Trolle o planszówkach prawdę ci powiedzą – wywiad z Piotrem Jasikiem z GameTrollTV

Game Troll TV - kanał na YT o grach planszowych

 Źródło: Game Troll TV, youtube:
https://www.youtube.com/user/GameTrollTV

Chyba każdy z nas grał kiedyś w gry planszowe razem z rodzicami i przyjaciółmi. Gdy byliśmy mali, na naszych stołach i podłogach toczyliśmy zacięte pojedynki w szachy, chińczyka lub statki. Czasy jednak się zmieniają. W co warto zagrać teraz i jak powrócić do hobby z dziecięcych czasów?

Planszówki wydają się rozrywką bardzo niszową. Chyba każdy z nas miał z nimi do czynienia kiedyś, za młodu, ale wielu z czasem zapomniało o przyjemności jaką niesie ze sobą rozgrywka z przyjaciółmi. Zresztą, dzięki rozwojowi branży gier komputerowych możemy zagrać z innymi w każdej chwili, bez wychodzenia z domu.

Wciąż jednak jest wielu pasjonatów, którzy uwielbiają bardziej tradycyjną zabawę. Ma ona wiele zalet, z czego najważniejszą jest możliwość spotkania się twarzą w twarz z przyjaciółmi i spędzenia razem czasu. Wydawcy tworzą nowe gry planszowe, oparte na popularnych dziełach (np. gry w klimatach „Wiedźmina” lub „Gry o Tron”) tudzież mniej lub bardziej aktualnych wydarzeniach z kraju i ze świata. Każdy znajdzie coś dla siebie.

Szczególnie teraz, w okresie wakacyjnym, warto pomyśleć o nabyciu jakiejś gry, którą będziemy mogli zająć swoje potomstwo lub pochwalić się przyjaciołom podczas deszczowego wieczoru nad morzem. Parę gier, wypróbowywałem osobiście na małym, lipcowym urlopie ze znajomymi – w ruch poszły m.in. „List miłosny”, „The Resistance”, „Siedem Cudów Świata” i „Potwory w Tokio”. Jeden z uczestników wyjazdu znał się na planszówkach i sprezentował nam perfekcyjny zestaw na dużą grupę osób.

Co jednak zrobić, gdy nie znamy się na grach planszowych, a mamy dość tradycyjnych szachów, i chcielibyśmy zagrać w coś nowego, świeżego? Odpowiedź na to na pewno znają chłopaki z Game Troll TV. Założony pięć lat temu (za tydzień rocznica powstania!) kanał na YouTube poświęcono promowaniu i popularyzacji planszówek wśród internautów – tych starszych, jak i tych młodszych. Znani w środowisku graczy Piotr Jasik, Marek Laskowski i Carlosa Pyrcz, pokazują widzom tytuły w które warto zagrać i tłumaczą zasady gry osobom, które mają problemy ze zrozumieniem rozgrywki. Kilka razy do roku organizują konwenty poświęcone planszówkom. Na koncie mają również zbiórkę dla ofiar powodzi. Obecnie, Game Troll TV ma ponad ośmiu tysięcy subskrybentów i jest drugim, największym kanałem o tej tematyce w Polsce.

Skąd pomysł na stworzenie takiego cyklu? Jakie gry są najlepsze na początek? Co wziąć ze sobą na długą wyprawę pociągiem? I czy da się zrobić dobrą grę o… szyciu kołdry? Spytałem o to wspomnianego już Piotra Jasika, twarz kanału Game Troll TV, a prywatnie nauczyciela WoSu i historii:

 

Jakie były Twoje początki z grami planszowymi i jak stały się Twoją pasją?

Piotr Jasik: Moja pasja zaczęła się od szkoły podstawowej, potem przygasła i powróciła z impetem na studiach. W podstawówce grałem w „Magic The Gathering” i to jej zawdzięczam dziś znajomość języka angielskiego (opisy na kartach były po angielsku). Do tego oczywiście „Magia i Miecz”, znana dziś pod marką „Talisman”, w której przemierzałem razem z kolegami i koleżankami fantastyczną krainę w poszukiwaniu korony władcy. Po szkole podstawowej trafiłem do liceum w którym o grach bez prądu było cicho, tak więc i moje hobby przycichło. Rozbudziło się ponownie na studiach, kiedy pewnego razu, w zimowe popołudnie, trafiłem do jednego z warszawskich saloników prasowych i zobaczyłem czasopismo „Świat Gier Planszowych”… i zaczęło się na nowo. Miesiąc po zakupie czasopisma, miałem już trzy nowe gry.

Chyba już nie wychodzi żadna polska prasa o grach planszowych w wersji drukowanej, prawda? Skąd pomysł na to by poprowadzić kanał na YT i skąd wzięła się jego nazwa?

Niestety wersje pdf-owe pism o planszówkach wyparły tradycyjne pismo. Nie bez znaczenia są też różne inne media dostępne w sieci za darmo.

Mój pomysł na kanał wziął się stąd, że szybko zapominałem zasad gier, bo te pojawiały się w zastraszającym tempie. Dlatego wpadłem na pomysł programu o grach planszowych, który streszczałby ich reguły. Mogliby z niego korzystać inni gracze i ja, kiedy zapomnę jak w daną grę się grało.

Pomysł na nazwę wziął się z przypadku. Podczas jednej z partii myślałem z innymi przyjaciółmi jak można nazwać taki program i w momencie kiedy zadałem to pytanie, trzymałem w ręku figurkę trolla z gry „Talisman”. Reszta nazwy wynalazła się już sama.

Jakie tytuły warto polecić początkującym graczom, a jakie bardziej zaawansowanym?

Zależy jaki gracz, ale warto zacząć od tytułów lekkich tj. „Osadnicy z Catanu”, „Wsiąść do Pociągu”, „Dobble” czy „Dixit”, i stopniowo przechodzić do tych nieco bardziej skomplikowanych, ale dających dużo satysfakcji pozycji. Zazwyczaj gracze po osiągnięciu pewnego „poziomu wtajemniczenia” sami widzą co im bardziej odpowiada. Mają do wyboru niesamowitą różnorodność gier, od takich, przy których trzeba spędzić po dwie, trzy godziny lub od dziesięciu do piętnastu minut. Zabawa przy obydwu czasowych typach jest przednia. Dochodzi do tego ogrom tytułów, mechanik, czy tematów o jakich traktują gry. Dla przykładu. teraz zajmuje się grą o… szyciu kołdry. Okazała się świetnym tytułem!

Gra o szyciu kołdry? Brzmi ciekawie! Albo raczej nie tyle „ciekawie”, co intrygująco. Co to za gra?

Mowa tu o grze pt. „Patchwork”. Gra autora rewelacyjnej planszówki „Agricola”, Uwe Rosenberga. W „Patchworku” naszym zadaniem jest dobieranie kawałków stylizowanych na materiał i składanie ich na planszy. Kto zarobi przy tym więcej ciekawej waluty będącej w grze, czyli guzików, wygrywa.


Znasz może inne tego typu gry, które wydają się „dziwne” i „niegrywalne”, a tak naprawdę są świetne? Jaka była najbardziej niecodzienna gra planszowa, którą trzymałeś w dłoniach?

Każda gra, która odbiega od tematu zainteresowań danej osoby, może okazać się dziwna lub niegrywalna. Z moich przygód planszówkowych najdziwniejszą była bez wątpienia gra w której trzeba wyskakiwać z samolotu. Niestety wszyscy wyskakujący zapomnieli spadochronów. Zadaniem gracza jest spaść na ziemie na samym końcu i zrobić wszystko, by to inni spadli przed nami.

Chyba wszyscy lubią planszówki i ciężko spotkać kogoś, kto by nimi gardził, jednak jest parę ograniczeń, które utrudniają częste gry. Pierwszą jest towarzystwo. Jak najłatwiej znaleźć ludzi z którymi można by pograć i gdzie zacząć szukać?

Chociażby od kanału który prowadzę. Game Troll TV to nie tylko program na Youtube, ale i cyklicznie organizowane w Warszawie spotkania, na które średnio przychodzi ok. sto pięćdziesiąt osób. Można spotkać tam samych pozytywnie nakręconych ludzi i pograć w masę fajnych tytułów. Poza tym są w Polsce różne fora informujące o zbliżających się konwentach, a w większych miastach funkcjonują kawiarnie które mają w ofercie gry planszowe. Możliwości jest masa.

Drugim problemem, przynajmniej moim zdaniem, są pieniądze. Mogę się mylić, ale odnoszę wrażenie, że planszówki są naprawdę drogie! Z czego wynikają takie ceny? Jak zorganizować sobie gry planszowe „na własność” (poza kawiarenką) gdy nie stać nas na wydatek kilkudziesięciu złotych?

Ceny planszówek wahają się od piętnastu do trzystu złotych. Są też oczywiście droższe. W przypadku ceny gry trzeba spojrzeć na ile nam ona starczy. Wyobraźmy sobie, że zamiast planszówki kupujemy rozrywkę. I tak, wydając na grę np. sto pięćdziesiąt złotych, możemy kupić jedną, lub kilka. Mogą być nowe i używane. Starczą nam na kilka miesięcy dla kilku osób, które będą z nami grać. Te same 150 złotych możemy wydać, na inne rozrywki, które starczą na dużo krócej niż planszówki. Generalnie wydatki to bardzo subiektywna opinia. Dla niektórych wyłożenie dwóch tysiaków na telefon będzie świetną okazją, a gra planszowa za pięćdziesiąt złotych rozbojem w biały dzień.

Coś w tym jest. Jakie są najlepsze gry na podróż? Jedziemy parę godzin pociągiem i musimy sobie jakoś uprzyjemnić czas. Razem ze znajomymi spróbowałem „Listu Miłosnego” – muszę przyznać, że gra jest naprawdę świetna.

Tak, „List Miłosny” zawojował pociągi, samochody i autobusy rok temu i, z tego co wiem, w tym roku tez jest często grany. Na podróż najlepsze są gry karciane lub logiczne, niezajmujące dużo miejsca i dające się szybko schować. Dla mnie takimi trafionymi grami na podróż są „Blokus”, „Abalone”, „Zombiaki”, „Waleczne Pixele” i właśnie „List Miłosny”.

Co sądzisz o planszówkach przenoszonych na platformy komputerowe (np. „Cards Against Humanity”, „Neuroshima Hex”) i o grach komputerowych stylizowanych na planszówki (np. „100% Orange Juice”, „The Witcher Adventure Game”, „Hive”)? Tani i ogólnodostępny substytut klasyki czy niszczenie całego uroku gier tego typu?

Przeniknięcie się tych dwóch światów było tylko kwestią czasu. Popularność gier komputerowych jest bezdyskusyjna i planszówki, by zaistnieć w szerszej świadomości graczy, musiały uderzyć również w ten rynek. Skorzystały też z popularności różnych narzędzi elektroniki przenośnej jak np. smartfony, gdzie ludzie zamiast porozmawiać ze sobą, wolą tłuc w różnego rodzaju gierki. W planszówkach chodzi o kontakt bezpośredni. To, że docierają do odbiorców w wersji elektronicznej może spowodować, że ci zechcą zagrać w pierwowzór z żywym przeciwnikiem.

Zdarza ci się grywać w gry planszowe online?

Jak najbardziej. Kiedy ja lub znajomi nie mamy w tygodniu czasu na spotkanie w cztery oczy, albo nie mogę wyjść z domu, to w ruch idą planszówki on-line, jak np. „Memoir 44”. Wtedy jednak zawsze mam z nimi kontakt głosowy, by chociaż w ten sposób stworzyć pozór prawdziwej partii w grę planszową.

Wolisz polskie planszówki czy zagraniczne? Czy jest między nimi znaczna różnica?

Nie ma żadnej różnicy. Obecnie na polskim rynku jest kilka polskich liczących się wydawnictw wypuszczających masę ciekawych tytułów. Polscy projektanci gier odnoszą sukcesy na naszym i zagranicznym rynku. Na część gier zbierają pieniądze na platformach crowdfundingowych i osiągają tam niesamowite wyniki.

Dla mnie najcenniejsze jest w grze nie to, kto ją zrobił, ale o czym jest, co można w niej zrobić, czy jest nowatorska itp. Oczywiście, mam swoich ulubionych autorów. Z polskich projektantów jest to Ignacy Trzewiczek, a z zagranicznych: Vlaada Chvatil z Czech oraz Uwe Rosenberg z Niemiec.

Czy planujesz stworzyć samemu jakąś grę i przełożyć swoje wieloletnie doświadczenie na praktykę?

Będzie ciężko. Mam masę pomysłów, testuję prototypy innych twórców, ale na własną grę nie ma na razie szans. Praca w szkole na dwóch etatach i prowadzenie kanału po godzinach, w czasie wolnym, pochłania tak totalnie, że człowiek już nie ma czasu na coś innego. W dodatku masę tytułów które do mnie spływają, trzeba porządnie ograć!

Zamieszki w ukraińskiej armii – rezerwiści buntują się przeciw złemu traktowaniu (?)

Wczoraj, w internecie pojawiły się amatorsko nagrane filmy, rzekomo nakręcone dwa dni temu przez rezerwistów, stacjonujących w obwodzie dnietropietrowskim i opatrzone opisem sytuacji. Włączeni do 93. zmechanizowanej brygady Ukraińcy protestowali przeciwko złym warunkom w obozie oraz naruszaniu ich praw. Przewidziany termin treningu (10 dni) został wydłużony o cały miesiąc, co bardzo zaszkodziło rezerwistom, którzy prowadzą firmy lub realizują się w jakimś zawodzie. Szczególnie teraz, w okresie kryzysu i zmian na szczytach, potrzebują oni pieniędzy by utrzymać rodziny, a przedłużająca się nieobecność uniemożliwia im pracę.


Dowódcy brygady pacyfikowali zamieszki grożąc użyciem broni. Oddawali też ostrzegawcze strzały, mające uspokoić rozgniewanych rezerwistów.

Trudno określić wiarygodność nagrania, bo osoba, która je opublikowała jest zdecydowanym przeciwnikiem rządów Jaceniuka. Według użytkownika @Marlowa, po raz pierwszy film został opublikowany w tabloidzie internetowym L!feNews, należącym do Arama Aszotowicza Gabrielanowa, który znany jest jako „król photoshopa”.


Nightcore – znane kawałki na speedzie i helu

Szybkie tempo, piskliwe głosy, znani wykonawcy i obrazki z anime. Przeglądając portal YouTube można natknąć się na oryginalne style muzyczne, których próżno szukać w mainstreamowych mediach. Jednym z takich gatunków jest właśnie Nightcore.


W 2002 roku dwójka studentów z Norwegii, Thomas Nilse (DJ TNT) i Steffen Søderholm (DJ SOS) w ramach szkolnego projektu stworzyli płytę „Energized” skomponowaną przy pomocy programu komputerowego (mieli wtedy szesnaście lat). Swój duet nazwali „Nightcore”, ponieważ: „Nightcore oznacza, że jesteśmy duszą nocy, więc będziesz tańczył aż do świtu” (tłumaczenie własne). Muzycy rozwijali swój projekt i nagrali cztery kolejne płyty, aż w końcu zniknęli na dłuższy czas z sieci.

Internet jednak nie znosi pustki. W 2006 roku nastąpił boom na Nightcore, a od 2008 roku coraz popularniejsze stawały się fanowskie przeróbki. Obecnie, najpopularniejszym autorem muzyki z tego stylu na Youtube (nie licząc oryginalnego zespołu) jest Maikel631, którego kanał subskrybuje ponad 67000 osób.

Utwory nightcorowe nie są oryginalną muzyką, to tylko przeróbka istniejących utworów. Autorzy przyspieszają je i zmieniają głos na wysoki, piskliwy. W większości przypadków warstwę obrazu w filmikach umieszczanych na YouTube stanowią żeńskie postaci rysowane w mangowym stylu. Przyjmuje się, że Nightcore powinien być tworzony z muzyki techno, dance, trance lub hardcore. Z czasem jednak zaczęły pojawiać się nowe odmiany tego nurtu.

Najpopularniejszym są chyba Nightstep, czyli przyspieszenie i podwyższenie głosu w utworach dubstepowych i Nightronic, w utworach electro. Pojawiły się również style kontrastujące: Negative Nightcore (przyspieszona muzyka i niski głos), Daycore (niski głos, wolniejsze niż normalnie tempo) i Daystep (niski głos i wolniejsze tempo przy dubstepowych utworach). Przeszukując internet można też trafić na inne wersje Nightcore, jednak są to wersje nieliczne, ograniczone zazwyczaj do twórczości pojedynczych autorów.

Mimo że wśród wielu piskliwe, szybkie przeróbki wywołują co najwyżej uśmiech zażenowania, to popularność gatunku ciągle rośnie. Na koniec dwie ciekawostki: na albumie „Caliente” oryginalnego zespołu Nightcore, znajduje się zremiksowany utwór zespołu Bajm „Ta sama chwila”, a według statystyk Google Trends frazę „nightcore” najczęściej wyszukują w internecie… Polacy. Zamiłowanie mieszkańców kraju nad Wisłą do tego typu muzyki jest dość enigmatyczne, podobno jednak „o gustach się nie dyskutuje”…

Tekst ukazał się również na stronie gazety studenckiej „Tworzywo:
http://www.tworzywo-online.pl/?p=796

Zamach na wolność słowa w Polsce! Skandal!

Stała się rzecz niesłychana! To bezpardonowy, zdradziecki cios wymierzony w polskie media! To poniżanie i upokarzanie prawdziwych Polaków, praktykowane przez Donalda Tuska i cały jego rząd zaborców! Ile trzeba mieć jadu w swym sercu, by w taki brutalny sposób niszczyć wolność słowa, by cenzurować media jak za komuny? Dokąd posunie się obecna władza by odebrać ludziom ich godność? Jakim prawem po raz kolejny atakuje się ten wspaniały dziennik cotygodniowy starej i młodej Polski? Co próbuje ukryć rząd Donalda Tuska przed wybitnymi, niezależnymi, niepokornymi dziennikarzami, którzy poświęcają się sprawie?

Parę dni temu, w wyniku zbrodniczego ataku dezinformacyjnego, strona dziennika cotygodniowego na YouTube została zablokowana, a materiały z niej – usunięte. Co prawda po interwencji redaktora naczelnego przywrócono kontrowersyjne nagrania, ale nie ulega wątpliwości, że był to akt cenzury. Niejaki Piotr Zalewski z firmy Google, przyciśnięty do muru tłumaczy się, że doszło do pomyłki, lecz wszyscy wiemy co się stało. Kto za tym stoi? Chyba każdy potrafi odpowiedzieć na to pytanie.

Gdy ta podstępna, ta miałka ofensywa na patriotyczny, niezależny, niepokorny, odważny dziennik cotygodniowy starej i młodej Polski, się nie udała, rząd dostał szału. ONI wiedzieli, że jeżeli natychmiast nie zrobią czegoś z periodykiem, to ich władza upadnie, kłamstwa zostaną obnażone, a obywatele ruszą na Sejm. Donald Tusk nie wytrzymał. Pozwał wydawcę dziennika cotygodniowego za naruszenie dóbr osobistych. Wszyscy wiemy, jak to oskarżenie jest kłamliwe. Prowadzi tylko do stłamszenia wolności słowa w Polsce. Opublikowane stenogramy z rozmów premiera podczas meczu piłki nożnej z Ukrainą, niosły ze sobą prawdziwe przesłanie, mocno godzące w agenturalną władzę Platformy Obywatelskiej. ONI chcą zniszczyć, stłamsić tych, którzy mówią bez ogródek I NIE BOJĄ SIĘ wyrażać swojego zdania! Zablokują każdy środek prawdziwej informacji, aż pozostanie nam tylko internet. A i on zostanie ocenzurowany! Nasze media zostały zdradzone o świcie. To był zamach.

Panie Jerzy Urbanie i wszyscy pracownicy dziennika cotygodniowego „NIE”! Nie ustawajcie w tej walce o wolną Polskę! Nie dajcie się skrępować zbrodniczemu rządowi! Publikujcie dalej najprawdziwszą prawdę wśród prawdziwie prawdziwych prawd, w sposób niezależny, niepokorny, katolicki i patriotyczny! Modlę się za Was, abyście zwyciężyli w tej nierównej walce z cenzurą oraz dławieniem wolności słowa!



http://natemat.pl/58245,z-youtube-a-na-chwile-zniknely-filmy-jerzego-urbana-nagly-atak-cenzury


http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103087,13759820,Donald_Tusk_pozwal__Nie__za__primaaprilisowy_zart_.html#BoxSlotII3img

Krzysztof Kononowicz – smutna historia człowieka o dobrym sercu #6

1, 2, 3, 4, 5, 6

Seria tekstów mająca przybliżyć historię sławy Krzysztofa Kononowicza, oparta jest głównie na materiałach z serwisu YouTube, informacjach prasowych i wiedzy zamieszczonej na stronach mu poświęconych. Przebijanie się przez chaotyczne doniesienia o kolejnych wystąpieniach kontrowersyjnego kandydata na prezydenta nie jest łatwe. Wiele rzeczy po prostu umyka lub jest niedostrzegalna w odmętach internetu. Dlatego ta część jest poświęcona uzupełnieniu pewnych informacji z roku 2007, 2008 i 2009, by z czystym sumieniem móc przejść do bardzo ważnego roku 2010.

3 maja 2007 roku, Krzysztof Kononowicz uczestniczył w obchodach święta Konstytucji w Białymstoku. Pokazał się u boku takich gwiazd jak Janusz Korwin-Mikke, ówczesny wicepremier Andrzej Lepper czy Janusz Wójcik. Towarzyszył mu Adam Czeczetkowicz, a sam kandydat złożył kwiaty pod pomnikiem Józefa Piłsudskiego. Po oficjalnej części, udał się na festyn „Dumni z Polski” organizowany pod teatrem im. Aleksandra Węgierki. Dwa dni później, strona kononowicz.prv.pl zaprezentowała oficjalny spot wyborczy Krzysztofa Kononowicza. Wyświetliła go nawet TVP3 Białystok. Niestety, na YouTube nie uświadczymy ani spotu, ani nagrań z obchodów święta 3 Maja, ponieważ konto osoby, która zamieściła filmiki, jest nieaktywne.

14 maja 2007 roku Krzysztof Kononowicz przybył na konferencję prasową Romana Giertycha w Łomży. Przed rozpoczęciem, ówczesny minister edukacji narodowej uścisnął dłoń członkowi Podlasia XXI Wieku, ale gdy ten chciał zadać pytania wicepremierowi, nie został dopuszczony do głosu. 17 maja wyruszył do Grajewa, gdzie własną konferencję prasową urządził premier Jarosław Kaczyński. Niestety, i tym razem Kononowicz nie miał szczęścia. Nie został nawet wpuszczony do sali, a ochrona tłumaczyła, że nie ma wolnych miejsc. Ta nieuprzejmość bardzo negatywnie odbiła się na podejściu Czeczetkowicza oraz Kononowicza do PiSu (ale nie na długo).

20 maja wrzucił nazwisko swojego kandydata do urny w dniu wyborów. Do placówki wyborczej wybrał się razem ze swoją matką.

12 sierpnia na blogerni pardon.pl (obecnie upadłej, miałem okazję tam przez jakiś czas publikować teksty) pojawiły się zdjęcia Kononowicza w otoczeniu materiałów budowlanych. Redakcja portalu pytała „czy król YouTube pogodził się już z tym, że jego sława przeminęła?”. Kandydat Podlasia XXI Wieku nie ukrywał nigdy, że pracuje też jako kierowca, a na zamieszczonych fotografiach po prostu wykonywał swoją pracę jako dostawca towaru.

21 sierpnia zdarzył się nieprzyjemny wypadek. Sławetny Lublin Kononowicza zderzył się z Oplem Astrą. Nikomu nic się nie stało.

Przed październikowymi wyborami, Kononowicz został zgłoszony przez Adama Czeczetkowicza na członka Obwodowej Komisji Wyborczej. Nadzorował przebieg losowania osób do pracy w komisjach. Jego aktywność doczekała się relacji w programie „Obiektyw” na antenie TVP3 Białystok i w gazecie Kurier Poranny. Zapowiedział, że sam zbojkotuje wybory i nie ma zamiaru głosować.

10 stycznia 2008 roku, Kononowicz uczestniczył w pikiecie pod cukrownią „ŁAPY”. Pracownicy zakładu mieli stracić miejsca pracy przez wprowadzane dyrektywy Unii Europejskiej. Pan Krzysztof sprzeciwił się ograniczaniu produkcji cukru z buraków cukrowych oraz ograniczaniu największych producentów. Rozmawiał ze związkowcami.

12 lipca 2008 roku, Krzysztof Kononowicz otrzymał telewizor od fanów z Warszawy. To jeden z przykładów zysków, jakie sława przyniosła Królowi YouTube. Pan Krzysztof, w ramach wdzięczności, zaprosił swoich gości na grilla.

18 lipca 2009 roku, Kononowicz był obecny na festiwalu muzycznym Basowiszcza 2009. Podczas zabawy rozmawiał też na tematy polityczne i społeczne. Apelował o nienadużywanie alkoholu. Z chęcią fotografował się z uczestnikami festiwalu. Pomagał również rozdawać bezpłatne posiłki zgłodniałym imprezowiczom.

W następnej części w końcu przejdziemy do roku 2010, roku katastrofy smoleńskiej oraz wielkiej zbiórki dla Krzysztofa Kononowicza.

Źródła:


http://www.poranny.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20070927/WYBORY/70927135


http://kononowicz.prv.pl/index.htm

Informacja blogerska: Od dnia dzisiejszego, zawieszam anonimowe publikacje pod nickiem „Ślepowid” i zaczynam posługiwać się moim imieniem oraz nazwiskiem. Stwierdziłem, że dzięki temu będę się dłużej zastanawiał przed wrzuceniem na stronę tekstu oraz staranniej dobierał tematy. Odpowiedzialność jest jednym z najważniejszych elementów zawodu, który mam nadzieję w przyszłości wykonywać, dlatego muszę starać się działać rozsądnie, bez zbędnych emocji, które mogą zaburzyć obraz rzeczywistości. Poza tym ułatwi to dostęp do mojej amatorskiej twórczości znajomym.

Krzysztof Kononowicz – smutna historia człowieka o dobrym sercu #5

1, 2, 3, 4, 5, 6

Według statystyk Google, sława Krzysztofa Kononowicza przygasała już od 2008 roku. Rzeczywiście, na scenę weszły nowe gwiazdy internetu, a zdobywanie popularności przez sieć stało się nagminną praktyką. Białostocki działacz został zepchnięty z tronu „Króla YouTube” i znalazł się w tłumie innych osobistości. Na pewno wpłynęło to na jego popularność, tak jak każda gwiazda miał swoją chwilę sławy i ta chwila musiała się kiedyś skończyć.

Jednak Kononowicz nie został sam na lodzie. Ciągle miał wielu fanów, a na YouTube pokazywały się filmy z nim w roli głównej. Większość klipów była co prawda przeróbkami przemówień, ale Pan Krzysztof nie próżnował i doczekał się nawet roli filmowej…

Zacznijmy od zaległej garści statystyk z Google Trends, dotyczących hasła „kononowicz”:

Wnioski: moda na Krzysztofa Kononowicza zaczęła się na północy Polski i powoli przemieszczała na południe. Od 2008 roku głównie centralne oraz południowe województwa wyszukiwały nazwisko polityka w przeglądarce Google. W 2006 roku, szczyt popularności Kononowicza łączył się z pierwszymi publikacjami prasowymi o nim. W 2007 – z programami telewizyjnymi. W 2009 roku, internauci zainteresowali się publikacjami o starcie Pana Krzysztofa w wyborach do Parlamentu Europejskiego.

No właśnie. Wybory do Parlamentu Europejskiego. Filmik na którym Kononowicz razem z Adamem Czeczetkowiczem chwalą się swoimi ambicjami pojawił się 18 marca. Dzień później, nawet Newsweek nie oparł się pokusie opublikowania informacji o nim. Rzecznik prasowy niedoszłego prezydenta Polski, mówi w kiepskiej jakości nagraniu:

Dzień dobry państwu, chciałbym zakomunikować, że Podlasie XXI wieku wystawia oto tego pana na europosła. Tym razem z partii słowiańskiej o nazwie Związek Słowiański. I teraz niech Pan Krzysztof wypowie się na ten temat.”


I mówi Krzysztof Kononowicz:

Nazywam się Krzysztof Kononowicz, mieszkam w Białymstoku i proszę państwa, będę startować na europosła do Unii Europejskiej. I tu, pan Adam Stanisław Czeczetkowicz mnie zaproponował i bardzo mnie to miło, i będę startował z tego związku, ze Związku Słowiańskiego na europosła. I jak najprędzej wystartuję. I chcę, żeby pieniążki z Unii Europejskiej wpływali do Białegostoku, i do Warszawy, i i nie tylko, i do całej Polski…”

Pomysł wydaje się niedorzeczny, ale patrząc na zainteresowanie jakie wzbudziło oświadczenie Kononowicza, można dojść do prostego wniosku – każde wybory w których startował kontrowersyjny kandydat były niczym życiodajne tchnienie dla jego sławy. Kolejne wyzwania: prezydent miasta, prezydent Polski, prezes PZPN, europoseł, służyły rozpowszechnieniu wizerunku Pana Krzysztofa, przypomnieniu wszystkim o swojej osobie. Sądzę, że niewielu wierzyło w powodzenie przedsięwzięć (chociaż z drugiej strony, Krzysztof Kononowicz jako europarlamentarzysta byłby ciekawym urozmaiceniem).

Promocja okazała się skuteczna. Dzięki staraniom Adama Czeczetkowicza, Kononowicz został zaproszony na plan filmu „Ciacho”, gdzie wcielił się w postać prokuratora. Stanął u boku takich gwiazd jak Paweł Małaszyński, Tomasz Karolak, Marcin Bosak, Tomasz Kot i Marta Żmuda-Trzebiatowska. Gościnnie wystąpiła też znana internautom Baśka Kwarc, czyli Barbara Rogowska, aktorka-amatorka i Królowa Internetu 2009.

Krzysztof Kononowicz podobno początkowo niechętnie podchodził do pomysłu wystąpienia w filmie, ale dał się przekonać. Na planie nie był spięty, mimo że sceny z jego udziałem trzeba było powtarzać kilka razy. Jak już wspomniałem zagrał prokuratora, który oskarża główną bohaterkę o współudział w zabójstwie i udział w grupie przestępczej.

Zostaną pani postawione zarzuty udziału w grupie przestępczej, która na oddział antyterrorystyczny, współudział w zabójstwie dwóch gangsterów i policjanta na służbie. Będzie sprawa karna za to wyciągnięta. Dwadzieścia pięć lat dostanie pani. Bo narkotyki to zguba ludzkości. Z tego nie wyciągnie pani najlepszy adwokat.”

Powiem szczerze, że Krzysztof Kononowicz jest stworzony do tego typu ról. Krótkich, epizodycznych, parodiujących. To ktoś w stylu Piotra Florczaka, czyli Dariusza z Trudnych Spraw. Był znakomitym ubarwieniem komedii. Prawdę mówiąc, obejrzałem „Ciacho” tylko z powodu obecności Króla Internetu (i świetnej sceny z zabieraniem się do przesłuchiwania od dupy strony). Film polecam, chociaż nie ma szału.

Wiadomości roku 2009 z YouTube.

Filmik z 15 marca. Krzysztof Kononowicz informuje, że ciągle jest zainteresowany miejscowością Wasilków i wciąż czuwa nad rzeką Supraśl. Monitoruje sytuację, zobowiązuje się do dbania o resztę polskich rzek. Obiecuje też, że wystartuje w 2010 roku na stanowisko Prezydenta RP oraz burmistrza miasta.

30 kwietnia – „Krzysztof Kononowicz testuje rikszę Warszawskiej Masy Krytycznej”. Masa Krytyczna to inicjatywa rowerzystów, próbujących zwrócić uwagę społeczeństwa na problemy z jakimi muszą się zmagać fani dwóch kółek. Pan Krzysztof zasiadł za kierownicą rikszy „przy okazji wizyty w biurze stowarzyszenia Zielone Mazowsze, gdzie przyglądał się działalności największej warszawskiej organizacji ekologicznej”. Po raz kolejny widzimy, że priorytetem działalności Kononowicza jest ekologia. Zainteresowanie ochroną natury jest chyba większe niż chęć walki z alkoholem oraz przestępczością.

Nagranie z 22 lipca, jeden z ulubionych filmików moich znajomych. Spółka zarządzająca miejskim składowiskiem odpadów i sortownią śmieci zorganizowała wyjazd do Zakładu Utylizacji Odpadów w Hryniewiczach (pod Białymstokiem). Krzysztof Kononowicz został zaproszony przez Rafała Kosno, członka Stowarzyszenia Federacja Zielonych w Białymstoku. Była to odpowiedź na telefon kontrowersyjnego polityka, który skrytykował działania na rzecz likwidacji planów budowy wysypiska w Białymstoku i uważał, że spalarnia jest potrzebna.

Już na początku, w autobusie, obydwaj rozpoczęli agitację i wręczali obecnym ulotki. Pewien starszy mężczyzna zwrócił uwagę Rafałowi Kosno, że okleił swoimi ulotkami świeżo wymalowany przystanek (swoją drogą to zabawne, ekolog walczący o czystość środowiska, który śmieci papierkami i któremu muszą zwracać inni uwagę). Kosno odparował, że mężczyzna chce ocenzurować prawdę i, że prawda jest dla niego niewygodna. Kononowicz przerwał ostrą wymianę zdań:


„Rafale, Rafale, RAFALE, wtrącam się, przerywam, idę za panem tym, nie wiem jak pan masz na imię, proszę pana. To proszę pana, niech Rafał to sprzątnie swoje ulotki, proszę, jak najszybciej Rafał sprzątnij te ulotki. Bo poniesiesz karę.”

Cisza. Spokój. Jak makiem zasiał. Pan Krzysztof zaczął rozdawać wizytówki Biura Interwencji Obywatelskich. Jeden z wycieczkowiczów zwrócił Kononowiczowi uwagę, że się wygłupia. To był dopiero początek sporu. Z czasem, między nimi doszło do ostrzejszej sprzeczki (zaczyna wycieczkowicz):

-Jakim prawem pan tutaj jedziesz?

-Takim prawem, że ja jestem napisany proszę pana. Jest z prawa i godność… godność i prawa Podlasie XXI wieku.

-Zapisał się pan na ten wyjazd, tak?

-Tak, jestem na liście. A ja teraz zadam panu takie samo pytanie. Jakim prawem pan jedziesz tutaj?

-Bo się zapisałem.

-A to dziękuję bardzo.

-No to pan siadaj i pan cicho siedź.

-Nie, ja do ludzi mówię.

-Pan jesteś takim samym uczestnikiem wyjazdu.

-Może ktoś ma pytanie do mnie?

-Siadaj pan i siedź cicho.

-Proszę pana, pan mnie nie będziesz tu usadzać.

-No tak? Pan ważniejszy, mądrzejszy.

-A pan jest mądrzejszy, tak?

-Ja siedzę cicho i pan siedź cicho.

(…)

-Narkotyków nie biorę, papierosów nie palę od maleńkiego. Dziękuję.

-No pan coś musi brać jak pan tak się zachowuje.

-Proszę pana, krew pobrać? Zaprosić kierowcę na komendę? Zawrócić?

-Tak, no jedź pan, pobierz pan krew.

-Dobrze.

-No siadaj pan…

-Nie, proszę pana, z panem pojedziemy, ale pan wtedy mnie zapłacisz za pobranie krwi.

(…)

-Proszę pana, żeby pan tak wierzył, młody człowieku, powiem, jak ja, to by wiesz pan co było by? Polska byłaby bogata. Tak.

-Tak, i śmierdząca.

-Nie, proszę pana. Nie śmierdząca, proszę pana. Proszę mi tu boga nie obrażać. Zrozumiane?

-Kogo nie obrażać? Pańskiego boga?

-Nie. U mnie bóg tam jest, w górze. Tak. Ja w tego boga wierzę. To pan w diabła wierzy.”

Z tego co mi wiadomo, do rękoczynów ostatecznie nie doszło.

2 sierpnia, Kononowicz reklamuje napój energetyczny Electro Life. Krótkie hasełko: „Polecam napój Electro Life, Krzysztof Kononowicz. Bardzo smaczny jest napój”, chyba nie przysporzyło firmie klientów, bo obecnie sprzedają swoją domenę internetową (a filmiki z Kononowiczem są na głównej stronie jako zachęta do kupna).

Kononowicza odwiedziła też Polska Lubuska Telewizja Narodowa. Pan Krzysztof dość ciekawie opowiadał o Bitwie pod Grunwaldem i o podejściu do moralności:

Proszę państwa, takiej bitwy nie powinno być. Pan Jezus nie powiedział walczyć, człowiek z człowiekiem. (…) Że człowiek biedny, yyy, bogatszy, powinien rękę podać. Nie topić. Łyżka w najmniejszej łyżce wody. Tak ludzie robią, że jak już troszeczkę od ziemi się odbiłeś się, to od razu taki, to człowiek, człowieka, a dawaj tego utopimy. Dawaj jego w najmniejszej łyżce wody. (…) Nikt nie przyzna się prawdy, że okradł człowieka, zabił człowieka i tak dalej. Jak ten Judasz. Ukrzyżowali Pana Jezusa, a ręce Judasz umył i mówi tak: nie my ukrzyżowali, tylko wy ukrzyżowaliście, chrześcijanie ukrzyżowaliście. (…) Tak jak powiedziałem, katolik nie powinien brać broni do ręki. Bo kto wojuje z mieczem, ten od miecza ginie. Tak samo i to. Wzięli miecz i zginęli. I zginęli. I po mojemu to nie powinni walczyć. Nie powinno walczyć, dlatego że powinna być zgoda i wszystko. To tak głosi wiara nasza katolicka. (…) Każdy, który idzie na wojnę musi mieć uzbrojenie, żeby człowiek człowieka nie zabijał. A najlepiej ja mówię, tak jak powiedziałem, broń odłożyć. I iść słowem tak jak szedł Jan Paweł II. Pan Jan Paweł II zbroi nie nakładał, ani nic nie nakładał, szedł słowem bożym, katolickim i umarł z bogiem. Tak samo ja idę tą samą drogą. Nie biorę ani zbroi, ani niczego nie biorę, idę tylko słowem. (…) Bóg też wszystkich pokochał.”

Pomijając fakt, że „studenci historii” zadawali mechanikowi podchwytliwe pytania, sporo dowiadujemy się z tej przemowy o religijności Krzysztofa Kononowicza. Jest pacyfistą, przeciwstawia się użyciu broni, uznaje Jana Pawła II za autorytet, widzi jak ludzie siebie okłamują. Stara się żyć zgodnie z zasadami, które wpojono mu od małego. Czy mu się to udało? Można mieć wątpliwości, patrząc na dyskusję z wycieczkowiczem w autobusie…

W następnej części uzupełnienie pominiętych wydarzeń z poprzednich lat.

Źródła (także zdjęć, wszystkie zdjęcia to zrzuty ekranu zrobione z dostępnych dla wszystkich filmików Youtube podanych w źródłach. Przepraszam za słabą jakość):


















http://www.newsweek.pl/polska/kononowicz-chce-do-europarlamentu,37569,1,1.html


http://www.wspolczesna.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20090810/MAGAZYN/695061740

Krzysztof Kononowicz – smutna historia człowieka o dobrym sercu #4

1, 2, 3, 4, 5, 6

22 maja 2007 roku miały miejsce powtórzone wybory do sejmiku województwa podlaskiego. Krzysztof Kononowicz wystartował z pierwszym numerem, z listy wyborczej Podlasia XXI wieku. 21 października nie udało mu się wziąć udziału w ogólnopolskich wyborach parlamentarnych. Nie zebrano wystarczającej ilości podpisów.

Rok 2008 był kolejnym rokiem pełnym wrażeń i inicjatyw, chociaż większość miała zasięg internetowy i lokalny. Głównym celem stała się ekologia.

8 lutego ukazał się film na którym Kononowicz oskarża prezydenta Białegostoku, że „nie idzie jak trzeba”. Również w późniejszych okresach działalności, Tadeusz Truskolaski (rzeczony prezydent) będzie głównym celem werbalnych ataków kontrowersyjnego kandydata. Od czasu porażki w wyborach, Pan Krzysztof najwyraźniej uznał zwycięskiego rywala za wroga oraz niekompetentnego urzędnika. Wyjątkowo poirytował go fakt zniszczenia pewnego skweru:

Szanowne państwo, Truskolaski wyciął w Białymstoku perełkę, yyy, dla nas odpoczynek, dla ludzi, inwalidów i nieinwalidów wszystkich skwerek, który był bardzo ładny, piękny. (…) Są uzbierane podpisy przez Podlasie XXI wieku o odwołanie Truskolaskiego z prezydenta. Mam takie pismo, że jeszcze wybory w Białymstoku nie zakończyli się… (…) Ja sam, poprzę, żeby Truskolaski był odwołany z prezydenta miasta Białegostoku, dlatego że jak ja wygram wybory to jego zmuszę, jego ludzi zmuszę i jego firmy zmuszę, które wiem, które ta firma zrobiła, żeby drzewa zasadzili ale chodniki zrobili takie piękne i ładne, żeby naprawdę było czysto dla ludzi i skromno.”

14 kwietnia, Kononowicz po raz kolejny starł się ze znanym politykiem. Po utarczce słownej z Donaldem Tuskiem i Romanem Giertychem, przyszedł czas na Jana Marię Rokitę. Na nagraniu wrzuconym na serwis YouTube, pan Krzysztof (któremu pomaga Adam Czeczetkowicz), zwraca uwagę posłowi, że nieładnie podszywać się pod markę Podlasie XXI wieku i ostrzega przed potencjalnym łamaniem prawa. Przy okazji zapowiada, że nie pozwoli nikomu się ośmieszać…

Na tym samym nagraniu, Krzysztof Kononowicz odnosi się do stolicy Warmii i Mazur – Olsztyna. Wspomina prezydenta Małkowskiego, oskarżonego o molestowanie seksualne swojej pracownicy, i ponownie Tadeusza Truskolaskiego zarzucając mu uprawianie seksu. Widzimy przy okazji niechęć do Platformy Obywatelskiej. Obecnie, jest to tylko niechęć. Po katastrofie smoleńskiej przemieni się ona w nienawiść.

„Przyjeżdżali do mnie z Olsztyna, proponowali mnie na prezydenta Olsztyna, proponowali, bo prezydent Olsztyna z PO ładnie zrobił, że zaczął… uprawiać seks. Seks nad kobietami. Tak, proszę państwa, tak robi PO. Że może jeszcze i Truskolaski zacznie w Białymstoku seks uprawiać?”

29 października na YouTube pojawia się filmik w którym Krzysztof Kononowicz zapowiada, że będzie startował na prezesa PZPN.

1 listopada, filmik „Krzysztof Kononowicz walczy z hipermarketami”. Na nagraniu widać jak kandydat Podlasia XXI wieku spotyka się z fanami, daje pieniądze ulicznemu grajkowi i prezentuje „patriotyczny dzwonek”. Na klipie co prawda nie ma niczego o walce z hipermarketami, ale na wielu innych nagraniach Kononowicz powtarza, że trzeba wyeliminować zagraniczne hipermarkety przez które niszczeją polskie sklepy.

28 listopada, film z akcji przeciwko spuszczaniu ścieków do rzeki Supraśl. Kononowicz uważa, że szef sąsiedniego zakładu lakierniczego zanieczyszcza wodę i prowadzi działalność bez pozwolenia urzędu gminy. Ostrzega (unosząc w tym momencie laskę), że w razie braku poprawy „sąsiad trzy razy dostanie tą laską, a nawet i pięć!”. Supraśl w 1999 roku dostał status uzdrowiska z racji na swoje walory ekologiczne. Zaangażowanie Krzysztofa Kononowicza nie może więc dziwić.

W tym samym klipie wspomina o swojej przysiędze złożonej przed ołtarzem Matki Boskiej, że będzie pomagał ludziom uzależnionym od alkoholu. Przywołuje przykład swojego znajomego któremu pomógł, Roberta Grabowskiego.

On jest teraz człowiekiem naprawdę super ekstra się zrobił. Zrozumiał, że alkohol nie opłaca się pić. Że nie tędy droga była jemu. Zrozumiał, że jest jak człowiek. Na siódemkę teraz widzę, podgolony, czyściutki, umyty, fajnie, będzie się żenić się.”

Po tym oświadczeniu ściska dłoń Robertowi, przytula go i życzy szczęścia na nowej drodze życia.

6 grudnia pojawia się film, na którym Krzysztof Kononowicz zorganizował swego rodzaju konferencję prasową, po przeprowadzonym z młodymi ludźmi wiecu (przeciwko zanieczyszczaniu środowiska). Chwali na niej policję za dobrą obstawę zgromadzenia i młodzież za zainteresowanie sprawą. Wyraża żal, że burmistrz nie stawił się na spotkanie. Bawi się też z białymi kociętami: Antkiem i Maciusiem. Kononowicz delikatnie trzyma małe zwierzątka, a jego matka komentuje ich kolor. Przez całe przemówienie kandydata Podlasie XXI wieku siedziała z boku, na krześle, pijąc mleko i skubiąc bułkę. Słuchała swojego syna ze spokojem.

Pół tygodnia później opowiada o zatrutym mięsie z Irlandii i swoich planach, dotyczących kontaktu z sanepidem. Radzi wszystkim Polakom by nie spożywali zakażonych produktów. Opowiada historię o śledzikach, którymi się zatruł i przez które trafił do szpitala.

14 grudnia film z Wasilkowa. Kononowicz ostrzega burmistrza miasta, żeby wziął się do roboty i oczyścił rejony rzeki Supraśl.

Rok 2008 się skończył. Co czekało na pana Krzysztofa Kononowicza w roku 2009, rok przed kolejnym boomem na jego osobę? Zapraszam do czytania dalszych części.

Źródła (także zdjęć, wszystkie zdjęcia to zrzuty ekranu zrobione z dostępnych dla wszystkich filmików YouTube podanych w źródłach. Przepraszam za słabą jakość):




http://www.pardon.pl/artykul/4565/kononowicz_do_rokity_niech_pan_siz_pod_nas_nie_podszywa








http://www.youtube.com/user/psytempl/videos?view=0



Krzysztof Kononowicz – smutna historia człowieka o dobrym sercu #3

1, 2, 3, 4, 5, 6

Pod koniec 2006 roku (19 grudnia) w serwisie YouTube pojawił się teledysk nieznanej wcześniej formacji Grupa Operacyjna, do piosenki „Nie będzie niczego”. Wystąpił w nim Krzysztof Kononowicz, chociaż w jednej ze zwrotek padają słowa „…nie będzie blokowisk, ani przebojów list, zostanie tylko wielki Kononowicza pysk”. Tekst ma oczywiście nieco głębsze przesłanie niż tylko obrażanie internetowego celebryty (mam przynajmniej taką nadzieję), ale i tak jest trochę niesmaczny. Utwór pojawił się na płycie „Ostry dyżur” wydanej w 2007 roku.

Początek roku 2007 był bardzo owocny dla Pana Krzysztofa. W lutym wyjątkowe kontrowersje spowodowała sprawa budowy obwodnicy Augustowa w Dolinie Rospudy. Do teraz zapewne, wszyscy pamiętają wiszących na drzewach ekologów, protestujących w największych miastach oraz na trasie budowy. Kononowicza nie mogło w Rospudzie zabraknąć. Zapowiedział, że będzie rozmawiał z Lechem i Jarosławem Kaczyńskimi, by nie doszło do budowy obwodnicy. „Tiry pójdą na tory! Drzewka nie mają prawa ruszyć!”. Do ekologów mówił „zejdźcie z drzew i idźcie do domu spokojnie spać! Żal mi Was, bo jeden na drugiego szykujecie broń!” Razem z Adamem Czeczetkowiczem chciał wspomóc mieszkańców Augustowa. Wzywał też do pogodzenia, załagodzenia sytuacji i spokoju: „Chcę żeby naprawdę wszyscy żyli w zgodzie bo wojny ja nie uważam! Rozejdźmy się, zakończmy takie estrady, manipulację jakąś! Dosyć mieliśmy wojny!” W pewnym momencie Kononowicz otrzymał brawa. Co chwila padały też szydercze okrzyki. Jednemu z cwaniaków, który przyczepił się do… czapki niedoszłego kandydata na Prezydenta RP, odpowiedział: „Do czapki proszę Pana to pan się nie czepiaj! Jak daczie (?) się to ja ubieram się lepiej jak pan!” Wielokrotnie powtarzał obietnicę ze swojej strony, że żadnej autostrady tu nie będzie (i obietnica została dotrzymana, bo ostatecznie zmieniono przebieg obwodnicy Augustowa).

To pasmo mniejszych lub większych sukcesów przerwała prokuratura i Pani Anna Bogdanowicz. W swoim reportażu radiowym „Kononowicz Show” dziennikarka zarzuciła Krzysztofowi Kononowiczowi molestowanie swojej matki. Informacji udzielili jej plotkujący sąsiedzi:

„Krzysztof Kononowicz to jest bydlę. Boję się o życie tej matki, ona jest maltretowana tam po prostu. Posiniaczoną widziałem. Nawet chory człowiek by tego nie zrobił, co tam się działo. Tam była po prostu matka seksualnie wykorzystywana” – tak wypowiedział się jeden z nich. Inny twierdził:

„On tu wszystkim grozi, my nie mamy chwili spokoju. Zanim jeszcze ojciec żył, to tam nie było takich. Ale jak ojciec zmarł, to on matkę bił. Matka uciekała”

„O tym się od dawna na tym podwórku mówiło. A czasem nawet tam się to wszystko działo”

Sprawą zajęła się policja i prokuratura. 13 marca 2007 roku prokuratura rejonowa wszczęła postępowanie. Nadkomisarz Jacek Dobrzyński zapewniał w rozmowie z portalem dziennik.pl, że dojście do prawdy to tylko kwestia czasu. Kononowicz Krzysztof zaprzeczył wszystkim oskarżeniom. Komitet Wyborczy „Podlasie XXI wieku” w swoim oświadczeniu podpisanym między innymi przez Leszka Bubla oraz Adama Czeczetkowicza również stanął w obronie podejrzanego, tłumacząc, że w okresie o którym mówi reportaż Anny Bogdanowicz, Pan Krzysztof i cała jego rodzina byli pod opieką księdza. Co prawda matka Leonarda w okresie Bożonarodzeniowym trafiła do szpitala, ale był to tylko wypadek, do którego syn nie przyłożył ręki.

Śledztwo oczywiście umorzono z powodu braku dowodów i zaprzeczeń matki, jakoby była katowana. Kononowicz złożył doniesienie na Radio Białystok o naruszenie dobrego imienia. Zażądał zadośćuczynienia w wysokości 40 tys. złotych. Połowę kwoty chciał przekazać ubogim białostoczanom. Resztę miał zamiar wydać na lekarstwa dla rodziny.

W tym momencie dowiadujemy się bardzo ważnej rzeczy – dlaczego, mimo takiej sławy i dużego wsparcia internautów, Krzysztof Kononowicz był ciągle biedny? Opieka nad poważnie chorym bratem Bogusiem kosztowała go 100 złotych tygodniowo. Do tego dochodziły koszty leków dla jeszcze bardziej chorej matki. Nie ma się co dziwić, że nawet mimo wsparcia miał ciągle problemy finansowe (sam przecież jest bezrobotny).

Niesłuszne oskarżenia nie powstrzymały Kononowicza przed dalszymi akcjami politycznymi. 31 marca w Białymstoku miała miejsce konwencja Platformy Obywatelskiej. „Król YouTube” jak określiła go Pani Marta Wawrzyn na portalu Pardon.pl, przyprowadził ze sobą kamerzystę (Adama Czeczetkowicza oczywiście) i próbował dojść do głosu. Już samo wejście Pana Krzysztofa było szałowe. Wszyscy dziennikarze obrócili się do Donalda Tuska kuprami i zaczęli fotografować nowego gościa. Strapiony przewodniczący PO powiedział: „Widzę, że spotkanie zaczyna być bardzo ciekawe”.

Niestety, Krzysztofa Kononowicza nie dopuszczono do głosu. Jak łatwo można się domyślić, kandydat Podlasia XXI wieku nie był zachwycony, próbował przekrzyczeć innych. Co zrobili działacze PO? Zaczęli go wyzywać, obrażać i ryczeć by „zamknął ryja”. Donald Tusk nie mógł pozostać obojętny, jego zwolennicy robili mu złą reklamę swoim traktowaniem starszego człowieka. By uspokoić sytuację powiedział:

„Jeśli będę miał w przyszłości takie możliwości, to nie będzie już tak, że mieszkańcy Białegostoku będą musieli się czuć skrępowani, że pewien cyniczny młody człowiek chce z pewnego starszego nieszczęśliwego człowieka zrobić wizytówkę Białegostoku.”

W tym momencie Kononowicz ruszył ku scenie, ale konferencja dobiegła końca. Potem ogłosił, że sprawę zgłosi do prokuratury bo poczuł się obrażony słowami Donalda Tuska. Tak oto wyglądało starcie szarego, skromnego człowieka z politykiem który w przyszłości miał zostać dwukrotnie premierem…

14 kwietnia Kononowicz złożył życzenia kobietom! Był uśmiechnięty, ubrany w elegancki sweter, ostrzyżony. W dłoni trzymał czerwony kwiatek. Wciąż widać było, że jest szczęśliwy z roli jaką ofiarował mu los. Jego wizerunek bardzo różnił się od tego, który uświadczymy w 2010 roku, po katastrofie w Smoleńsku… Filmik na chwilę obecną ma ponad półtora miliona wyświetleń!

„W dniu imienin kobiet składam zdrowia, y, w dniu i… jeszcze raz! W dniu imienin kobiet, dla wszystkich kobietom i dziewczynom składam zdrowia, szczęścia, wszystkiego najlepszego, sto lat, zdrowia, dużo piniążków, pracy, żeby znaleźli pracę sobie młodzi dziewczynki, składa kandydat na Prezydenta RP Rzeczpospolitej Polskiej Pan Kononowicz Krzysztof”.

Sprawę Kononowicza poruszono także w programie Super Wizjer. Przybliżono tam osobę Adama Czeczetkowicza, nacjonalisty, sympatyka Młodzieży Wszechpolskiej, lidera zespołu RP Oi!, oskarżonego o propagowanie nienawiści wobec Żydów. Niestety, miałem dostęp tylko do części materiału. Pojawiły się w nim również informacje o rasistowskich wybrykach Czeczetkowicza i jego poprzednich miejscach pracy (był zwalniany z powodu częstych nieobecności).

W 2010 roku, na YouTube pojawił się filmik z wpadkami i pomyłkami kandydatów Podlasia XXI wieku z 2007 roku. Prawdę mówiąc, obserwując zachowania niektórych osób (szczególnie Pana Ignatowicza), nie dziwi mnie, że jednym z reprezentantów Komitetu był Kononowicz. Są to osoby nieprzygotowane, które najwyraźniej nie miały wcześniej do czynienia z polityką, nieprzeszkolone w sztuce retoryki. Do takiego towarzystwa Pan Krzysztof jak najbardziej pasował i z tej perspektywy, nie dziwi mnie, że został jednym z kandydatów.

Niestety, rok 2007 był początkiem końca kariery Krzysztofa Kononowicza. Jego fenomen ciągle był żywy, ale coraz mniej było wystąpień prezentowanych w telewizji, a coraz więcej na YouTube. Sława jednak przylgnęła do niedoszłego kandydata na Prezydenta RP. I wyciskał ją niczym sok z cytryny – do samego końca!

Źródła (także zdjęć, wszystkie zdjęcia to zrzuty ekranu zrobione z dostępnych dla wszystkich filmików YouTube podanych w źródłach. Przepraszam za słabą jakość):


http://wiadomosci.dziennik.pl/wydarzenia/artykuly/203994,kononowicz-wykorzystywal-seksualnie-matke.html


http://www.pardon.pl/artykul/1261/tusk_szydzi_z_kononowicza
,












http://pl.wikipedia.org/wiki/Krzysztof_Kononowicz


http://en.wikipedia.org/wiki/Krzysztof_Kononowicz

Krzysztof Kononowicz – smutna historia człowieka o dobrym sercu #2

1, 2, 3, 4, 5, 6

Kariera Krzysztofa Kononowicza w internecie nabrała zawrotnego tempa niemalże od razu po zamieszczeniu filmiku. Wystarczyło parę dni by ludzie podłapali nowy trend. Z informacji do których dotarłem wynika, że już po tygodniu jego przemówienie miało ponad dwa miliony wyświetleń. Błyskawicznie zaczęły powstawać obrazki-przeróbki z Panem Krzysztofem. Większość z nich oczywiście była obraźliwa, ale część naprawdę potrafiła wywołać uśmiech na twarzy. Nie mogło też zabraknąć filmików, zazwyczaj będących połączeniem przemów znanych polityków z głosem Kononowicza. Utwory muzyczne? Także były, dziesiątki domorosłych Djów mixowało wystąpienie w TV Jard z muzyką.

Białystok stał się znany. Zazwyczaj zaniedbane i pomijane miasto miało swoją chwilę sławy. Wiele osób narzekało, że „jakiś tam prostaczek” nie powinien być wizytówką regionu (Donald Tusk również o tym wspominał), ale hotele oraz restauracje nie mogły narzekać. Rozpoczęły się pielgrzymki z całej Polski. Każdy chciał uścisnąć dłoń Kononowicza, porozmawiać z nim, nagrać filmik, otrzymać autograf. Tureckie swetry można było kupić w dziesiątkach sklepów internetowych. Rozpoczęły się konferencje, podczas których kandydat na prezydenta mógł błyszczeć elokwencją. Na jednym z takich spotkań z młodzieżą opowiadał o tym jak niemalże miał przyjemność spotkać się z Giertychem:

„Byłem w Łomży, na spotkaniu z Giertychem. Przywitał się, ale potem uciekł, jak ten myszka zwiał.”

Informacje o nowym idolu znalazły się we wszystkich najważniejszych serwisach informacyjnych (TVN, Polsat, TVP1). Ponadto dyskutowano o nim w programach publicystycznych, w prasie i, a jakże, w internecie, gdzie nie było portalu który by chociaż słowem nie wspomniał o sławnej osobistości. Radio Wawa mogła się poszczycić pozdrowieniami od słynnego Krzysztofa Kononowicza, chociaż osoba nagrywająca musiała dwa razy poprosić o powtórzenie tekstu. Adam Czeczetkowicz, Marek Czerniawski i Leszek Bubel, którzy wpadli na pomysł by wypromować niecodziennego kandydata musieli zacierać ręce ze szczęścia.

Wśród dziesiątek filmików, niektóre były wyjątkowe. 9 listopada 2006 roku ukazało się nagranie z Krzysztofem Kononowiczem który opowiada o ataku na swoją matkę inwalidkę. Napadu dokonała młodzież. W związku z tym, kontrowersyjny kandydat na prezydenta powtórzył niektóre ze swoich postulatów wyborczych: zakaz picia alkoholu (motyw walki z alkoholem bardzo często pojawiał się także w późniejszych przemówieniach Kononowicza), większa kontrola rodziców nad swoimi dziećmi i, mówiąc kolokwialnie, wzięcie problematycznych pociech za pysk. To podczas tego przemówienia padły znane słowa, że młodzież „za dużo pije wódki, za dużo pije piwa, za dużo pije alkoholu spożywa”. Nawiązał też do śmierci 14-letniej dziewczyny, która powiesiła się po gwałcie dokonanym przez starszych kolegów.

Cztery dni później, w sieci ukazał się kolejny filmik. Krzysztof Kononowicz jest zadowolony z wyniku sondaży, uśmiecha się i żartuje, że będzie musiał odłączyć telefon bo ciągle ktoś do niego dzwoni. A przecież jego rzecznikiem prasowym jest Adam Czeczetkowicz, któremu Kononowicz pomógł. Swoje niskie wyniki w sondażach tłumaczy tym, że jeszcze nie do końca wiedział „czym to się je” (Czeczetkowicz) i były to jego pierwsze wybory. Sam kandydat chciał w dzień ogłoszenia wyników odpocząć. Smutne jest nieco przeświadczenie Pan Krzysztofa o dużym wpływie na młodzież. Opowiadał o byciu idolem dla swoich młodych zwolenników. Tak naprawdę, był tylko przelotnym fenomenem, o którym już rok później zapomniano.

Tego samego dnia, Kononowicz zapowiedział, że oskarży proboszcza Parafii Zmartwychwstania Pańskiego w Białymstoku o złamanie ciszy wyborczej i będzie się domagał unieważnienia wyborów. Bezskutecznie.

15 listopada wystąpił w programie Tok2Szok, prowadzonym przez Piotra Najsztuba i Jacka Żakowskiego. Na początku puszczono klip z wystąpienia w TV Jard. Ludzie na widowni zaczęli się śmiać. Pan Kononowicz wyszedł na scenę wyluzowany, radosny, szczęśliwy, pozdrowił gestem publiczność. Posadzony obok Huberta H. (bezdomny z dworca oskarżony o zniewagę prezydenta), zarzucił mu, że przesadzał z alkoholem i, że nie wolno obrażać głowy państwa (niestety z czasem jego opinia na ten temat zmieni się drastycznie). Cieszył się, mówił, że koledzy mu gratulują i go doceniają, a w przyszłości wystartuje na prezydenta całej Polski. Czemu chciał wejść w świat polityki? Ojciec powiedział mu kiedyś, że „jak będzie szansa, staraj się synie”. Przy okazji dowiadujemy się, że od 12 lat nie ma pracy i zwyczajnie, chciałby też trochę zarobić. Redaktorzy nie mogli sobie poradzić z gościem, widać było u nich brak wyczucia, który próbowali zamaskować żartami. Rzeczywiście, rozmowa z Krzysztofem Kononowiczem nie była łatwa, często się wcinał w wypowiedzi lub odpowiadał na pytania niekompletnie. Ale tak czy siak, zabrakło empatii i zrozumienia, szczególnie w wykonaniu Pana Żakowskiego.

Dowiadujemy się też nieco o samoocenie niedoszłego prezydenta Białegostoku i jego podejściu do uczciwości. Aspirując do roli polityka, kieruje się jedną zasadą: „jak człowiek jest uczciwy, to może zostać politykiem”. Jakie są jego zalety? Uczciwość, sprawiedliwość, rzetelność, godność i stronienie od alkoholu oraz papierosów. To ostatnie spotkało się ze śmiechem publiczności, moim zdaniem niesłusznie. Poproszony o wymienienie swoich wad, powiedział, że niechaj ludzie go ocenią, bo jego zdaniem jest ich pozbawiony.

Po rozmowie z Krzysztofem Kononowiczem, prowadzący zaprosili na scenę Adama Czeczetkowicza i Marka Czerniawskiego. Dopiero tutaj Żakowski i Najsztub pokazali swoje umiejętności. Rozmowa przebiegała gładko, w taktowny sposób wpletli w swoje wypowiedzi oskarżenia wobec gości o wykorzystywanie biednego człowieka. Nie trzeba było zbyt długo czekać, by postawieni przed kamerami promotorzy Pana Krzysztofa przyznali się do tego, że wiedzieli iż Kononowicz nie miał szans, a te głosy które zdobył są tylko i wyłącznie za zasługą internetu. Czeczetkowicz spytany o to czy nie zostawi swojego kandydata na lodzie odparł, że będzie przy nim trwał (i rzeczywiście, trwał aż do teraz). Czerniawski musiał się zmierzyć ze stwierdzeniem, że cała akcja jest kpiną z Polski, polityki i osoby Pana Kononowicza. Odpowiedział na nie: „Czy ja robię kpiny czy ze mnie robią kpiny Ci, którzy nami rządzą?”. Dodał jeszcze „Czy Pan Krzysztof jest skazany na porażkę? Czy nie może odnieść sukcesu?”. Prowadzący zauważyli, że jeszcze takich „cynicznych gości” w swoim programie nie mieli.

Rzeczywiście, postać Adama Czeczetkowicza i Marka Czerniawskiego jest niejednoznaczna. Na pewno są oportunistami, którzy chcieli się wypromować na barkach Krzysztofa Kononowicza. To była zaplanowana akcja, zakładająca wykorzystanie osoby o wątpliwych predyspozycjach do pełnienia funkcji prezydenta Białegostoku. Może mieli jakieś szersze zamierzenia, ale postawieni przed kamerami nie potrafili się wytłumaczyć dlaczego ich działań nie powinno się uznawać za niemoralnych.

W programie Tok2Szok dowiadujemy się jednak paru faktów z życia Krzysztofa Kononowicza. Chciał kandydować już cztery lata wcześniej, ale zgłosił się parę dni po ostatecznym terminie przyjmowania zgłoszeń. Zna języki białoruski i rosyjski, często jeździł na Białoruś, zwiedził kawał Polski gdy pracował jako kierowca. To nie jest osoba niepoczytalna lub niezdolna do funkcjonowania w społeczeństwie. To normalny, inteligentny człowiek, taki jak my wszyscy, tylko o prostym spojrzeniu na świat i z problemami w wysławianiu się. Poza tym bardzo wierzący, szczery. Bardzo dobrze się stało, że ktoś go pokazał światu. Ludzie mogli zrozumieć, że i takie osoby są wśród nas, że one także chcą coś w życiu osiągnąć. Zostanie politykiem było marzeniem Krzysztofa Kononowicza, starał się je spełnić jeszcze przed interwencją Adama Czeczetkowicza. Smutna prawda jest jednak taka, że tak samo jak ratlerek nie może zostać psem bojowym lub policyjnym, tak samo człowiek ma pewne ograniczenia wynikające z jego psychiki lub fizjonomii. Nie każdy może być biegaczem lub piłkarzem, a zaniżanie standardów to nie wyjście. Zawsze jednak warto próbować. Wiele osób spełniło w końcu swoje marzenia. W wyborach, na Kononowicza głosowały w większości osoby ze średnim i wyższym wykształceniem. Nie można więc powiedzieć, że kartkę do urny wkładały osoby bezmyślne. Może to była pewna forma protestu przeciwko obecnej polityce? Nie potraficie nam zapewnić odpowiedniej alternatywy, to nie będzie niczego. Proste.

Jeszcze jednym aspektem który może bronić Adama Czeczetkowicza przed oskarżeniami o wykorzystywanie niedoszłego prezydenta Białegostoku jest sława jaką zyskał Kononowicz. Wiązały się z nią sprawy przyziemne. Wcześniej, Pan Krzysztof był ofiarą młodzieży, mieszkał niedaleko szkoły i chodząca tam młodzież dokuczała mu oraz jego matce. Po tym jak stał się sławny część osób przestała go dręczyć. Wręcz lgnęli do niego chcąc autografów lub wspólnego filmu. Ludzie z całej Polski pisali do niego ciepłe listy i maile, dostawał wsparcie pieniężne (szczególnie ważne, biorąc pod uwagę, że od 12 lat nie miał pracy), promowała go telewizja. Podczas programu Tok2Szok, spytano się Krzysztofa Kononowicza czy jest zadowolony i szczęśliwy, siedząc w fotelu przed kamerami. Powiedział, że owszem. Zdecydowanie czuł się jak ryba w wodzie będąc sławnym oraz na swój sposób docenianym. Bo wbrew pozorom nie był tylko obiektem żartów. Wielu ludzi naprawdę go lubiło jako człowieka (w tym ja, i nadal go lubię).

A rok 2007 miał przynieść jeszcze więcej wrażeń, bo na drodze Kononowicza stanął niejaki Donald Tusk…

Źródła (także zdjęć, wszystkie zdjęcia to zrzuty ekranu zrobione z dostępnych dla wszystkich filmików Youtube podanych w źródłach. Przepraszam za słabą jakość):


http://www.youtube.com/watch?v=3TjlCRFpd30











Krzysztof Kononowicz – smutna historia człowieka o dobrym sercu #1

1, 2, 3, 4, 5, 6

Krzysztofa Kononowicza znają chyba wszyscy. Jego kariera rozpoczęła się w 2006 roku, kiedy wystartował w wyborach na prezydenta Białegostoku z ramienia Komitetu Wyborczego Wyborców Podlasie XXI wieku. Dzięki swojemu wystąpieniu w Studiu Wyborczym TV Jard, nagranym wraz ze wszelkimi potknięciami językowymi, zyskał ogromną popularność w internecie. Sława, jaka by nie była, przyniosła mu wiele korzyści, od możliwości wystąpienia w filmie po pomoc finansową strony wiernych fanów. Od debiutu Krzysztofa Kononowicza minęło sześć lat. Zapomniany przez ludzi człowiek jest na skraju załamania nerwowego.

Pod ostatnim nagraniem niegdysiejszego kandydata na prezydenta Białegostoku, jeden z komentujących napisał, że warto by zrobić film dokumentalny o jego losach. Popieram ten pomysł, może w przyszłości go zrealizuję. Na razie jednak, przybliżę Wam tę smutną historię w formie pisemnej. Historię prostego, szarego człowieka, który stał się celebrytą, śmiała się z niego cała Polska a ostatecznie został pozostawiony sam, bez ukochanej matki i brata.

Ale zacznę od siebie. Postać Kononowicza fascynowała ludzi z mojego podwórka już od paru lat, ale dopiero dwa lata temu postanowiliśmy, że nasza amatorska drużyna piłkarska będzie wykorzystywała motyw działacza z Białegostoku w swoich rozgrywkach. Jego filmy bardzo nas bawiły, ale docenialiśmy swoistą prostotę w myśleniu i dobroć serca jaką prezentował. Obwołaliśmy Pana Krzysztofa naszym patronem (nieoficjalnie oczywiście, bo, mimo wielu planów, nie udało nam się z nim spotkać), a drużynę nazwaliśmy KS Choroszcza (od miejscowości Choroszcz, gdzie miał trafić brat Kononowicza – Boguś). Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy jak sprawa się zakończy. Ot, mieliśmy po prostu ciekawy motyw. Grać dla Pana Krzysztofa, nawet jeżeli on sam o tym nie wiedział. Z boku, może się to wydawać niesmaczne lub niemoralne. Ale nie mieliśmy złych intencji. Naprawdę lubiliśmy Kononowicza, nie tylko jako obiekt żartów. Zaczęliśmy odnosić coraz większe sukcesy, porzuciliśmy rozgrywki piłkarskie, odnaleźliśmy się w siatkówce. Nasi zawodnicy wygrywali kolejne turnieje, zdobywaliśmy medale, zainwestowaliśmy sporo pieniędzy w koszulki, fanklub stale się rozrastał, znaleźliśmy sponsora. Zyskaliśmy nawet nieco sławy, bo pozdrowił nas sam Robert Burneika. Ale oczywiście, nie zapomnieliśmy o naszym idolu od którego wszystko się zaczęło. Gdy dotarła do nas wiadomość, że Bogusław Kononowicz trafił do szpitala w Choroszczy, zagraliśmy z czarnymi opaskami w ramach żałoby. Całkiem niedawno, gdy jeden z naszych zawodników cudem uniknął wypadku na drodze, dość szybko zauważyliśmy, że patronem kierowców jest właśnie… święty Krzysztof. Z niepokojem śledziliśmy coraz to nowsze filmiki, na których stan psychiczny zapomnianego przez świat celebryty się pogarsza. Teraz, gdy kariera Kononowicza w internecie ostatecznie się zakończyła, jesteśmy w nieco niezręcznej sytuacji. Mamy jednak nadzieję, że działalność naszego zespołu nie pozwoli światu zapomnieć o tej interesującej postaci i kiedyś ludzie zobaczą, jak bardzo ten człowiek był samotny mimo wielkiej sławy.

Dość o sobie. Krzysztof Kononowicz urodził się 21 stycznia 1963 roku w Kętrzynie. Z wykształcenia kierowca-mechanik. Jego matka ma na imię Leonarda, umarła w lipcu. O ojcu ciężko znaleźć jakiekolwiek informacje, działał w AK. Brat Bogusław trafił parę miesięcy temu do szpitala psychiatrycznego w Ciechanowie. W latach 80′ Kononowicz był działaczem i przewodniczącym NSZZ „Solidarność” w Białymstoku. Jest bardzo wierzący. Mówi, że nie pije. Dzięki pomocy historyka Marka Czerniawskiego oraz magistra Pedagogiki Opiekuńczo-Wychowawczej Adama Czeczetkowicza, wystartował w wyborach na prezydenta Białegostoku z okręgu wyborczego nr 4, z ramienia Komitetu Wyborczego Wyborców Podlasie XXI wieku.

Częścią kampanii były przemówienia kandydatów w Studiu Wyborczym TV Jard. W tym momencie, zaczęła się kariera Krzysztofa Kononowicza. Pierwszym etapem programu była prezentacja swojej osoby:

„Nazywam się Kononowicz Krzysztof. Urodziłem się dnia dwudziestego pierwszego stycznia tysiąc dziewięćset trzeciego….. sześciesiątego trzeciego roku w Kętrzynie, woe… woewództwo olsztynskie. Chcę przedstawić swój życiorys. Ukończyłem zasadniczą szkołę zawodową jako kierowca-mechanik. Posiadam swoją posiadłość – domek drewniany. Mam matkę, mam brata. Tatuś ni żyje. Ale tatuś bardzo jest mój bardzo, bardzo zasłużony. Walczył o Warszawę, walczył o Polskę, walczył o Boga. Ale nie ma ojca – odeszedł. Jak ja mówię – powołał, zmienił miejsce zamieszkania. Jest w niebie teraz. I stamtąd patrzy, jak ja kandyduje na prezydenta miasta Białegostoku. Dziękuję bardzo państwu.”

Potem, przyszła pora na „Wizję miasta” według kandydatów:

„Chcę zrobić dla naszego miasta Białegostoku następujące rzeczy. Zlikwidować całkowicie dla młodzieży alkohol, papierosy i narkotyki. Usprawnić w naszym Białymstoku komunikację miejską; miejską i dalekobieżną. Tak! Bo nasza komunikacja jest bardzo, bardzo słaba, bardzo zła. Otworzyć zakłady i miejsca pracy dla młodzieży i dla ludzi. Tak! I chcę bardzo, bardzo to zrobić. Usprawnić w naszym mieście, w całym, na całym Podlasiu, żeby nie było bandyctwa, żeby nie było złodziejstwa, żeby nie było niczego. Żeby starsi ludzie mogli przejść, bo nawet teraz dochodzi do mnie – skargi, postulaty, apelują starsze ludzie, w podeszłym wieku, że młodzież zaczepia. A ja się nie dziwię się, że młodzież starszych ludzi zaczepia, napada, napadają i tak dalej. Bo młodzież nie ma pracy, nie ma pracy! Zakłady nasze w Białymstoku są rozwalane, zanim zbudowane. Zamiast usprawnić Białystok, żeby miejsca pracy, tak jak Fasty są rozwalone, tak jak mleczarnie tu w Białymstoku, tak jak Spomasz w Starosielcach. Tak jak…… i inne zakłady są rozwalane. I chcę też wyprowadzić policje na ulice. Chcę wyprowadzić policje, żeby policja pilnowała całego naszego porządku, bo od tego jest policja i straż miejska. Od tego oni są! Od tego są oni! Od tego są. A w urzędzie u mie miejskim będzie ład i porządek. Ni będzie biurokractwa, ni będzie łachmactwa, tylko naprawdę ludzie będą. Zimową porą będą szykować architekci plany budowy dróg, plany budowy dróg. Podkreślam jeszcze raz: plany budowy dróg. A na wiosnę wyjdziemy z budową ulic i… ulic, bo jakie mamy drogi? Jakie mamy? Co się stao się pod Jeżewem? Co się stao się? A kierowcy też będą przez policję surowo karani, za alkohol, za papierosy, za wszystko. I jeszcze też usprawnię granice w Kuźnicy i Bobrownikach, że granica między Białorusią a nami będzie naprawdę, naprawdę będzie granica, że ni będzie przemytu, ani papierosów, ani narkotyków, ani alkoholu. Dziękuję państwu.”

I na koniec „Dlaczego właśnie ja?”:

„Szanowne Państwo! Kandyduję z ramienia… Polasia XXI wieku. Bardzo proszę o oddanie na mnie głos. To co przedstawiłem, swoje postulaty, to ja wszystko uczynie i na mnie warto głosować, bo ja jestem naprawdę człowiekiem uczciwym i sprawiedliwym. Nie tak, że inne partie, inne komitety, inne partie mówią, a nic ni robią, a nic ni zrobili dla miasta Białegostoku, a to co ja powiedziałem to ja wszystko uczynię, bo jestem człowiekiem wierzącym i praktykującym i wiem na jakiej zasadzie to zrobić, jak uczynić, jak usprawnić drogi, jak wszystko, jak zlikwidować papierosy, jak wszystko zlikwidować. I bardzo proszę całego miasta Białegostoku i całego Podlasia oddać na mnie głos, dziękuję państwu.”

Wypowiedzi Pana Krzysztofa nie trzeba chyba omawiać, zrobiły to przede mną dziesiątki osób. Są proste, pełne błędów, nieskładne, nie świadczą zbyt dobrze o poziomie intelektualnym przemawiającego. Między stertami pomyłek można jednak wyczytać konkretne slogany: ochrona młodzieży przed używkami, usprawnienie komunikacji miejskiej, otwarcie nowych miejsc pracy, walka z przestępczością, pomoc osobom starczym, rozbudowanie struktur policyjnych, tępienie biurokratyzmu, budowa dróg. To nie są złe postulaty. Można by nawet rzec, że w porównaniu z tym co obiecują nam największe partie polityczne, to jak najbardziej rozsądne, możliwe do spełnienia cele. Ale nie oszukujmy się, osoba która chce reprezentować miasto, musi umieć przedstawić swoje pomysły w sposób klarowny, tak, by nie trzeba ich było szukać między wierszami i tłumaczyć co mówiący miał na myśli (pozdrawiam prezesa Kaczyńskiego z drugiej, największej partii w Polsce). Bardzo ważna jest też prezencja. A Krzysztof Kononowicz nie był ani przystojny, ani dobrze ubrany. Otyły, z obwisłą skórą, dużymi wargami i podkrążonymi oczyma. Na piersi sławny turecki sweter z chaotycznym wzorkiem. To nie miało prawa spodobać się wyborcom.

A jednak! Osoby promujące Pana Krzysztofa już wyczuwały, że internet będzie prawdziwą potęgą. Dziś każdy może się wypromować na Youtube lub własnym blogu, jeżeli wie jak wzbudzić kontrowersje. Wtedy, promocja internetowa cieszyła się nieco mniejszą popularnością. Dopuszczenie Kononowicza do wyborów było niewątpliwie sprytnym chwytem. Dostaliśmy niepotrafiącego się poprawnie wysłowić mężczyznę z wołającą o pomstę do nieba prezencją, ale… było w nim „to coś”. Był zabawny, uczciwy, dobroduszny. Przede wszystkim oczywiście zabawny. A reszta? Niczego nie traciła. Prawdopodobnie członkowie Podlasia XXI wieku nie mieli szans w wyborach. Postanowili wypróbować coś nowego, postawić błazna w roli króla, pokazać, że czasem prosty chłop też może być władcą. I udało im się! Kononowicz oczywiście nie został prezydentem, ale zajął szóstą pozycję. A internet oszalał…

Źródła (także zdjęć, wszystkie zdjęcia to zrzuty ekranu zrobione z dostępnych dla wszystkich filmików Youtube podanych w źródłach. Przepraszam za słabą jakość):


http://pl.wikipedia.org/wiki/Krzysztof_Kononowicz


http://en.wikipedia.org/wiki/Krzysztof_Kononowicz


http://www.youtube.com/watch?v=pRXlotr-PpQ




http://pl.wikiquote.org/wiki/Krzysztof_Kononowicz