Już piąty rok trwa obrona smoleńskiej twierdzy

Mija piąty rok walki o „smoleńską twierdzę pamięci”, powstałą po tragicznej katastrofie lotniczej. To groteskowe i schizofreniczne oblężenie w którym na próżno szukać logiki. Od początku obrońcy są agresorami niszczącymi mury własnej cytadeli.

Mamy za sobą piątą rocznicę katastrofy smoleńskiej. Chciałoby się powiedzieć: „nareszcie, w końcu mamy na rok z głowy tę żałobę”, ale po pierwsze nie wypada, a po drugie chyba tylko głupi by uwierzył, że w ciągu najbliższych paru miesięcy nie czekają nas kolejne rewelacje o „zamachu” czy nawiązania do „męczeńskiej śmierci bohaterów”. Medialno-polityczny taniec na grobach trwa już dłużej niż prawdziwe oblężenia Smoleńska z XVII wieku. Pamięć o zmarłych i szacunek dla nich miesza się z ośmieszającymi epitetami padającymi z ust samozwańczych obrońców.

„O zmarłych mówi się dobrze albo wcale”. Pisząc o katastrofie smoleńskiej powinno się je nieco uzupełnić: „o zmarłych mówi się dobrze albo wcale, jednak zbyt wiele pochlebstw może postawić zmarłego w złym świetle”. Obrońcy twierdzy wytaczają potężne armaty chcąc udowodnić, że ofiary tragedii były bohaterami, nadludźmi bez których Polska skazana jest na upadek. Nie zauważają, że mury kruszą się pod ciężarem dział.

Nie można bowiem traktować poważnie słów o „męczeńskiej śmierci”, „usuwaniu elity będącej przedmurzem cywilizacji zachodniej” która „broniła Polski i Europy” i „poświęciła się by zatrzymać imperializm rosyjski”. Takie słowa są zrozumiałe, gdy wygłaszamy je w wąskim gronie przyjaciół i rodziny zmarłego, w dniu pogrzebu. Jednak tworzenie „herosa” pod publikę, w celach politycznych, ku uciesze gawiedzi, wydaje mi się zwyczajnie niesmacznie.

W naszej kulturze każda osoba publiczna która zmarła musi być kimś nadludzkim, nadzwyczajnym, postacią podobną do protagonisty z kreskówek, książek lub filmów. Jej czyny mają odznaczać się poświęceniem, bohaterstwem i odwagą. Żołnierz, który poległ w powstaniu warszawskim zawsze jest wtłoczony w pewien niezmienny szablon. To odzieranie kogoś z indywidualności i charakteru. To zamykanie ust żałobnikom, mającym odmienne zdanie.

Samo tworzenie bohaterów ze zmarłych nie jest jeszcze czymś niegodziwym. Odrazę budzi jednak wykorzystywanie ich jako broni w egoistycznych bitwach, kreowanie na trumnach nowych, żywych przywódców i tworzenie wybuchowej mieszanki z żałoby i nienawiści.

W piątą rocznicę katastrofy smoleńskiej to nie zmarli byli najważniejsi. Tłum „obrońców” skandował imiona żywych, a wodzirej wskazywał palcem na wroga, którego trzeba zniszczyć. Ubierał wszystko w niezbyt wymagające, ale docierające do rozemocjonowanego zgromadzenia symbole. My – dobrzy. Oni – źli. My – prawda. Oni – kłamstwo. My – krzyż, tradycja, dobrobyt. Oni – profanacja, zepsucie, upadek. My – zgoda i pokój. Oni – nienawiść i wojna. My – wolna, niepodległa i silna Polska. Oni – zniewolona, zależna i słaba Polska. To najbardziej prymitywna (i najbardziej skuteczna) propaganda stosowana przez wszystkich polityków i media, od prawa do lewa, którą każdy z nas karmiony jest od dziecka.

Jej użycie nie powinno nikogo dziwić – najlepiej przecież działa w chwili, gdy emocje biorą górę. Dzień żałoby to idealna pora by zmobilizować szeregi do dalszej obrony twierdzy. Dowódcy zrobią wszystko w imię własnych celów.

A mur po każdej salwie armat coraz bardziej się kruszy i rozpada…

Tekst można przeczytać również nie:
http://wiadomosci.onet.pl/juz-piaty-rok-trwa-obrona-smolenskiej-twierdzy/4q44d3

Zagrożenie ze strony islamu a dezinformacja – sprawa Siv Kristin Sællmann

Fanem agresywnego islamu zdecydowanie nie jestem. Świadczą o tym moje dawne wpisy, w których dawałem przykłady chorych sytuacji będących efektem zderzenia kultury wschodu i zachodu oraz komentowałem, dlaczego należy tę religię uznać za złą. Boli mnie jednak skala propagandy i dezinformacji, jaka od jakiegoś czasu przelewa się przez polski internet. Na portalach antyislamskich prezentuje się teksty, które z prawdą nie mają nic wspólnego, a potem płyną one dalej, na Facebooka, na różne kwejki i wiochy, stanowiące źródło informacji o świecie (!) dla młodych ludzi.

Ostatnio internautów zszokowała sprawa Siv Kristin Sællmann, norweskiej dziennikarki, która po protestach ze strony muzułmanów, została zwolniona z telewizji publicznej NRK, za noszenie krzyżyka na łańcuszku. W polskim internecie informację tę opublikował portal „Nie dla islamizacji Europy”, gdzie przetłumaczono ją z gazety „Komsomolskaja Prawda”, a gdzie wcześniej trafiła za sprawą „la Repubblica”. Błyskawicznie dotarła do innych zakątków internetu, oburzając internautów. Wszystko pięknie, komentatorzy mogą się oburzać na zły islam. „Zaraz zaraz, a szmaty noszone przez muslimki to nie obrażają chrześcijaństwa i normalnych Norwegów? Jak dobrze że żyję w Polsce, kraju biednym ale paradoksalnie zaskakująco normalnym.” – pisze Michał pod artykułem. „Takich skutkow moze sie cywilizacja spodziewac jesli dopusci to bydlo do UE.Czy nikt naprawde nie zauwaza ze to bydlo chce opanowac swiat swoja chora ,, kultura,, czy ta cywilizacja jest tak uposledzona?” – komentuje Grzegorz. I wszystko by było pięknie, gdyby nie to, że informacja jest najzwyczajniej w świecie NIEPRAWDZIWA.

Otóż pani Kristin nie została zwolniona. Została poproszona przez swoich pracodawców by ograniczyć używanie symboli religijnych w neutralnej światopoglądowo telewizji publicznej. W Polsce może to być dla nas nie do końca zrozumiałe, ale dziennikarze, jeżeli chcą być godni zaufania i wiarygodni, powinni jak najmniej prezentować swoje przekonania religijne. Nie mówię tutaj o publicystach, tylko o osobach prowadzących na przykład serwisy informacyjne. Neutralność oraz dystans są zapisane w niektórych kodeksach etyki dziennikarskiej. Może nas oburzać, że poproszono kogoś by ograniczył epatowanie swoją wiarą, ale w wielu telewizjach na świecie – jest to oczywisty standard. Ani krzyż, ani burka, ani inny symbol religijny w telewizji (i wśród takich zawodów jak sędzia czy policjant) nie będą mile widziane. Protestów muzułmanów… nie było. Nie wspomina o nich żadna z czołowych norweskich gazet (włącznie z tabloidami, które bardzo chętnie żerowałyby na takiej informacji).  Sama Kristin powiedziała, że nie ma zamiaru sprawiać problemów i dostosuje się do prośby NRK: „Jeśli myślą, że ja i kanał tracimy wiarygodność przez to, że chodzę z takim małym krzyżem na szyi, to oczywiście nie zamierzam go więcej nakładać” (źródło: „Vårt Land”).  Czemu tak pokornie ustąpiła? To proste. Dziennikarz musi umieć odróżnić sferę prywatną od sfery zawodowej. Wczoraj, prezenterka opublikowała filmik na którym opowiada o tym dlaczego krzyż i Jezus są dla niej ważni. Zrobiła to po pracy – zgodnie z etyką.

Wszystkie te informacje czerpię z norweskich mediów, czyli u źródła. Sprawa z krzyżykiem wyszła 4 listopada i wtedy Kristin miała zostać zwolniona. W internecie możemy znaleźć nagrania z tą panią w serwisie informacyjnym z 11 listopada. W żadnym norweskim tekście nie ma słowa o jej zwolnieniu, ani informacji o protestach muzułmanów. Jedynie w chrześcijańskiej „Vårt Land”, jest wzmianka o tym, że to strach przed islamem prowadzi do walki z krzyżem.

Ostatnio, bardzo często zauważam informacje godzące w islam, które po weryfikacji okazują się albo niepełne, albo najzwyczajniej w świecie fałszywe. Pojawiają się najpierw na radykalnych, antyislamskich portalach, a potem przenoszą na bardziej popularne strony, gdzie każdy z nas może na nie trafić przypadkiem. Krytyka wyznawców czyniących zło w imię swojej religii jest moim zdaniem jak najbardziej potrzebna i uzasadniona. Ale, prawdę mówiąc, im częściej natrafiam na tekst, który okazuje się nieprawdziwy, tym bardziej się zastanawiam, ile w tej nagonce przeciw islamowi jest propagandy i tworzenia fałszywego zagrożenia? Karmieni jesteśmy przykładami chorych, dzikich zachowań ludu ze wschodu, ale jak wiele z nich jest tak samo „prawdziwych” jak sprawa zwolnienia Siv Kristin Sællmann?

Źródła:


http://www.aftenposten.no/kultur/–Religiose-symboler-passer-ikke-inn-i-en-nyhetsredaksjon-7361815.html


http://www.vg.no/nyheter/innenriks/artikkel.php?artid=10144771


http://www.dagbladet.no/2013/11/04/kultur/siv_kristin_sellmann/nrk/tv_og_medier/kors/30136105/


http://www.vl.no/samfunn/tar-ikke-pa-seg-korset-igjen/


http://www.repubblica.it/index.html?refresh_ce


http://ndie.pl/w-norwegii-zwolniono-prezenterke-telewizyjna-za-to-ze-krzyzyk-na-jej-szyi-obrazal-muzulmanow/