Akcja „Świecka szkoła” – na ratunek lekcjom religii!

Magazyn Liberte! rozpoczął akcję „Świecka szkoła”. Obywatelska inicjatywa ma na celu zniesienie finansowania religii z budżetu państwa. Ten subtelny i pozytywny projekt środowisk liberalnych, przyniesie korzyść wszystkim – w szczególności wierzącym.

Na wstępie muszę zaznaczyć, że przez całą swoją edukację, od zerówki do liceum, uczestniczyłem w lekcjach religii. Przez trzynaście lat, dwa razy w tygodniu, dodajmy do tego zajęcia podczas rekolekcji, przed komunią i bierzmowaniem. Przerobiłem pięć lub sześć różnych podręczników (używanych). Łącznie uczyło mnie sześć osób – pięć kobiet, jeden mężczyzna (ksiądz). Miałem osiem w całości zapisanych zeszytów.

Piątkowy uczeń mówi „dość”

W drugiej klasie liceum system kształcenia religijnego przyniósł efekty. To wtedy, niemal od razu po bierzmowaniu, odrzuciłem całkowicie wiarę katolicką. Duch Święty najwyraźniej przyszedł z pustymi rękoma, bez darów. Własne zdanie zwyciężyło z konformizmem i strachem przed byciem wykluczonym. I chociaż do końca uczestniczyłem w lekcjach religii, to wiedziałem, że więcej w Boga już nie uwierzę.

Muszę wam przyznać, że lekcje religii nigdy mi się do niczego nie przydały. Nigdy. Nawet w czasach, gdy jeszcze dla niepoznaki chodziłem spowiadać się do konfesjonału i wyznawałem dwa „bezpieczne” grzechy: kłamstwo i „byłem niemiły dla innych”. Kiedy na studiach robiłem prezentację o islamie, nie było w niej ani grama wiedzy wyniesionej z lekcji religii. Nawet grając w głupie Quizzwanie wykorzystuję to czego się dowiedziałem z internetu i książek. Teraz, gdy zastanawiam się czego w ogóle uczono mnie przez trzynaście lat, dwa razy w tygodniu, mam w głowie pustkę. A przecież nie byłem złym uczniem. Na świadectwie zawsze miałem piątkę z religii.

Na większości zajęć mieliśmy stałą formułę: modlitwa, nauka o piśmie świętym/rodzinie/byciu dobrym/świętych/Bożym Narodzeniu/Wielkanocy, modlitwa, koniec. Przez całą edukację miałem trzy zajęcia o wierze innej niż katolicka. Dwa zajęcia o seksie… pardon, właściwie to o metodach zabezpieczania się i odpowiedzialności. Zapamiętałem je, bo wybijały się z monotonii. Dodatkowo jeden filmik o aborcji i dwa o egzorcyzmach. Przez trzynaście lat.

Ilość ponad jakość

Nie jestem jedyną osobą, która mimo usilnej, wieloletniej indoktrynacji (bo prawdę mówiąc nie wiem jak inaczej to nazwać) odeszła od Kościoła. Najnowsze statystyki CBOS wskazują, że liczba wiernych spada, a niewierzących zwiększa się. Coraz mniej osób uczestniczy w mszach, coraz mniej praktykuje. Szczerze? Nie jestem tym zaskoczony. Lekcje religii odarły wiarę z mistycznego, sakralnego charakteru. Sprawiły, że stała się ona takim samym przedmiotem jak matematyka, historia czy fizyka. Czyli – zakuć, zdać, zapomnieć.

Co jest największą wadą lekcji religii? Jest ich po prostu ZA DUŻO. Trzynaście lat nauki wiary to nieporozumienie, tym bardziej, że na zajęciach co rok powtarza się tak naprawdę te same tematy (szczególnie w okresie świątecznym). Dodajmy do tego msze święte w których uczestniczy część uczniów, a na których także są historie opowiadane potem ponownie na lekcjach religii. Stop, chwila, zatrzymaj się, czytaj teraz powoli i zastanów się. Trzynaście lat. Trzynaście. Lat. Założę się, że całą treść zajęć można spokojnie zamknąć w roku. Maksimum w dwóch latach. Akurat, przed komunią i przed bierzmowaniem. To nie same lekcje religii tak naprawdę rozjuszają liberałów. Tylko ich ogrom w porównaniu z innymi zajęciami.

Co zamiast religii? Historia, media, język polski

Piszę to, mając w pamięci, że nigdy nie udało mi się na historii przerobić okresu PRLu – brakowało godzin. Na języku polskim też pomijaliśmy niektóre lektury. Gdyby rozdzielić chociaż dwa lata religii między historię i język polski, może miałbym okazję dowiedzieć się jak Wałęsa płoty przeskakiwał i jak Jaruzelski stan wojenny wprowadzał.

Dodatkowo nasza edukacja kompletnie kuleje jeżeli chodzi o przystosowanie do życia obywatelskiego. Za moich czasów był jeszcze WOS, teraz go rozdzielono na „historię i społeczeństwo”. Przez rok uczniowie poznają tajniki „podstaw przedsiębiorczości”, ale to ciągle za mało. Młodzież musi wiedzieć jak załatwiać sprawy w urzędach, gdzie zwrócić się w razie różnorodnych problemów (rodzinnych, społecznych, z prawem, urzędowych). Przypominam, że żyjemy w kraju, gdzie za ścięcie starego, zbutwiałego, martwego drzewa, można zapłacić setki tysięcy złotych kary (polecam tekst Andrzeja Sikorskiego „Rzeczpospolita porąbana” z NIE; nr 11/13, 19.03). Osoba, która za chwilę wejdzie w dorosłe życie musi wiedzieć jakie pułapki na nią czyhają. Powinna mieć świadomość jakie organizacje pozarządowe działają w regionie, by móc podjąć działania na rzecz poprawy życia społeczności.

Najbardziej (pewnie dlatego, że jestem studentem dziennikarstwa i komunikacji społecznej) boli mnie jednak brak edukacji w zakresie mediów i zdobywania informacji. Wychowujemy pokolenie, które odrzuca przekaz profesjonalnych mediów, całą swoją wiedzę kreując w oparciu o „demoty” i „fejsbuka”. Które wierzy we wszystko i daje sobą manipulować, zaspokojone jednym tabloidowym lub „kwejkowym” źródłem. Telewizja, gazety, radio, internet – to coś co stało się nieodłącznym elementem naszego życia. Młodzież musi wiedzieć jak poradzić sobie z natłokiem informacji.

Takie dodatkowe zajęcia byłyby moim zdaniem o wiele cenniejsze niż powtarzane rok w rok te same modlitwy i nazwiska świętych.

Liberte! na ratunek lekcjom religii

Podsumujmy: moim zdaniem lekcje religii są nudne, wtórne, zbędne, rozwlekłe, zajmują czas, który można przeznaczyć na coś innego, stanowią źródło konfliktów, użyźniają konformizm wśród młodzieży i są źródłem duchowej stagnacji. Sądzę, że nie jestem odosobniony w swojej opinii. W skrócie – jest beznadziejnie, a biorąc pod uwagę jak zmniejsza się liczba wierzących – będzie jeszcze bardziej beznadziejnie.

I w tym momencie, pojawia się Liberte!, które wyciąga pomocną dłoń do Kościoła. Wbrew temu co myślą niektórzy przeciwnicy inicjatywy o zniesieniu finansowania religii z budżetu, środowisko liberalne związane z tym magazynem szuka konsensusu i rozwiązania, które zadowoli obydwie strony. Pozwolę sobie przytoczyć fragment projektu ustawy stworzonego w ramach akcji „Świecka Szkoła”: „1. Publiczne przedszkola, szkoły podstawowe i gimnazja organizują naukę religii na życzenie rodziców, publiczne szkoły ponadgimnazjalne na życzenie samych uczniów; Kosztów związanych z organizacją nauki religii nie można w części ani w całości finansować ze środków publicznych w rozumieniu przepisów o finansach publicznych.”

Czyż nie jest to rozwiązaniem wszystkich problemów o których pisałem? Ilość zajęć będzie zależała od rodziców lub samych uczniów. Nie będą mieli ich narzuconych odgórnie, będą mogli sami zdecydować czy chcą dalej powtarzać te same tematy, czy jednak zdecydują się na indywidualny rozwój duchowy. Doprowadzi to do tego, że księża będą zapewne sami spotykali się z zainteresowanymi, by zachęcić ich do zorganizowania lekcji religii. Uczniowie zacieśnią więzi z okolicznymi kapłanami, wzmacniając tym samym parafie i ich kontakt z wiernymi. Katecheci zaczną prowadzić zajęcia w sposób interesujący, niepowtarzalny, aby młodzież chętnie na nie przychodziła.

Wspólne starania o finansowanie połączą społeczność lokalną. Zniknie presja na to, by chodzić na zajęcia – staną się one bardziej indywidualne, nastawione na prawdziwe kształtowanie tych, którzy chcą, a nie „uczenie wiary” tak jak uczy się matematyki czy chemii. Jakość stanie się ważniejsza niż ilość, a własna wola od bezmyślnego konformizmu. Mało? To jeszcze bonus: lewaki w końcu zamkną mordy, bo nie będą miały już powodów do marudzenia.

Czy państwo ma być rodzicem?

Jest jeden problem, który często przewija się w argumentach osób przeciwnych projektowi, głównie rodziców – trzeba będzie coś organizować samemu, naradzać się, wspólnie finansować, ogólnie będzie przy tym sporo roboty. Drodzy rodzice. Wiara wymaga poświęceń. Praca uszlachetnia. Dzieci i rodzina są najważniejsze, dlatego powinniście móc znaleźć dla nich czas… i pieniądze. Miłość to też odpowiedzialność. Jeżeli o coś się mocno postaracie, to potem będziecie cieszyć się bardziej z owoców swego wysiłku, niż gdybyście otrzymali to za darmo. Przynajmniej część z tych zdań przewijała się przez lekcje religii. Zapomnieliście?

Osoby wierzące powinny być pierwszymi, które ustawią się w kolejce do podpisania projektu ustawy. Liberte! postawiło na pojednanie i sensowne, przynoszące wiele pożytku rozwiązanie. W zaproponowanej ustawie nie ma słowa o całkowitym wyrzucaniu religii ze szkół czy zamianie jej na etykę. Oddaje się lekcje religii w wasze ręce, byście mogli sami zadecydować o przyszłości waszych dzieci. Przyjmiecie tę odpowiedzialność dla ich dobra? Czy to „państwo” ma być rodzicem?

Zapraszam do czytania tekstu również na:
http://wiadomosci.onet.pl/akcja-swiecka-szkola-na-ratunek-lekcjom-religii/zknvkp

Projekt ustawy:
http://liberte.pl/swiecka-szkola-projekt-ustawy/

Tekst sprzed trzech lat „Lekcje religii – istnieje tylko jedna wiara”:
http://blogi.newsweek.pl/Tekst/spoleczenstwo/621529,lekcje-religii—istnieje-tylko-jedna-wiara.html

Uchwała przeciętnego blogera z dnia 26 kwietnia 2014 r. w sprawie potępienia Sejmu i Senatu za brak wyczucia w kwestiach religijnych oraz brak poszanowania dla neutralności światopoglądowej państwa

Blogernia Newsweeka, dnia 26 kwietnia 2014 r.

Poz. 1 (?)

Uchwała przeciętnego blogera w imieniu nieokreślonej liczby osób zniesmaczonych działaniami polskich władz w związku z kanonizacją Karola Wojtyły

z dnia 26 kwietnia 2014 r.

w sprawie potępienia Sejmu i Senatu za brak wyczucia w kwestiach religijnych oraz brak poszanowania dla neutralności światopoglądowej państwa

.

W przeddzień kanonizacji Ojca Świętego Jana Pawła II, głowy Kościoła powszechnego, bloger wyraża niesmak i oburzenie związane z poczynaniami reprezentantów narodu, wybranych do Sejmu i Senatu Rzeczpospolitej. Bloger potępia szczególnie wszystkich polityków, którzy na co dzień przyjmują twarz dystansu i rozsądku, lub sugerowali, że zajmą się rozdziałem Kościoła od państwa, a dnia 24 kwietnia poddali się medialnej histerii, krytykując osoby mające czelność mieć odmienne, zgodne z zasadą neutralności światopoglądowej państwa, zdanie. W o wiele mniejszym stopniu niesmak blogera obejmuje konserwatywne partie, mające za nic wspomnianą powyżej neutralność światopoglądową państwa – gdyż po nich można się było tego spodziewać.

Bloger zauważa, że sporą część obywateli umiarkowanie obchodzi, co Sejm i Senat Rzeczpospolitej Polskiej „uważa” i jakie „wyraża nadzieje” w kwestiach religijnych, gdyż uchwała musiała być przegłosowywana, co oznacza, że nie wszyscy posłowie, reprezentujący naród jako taki, są zgodni z hołdem oddanym Karolowi Wojtyle – co sprawia, że jest ona wymuszeniem i zanegowaniem woli części osób, a nie aktem dobrej wiary i kłamliwej jednomyślności narodu.

Tym samym, bloger apeluje, by w związku z poszanowaniem opinii mniejszości (?) w kwestiach religijnych, patriotycznych czy światopoglądowych, zaprzestać przepychania na siłę uchwał, które godzą w dobre imię Sejmu i Senatu, a wydane z podpisem pani Marszałek Ewy Kopacz, stają się dokumentami rynsztokowego poziomu w związku z sejmowymi kłótniami i medialną ipsacją. Kwestie wiary, oddawania czci, decydowania o tym kto był wielkim człowiekiem, proszę pozostawić osądowi obywateli, którzy, żyjąc w demokratycznym państwie, mają możliwość samodzielnego wyrażania swoich poglądów, a także wyrażania poglądów w szerszym zakresie, przez tworzenie organizacji lub związków wyznaniowych. Bloger uważa, że taki sposób przedstawiania szacunku dla zmarłych osób jest o wiele bliższy idei demokracji oraz wolności osobistej, niż przyjmowanie odgórnych dyrektyw sejmowych kto jest „wielkim Polakiem”, „Ojcem niepodległości” lub „człowiekiem pokoju i nadziei”, a kto nie.

Jednocześnie bloger, mimo pewnych wątpliwości, nie ma zamiaru ujmować czci jaką posłowie i senatorowie oddają błogosławionemu Karolowi Wojtyle, jednak uprzejmie prosi tychże, by zamiast apelować o godne świętowanie wydarzenia (co osoba miłująca papieża i tak by zrobiła, nawet bez zachęty grupy ludzi, którzy na co dzień z przekazem świętego mają niewiele wspólnego) czy wyrażać nadzieję, która jak wiadomo jest matką głupich, zajęli się sensowną pracą, mającą na celu prawdziwą pomoc obywatelom, a nie żenującym, przedwyborczym żerowaniem na kanonizacji błogosławionego. Uhonorować osoby stanu duchownego o wiele umiejętniej potrafią związki wyznaniowe oraz sami wyznawcy religii. Szanowni panowie i panie, posłowie i posłanki, potrafią co najwyżej zrobić z takiegoż uhonorowania cyrk i kabaret.

Ostatecznie, w wyrazie skrajnego, wulgarnego buntu, bloger dopomina się również m.in. o podniesienie poziomu kultury debaty jako takiej w murach Sejmu i Senatu, przypomnienie sobie czym jest neutralność światopoglądowa państwa, zajmowanie się sprawami naprawdę kluczowymi dla społeczeństwa, a także o pamięć, że obywatele nie potrzebują wątpliwych wskazówek „wybrańców narodu” odnośnie obiektu czci i szacunku, gdyż swój rozum mają i sami wiedzą kto jest bliski ich sercu.

Przeciętny Bloger

W związku z:

W przeddzień kanonizacji Ojca Świętego Jana Pawła II, głowy Kościoła
powszechnego i wielkiego Polaka, Sejm Rzeczypospolitej Polskiej wyraża mu wdzięczność i
szacunek.

Dziewięć lat temu, kilka dni po śmierci Ojca Świętego Jana Pawła II, posłowie i senatorowie zebrani na uroczystym zgromadzeniu oddali Mu hołd, nazywając Go głosicielem ewangelii Jezusa Chrystusa, wielkim moralnym autorytetem, Ojcem i Nauczycielem, a także „człowiekiem pokoju i nadziei” oraz „najważniejszym z Ojców niepodległości Polski”.

Sejm Rzeczypospolitej Polskiej uważa, że określenia te nie straciły niczego ze swojej aktualności.  Sejm Rzeczypospolitej Polskiej wyraża nadzieję, że kanonizacja Ojca Świętego Jana Pawła II będzie dla wszystkich Polaków okazją do radosnego i solidarnego świętowania, a także zachętą do głębszego poznania Jego intelektualnej i duchowej spuścizny oraz do podejmowania i kontynuowania Jego dzieła. Sejm Rzeczypospolitej Polskiej apeluje do wszystkich członków narodowej wspólnoty o godne uczczenie tego wydarzenia.