polskie-seksafery.html

Kulturalny jak poseł
http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/681883,kultura-slowa-poslow-czyli-kutasy-dziwki-murzynki-i-kurewstwo.html

Pijany jak poseł
http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/680633,pijany-jak-posel.html

Piotr Grzymowicz vs Czesław Małkowski – stabilność i seks vs zmiany i problemy

Ponad dwa lata temu, w tekście o „olsztyńskich bólpasach”, pisałem, że wyborcy są pamiętliwi i zapewne rozliczą Piotra Grzymowicza z jego złej passy”. Słowa stały się ciałem. W pierwszej turze wyborów wygrał Czesław Małkowski, czekamy na „dogrywkę”. Śmiać się? Czy płakać?

Nie wiem jak wiele osób wierzyło w to, że Czesław Małkowski odrodzi się niczym feniks z popiołów. Po wybuchu seks-afery można było odnieść wrażenie, że rządzący Olsztynem w latach 2001 – 2008 prezydent, został na zawsze wykluczony ze świata polityki. Nie udowodniono mu gwałtu, jednak sam przyznał się do kontaktów seksualnych z urzędniczką (żona zapewne nie była zadowolona), a w tle rozbrzmiewały odważne, perwersyjne słowa wypowiadane przez telefon i jęki na ratuszowej wieży. Wieża ratusza stała atrakcją turystyczną Olsztyna, bo wczasowicze pytają czasami przewodników wycieczek, czy to to słynne miejsce na którym Małkowski posuwał jedną z urzędniczek. Niestety, nie doceniono starań prezydenta w sferze promowania warmińsko-mazurskiej turystyki, bo dostał od mieszkańców kopa w tyłek.

Zdarzało się jednak, że niektórzy wspominali Małkowskiego, mówiąc: „a, za Małkowskiego było lepiej, przynajmniej spokój był i imprezy były”. Coś w tym jest. Obecny prezydent, Piotr Grzymowicz, zastał Olsztyn „drewniany”, a chce zostawić „zabetonowany”, za co mieszkańcy szczerze go nienawidzą. Zapoczątkowana przez niego budowa tramwajów jest męcząca dla kierowców, irytująca dla pasażerów komunikacji miejskiej (mają zostać usunięte niektóre linie autobusowe, co utrudni części studentów dotarcie na uczelnię), ciągle się opóźnia i ogólnie wszyscy, poza osobami sentymentalnymi wizjonerami, mają ją w dupie. Robienie inwestycji po to by „były”, bez konkretnego przemyślenia. I głupie obietnice. Miał być nowy stadion. I co? I nie ma. Miała być nowa hala. I co? I też nie ma! W dodatku usuwanie drzew i zieleni oraz betonowanie miasta, potępiane przez mieszkańców. Problemy z uszanowaniem organizacji pozarządowych i ich roli w procesie kreowania przestrzeni. Nie słuchanie obywateli i robienie wszystkiego po swojemu. Wielu też narzeka na brak dużych imprez, które wypromowałyby Olsztyn.

Część osób po prostu nie trawi Grzymowicza. Mieliśmy tego przedsmak, podczas nieudolnie zorganizowanej przez aktywistów Twojego Ruchu próby zorganizowania referendum w sprawie odwołania prezydenta (nieudanej). Te wszystkie zmiany, które „Grzymek” wprowadza, odczuwamy na co dzień. Wiele osób tęskni za Małkowskim. Jego rządy, do czasu feralnej seks-afery, były stabilne i spokojne. Jak mantrę powtarza się, że gdy rządził „Czesiek”, to było więcej imprez. A wiadomo – lud chce chleba i igrzysk.

Mój znajomy, który głosował na Czesława Małkowskiego w wyborach, zapytany o to czemu go lubi, odpowiedział: „bo jest chłodnym skurwysynem”. Ubrałbym to inaczej w słowa, jednak to niezłe określenie, gdy pominiemy wulgarny wydźwięk. Małkowski jest opanowany i ma niezmienny wyraz twarzy, co sprawia, że pamięć o „stabilności” jego czasów nie może odejść w zapomnienie. Ludzie gotowi są mu wybaczyć grzeszne uczynki w ratuszu. Wielu mieszkańców Olsztyna uważa nawet, że bzyknięcie urzędniczki w godzinach pracy jest pozytywnym zjawiskiem, bo pozwoliło określić orientację seksualną byłego prezydenta (wiadomo, że nie jest „pedałem”). Zresztą, kto by nie bzyknął, nie? Wiadomo, jak to jest.

Małkowski wydaje mi się podobny do Silvio Berlusconiego, jeżeli chodzi o kwestię seks-afer i przymykania oka przez wyborców na jego wyczyny. Ba, niektórzy mieszkańcy Olsztyna pochwalają „zdrową, męską aktywność”, ukazując, że spragnieni sensacji i dramy Polacy uwielbiają kult macho na włoską modłę. Niestety, byłemu prezydentowi brakuje charyzmy, pewności siebie i doświadczenia medialnego, którym może się poszczycić Berlusconi.

Już teraz rodzi to problemy. Czesław Małkowski wyraźnie stara się unikać mediów i mieszkańców. Nie przychodzi na debaty, nie odpowiada na pytania, wykręca się. Boi się starych oskarżeń i przytyków. Jeżeli znów zostanie prezydentem, erotyczna przeszłość będzie za nim podążała. Wypominana, na każdym kroku.

I o ile jestem w stanie wybaczyć seksualne słabości byłego prezydenta (bo kto takich nie ma?), to nie mogę zapomnieć, że swoje miłosne podboje realizował w godzinach pracy. Nie mogę zapomnieć, że ta afera będzie się za nim ciągnęła przez całą kadencję. Przede wszystkim jednak, nie mogę zapomnieć, że strach przed ośmieszeniem sprawia, iż Małkowski ucieka od mieszkańców, boi się konfrontacji z nimi i oponentami politycznymi. To nie Berlusconi, który śmieje się w twarz oskarżycielom. Polski sen o macho pryska.

Jestem zawiedziony olsztyńskimi wyborami prezydenckimi. Na pierwszym miejscu stanęły „mordy”, czyli znane twarze, budzące kontrowersje, których zwolennicy się zwalczają. Piszę o Małkowskim i Grzymowiczu – głosy na nich zostały zrodzone z antagonizmów, znajomości nazwisk, skojarzeń oraz niefrasobliwości mieszkańców. Potem – Arent i Wasilewska, reprezentantki PiS i PO, które nie mają nawet „mord”, mają tylko partie.

A na szarym końcu ci interesujący kandydaci, którzy szanowali wyborców, stawiali się na wszystkie debaty, odpowiadali na pytania, mieli naprawdę coś ciekawego do powiedzenia. Wyjątkowo mi żal dwóch Andrzejów – Maciejewskiego z Nowej Prawicy i Ryńskiego, który startował z własnego komitetu. Wyjątkowo ciekawe osobowości, które chciały słuchać mieszkańców, a nie tylko rzucać suchymi obietnicami wyborczymi i wpisywać się w konflikty. Ostatecznie ci panowie zostali zepchnięci na dalszy plan. Wielka szkoda.

Pozostaje nam teraz starcie „mord”, nie chcących rozmawiać z wyborcami i bojących się konfrontacji. Morda reprezentująca stabilność i seksualne afery zmierzy się z mordą reprezentująca rozwój, nietrafione inwestycje i problemy z nimi związane.

Na jaką mordę zagłosuję? Nie wiem czy w ogóle zagłosuję, bo nie chcę zostać pogryziony. Jeżeli jednak zdecyduję się na sadomasochistyczny eksces, to pewnie wybiorę tą, która częściej kontaktowała się z obywatelami Olsztyna i która odpowiadała na ich pytania „twarzą w twarz” zamiast tchórzyć. Do odważnych świat należy.

Czyli nie zagłosuję.

A buspasy o których pisałem dwa lata temu zrobiono. I… rzeczywiście, miło się po nich jeździ.

Wybory prezydenckie w Olsztynie – który kandydat najbardziej dba o kontakt z wyborcami w sieci i podczas debat? ZESTAWIENIE

Już w ten weekend mieszkańcy Olsztyna wybiorą nowego (?) prezydenta miasta. W szranki stanie ze sobą siedmiu kandydatów: Marcin Adamczyk (KW PSL), Iwona Arent (KW PiS), Piotr Grzymowicz (KWW Piotra Grzymowicza), Andrzej Maciejewski (KW Nowa Prawica Janusza Korwin-Mikkego), Czesław Małkowski (KWW Czesława Jerzego Małkowskiego), Andrzej Ryński (KWW Andrzej Ryński – Olsztyn przyjazny ludziom) i Anna Wasilewska (KW Platforma Obywatelska RP). To ostatni moment przed rozpoczęciem wyborów, by ocenić jak pretendenci poradzili sobie z kampanią samorządową.

Wielu mieszkańców Olsztyna będzie zapewne na ostatnią chwilę poszukiwało informacji o kandydatach, ich sylwetkach i programach. Może nawet zechcą się skontaktować z ich komitetami wyborczymi. Co robimy jak chcemy coś znaleźć? Włączamy Google, wpisujemy hasło, klikamy „wyszukaj”. Postanowiłem sprawdzić, i ocenić, jak kandydaci poradzili sobie z prezentacją swojej osoby w sieci i poza nią. Wbrew pozorom jest to bardzo ważna sprawa. W dzisiejszych czasach prezydent musi umieć dotrzeć do swoich wyborców z pomocą internetu, gdzie najłatwiej przekazać pewne informacje. Cały świat poddaje się ciągłej modernizacji technologicznej, a „szef” nowoczesnego, europejskiego miasta nie może być z tyłu, nawet jeżeli chodzi o odpowiednią promocję własnej osoby w sieci.

W zestawieniu pominąłem kwestię wystąpień indywidualnych kandydatów, plakatów i billboardów. To trudniej dostępne źródła, w dodatku zazwyczaj odznaczające się małą ilością konkretów, skupione na prostych hasłach i grafice. Istotne, szczegółowe informacje, konfrontacje kandydatów i odpowiedzi na pytania wyborców mówią więcej, od uśmiechniętej twarzy.

Zestawienie obejmuje:

  1. Pytania do komitetów wyborczych zadane przez organizację Forum Rozwoju Olsztyna
  2. Uczestnictwo w debatach prezydenckich
  3. Dostępność i informacje na stronie internetowej
  4. Posiadanie bloga i strony na Facebooku

Wszystkie te elementy zostaną poddane ocenie, a na samym końcu wpisu zobaczą Państwo kto najbardziej zadbał o to, by wyborcy mogli bez problemów dotrzeć do informacji o kandydacie, kto nie unikał konfrontacji z mieszkańcami podczas debat i komu zależy na odpowiednim, jasnym zaprezentowaniu swojej osoby.

1. Pytania do komitetów wyborczych zadane przez organizację Forum Rozwoju Olsztyna.

Forum Rozwoju Olsztyna jest jedną z olsztyńskich organizacji pozarządowych, która bardzo aktywnie angażuje się w życie miasta. Zorganizowali oni debatę prezydencką, przygotowali podsumowanie sześciu najistotniejszych głosowań Rady Miasta i wysłali do komitetów wyborczych pytania o tematyce kulturalno-społecznej, ekonomicznej i komunikacyjnej.

Przyszły prezydent Olsztyna musi umieć nawiązać dialog ze stowarzyszeniami. Jeżeli nie odpowie na pytania zadane przez organizację pozarządową, to przeciętny obywatel tym bardziej nie otrzyma potrzebnych informacji. To bardzo ważny przykład traktowania zainteresowanych programem wyborców. Wyjątkowe oburzenie budzi odpowiedź na pytania komitetu „Olsztyn Nasz Dom” (nie wystawili kandydata na prezydenta), który poinformował, że nie ustosunkuje się do pytań m.in. dlatego, że nie dotyczą one istotnych problemów Olsztyna, co jest wyrazem buty, chamstwa oraz braku poszanowania nie tylko dla FRO, ale też mieszkańców miasta. Pytania i odpowiedzi dostępne są: tutaj.

Na pytania komitetu odpowiedzieli:

-Andrzej Ryński (+1)

-Piotr Grzymowicz (+1)

-Andrzej Maciejewski (+1)

-Anna Wasilewska (+1)

Odpowiedzią nie zaszczycili:

-Iwona Arent (-1)

-Czesław Małkowski (-1)

-Marcin Adamczyk (-1)

Osoby, które nie odpowiedziały na pytania organizacji otrzymują punkt ujemny, bo umiejętność odniesienia się do problemów wyborców (nawet najnudniejszych) jest niezbędna, jeżeli chodzi o przeprowadzenie dobrej kampanii i przekazanie informacji. Równie ważna jak uczestnictwo w debatach.

2. Uczestnictwo w debatach prezydenckich

W Olsztynie zorganizowano całą serię debat wyborczych. Poniżej przedstawiam, którzy kandydaci brali udział w najważniejszych debatach, organizowanych przez: FRO, TVP Olsztyn, Gazetę Wyborczą, Gazetę Olsztyńską i Radio Olsztyn. Uczestnictwo w takim wydarzeniu pozwala mieszkańcom porównać odpowiedzi pretendentów i zobaczyć jak bardzo są zainteresowani przekazaniem wyborcom swojego programu. Dlatego za brak obecności na którejkolwiek z debat, również będą odejmowane punkty.

Debata zorganizowana przez Forum Rozwoju Olsztyna:

Uczestniczyli:

-Marcin Adamczyk (+1)

-Andrzej Maciejewski (+1)

-Andrzej Ryński (+1)

-Anna Wasilewska (+1)

Obecnością nie zaszczycili:

-Piotr Grzymowicz (-1)

-Iwona Arent (-1)

-Czesław Małkowski (-1)

Debata zorganizowana przez TVP Olsztyn:

-Obecni byli wszyscy kandydaci (+1)

Debata zorganizowana przez Gazetę Wyborczą:

-Obecni wszyscy kandydaci (+1) poza…

-…Czesławem Małkowskim (-1)

Debata zorganizowana przez Gazetę Olsztyńską:

-Obecni wszyscy kandydaci (+1) poza…

-…Marcinem Adamczykiem (-1)

Debata zorganizowana przez Radio Olsztyn:

-Obecni wszyscy kandydaci (+1) poza…

-…Czesławem Małkowskim (-1)

3. Dostępność i informacje na stronie internetowej

Najlepszym źródłem informacji udostępnianych przez kandydata jest strona wyborcza jego komitetu. To tam w pierwszej kolejności skieruje się internauta, chcący dowiedzieć się czegoś o programie pretendenta, jego przeszłości i dalszej formie kontaktu. Dobra strona internetowa to podstawa. Sprawdziłem portale komitetów wyborczych tak jak przeciętny użytkownik sieci – pospiesznie, powierzchownie, chcąc jak najszybciej wyłapać potrzebne informacje. Nie zagłębiałem się w linki. Jako wyborca chcę mieć prostą, łatwo dostępną treść, która pozwoli mi zdecydować. Sprawdzałem, czy na stronie jest: opis kandydata, program wyborczy, numer telefonu i adres e-mail oraz rejestr wpłat i kredytów na kampanię wyborczą (zgodnie z Kodeksem Wyborczym – obowiązkowy). Dodatkowo starałem się sprawdzić czy jakiś komitet nie stworzył odpowiedniej platformy wyborczej dla mieszkańców Olsztyna, na której mogliby się wymieniać opiniami, zadawać publicznie pytania do kandydatów lub publikować swoje opinie. Niestety, żaden z kandydatów nie pomyślał o udostępnieniu wyborcom takiej możliwości. Wspólny wpływ na kształt kampanii, dyskusje z internautami i pozwolenie, by głosujący mieli szansę coś zmienić lub skrytykować, na pewno byłyby mile widziane, biorąc pod uwagę, że większość pretendentów krytykuje obecną formę konsultacji społecznych.

Marcin Adamczyk:
http://www.komitetwyborczypsl.pl/

(Opis kandydata: JEST; program wyborczy: JEST; numer telefonu i e-mail: JEST; informacje o wpłatach: BRAK) +3

Iwona Arent:
http://wybierzpis.org.pl/

(Opis kandydata: JEST; program wyborczy: BRAK; numer telefonu i e-mail: BRAK; informacje o wpłatach: BRAK) +1

Piotr Grzymowicz:
http://kwwgrzymowicz.pl/

(Opis kandydata: JEST; program wyborczy: JEST, numer telefonu i e-mail: JEST; informacje o wpłatach: BRAK) +3

Andrzej Maciejewski:
http://wybierzwolnosc.pl/

(Opis kandydata: JEST; program wyborczy: JEST; numer telefonu i e-mail: BRAK; informacje o wpłatach: BRAK) +2

Czesław Małkowski:
http://cjmalkowski.pl/

(Opis kandydata: BRAK; program wyborczy: JEST; numer telefonu i e-mail: tylko numer telefonu; informacje o wpłatach: BRAK) +1,5

Andrzej Ryński:
http://rynski.pl/

(Opis kandydata: JEST; program wyborczy: JEST; numer telefonu i e-mail: JEST; informacje o wpłatach: JEST) + 4 (Andrzej Ryński jako jedyny umieścił na swojej stronie dobrze wyeksponowane, pełne informacje o wpłatach i kredytach)

Anna Wasilewska:
http://wybory.platforma.org/

(Opis kandydata: JEST; program wyborczy: JEST; numer telefonu i email: BRAK; informacje o wpłatach: BRAK) + 2

4. Posiadanie bloga i strony na Facebooku

Skoro żaden z kandydatów nie stworzył osobnej platformy do konsultacji z mieszkańcami, to wypadałoby, by miał chociaż konto na Facebooku. Tutaj nie było zawodu, wszyscy posiadają swoją stronę na popularnym serwisie społecznościowym i otrzymują po jednym punkcie. Jedynie Andrzej Ryński otrzymuje pół punktu, bo chociaż posiada swoją stronę, to możliwością komentowania wpisów mogą się poszczycić tylko jego znajomi. Poniżej przedstawiam listę linków do facebookowych profili kandydatów:

Profile kandydatów na Facebooku:

Marcin Adamczyk
https://www.facebook.com/pages/Prezydent-Marcin-Adamczyk/459408557533012?fref=ts

Iwona Arent
https://www.facebook.com/IwonaArent?fref=ts

Piotr Grzymowicz
https://www.facebook.com/PrezydentOlsztynaPiotrGrzymowicz?fref=ts

Andrzej Maciejewski
https://www.facebook.com/KNPAndrzejMaciejewski?fref=ts

Czesław Małkowski
https://www.facebook.com/pages/Czes%C5%82aw-Jerzy-Ma%C5%82kowski/703094023105715?fref=ts

Andrzej Ryński
https://www.facebook.com/andrzej.rynski.31?ref=br_rs

Anna Wasilewska (PO)
https://www.facebook.com/anna.wasilewska.olsztyn?fref=ts

Popularne w świecie polityki są też blogi, na których kandydaci mogą codziennie dodawać wpisy o swoim codziennym życiu, zaletach, osiągnięciach i wydarzeniach. Pozwala to być wyborcom ciągle na bieżąco z działalnością tych osób. Ponadto, sam styl pisania mówi wiele: albo o umiejętnościach pisarskich pretendenta, albo o umiejętności doboru dobrego PR-owca. Swoje blogi prowadzi tylko trójka kandydatów: Iwona Arent (
http://www.iwona-arent.pl/
), Piotr Grzymowicz (
http://www.grzymowicz.pl/
) i Anna Wasilewska (
http://annawasilewska.eu/aktualnosci
), za co otrzymują oni dodatkowy punkt.

Na koniec, przed podaniem wyników, pragnę zaznaczyć, że nie oceniam treści przekazanej podczas debat, odpowiedzi na pytania lub za pośrednictwem strony internetowej. W przedstawionym zestawieniu w sposób subiektywny pokazuję tylko zainteresowanie kandydatów wyborcami, z wyjątkowym naciskiem na komunikację z pomocą sieci. Oceniam umiejętność przedstawienia swojego programu internautom, zapewnienia dodatkowych informacji i możliwości we współtworzeniu kampanii oraz otwartość na konfrontację – z przeciwnikami oraz wyborcami.

Wyniki prezentują się następująco:

6. Czesław Małkowski: 0,5 punktu (wynik skandaliczny, wskazujący na kompletny brak zainteresowania najprostszą komunikacją z użytkownikami sieci oraz strach przed otwartą konfrontacją na argumenty. Czesław Małkowski nie był obecny na wielu debatach i nie nadesłał odpowiedzi na pytania FRO)

5. Iwona Arent: 5 punktów (pani Arent nie nadesłała odpowiedzi na pytania FRO i nie uczestniczyła w organizowanej przez organizację debacie, bo wolała stać u boku prezesa Kaczyńskiego podczas konwencji PiS. Strona jej komitetu pozostawia wiele do życzenia)

4. Marcin Adamczyk: 6 punktów (pan Adamczyk nie uczestniczył w jednej z ważnych debat, nie nadesłał też odpowiedzi na pytania FRO)

3. Andrzej Maciejewski i Piotr Grzymowicz: 9 punktów (Piotr Grzymowicz nie uczestniczył w spotkaniu FRO, ale za to nadrobił prowadzeniem bloga, na którym prezentuje swoje opinie. Andrzej Maciejewski był na wszystkich ujętych w zestawieniu debatach i wykazywał się na nich ogromną kulturą oraz szacunkiem dla wyborców. Obydwaj panowie odpowiedzieli na pytania FRO)

2. Anna Wasilewska: 10 punktów (powiem szczerze, że nie spodziewałem się tak wysokiego miejsca kandydatki PO. Jednak odpowiedziała ona na pytania FRO, uczestniczyła we wszystkich debatach i prowadzi swojego bloga. Zasłużyła dzięki temu na drugie miejsce)

1. Andrzej Ryński: 10,5 punktu (zwycięzca rankingu. Jako jedyny umieścił na swojej stronie informacje o wpłatach sympatyków i kredytach. Uczestniczył we wszystkich debatach i bardzo szczegółowo odpowiadał na pytania zadane przez FRO. Wydaje się najbardziej zaangażowanym w kontakt z wyborcami kandydatem)

Życzę powodzenia wszystkim kandydatom!

Boli mnie dziś dupa

Szanowni czytelnicy, pragnę poinformować, że boli mnie dziś dupa. Bardzo. Zdaję sobie sprawę, że moje problemy proktologiczne nie leżą w centrum zainteresowań osób zaglądających na ten blog, jednak nie jest to zwykła, analna dolegliwość. Jest to bowiem „ból dupy Polaka”, mający podłoże uczuciowe. Niezbyt niebezpieczny i dość powszechny w Internecie, lecz wciąż dość dokuczliwy.

Samo wyrażenie „ból dupy” pochodzi od angielskiego „butthurt”, a oznacza mniej więcej zbyt emocjonalne reagowanie na irytujące bodźce, połączone z narzekaniem (w niektórych częściach Polski zwane również „bulceniem”). Według strony Know Your Meme, jednym z najwcześniejszych użyć tego zwrotu w Internecie był komentarz niejakiego Douga, który na stronie szwajcarskiego malarza Hansa Gigera (zmarł całkiem niedawno, 12 maja), napisał: „Przeczytałem cały ten ból dupy przez który przechodzi”. Miało to związek z narzekaniami artysty na nieuwzględnienie go w napisach końcowych w sequelach filmów „Obcy”.

Mi jednak nikt nie wyrządził osobiście przykrości. Mój ból dupy to ból „prawdziwego Polaka, patrioty i katolika”. No dobra, katolikiem nie jestem. Patriotą też nie, bo bardziej od Orła Białego w godle, cenię tego między moimi nogami. Szukam wymówki, wiem. Wstyd się przyznać, że jestem poirytowany bo „mnie to denerwuje”. Potrzebuję wznioślejszego powodu. Dlatego oficjalnie – mam patriotyczny ból dupy spowodowany troską o losy narodu polskiego i obywateli.

Po raz pierwszy, poczułem dziś bolesne rwanie w zadku, gdy znajoma podesłała mi link do strony na ask.fm, należącej (podobno) do Marysieński Sokołowskiej. Tej od „zmasakrowania Tuska”, którą prawicowe media ogłosiły świętą za życia, za obrażenie ich najgorszego wroga i koszmaru. Nie oszukujmy się, powiedzenie: „dlaczego udaje pan patriotę, a jest zdrajcą?”, jest równie finezyjne co powiedzenie: „dlaczego udaje pan człowieka, a jest pan zgiętym chujem?”. Czyli w sumie pasuje do retoryki prawicowej, która w pełnej krasie objawiła się dzisiaj podczas pogrzebu Jaruzelskiego (który nasilił moje problemy z odbytem). Wierzący, patriotyczni, broń Boże nie zdradzieccy Polacy, zagłuszali uroczystości państwowe, wyli, krzyczeli, śpiewali wulgarne piosenki i robili wszystko, by pokazać jak bardzo nienawidzą tego tam w trumnie, który nawet nie ma za bardzo jak odpowiedzieć. Pewnie zresztą odpowiadał, tylko nie było słychać przez ten cały jazgot. Cytując klasyka, gdy Bóg to widział, musiał się „w Niebie przewracać”. Zachowanie w żaden sposób nie różniące się od dzikich protestów skrajnych wyznawców Islamu, którymi tak gardzą prawdziwi Polacy. W Olsztynie, niedawno ktoś na murach kampusu napisał „Allah jest wielki”. Wybuchła afera. Gdy malowane są swastyki i wulgarne teksty wszystko jest w porządku.

Ale ja nie o tym! Miałem poświęcić tekst cudnej Marysieńce i jej profilowi na ask.fm. Tak, to ten zły portal, od którego dzieci się wieszają i tak dalej. Pozwolę sobie zacytować parę pytań i odpowiedzi z profilu uroczej nastolatki:

Jaki jest Twoje pogląd nt Smoleńska? To był zamach czy zwykły wypadek?

Mim zdaniem zamach, aczkolwiek nie jest to potwierdzone. W każdym razie ufam komisji Macierewicza, ponieważ doszukuje się ona prawdy. Jak ona ustali, tak będzie najbliżej prawdy :)

Dlaczego tak ślepo twierdzisz, że nieważne gdzie byś się urodziła i tak byś wierzyła w boga katolickiego? To bzdura. Gdyby Twoi rodzice wierzyli w Latającego Potwora Spaghetti to też byś w niego wierzyła… Nie oszukuj się, że byłoby inaczej.

Nie oszukuję się, to Ty przyjacielu oszukujesz siebie w tym momencie, bo widzisz, Pan Bóg każdego człowieka znajduje :)

dlaczego uważasz, że wiara katolicka jest jedyną słuszną? nawet w samym chrześcijaństwie są podziały, gdybyś urodziła się w Rosji byłabyś przekonana o 100% racji prawosławia

Ponieważ jest :)
Nawet, gdybym się urodziła w Korei, to kochałabym Boga całym serduszkiem :)

sztucznie brzmisz z tym bogiem! „bóg ci wybaczy”, „bóg jest wielki” – sztucznie to brzmi

ale to jest prawdziwe :)
Przypominam, że Polska, to kraj katolicki, więc nie powinno to nikogo dziwic, ani nie powinno to brzmiec sztucznie.

Jakie książki polecasz? Jaką poezję? Skąd czerpiesz natchnienie? :)

Nie czytam na ogół poezji, raczej tylko te moich koleżanek :)
Natchnienie czerpię z miłości, a moje natchnienie to tylko i wyłącznie Duch Św.

Jesteś pewna, że to co robisz jest dobre i nie będziesz tego żałować kiedy będziesz starsza?

Owszem :)
Wszystko staram się robić na chwałę Bożą.

Dlaczego Słowiańskie narody to takie gówno. Dlaczego nie wychowano nas jak naszych rówieśników na zachodzie? Dlaczego u nasze ulice terroryzują cyganie i narodowcy, każdy ma w dupie pracownika, a my topimy smutki w wódce i piwie albo bułgarskiej kadarce? Gdzie popełniono błąd?

D;aczego Polska zawsze ratuje Europę przed zagładą?”

Pominę poziom tych pytań, w szczególności ostatniego. W sumie pominę też odpowiedzi, bo dziewczyna wydaje się mieć wyprany mózg. Jest to jednak esencja całego fanatyzmu, nieuznającego jakiegokolwiek rozsądku i wyolbrzymiającego rzeczy, które wydają się „patriotyczne” i „katolickie”. Obrażanie innych „na chwałę Bożą” i „czerpiąc natchnienie z miłości”. Nie jest problemem, że dojrzewająca dziewczyna ma takie poglądy. Nie jest problemem też to, że w coś wierzy (a wręcz przeciwnie!). Problemem jest, gdy dziesiątki tysięcy ludzi z takim nastawieniem, wybiera się, no nie wiem, powiedzmy – na pogrzeb, by godnie upamiętnić czyjąś śmierć z pomocą pięści i wulgarnych okrzyków. Tak, aby inni Polacy zobaczyli, czym jest prawdziwa miłość do bliźniego. Ten fanatyzm sięga wszędzie – nawet do lekarskich kitli. I zza pazuchy krzyczy, że należy olać zobowiązania zawodowe i naukę, w imię własnej ideologii oraz ekshibicjonizmu religijnego bo „Bóg wie kiedy ktoś powinien umrzeć”. Brrrr.

I na tym by się zakończył mój ból dupy, gdyby nie kabaret jaki na Twitterze odstawił poseł Jaworski z PiS (co ja mam z tą prawicą dzisiaj!?). Gdy jeden z internautów zwrócił uwagę, że Polacy fundują jego pensję, a ten służy klechom i pasożytuje (co było równie eleganckie jak komentarz Marysieńki), szanowny Wybraniec Narodu Reprezentujący Nas (Ich) w Sejmie odparł: „wasza garstka nic mi nie płaci, podatki płacą katolicy, czas pogonić lewactwo”. Panie P(Ośle)! Słyszał Pan coś kiedyś o tym, że to naród jest suwerenem? Pewnie nie bardzo? Niech Pan zrezygnuje z diety poselskiej, którą fundują również Panu ci obrzydliwi lewacy, pedały, feministki i inne potworki, które śnią się Panu po nocach, i niech to Prawdziwi Polacy, Katolicy i Patrioci płacą za Pana posiaduchy w ławach sejmowych. Albo lepiej przy wyrabianiu dowodu pytajmy ludzi czy są lewakami czy prawakami, a potem na tej podstawie wypłacajmy pensje. Więcej biurokracji = więcej miejsc dla znajomych. I będzie wiadomo komu rękę podawać, jak się poprosi wcześniej dokumenty.

To chamstwo chyba przebiło wszystkie inne, jakie dzisiaj pojawiły się w mojej dupie, bo po raz kolejny, jawnie, bez zażenowania, politycy się ośmieszają i wykazują debilizmem oraz pogardą. Za takie teksty poseł powinien natychmiast wylecieć z cywilizowanej partii, po przetoczeniu przez media i wyborców. Jednak nikt nic nie zrobi.

Bo taki to piękny kraj, gdzie miłość to nienawiść, wiara to pogarda dla innych, fanatyzm to patriotyzm, a głupota to cnota.

Panie premierze, jak rzyć?

Kompletna porażka Twojego Ruchu, tryumf Korwin-Mikkego, remis PiSu i PO (AKTUALIZACJA!)

Są już wstępne wyniki wyborów. Platforma Obywatelska (32,8%) po raz kolejny zwyciężyła z Prawem i Sprawiedliwością (31,8%). Trzecie miejsce zajęło SLD + UP (9,6%). Czarnym koniem okazała się Nowa Prawica Janusza Korwin-Mikkego (7,2%), która została czwartą siłą w Polsce. Do Brukseli pojadą też reprezentanci PSLu (7,0%). Reszta partii musi przełknąć łzy i szykować się do wyborów samorządowych.

Mała różnica między PO i PiS była od początku oczywista, o czym świadczyły częste przetasowania w sondażach. Chociaż Prawo i Sprawiedliwość zajęło drugie miejsce, to Jarosław Kaczyński przegrał po raz kolejny. Te wybory miały przynieść im w końcu zwycięstwo. Niestety, znowu bezkompromisowe ataki na inne partie, niejasne przemowy i koncentrowanie się na umacnianiu szeregów, nie przyniosły pozytywnych rezultatów. PO również nie może mieć powodów do zadowolenia. Przewaga stopniała, przeciwnicy dyszą im w kark, a po siedmiu latach rządów poparcie partii rządzącej raczej nie będzie rosnąć.

SLD po raz kolejny zwyciężyło jako ruch, który „też jest w bandzie trojga, ale jest najnormalniejszy”. Są jedyną lewicową… pardon, „lewicową” siłą, która będzie reprezentowała Polskę.

Największym przegranym jest Twój Ruch (3,7%, nie przekroczył progu wyborczego). To kompletna, druzgocąca klęska, którą już zapowiadałem. Tak naprawdę to przez Janusza Palikota wygrał Korwin-Mikke – łączy ich ten sam elektorat zawiedzionych obecnym systemem, młodych i gotowych na rewolucje, nie ważne czy gospodarcze, czy światopoglądowe. Ten sam „stan umysłu”. Jeżeli do kogoś należy mieć pretensje o to, że Nowa Prawica weszła do Europarlamentu, to właśnie do Palikota – który zawiódł swoich wyborców marzących o zmianach i przełamaniu monopolu dwóch partii. Polska młodzież mogła iść drogą tolerancji, lecz działania Twojego Ruchu doprowadziły do wybuchu niechęci wobec lewicowych idei – skorzystała na tym Nowa Prawica, z równie charyzmatycznym liderem i równie buntowniczymi postulatami.

Wygrana Korwin-Mikkego mnie martwi, bo słuchanie piosenek w stylu: takim i takim, nie będzie już tak piękne jak kiedyś. Spodziewałem się nieco wyższego wyniku (około 10%), jednak 7% to też smakowity kąsek dla głównego przeciwnika Unii.

Jak zawsze, zaskakuje mnie wygrana politycznych oportunistów z PSL. Nic ich chyba nie jest w stanie zatopić. Rolnicy trzymają się mocno.

Na wybory w tym roku nie poszedłem. Nie żałuję. Kampania była żałosna (w szczególności spoty), a opary populizmu tak gęste, że nie dało się przez nie niczego dostrzec poza bełkotem i tępymi gębami. Poziom kandydujących – mizerny, a zresztą i tak niemal same jedynki dostaną się do Europarlamentu, to na chuj patrzeć w ogóle na resztę? Program żadnej z partii nie pokrywał się nawet w 60% z moimi przekonaniami – a ciężko głosować na kogoś, kiedy jedna połowa postulatów wydaje się w porządku, a drugą połowa jest kompletnie przeciwna temu co myślę. To tak jakby być od pasa w górę pieszczonym i masowanym przez urodziwą blondynkę, a od pasa w dół gryzionym przez wściekłego dobermana. Nie powiem w co. Wyniki mnie ani nie ziębią, ani nie grzeją.

No, może żal mi tylko tego Twojego Ruchu… ale otrzymał to na co sobie zasłużył. To nauczka na przyszłość i lekcja, że można bez problemów się wybić na kontrowersji – jednak spaść na mordę równie łatwo. Czy Korwin-Mikkego czeka ten sam los? Czy pojawi się ktoś jeszcze bardziej antysystemowy i buntowniczy? I co by musiał sobą reprezentować, by przekonać coraz bardziej zawiedzionych dochodzącymi do głosu partiami?

AKTUALIZACJA (2014-05-26, godz. 09:32): Jednak zbyt wcześnie odtrąbiłem porażkę PiSu (32,35%)! Po przeliczeniu głosów z 90% obwodowych komisji, to partia Jarosława Kaczyńskiego wysunęła się na prowadzenie! Czyżby jednak polityka zacieśniania szeregów i „winotuskizmu” przyniosła efekty? PO ma  31,29%. Zmiany w reszcie partii przechodzących do Europarlamentu nie są znaczące. Twój Ruch spadł za Solidarną Polskę. Ał. Czekamy do godziny 18, kiedy to mają być przedstawione ostateczne wyniki wyborów. Czy PO uda się jeszcze wyprzedzić PiS? Czy ten remis i porażka obydwu stron zamieni się w niekwestionowany tryumf Kaczyńskiego? Czekamy!

AKTUALIZACJA (2014-05-26, godz. 22:58): I ostatecznie to PO zatryumfowało! Zbyt wcześnie wstawiłem w komentarzach piękny filmik z wieszającym się Urbanem, chwalącym dobre wyniki PiS. Czyli wracamy do tego co było wcześniej – obydwie strony odniosły w jakiejś mierze porażkę. Kolejne interesujące starcie już na jesieni!

Quo vadis, Korwinie?

Januszowi Korwin-Mikkemu urosło w sondażach po raz pierwszy od paru lat. Powód? Moim zdaniem prosty – ludzie mają dość powtarzających się, takich samych mord przy korycie i pragną, by poprowadził ich ktoś nowy, inny, mający jakąś wizję, odróżniający się od zgrai. Mamy więc charyzmatyczną osobowość, mamy wroga (lewacy i inne partie), mamy młody elektorat, który łatwo kształtować, mamy obraz nowego, lepszego państwa bez złodziei i skurwieli u żłobu. Przede wszystkim jednak, mamy kogoś, kto może się odróżnić od całej reszty. Być sprawiedliwym, konkretnym, bezpardonowym. Robić swoje, zmieniając system.

I tutaj zaczynają się problemy. Bo Korwin ostatnio pokazuje, że od reszty polityków nie różni się niczym, poza ostrym językiem (chociaż nie jest tu wyjątkiem) i odmiennym spojrzeniem na gospodarkę (i tu również nie jest wyjątkiem…). Stosuje dokładnie takie same zagrania wyborcze jak cała reszta. Robi to jednak nieudolnie, a pociski, którymi miota, odbijają się rykoszetem i trafiają w niego.

Pierwszym przykładem mogą być zaprezentowanie na listach Nowej Prawicy panie. Młode, urodziwe i… i tyle. To by się poniekąd zgadzało z powszechnym odbiorem poglądów Korwina na temat płci pięknej – że kobieta ma ładnie pachnieć i robić mężowi obiad. Dlatego wystawiono damy o skromnym zakresie wiedzy (często jeszcze studiujące, wiele kandydatek ma 21 lat), ale mogące śmiało wylądować w tzw. „fap folderze” przeciętnego kuca. Może to jakaś forma sprzeciwu wobec (idiotycznego, debilnego i bezsensownego) parytetu płciowego, ale Korwin robi to, co reszta partii, wystawiając celebrytów. Gdzie ta nowa jakość? Gdzie ludzkie nadzieje na zmianę sytuacji?

Inna sprawa, że o wiele łatwiej powiedzieć jak wyglądają dekolty pań z Nowej Prawicy, niż wymienić kandydatów płci męskiej. Partia Korwina jest stricte wodzowska. Tak jak Platforma Obywatelska, Prawo i Sprawiedliwość czy Twój Ruch. Mamy jednego przywódcę, a reszta się nie liczy. Stoi w cieniu. W przypadku Nowej Prawicy – nie jest nawet znana, ani za specjalnie promowana.

O wiele głupsza (no zwyczajnie głupia, bo nie wiem jak inaczej nazwać) była jednak ostatnia sprawa ze zgwałceniem kelnerki. Opiszę pokrótce. We Wprost, w formie godnej tabloidu, posłowie PO Sławomir Nitras i Tomasz Tomczykiewicz powiedzieli, że Korwin-Mikke pił piwo z gwinta i nie zapłacił za siebie rachunku. Szok, skandal, niedowierzanie. Doniesienie godne Faktu lub Super Expressu. Sensacja Pudelkowa, na którą normalny człowiek spojrzałby z politowaniem i pominął milczeniem. Coś, co każdy by olał ciepłym moczem.

Jak reaguje Korwin-Mikke? JEB! TOMCZYKIEWICZ GWAŁCIŁ KELNERKĘ, A NITRAS ZAJĄŁ SIĘ RUDYM KELNEREM. Tak poważne oskarżenia spotkały się już z większym zainteresowaniem mediów. Oczywiście negatywnym. Zasada „nie ważne jak mówią byleby mówili”, czyli mówienie debilizmów, żeby tylko nas ktoś dostrzegł i pokazał w telewizji. Kolejna zmora obecnej polityki. Typowy „korwinizm” – chlapnięcie czegoś, co zniechęci każdego, normalnego człowieka, a wzbudzi zachwyt „kuców” (które, jak mi relacjonował kolega z jednego ze spotkań z Korwin-Mikkem, ostatnio przerobiły się na łyso i przybrały na masie).

Gdy Tomczykiewicz zagroził, że złoży pozew przeciw szefowi Nowej Prawicy, okazało się, że Korwin-Mikke po prostu skłamał, a raczej „zażartował”. Premier Donald Tusk, ocenił całą sprawę w sposób dość powściągliwy: „To chęć zwrócenia uwagi na siebie, bo jest kilka komitetów wyborczych, które balansują w okolicach progu wyborczego”. A Nowa Prawica… złożyła pozew w trybie wyborczym, o próbę zdyskredytowania Korwin-Mikkego. Do Sądu Okręgowego w Warszawie. Niczym jakiś, tfu, polityk, który teraz jest w Sejmie i się obrusza o byle pierdołę, w dodatku sprowokowaną przez niego samego.

Przypomina mi to sytuację, gdy Donald Tusk złożył pozew przeciw Jerzemu Urbanowi, za żart prima aprillisowy. Była to sytuacja równie idiotyczna i niepotrzebna. Znowu Korwin-Mikke pokaże się w mediach głównego nurtu. Z tym, że będzie wystylizowany na przewrażliwionego szaleńca. Co tylko zniechęci potencjalnych wyborców, nie tylko do samej osoby kandydata Nowej Prawicy, ale też do tego co prezentuje.

Pisałem już o tym kiedyś, że jeżeli chcemy promować wolny rynek, by wyrwać się spod jarzma socjalu, należy przede wszystkim edukować ludzi. Od podstaw. A wrzucenie czystej formy kapitalizmu do bagna, jakim jest polski Sejm, tylko obrzydzi ludziom tę ideę i wyrządzi ogromne szkody w świadomości, na całe lata. Niestety, biorąc pod uwagę zachowanie Korwin-Mikkego, mam wrażenie, że tak się właśnie stanie.

Jego zachowanie wskazuje na to, że nie będzie się zbytnio różnił od ludzi zasiadających w Sejmie. Postulaty są dobre. Równie dobre były postulaty Platformy Obywatelskiej, która też stawiała na wolny rynek. Dobre były też postulaty Twojego Ruchu, który chciał większy wolności obywatelskiej. Ci, którzy wierzą, że Korwin-Mikke zbawi Polskę, niech przyjrzą się jego działaniom. Temu jak promuje swoją osobę. Jak wygląda jego polemika z obecnym systemem.

I niech się zastanowią, czy za parę lat nie będą sobie pluli w brodę, tak jak plują sobie wyborcy PO i Twojego Ruchu. Bo rewolucji o której marzą – nie będzie.

„Jeżeli mam wybierać między złem a złem, wolę nie wybierać wcale.”

Uchwała przeciętnego blogera z dnia 26 kwietnia 2014 r. w sprawie potępienia Sejmu i Senatu za brak wyczucia w kwestiach religijnych oraz brak poszanowania dla neutralności światopoglądowej państwa

Blogernia Newsweeka, dnia 26 kwietnia 2014 r.

Poz. 1 (?)

Uchwała przeciętnego blogera w imieniu nieokreślonej liczby osób zniesmaczonych działaniami polskich władz w związku z kanonizacją Karola Wojtyły

z dnia 26 kwietnia 2014 r.

w sprawie potępienia Sejmu i Senatu za brak wyczucia w kwestiach religijnych oraz brak poszanowania dla neutralności światopoglądowej państwa

.

W przeddzień kanonizacji Ojca Świętego Jana Pawła II, głowy Kościoła powszechnego, bloger wyraża niesmak i oburzenie związane z poczynaniami reprezentantów narodu, wybranych do Sejmu i Senatu Rzeczpospolitej. Bloger potępia szczególnie wszystkich polityków, którzy na co dzień przyjmują twarz dystansu i rozsądku, lub sugerowali, że zajmą się rozdziałem Kościoła od państwa, a dnia 24 kwietnia poddali się medialnej histerii, krytykując osoby mające czelność mieć odmienne, zgodne z zasadą neutralności światopoglądowej państwa, zdanie. W o wiele mniejszym stopniu niesmak blogera obejmuje konserwatywne partie, mające za nic wspomnianą powyżej neutralność światopoglądową państwa – gdyż po nich można się było tego spodziewać.

Bloger zauważa, że sporą część obywateli umiarkowanie obchodzi, co Sejm i Senat Rzeczpospolitej Polskiej „uważa” i jakie „wyraża nadzieje” w kwestiach religijnych, gdyż uchwała musiała być przegłosowywana, co oznacza, że nie wszyscy posłowie, reprezentujący naród jako taki, są zgodni z hołdem oddanym Karolowi Wojtyle – co sprawia, że jest ona wymuszeniem i zanegowaniem woli części osób, a nie aktem dobrej wiary i kłamliwej jednomyślności narodu.

Tym samym, bloger apeluje, by w związku z poszanowaniem opinii mniejszości (?) w kwestiach religijnych, patriotycznych czy światopoglądowych, zaprzestać przepychania na siłę uchwał, które godzą w dobre imię Sejmu i Senatu, a wydane z podpisem pani Marszałek Ewy Kopacz, stają się dokumentami rynsztokowego poziomu w związku z sejmowymi kłótniami i medialną ipsacją. Kwestie wiary, oddawania czci, decydowania o tym kto był wielkim człowiekiem, proszę pozostawić osądowi obywateli, którzy, żyjąc w demokratycznym państwie, mają możliwość samodzielnego wyrażania swoich poglądów, a także wyrażania poglądów w szerszym zakresie, przez tworzenie organizacji lub związków wyznaniowych. Bloger uważa, że taki sposób przedstawiania szacunku dla zmarłych osób jest o wiele bliższy idei demokracji oraz wolności osobistej, niż przyjmowanie odgórnych dyrektyw sejmowych kto jest „wielkim Polakiem”, „Ojcem niepodległości” lub „człowiekiem pokoju i nadziei”, a kto nie.

Jednocześnie bloger, mimo pewnych wątpliwości, nie ma zamiaru ujmować czci jaką posłowie i senatorowie oddają błogosławionemu Karolowi Wojtyle, jednak uprzejmie prosi tychże, by zamiast apelować o godne świętowanie wydarzenia (co osoba miłująca papieża i tak by zrobiła, nawet bez zachęty grupy ludzi, którzy na co dzień z przekazem świętego mają niewiele wspólnego) czy wyrażać nadzieję, która jak wiadomo jest matką głupich, zajęli się sensowną pracą, mającą na celu prawdziwą pomoc obywatelom, a nie żenującym, przedwyborczym żerowaniem na kanonizacji błogosławionego. Uhonorować osoby stanu duchownego o wiele umiejętniej potrafią związki wyznaniowe oraz sami wyznawcy religii. Szanowni panowie i panie, posłowie i posłanki, potrafią co najwyżej zrobić z takiegoż uhonorowania cyrk i kabaret.

Ostatecznie, w wyrazie skrajnego, wulgarnego buntu, bloger dopomina się również m.in. o podniesienie poziomu kultury debaty jako takiej w murach Sejmu i Senatu, przypomnienie sobie czym jest neutralność światopoglądowa państwa, zajmowanie się sprawami naprawdę kluczowymi dla społeczeństwa, a także o pamięć, że obywatele nie potrzebują wątpliwych wskazówek „wybrańców narodu” odnośnie obiektu czci i szacunku, gdyż swój rozum mają i sami wiedzą kto jest bliski ich sercu.

Przeciętny Bloger

W związku z:

W przeddzień kanonizacji Ojca Świętego Jana Pawła II, głowy Kościoła
powszechnego i wielkiego Polaka, Sejm Rzeczypospolitej Polskiej wyraża mu wdzięczność i
szacunek.

Dziewięć lat temu, kilka dni po śmierci Ojca Świętego Jana Pawła II, posłowie i senatorowie zebrani na uroczystym zgromadzeniu oddali Mu hołd, nazywając Go głosicielem ewangelii Jezusa Chrystusa, wielkim moralnym autorytetem, Ojcem i Nauczycielem, a także „człowiekiem pokoju i nadziei” oraz „najważniejszym z Ojców niepodległości Polski”.

Sejm Rzeczypospolitej Polskiej uważa, że określenia te nie straciły niczego ze swojej aktualności.  Sejm Rzeczypospolitej Polskiej wyraża nadzieję, że kanonizacja Ojca Świętego Jana Pawła II będzie dla wszystkich Polaków okazją do radosnego i solidarnego świętowania, a także zachętą do głębszego poznania Jego intelektualnej i duchowej spuścizny oraz do podejmowania i kontynuowania Jego dzieła. Sejm Rzeczypospolitej Polskiej apeluje do wszystkich członków narodowej wspólnoty o godne uczczenie tego wydarzenia.